
Kampania prezydenta Komorowskiego, sama w sobie drętwa i nadęta, zamienia się w tragifarsę zawsze wtedy, gdy próbuje być nowoczesna. Wspominałem już o facebookowym profilu „Co na to Bronek”?, którego autorzy zamieszczają nieśmieszne obrazki z sobowtórem Łukasza Warzechy lub Marka Wikińskiego, choć według nich to prezydent Komorowski. Ten ostatni, za pośrednictwem sztabu, za to im płaci, o czym informację znajdziemy w zakładce „Zasady”, gdyby ktoś nie mógł uwierzyć.
Prezydent, jak wiedzą wszyscy w miarę niezależni dziennikarze, nie ma czasu, by pogadać z którymś z nich i wszelkie prośby wysyłane z tej strony pozostają bez szans na pozytywną odpowiedź. Konferencji prasowych też nie ma, bo po co, zawsze można zaprosić kogoś z dziennikarzy dworskich do siebie. Taka tam specyfika środkowej Azji. Jedyny dziennikarz, który z prezydentem miał okazję porozmawiać, był Wojciech Sumliński, ale jak wiemy, potrzeba było do tego środków nadzwyczajnych i chyba od nikogo nie mamy prawa wymagać, by przechodził podobny koszmar, by później kilkadziesiąt razy usłyszeć „Nie wiem, nie pamiętam”.
Co jednak nie udało się Gmyzowi, czy Pereirze, nagle, ni stąd ni zowąd stało się udziałem popularnego vlogera (wideo-blogera), o którym większość z nas pierwszy raz usłyszała. Bronisław Komorowski przyjął zaproszenie do programu, wystąpił, niezbyt się ponoć spodobało, ale cóż – prezydent znów pokazał, że w świecie nowych mediów czuje się jak ryba w wodzie. Sprawdzać nie będę, od umartwiania się jest post, poczytałem sobie za to, że bloger taki niezależny, jak kandydata obywatelski, można znaleźć wspólne zdjecie pana Jakóbiaka i pana Komorowskiego sprzed dwóch lat, na innym znowuż premier Tusk i Magda Jethon – kto z nas, niezależnych blogerów, nie ma takich zdjęć? Ja mam nawet z panią Paradowską, bo kiedyś odbierałem od niej nagrodę dla blogera roku w imieniu Chłodnego Żółwia. Sprytny Żółw dzięki temu nie ma kompromitującej foty, a ja, cóż, wręcz przeciwnie. Wracając do Jakóbiaka, ten napisał, że chciał gadać z każdym, ale tylko Komorowski się zgodził. Ktoś postanowił więc popytać i okazało się, że do większości jednak nie pisał, do innych i owszem, ale dziwnym trafem o wiele później, niż do Bronisława Komorowskiego. Kto z z nas nie robił kiedyś imprezy, na którą zaprosił połowę znajomych, a potem, w połowie trzeciej flaszki pisał lub dzwonił do kogoś, komu o spotkaniu napisał w chwili, gdy już za późno było na zmianę innych planów i mówił „szkoda, że Cię tu nie ma”. Podsumowując, dla niezależnego blogera to nie jest najlepszy dzień, choć pewnie pójdą za nim jakieś intratne zlecenia.
W pałacu jednak nadal nerwowo, co pokazuje kolejny popis chamstwa w wykonaniu Tomasza Nałęcza. To dość interesujące, że z tego pana z dwoma czołami PRL-owski aparatczyk wychodzi częściej, niż z postkomunistów, którzy zostali w orbicie SLD. Tym razem Nałęcz do posłanki PiS Małgorzaty Sadurskiej w rozmowie na temat podpisanej dziś konwencji antyprzemocowej zwrócił się słowami „Zmieni się pani płeć od tego zapisu? Nie? No to o co chodzi?”. Ręce trzymał jednak przy sobie, choć dla lepszego efektu powinien przy tym walić butem w pulpit. Może powstrzymała go nieszczęsna konwencja?
Po południu pojawiła się informacja, że TVP zaprasza wszystkich kandydatów na półtoragodzinną debatę 5 maja. Nie wiem, czy to element jakiegoś scenariusza, czy zwykłe wyrwanie się przed szereg, niemniej sztab prezydenta Komorowskiego już się od inicjatywy zdystansował. Cóż, być może reprezentowany będzie przez Palikota. Byle tylko ten nie przynosił tym razem żadnych świńskich ryjów, bo mogłoby to zostać opacznie zrozumiane. Prezydent nie przyjdzie, ponieważ wie, że telewizja to melodia przeszłości, on zaś stawia na social media.
https://www.facebook.com/CoNaToBronek?fref=ts
http://pikio.pl/robil-wywiad-z-komorowskim-oklamal-widzow-zaprosilem-wie...
http://pikio.pl/jakobiak-uzyl-gumki-w-paincie-by-zmienic-adresy-sztabow-...
http://wpolityce.pl/polityka/240758-sadurska-pyta-nalecza-dlaczego-niemcy-nie-podpisaly-konwencji-ten-odpowiada-jezus-maria-zastapicie-kaczynskiego-angela-merkel
PS. Nie tak dawno oglądałem chyba najlepszy z widzianych przeze mnie koreańskich seriali, "Królowa ambicji”. To połączenie typowej, „latynoskiej” telenoweli z mocnym, zarysowanym w ostatniej części wątkiem politycznym. Ot, dobry facet zakochuje się z łej kobiecie i jest gotów zrobić dla niej wszystko, do czasu. Później próbuje się zemścić, a raczej pomścić śmierć ich wspólnej córki, do której doprowadził egoizm dziewczyny. Ta jednak umyka sprawiedliwości i najpierw wżenia się w bogatą rodzinę, a następnie zaczyna kreować całkowicie posłusznego sobie kandydata na prezydenta. I tu dochodzimy do jednej sceny, którą warto zobaczyć na niecały miesiąc przed wyborami – bo tak wygrywa się debaty, nawet nie przychodząc na nie, tak wygrywa się sondaże i tak wreszcie zdobywa się władzę, nawet będąc zupełnie nijakim. Napisy angielskie, treść uniwersalna, trzeba przewinąć do mniej więcej 47 minuty. Polecam. Oczywiście, jeśli ktoś lubi seriale, polecam całość, jednak ten fragment warto potraktować oddzielnie. Warto prześledzić rozwój wątku do końca odcinka.
http://www.justseries.tv/queen-of-ambition-episode-21/
Prezydent, jak wiedzą wszyscy w miarę niezależni dziennikarze, nie ma czasu, by pogadać z którymś z nich i wszelkie prośby wysyłane z tej strony pozostają bez szans na pozytywną odpowiedź. Konferencji prasowych też nie ma, bo po co, zawsze można zaprosić kogoś z dziennikarzy dworskich do siebie. Taka tam specyfika środkowej Azji. Jedyny dziennikarz, który z prezydentem miał okazję porozmawiać, był Wojciech Sumliński, ale jak wiemy, potrzeba było do tego środków nadzwyczajnych i chyba od nikogo nie mamy prawa wymagać, by przechodził podobny koszmar, by później kilkadziesiąt razy usłyszeć „Nie wiem, nie pamiętam”.
Co jednak nie udało się Gmyzowi, czy Pereirze, nagle, ni stąd ni zowąd stało się udziałem popularnego vlogera (wideo-blogera), o którym większość z nas pierwszy raz usłyszała. Bronisław Komorowski przyjął zaproszenie do programu, wystąpił, niezbyt się ponoć spodobało, ale cóż – prezydent znów pokazał, że w świecie nowych mediów czuje się jak ryba w wodzie. Sprawdzać nie będę, od umartwiania się jest post, poczytałem sobie za to, że bloger taki niezależny, jak kandydata obywatelski, można znaleźć wspólne zdjecie pana Jakóbiaka i pana Komorowskiego sprzed dwóch lat, na innym znowuż premier Tusk i Magda Jethon – kto z nas, niezależnych blogerów, nie ma takich zdjęć? Ja mam nawet z panią Paradowską, bo kiedyś odbierałem od niej nagrodę dla blogera roku w imieniu Chłodnego Żółwia. Sprytny Żółw dzięki temu nie ma kompromitującej foty, a ja, cóż, wręcz przeciwnie. Wracając do Jakóbiaka, ten napisał, że chciał gadać z każdym, ale tylko Komorowski się zgodził. Ktoś postanowił więc popytać i okazało się, że do większości jednak nie pisał, do innych i owszem, ale dziwnym trafem o wiele później, niż do Bronisława Komorowskiego. Kto z z nas nie robił kiedyś imprezy, na którą zaprosił połowę znajomych, a potem, w połowie trzeciej flaszki pisał lub dzwonił do kogoś, komu o spotkaniu napisał w chwili, gdy już za późno było na zmianę innych planów i mówił „szkoda, że Cię tu nie ma”. Podsumowując, dla niezależnego blogera to nie jest najlepszy dzień, choć pewnie pójdą za nim jakieś intratne zlecenia.
W pałacu jednak nadal nerwowo, co pokazuje kolejny popis chamstwa w wykonaniu Tomasza Nałęcza. To dość interesujące, że z tego pana z dwoma czołami PRL-owski aparatczyk wychodzi częściej, niż z postkomunistów, którzy zostali w orbicie SLD. Tym razem Nałęcz do posłanki PiS Małgorzaty Sadurskiej w rozmowie na temat podpisanej dziś konwencji antyprzemocowej zwrócił się słowami „Zmieni się pani płeć od tego zapisu? Nie? No to o co chodzi?”. Ręce trzymał jednak przy sobie, choć dla lepszego efektu powinien przy tym walić butem w pulpit. Może powstrzymała go nieszczęsna konwencja?
Po południu pojawiła się informacja, że TVP zaprasza wszystkich kandydatów na półtoragodzinną debatę 5 maja. Nie wiem, czy to element jakiegoś scenariusza, czy zwykłe wyrwanie się przed szereg, niemniej sztab prezydenta Komorowskiego już się od inicjatywy zdystansował. Cóż, być może reprezentowany będzie przez Palikota. Byle tylko ten nie przynosił tym razem żadnych świńskich ryjów, bo mogłoby to zostać opacznie zrozumiane. Prezydent nie przyjdzie, ponieważ wie, że telewizja to melodia przeszłości, on zaś stawia na social media.
https://www.facebook.com/CoNaToBronek?fref=ts
http://pikio.pl/robil-wywiad-z-komorowskim-oklamal-widzow-zaprosilem-wie...
http://pikio.pl/jakobiak-uzyl-gumki-w-paincie-by-zmienic-adresy-sztabow-...
http://wpolityce.pl/polityka/240758-sadurska-pyta-nalecza-dlaczego-niemcy-nie-podpisaly-konwencji-ten-odpowiada-jezus-maria-zastapicie-kaczynskiego-angela-merkel
PS. Nie tak dawno oglądałem chyba najlepszy z widzianych przeze mnie koreańskich seriali, "Królowa ambicji”. To połączenie typowej, „latynoskiej” telenoweli z mocnym, zarysowanym w ostatniej części wątkiem politycznym. Ot, dobry facet zakochuje się z łej kobiecie i jest gotów zrobić dla niej wszystko, do czasu. Później próbuje się zemścić, a raczej pomścić śmierć ich wspólnej córki, do której doprowadził egoizm dziewczyny. Ta jednak umyka sprawiedliwości i najpierw wżenia się w bogatą rodzinę, a następnie zaczyna kreować całkowicie posłusznego sobie kandydata na prezydenta. I tu dochodzimy do jednej sceny, którą warto zobaczyć na niecały miesiąc przed wyborami – bo tak wygrywa się debaty, nawet nie przychodząc na nie, tak wygrywa się sondaże i tak wreszcie zdobywa się władzę, nawet będąc zupełnie nijakim. Napisy angielskie, treść uniwersalna, trzeba przewinąć do mniej więcej 47 minuty. Polecam. Oczywiście, jeśli ktoś lubi seriale, polecam całość, jednak ten fragment warto potraktować oddzielnie. Warto prześledzić rozwój wątku do końca odcinka.
http://www.justseries.tv/queen-of-ambition-episode-21/
(2)