Cykle energetyczne Intermarium

 |  Written by alchymista  |  4

Historia Polski, Litwy, Rusi, Rzeczypospolitej i szerzej – Intermarium - toczy się w czytelnych cyklach energetycznych, swego rodzaju „biorytmach”. Wiedza o tym nie jest powszechna, ja sam uświadomiłem sobie o tym dopiero wczoraj, gdy przeglądałem rozmaite źródła dotyczące historii Sejmu I Rzeczypospolitej. Tak, czasem przychodzą takie olśnienia...

Aby uświadomić sobie istnienie tych cyklów, trzeba odejść od tradycyjnego linearnego biadolenia nad druzgocącymi klęskami i bezowocnymi zwycięstwami, nad wywózkami na Sybir, nad upadkiem moralnym, politycznym i gospodarczym kraju i staczaniu się po równi pochyłej w wieku XVIII, nad kolejnymi rozbiorami, których było więcej niż trzy, ale każdy kolejny nazywano „czwartym”. Chciałbym, żebyśmy spojrzeli trochę odmiennym okiem na nasze wyże i niże energetyczne, a wówczas być może ujawnią się wnioski i rozwiązania na przyszłość. Dlatego bez większych wstępów:

 

Cykl wyżowy nr 1 (1410 – 1514 - 1611)

W tytule podane są daty naszych wielkich zwycięstw. Grunwald – Orsza – Smoleńsk. Zwycięstwa te są bezdyskusyjne. Co prawda bitwa pod Orszą nie uratowała Smoleńska, który wpadł w ręce Moskowii, ale pokazała siłę i witalność narodów ówczesnej Polski i Litwy. Smoleńsk odzyskaliśmy prawie sto lat później, podczas kolejnego wyżu energetycznego. W tym czasie również dwukrotnie zdobyliśmy Moskwę.

 

Cykl wyżowy nr 2 (1812 – 1918 - 2015)

Napoleońska wyprawa na Moskwę 1812 uważana jest za jego – Napoleona - największą klęskę. Czy jednak była również klęską dla nas? Wprost przeciwnie – pokazała witalność narodu (trzeci raz w historii zdobyliśmy Moskwę – marzenie biskupa Adama Krasińskiego z czasów Konfederacji Barskiej) i zapewniła mu lądowanie na cztery łapy. Księstwo Warszawskie nie zostało całkowicie zlikwidowane. Powstało Królestwo Polskie – namiastka państwowości, która pozwalała nam przetrwać.

Roku 1918 nie muszę tłumaczyć. Warto tylko dodać, że w tym samym czasie rodzi się (w bólach) niezależne państwo ukraińskie. W owym czasie próbujemy podtrzymać jego istnienie, lecz zdradzamy sprawę ukraińską w roku 1921. Białoruską zresztą także...

W 2015 roku przeżywamy kolejny wyż energetyczny, o czym za chwilę.

Pomiędzy cyklem 1 i 2 (a więc na przełomie wieku XVII i XVIII) jest dziura, ponieważ Jan Sobieski – dążąc do wciągnięcia Moskowii do Ligi Świętej – nie wykorzystał wewnętrznych niesnasek moskiewskich w latach 80 i nie ustabilizował instytucji Sejmu (choć miał wszelkie dane ku temu), przez co umocniła się władza i pozycja międzynarodowa cara Piotra. Korzystając z okazji Moskale uprzedzili nasz wyż energetyczny, przekupili szlachecką mniejszość, i w 1697 roku zainstalowali nam na tronie Augusta Mocnego. August Mocny wplątując Rzeczpospolitą w wojnę ze Szwecją i sojusz z Rosją, działał wbrew żywotnym interesom państwa i narodu. W rezultacie energia, która mogła być dla Moskali niekorzystna pod wieloma względami – wypaliła się w ogniu wojny domowej. O tym, że taka interpretacja przełomu wieków jest słuszna, przekonają się Państwo w dalszej części mojego wywodu.

W tym punkcie mamy jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie. W XXI wieku Rosjanie wyraźnie widzą nasz wyż energetyczny i przeciwdziałają jego efektom wszelkimi możliwymi sposobami. Zaledwie kulminacją tych wielopoziomowych knowań była zbrodnia smoleńska w 2010 roku i najazd na Ukrainę w roku 2014. Są to tylko najbardziej widoczne przejawy desperackich starań Rosji o rozproszenie i zniwelowanie naszej niuświadamianej przez nas samych przewagi.

 

A GDZIE SĄ NASZE NIŻE ENERGETYCZNE?

Optymistyczne podejście do dziejów Polski i całego Intermarium, próba spojrzenia na nas samych z lotu ptaka, może się jednak wydawać naciąganą i niepełną, szczególnie gdy nie pokazujemy cyklu klęsk, a są one dotkliwe. Pokażemy je jednak w formie daleko nietradycyjnej. Bo faktem jest, że klęski dotykają nas zwykle w nieomal połowie każdego stulecia.

Cykl niżowy 1 (1444 – 1548 – 1648 – 1744)

Bitwa pod Warną 1444 to kulminacja pierwszego kryzysu dynastii jagiellońskiej. Kryzysu przezwyciężonego dzięki geniuszowi Kazimierza Jagiellończyka. Klęska była jednak dotkliwa – utrata króla Władysława i marzeń o pokonaniu inwazji tureckiej na Bałkany.

Kolejna klęska to połowa wieku XVI. Kluczowy jest rok 1548, gdy szlachta dowiaduje się, że król Zygmunt August bezprawnie pojął za żonę Barbarę Radziwiłłównę. Kryzys ma tło religijne i światopoglądowe – protestanci uważają, że małżeństwo należy unieważnić, ale biskupi bronią sakramentu. Rezultatem jest zakończenie dynastii Jagiellonów, co oznacza kolejne perturbacje – utratę Połocka, ucieczkę Walezego, czyli kompromitację państwa. To, że istniał jakiś ruch egzekucyjny i tzw. „złoty wiek”, z którego jesteśmy dumni, jest w tym wypadku pomijalne. Liczy się to, że wyszliśmy obronną ręką z tego kryzysu. A że był to kryzys świadczy nadzwyczajna mobilizacja narodu w celu jego przezwyciężenia – reformy wewnętrzne, Unia Lubelska, wreszcie wojny Batorego (lata 70-80).

Roku 1648 nie muszę nikomu tłumaczyć. Bunt Chmielnickiego, następnie najazd moskiewski (1654), szwedzki (1655), siedmiogrodzki (1657), wreszcie bunt Lubomirskiego (1666) – wszystko to są wyzwania nadzwyczajne. Następuje wreszcie abdykacja Jana Kazimierza, która jest jakby powtórką ucieczki Walezego. Po raz kolejny dochodzi do kompromitacji ustroju państwowego! Próbą przezwyciężenia kryzysu jest najpierw zgodny wybór króla Michała Wiśniowieckiego (wprowadzenie zakazu abdykacji!), a następnie równie zgodny wybór Jana Sobieskiego. W latach 80 naród jest w szczytowej fazie mobilizacji sił witalnych, ale – jak wspomnieliśmy wcześniej – król nie potrafi tego potencjału wykorzystać. Bitwa pod Wiedniem przykrywa bezsilność króla i brak talentu do rozwiązania palących problemów wewnętrznych. Szlachta próbuje nawet króla skłonić do konfederacji w obronie przed oligarchią („sejm konny”). Król jednak nie podejmuje współpracy, za to wciąga Moskwę do Ligi Świętej, oddaje Kijów. W traktacie Grzymułtowskiego, daje Moskwie możliwość wtrącania się do spraw Rzplitej rzekomo w obronie prawosławnych... Z tragicznymi skutkami tego kroku Ukraina boryka się do dziś (kwestia autokefalii).

Rok 1744 jest bardziej datą symboliczną, gdy w Sejmie szlachta próbuje dokonać aukcji armii, ale bezsilność centralnej instytucji władzy staje się wręcz przygniatająca. Wszelkie konwulsyjne próby reform topione są w budyniu legalizmu proceduralnego i opętańczej ideologii równości. Mobilizacja sił witalnych przychodzi około roku 1768 i później, zwłaszcza w latach 80. W 1768 pojawia się też słabe echo buntu Chmielnickiego - rzeź na Humaniu, koliwszczyzna.

 

Cykl niżowy 2 (1846 – 1944)

Data 1846 to rabacja galicyjska, ale trudny dla nas jest cały okres między 1830-1865 i potem. Rabacja tylko ujawnia nasze największe słabości – przede wszystkim nie rozwiązaną sprawę niedoli chłopów. W wieku XIX naród mobilizuje wszystkie siły do przetrwania, kulminacja tych wysiłków następuje jak zwykle w latach 80. Powstaje Liga Polska, a potem Liga Narodowa. Powstaje ruch ludowy i ruch robotniczy (PPS i PPSD). Naród przechodzi do wspomnianej już wyżej fazy wyżu energetycznego.

Lata 30 i 40 wieku XX są szczególnie trudne dla Ukraińców (trzy hołodomory) i dla Polaków (ludobójstwa niemieckie i rosyjskie, w tym rzeź na Wołyniu). Powstanie Warszawskie w roku 1944, jak i cała II WS, jest świadectwem nadzwyczajnej mobilizacji sił witalnych nowożytnego narodu polskiego, który próbuje przetrwać. Ukraińcy walczą o swoją sprawę, niestety w niechęci do nas. Rok 1943 – jest swego rodzaju powtórką rabacji galicyjskiej (rzeź na Wołyniu). Zdrada sprawy ukraińskiej w 1921 roku wraca do nas jak swoista „karma”; w istocie rzeczy jest to dzieło Stalina.

Ostatecznie jednak Satrapa jest dla nas stosunkowo łaskawy: nie tracimy państwowości całkowicie. Pomimo terroru i strachu, PRL jest jednak podmiotem prawa międzynarodowego. Ukraina i Białoruś wpadają w bardziej dotkliwą niewolę, ale zachowują odrębność instytucjonalną (formalne członkostwo w ONZ). Narody Intermarium – walcząc o życie - ratują więc namiastki państwowości. Dekret o reformie rolnej PKWN – dotkliwy cios dla części ocalałych elit w Polsce – rozwiązuje jednak wiele naszych dylematów i ułatwia późniejsze zjednoczenie narodu w roku 1980, kiedy to następuje kolejna kulminacja naszych wysiłków. Od końca lat 90., pomimo dominacji postkomunizmu w życiu publicznym, przechodzimy jako naród do fazy wyżu energetycznego. Wraz z nami – jak młodsi bracia bliźniacy – do fazy swojego wyżu energetycznego przechodzą Ukraińcy. Warto sobie to uświadomić.

 

WNIOSKI

Przyzwyczailiśmy się widzieć naszą historię linearnie, gdyż żyjemy w najtrudniejszym okresie całej naszej ponad 1000-letniej historii (1795-). Postrzegamy nasze życie jako ciąg druzgocących klęsk i bezowocnych zwycięstw, utratę kolejnych terytoriów, nieustającą defensywę, cofanie się, przelew krwi, niewolę i emigrację. Ostatnich 200 lat to trudny czas, jednak pomimo wszystko nasze cykle energetyczne nadal działają. Kryzysy mamy zwykle w połowie stulecia. Po serii klęsk następuje okres mobilizacji sił witalnych (zwykle lata 70-80) i z początkiem stulecia – okres wyżu energetycznego.

Zależy to od nas samych – i od sterników naszej nawy państwowej – czy wykorzystamy kolejny wyż energetyczny Intermarium, czy też wtrącimy się w piekło mniejszych i większych wojen i wojenek domowych, jak na przełomie XVII/XVIII wieku.

Wspominając kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego, uświadamiamy sobie, że za jakieś 20 lat minie korzystna koniunktura i będziemy musieli znowu walczyć o przetrwanie. Obecnie mamy korzystny okres „cieplarniany”. Wykorzystajmy go po to, by możliwy kryzys państwowości w połowie XXI wieku nas nie pogrzebał, lecz wzmocnił, jak w wieku XVI. Skonsolidujmy się wokół prezydenta, rządu oraz Prawa i Sprawiedliwości. Pozwólmy im unowocześnić kraj, pozyskać nowe technologie, możliwości ekspansji w kosmosie i wiele innych, otwierających się możliwości. Nie zapominajmy o tradycji i naturalnym życiu, w zgodzie z Przyrodą. Znormalizujmy relacje polsko-ukraińskie, pomóżmy Ukrainie. Wypchnijmy Moskali z Białorusi. Stańmy na linii Dniepru, jak nasi wielcy przodkowie. Śmiało, Panie i Panowie! Przeznaczeniem Polski, Ukrainy, Białorusi, Litwy, Łotwy i Estonii jest Rzeczpospolita Intermarium! Przeznaczeniem Rzeczypospolitej jest Wielkość!

 

Jakub Brodacki

5
5 (3)

4 Comments

Obrazek użytkownika stronnik

stronnik
Zacytuję ten istotny fragment: "...uświadamiamy sobie, że za jakieś 20 lat minie korzystna koniunktura i będziemy musieli znowu walczyć o przetrwanie." 

Nie wiem jednak czy politycy (ZP) mają wogóle w swoich głowach taki obraz, a nawet jeśli niektórzy choćby mają to, czy kierują się tą wiedzą w swoich działaniach.

Patrząc beznamiętnym spojżeniem na to, co się z Polską dzieje, na działania polityków, widać że ich wizja nie sięga dalej niż do najbliższych wyborów, że perspektywy zakreślane w ich(ZP) planach są nie dalsze niż dwie najbliższe kadencje czteroletnie. I nie ma w tym nic dziwnego, bo system jest tak skonstruowany i to są tego rezultaty. Natomiast Polska od roku 1990 nie wychodzi poza sytuację nadzwyczajną, która powinna być nazywana permanentnym stanem wyjątkowym. Wyjątkowe było pierwsze dziesięciolecie pod szyldem "transformacji", wyjątkowe było drugie pod szyldem "prywatyzacji" i kolejne będzie wyjątkowe, bo całe państwo nadal nie uzyskało właściwej równowagi i spokoju, aby móc rozwijać wszystkie dziedziny życia w duchu polskości i zgodnie ze znanymi regułami państwa, które chce stać się państwem, narodem suwerennym w każdej dzidzinie.

Droga do tego celu wydaje się oczywista, ale wielu nie dostrzega niebezpieczeństw, albo niedocenia ich. Zbyt wielu nadal pojmuje sytuację wewnętrzną i zewnętrzną Polski jako normalną, idącą w dobrze wytyczonym kieruku jakim jest droga, którą przebyły wcześniej inne państwa Europy. Często bowiem w publikacjach napotykamy powoływanie się na przykłady oraz "wzorce"
z niedalekiej przeszłości innych państw. Jednak, moim skromnym zdaniem, jest to droga na manowce. Polska ma wyjątkową pozycję na geopolitycznej mapie Europy, która powinna zmuszać polityków, ale też inne wpływowe grupy i elity do znajdywania znacznie badziej adekwatnych, własnych dróg dojścia do Polski suwerennej. Przy czym pod słowem suwerennej, rozumiem wszystko to, co oznacza suwerenność w zakresie polityki wewnętrznej jak i zewnętrznej. Posiadamy jedną z bardzo silnie oddziałujących suwerennności, jaką jest własny pieniądz, ale poza tym mamy jej bardzo niewiele.

Ponad to, mamy czas. Jest go niewiele i szybko się kurczy. Jednak aby Polska mogła się stać krajem naprawdę suwerenym, bogatym i silnym, trzeba się trochę spieszyć z działaniami. Sprawa wetowania ustaw mających reformować system sądów, pokazuje, że straciliśmy conajmniej kilka lat. A to bardzo poważny błąd. Jednocześnie przykład ten pokazuje jak niefrasobliwie postępują politycy, którzy tak napawdę nie dojżeli do sprawowania urzędów jakie obejmują, dodatkowo będąc obciążonymi popełnionymi wcześniej błędami, za które nie ponieśli konsekwencji. Ba! Zostali nagrodzeni najwyższym urzędem w państwie. Takim politykiem jest niewątpliwie Duda, który w zębach oddał klucze Kancelarii Prezydenta bez odpowiednich podstaw. A przecież to od ich przewidywań, dalekowzroczności, działań wyprzedzających i pomysłowości, wreszcie dbałości o detale, zależy czy wróg (bo w takich kategoriach pojmuję działania POKO, lewicy i wszystkich innych jawnie lub skrycie szkodzących Polsce), zostanie zredukowany i wyparty.

Jeżeli Polska ma się stać wielka, jej politycy muszą wyprzedzać jej wielkość, swoją wielkością. Wiele wskazuje, że obecni, łącznie z prezesem PiS, Jarosławem Kaczyńskim, nie są wielcy na miarę wielkości, o której marzy wielu Polaków. Przyjdzie nam jeszcze, czekając, zapłacić bardzo drogo za brak dumnych, patriotycznych, świadomych swego znaczenia i znaczenia Polski, elit i polityków.
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
To naród tworzy polityków, nie na odwrót. W latach 80. wytworzyliśmy elitę nowego państwa. Z całej tej elity przetrwał tylko Kaczyński, całe PO jest na straty, Gowin na straty, o Ziobrze też mam spore wątpliwości. Kaczyński jako jedyny miał wizję, ale otoczenie polityczne w Polsce i uwarunkowania zewnętrze pozwalają grać na tyle, na ile pozwalają.
Mój tekst ma byc zachętą dla polityków, aby działali śmielej.
Nie doceniasz znaczenia CPK dla naszej pozycji w Europie. Rząd podejmuje kroki, by zniwelowac zapóźnienie cywilizacyjne. Idziemy zygzakiem, ale do przodu. Chciałoby się lepiej i szybciej, to fakt. Ale społeczeństwo też nie całkiem dojrzało, jak widać po wynikach wyborów. Część ludzi ciężko boi sie wojny, więc i rząd ma skrępowane ręce. Część prawicy blokuje porozumienie z Ukraińcami. Są też setki trolli i pudeł rezonansowych Kremla.
Prezydent wystapił do Zełenskiego z inicjatywą wspólnej defilady w Kijowie. Temat nie został podjęty, ale ukraińskie NABU współpracuje z CBA. To jest drobny kroczek w odpowiednim kierunku.
Obrazek użytkownika stronnik

stronnik
Nic nie piszę o CPK, ani o przekopie mierzei, ani wogole nie odnoszę się do poczynań rządu w gospodarce. Skupiam się na wskazaniu niedostatków poltyki PiS i szerzej, polityki elit patriotycznych. Patrzę na scenę polityczną i widzę partię polską i anty polską. Z tym, że partia polska robi silne wrażenie jakby sama nie była pewna czy idzie we właściwym kierunku oraz, że środki i metody jakich używa, są delikatmie mówiąc nieodpowiednie. To znaczy, zapewne odpowiednie do tych zamierzeń i planów jakie realizuje, natomiast niedostatki są tak duże z powodu samoograniczenia. Które chyba dla każdego jest widoczne.

Polska wymaga działań zakrojonych na znacznie większą skalę, jak choćby polityka historyczna. To tylko jeden, wcale nie drobny, przykład tego, czego jest za mało i jest źle realizowane. Partia z poparciem 10 milionów nie jest w stanie znaleźć odpowiednich ludzi i zbudować instytucji do promowania polskiej polityki historycznej? Albo budowa elektrowni atomowej. Co konkretnie zrobiono w ciągu ostatnich pięciu lat i jak daleko są zaawansowane prace?

Polityka zagraniczna Polski dopiero raczkuje. Od bardzo wielu lat, jeśli nie od 1939 roku, Polska nie realizowała własnej, wynikającej z naszych priorytetów, polityki zagranicznej. Wiadomo na pewno, że Rosja jest godna traktowania jej poważnie i że w polityce liczą się interesy. Rosja realizuje politykę swoich intsresów. Polska nie widzi interesu prowadzenia interesów z Rosją. To jest bląd. Ale wiadomo, że Rosja liczy się tylko z silnymi. My dopiero budujemy pierwsze zręby tej siły dywersyfikując dostawy gazu. To taki chyba reset w stosunkach z Rosją, jeśli usiądziemy do rozmów?

Druga siła to budowa armii. PiS w pierwszym etapie chiał i kupił sobie poparcie uruchamiając programy socjalne. I dobrze,ale to wynikało z pewnej ostrożności. Natomiast druga część planu, czyli reformy sądów, otwierające drogę do dalszych i głębszych reform, został storpedowany przez Dudę. Nie wnikam co legło u podstaw jego decyzji. Tego się nie wróci. Na miejscu Kaczyńskiego poszukał bym  nowego kandydata na drugą kadencję.

Armia zaś jest w ślimaczym tempie odbudowywana, ale zbudowano OTK. Dobre i to. Tyle że to stanowczo za mało. Opieranie bezpieczeństwa o jakiekolwiek sojusze i umowy musi być poparte realną siłą własną, którą druga strona dostrzega i docenia. Na dziś jedyną realną siłą która, może chcieć zaryzykować śmierć swoich żołnierzy są USA. Nikt inny palcem nie kiwnie. Ale USA także tu chcą/muszą realizować swój interes. Bo bezpieczeństwo Polski jest ważne dla Polski, ale dla Stanów ważny jest interes jak można na tym zrobić. Z Ukrainą jest chyba gorzej niż z Rosją. Rosja jest postrzegana jako realne i duże zagrożenie. Ukraina? A kto całą prawdę o Ukrainie w Polsce?A kto na Ukrainie? Ten obszar stosunkòw to ugòr i czeka nas i tamtych cięźka orka. Ale do tanga trzeba dwojga.

Trzesia siła to gospodarka. Częścią silnej gospodarki jest zapewnienie dostaw dla Armii. Dalaej jest rozwój technologoczny... A tu Gowin leży Rejtanem w poprzek jakimkolwiek zmianom w zakresie uczelni, ktore powinny być wprzęgnięte w gospodarkę. Tak jak to się wszędzie dzieje. Mamy szanse na rozwój, jeśli nie potrafiliśmy wykorzystać zdolności do produkcji własnego grafenu?

Nie chcę tego ciągnąć dalej. Trzeba mieć świadomość, że w tej chwili Polska kupuje sobie czas, który jest konieczny do zbudowania jakiejś siły militarnej oraz odbudowy gospodarki. Na drugim biegunie jest brak cierpliwości Polaków. Dziwne? Nie, normalne. Licho jednak nigdy nie zasypia i jeśli szybko nie powstaną silne media z polskim kapitałem oraz ustawowe gwarancje utrzymujące je w polskich rękach to, może być kiepsko. W moim rozumieniu, obecny stan to odbudowa państwa polskiego, do ktorej mieszają się obce podmioty, które mają interes w tym byśmy pozostali słabeuszami. Jednak pod wpływem falszywych informacji i przekazom medialnym obcych i wrogów, część populacji daje wiarę omamom, mającym wyprowadzić nas na manowce. Jakiekolwiek manowce, byle nie był to nasz własny interes.
Reasumując działania PiS - za mało, za słabo i za późno. Pod wieloma, choć nie wszystkimi względami. Drrugiej szansy nie będzie, jeśli zmiany w Polsce dalej będą się tak ślimaczyły. Wbew pozorom, ludzie lubią silną i zdecydowaną, wyrazistą władzę.
Obrazek użytkownika Danz

Danz
Witam, często słucham podkastów Bartosiaka (polecam) z których wynika, że my Polacy przespaliśmy ostatnie 30 lat, nie 25, ale 30 (wliczając ostatnie 5). Uwierzyliśmy w "koniec historii" i wieczny pokój światowy.  W wyniku polityki zaniechań Polska nie ma wyrazistej wizji polityki wschodniej, wręcz przeciwnie opiera się na starych kalkach "nieingerencji na wschodzie" i "podporządkowaniu się polityce zachodu." Dopiero niedawno uświadomiliśmy sobie, że nasza wizja bezpieczeństwa koliduje z polityką Niemiec i Francji.
Przez ostatnie dziesięciolecia Polska postawiła na NATO i "zachód", a odpuściła sobie niezależną politykę na wschodzie Europy.  To był błąd. Taka postawa sprawdzała się w czasie pokoju, ale ostatnie wydarzenia w Azji wskazują, że wojna kinetyczna pomiędzy USA i Chinami zbliża się milowymi krokami. Polska, tak jak i europejskie NATO nie są przygotowane na wojnę z koalicją Rosja-Chiny.
Polska nie rozmawia na temat bezpieczeństwa z Finlandią i Szwecją, prowadzimy ograniczoną współpracę z Rumunami, Niemcy wyraźnie dają nam znać, że w razie wojny nie będą umierać za Olsztyn i Gdańsk (groźba ograniczonego uderzenia atomowego na Trójmiasto).
Oparliśmy się na sojuszu NATO, czyli na gwarancjach USA, a nie na budowaniu silnej armii.
Miejmy nadzieję, że modernizacja polskiej armii przyspieszy, a politycy i wojskowi poszukają gwarancji wojskowych w krajach skandynawskich.
Niestety, zapóźnienia są dramatyczne, a polityka wschodnia "de facto" nie istnieje.
Pozdrawiam.

Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
Empedokles

Więcej notek tego samego Autora:

=>>