Zdjęcie: Lowdown / Licencja: CC BY-SA 3.0/ WikipediaNie udało się znaleźć kupca dla Fabryki Autobusów Autosan w Sanoku. Bez nabywcy są także Krośnieńskie Huty Szkła. W obu przypadkach na ogłoszone przetargi nie zgłosił się żaden oferent.
W pierwszym przetargu, którego wyniki ogłoszono wczoraj, cena wywoławcza za sanocki Autosan – w upadłości wynosiła 56 milionów złotych. Chętnych jednak nie było. Brak oferentów może wynikać z utrzymującego się od kilku lat zastoju w branży samochodowej. To oznacza, że za kilka miesięcy, w październiku, odbędzie się drugi przetarg, w którym cena za zakład będący w ruchu zostanie obniżona do 50 milionów złotych.
– Jesteśmy spokojni, jak na razie pracujemy. Pod zarządem syndyka realizujemy zamówienia i czekamy na rozwój wydarzeń. Zależy nam, żeby nowy właściciel był solidny, żeby kupna fabryki nie traktował jako przygody, licząc na szybki zysk, ale mądrze poprowadził zakład – mówi Ewa Latusek, przewodnicząca NSZZ „Solidarność” w sanockim Autosanie.
Od tego, kto będzie nowym właścicielem firmy, uzależniona jest przyszłość zakładu i los 360-osobowej załogi. Obok autobusów, których firma ma do wyprodukowania 27, w Sanoku powstają m.in. podzespoły do wagonów kolejowych, ponadto realizowane są zamówienia dla wojska.
Bo cena za wysoka...
Również po raz kolejny nie udało się znaleźć nabywcy na Krośnieńskie Huty Szkła i udziały w spółkach zależnych. Brak zainteresowana ze strony ewentualnych inwestorów syndyk KHS Marek Leszczak upatruje m.in. w cenie, jaką trzeba zapłacić za poszczególne składniki majątku.
– Myślę, że oferenci oczekują na bardziej korzystną cenę. Nowa podstawowa cena KHS będzie wynosić 145 milionów złotych, do tego trzeba doliczyć ok. 40 milionów złotych za zapasy i ok. 3 miliony złotych nakładów związanych z ulepszeniem zakładu. To znaczne kwoty, a ponadto nie jest to też przedmiot łatwy do sprzedaży – podkreśla w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl syndyk Marek Leszczak.
Nie ukrywa, że zainteresowanie KHS jest duże, ale w tego typu sprawach liczy się efekt w postaci kupna. – Huta cały czas produkuje, zatrudnia ok. 2 tysięcy pracowników i spłaca niektórych wierzycieli, takich jak Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, spłaca też należności pracownicze – dodaje Leszczak.
KHS to jeden z największych w Polsce i uznany w świecie producent sodowego szkła gospodarczego, znany głównie z wyrobów ze szkła formowanego metodą ręczną i szkła stołowego z tzw. automatów. Ponad połowa produkcji KHS trafia do 60 krajów świata. W 2009 r. sąd ogłosił upadłość likwidacyjną KHS. Kolejny przetarg został wyznaczony na 14 października.
Gra o duże pieniądze
Gdzie indziej przyczyn w braku chętnych na zakup KHS upatruje Tadeusz Majchrowicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” i przewodniczący Zarządu Regionu Podkarpacie NSZZ „Solidarność” w Krośnie. W rozmowie z NaszymDziennikiem.pl przyznaje, że problem tkwi w procedurze przetargowej, która w przypadku niewyłonienia nabywcy w kolejnych przetargach pozwala na obniżanie ceny wywoławczej za dany majątek.
– Do takiej kwoty obniża się cenę takiego czy innego przedsiębiorstwa aż ten, kto ma ją nabyć, będzie usatysfakcjonowany. Przetarg to tylko i wyłącznie gra. O tym, że pod konkretnego polityka jest przygotowywana sprzedaż KHS w szeptanej polityce, mówi się od momentu ogłoszenia upadłości huty. Niestety, nie mamy na to wpływu – podkreśla Majchrowicz. Dodaje, że w tej sytuacji błąd popełniają wierzyciele, którzy milczą, bezczynnie przyglądając się, jak coraz bardziej oddala się od nich szansa na odzyskanie należności.
– Zadłużenie KHS wobec m.in. przedsiębiorców i różnych firm w momencie upadłości wynosiło 350 milionów złotych. Biorąc pod uwagę fakt obniżania w każdym nowym przetargu ceny, w najbliższym przetargu wycena KHS będzie o ok. 200 milionów złotych poniżej zadłużenia firmy. Można zatem powiedzieć, że różnica, a więc wspomniane 200 milionów zadłużenia, zostanie pokryta z kieszeni polskiego podatnika. Przecież ktoś musi te straty pokryć. Fakt, że wszystko to dzieje się w majestacie prawa, jest jednym wielkim skandalem – uważa Tadeusz Majchrowicz. – Nie zdziwię się, gdy w pewnym momencie, w kolejnym przetargu ktoś kupi KHS np. za 50 milionów złotych.
Mariusz Kamieniecki
http://naszdziennik.pl/ekonomia-gospodarka/82580,czekaja-na-wlasciciela.html
Brak głosów