Kasjer Lenina (1)

 |  Written by Godziemba  |  0
Aleksander Parvus był faktycznym autorem planu zdobycia – za niemieckie pieniądze władzy przez bolszewików w Rosji.
 
 
        Izraił Łazariewicz Helphand urodził się w 1867 roku żydowskiej rodzinie rzemieślników osiadłych w białoruskim miasteczku Berezyna. Wkrótce potem rodzina przeniosła się do Odessy, gdzie Izraił podjął naukę w gimnazjum.
 
 
       Po maturze – jako bardzo zdolny uczeń – otrzymał stypendium Funduszu Palestyńskiego i wyjechał na studia w do Szwajcarii. Kolejno w Zurychu, Bazylei i Bernie uczęszczał na wykłady z ekonomii, filozofii, fizyki, historii, a nawet mineralogii. Ostatecznie w 1891 roku uzyskał doktorat z filozofii.
 
 
       W czasie studiów związał się z grupą Gieorgija Plechanowa, a ich zakończeniu z Karlem Kautskym ,  wydawcą i redaktorem najważniejszej gazety SPD „Neue Zeit”. Wtedy też przyjął pseudonim Parvus, co po łacinie oznaczało „mały, „mało znaczący”, co kontrastowało z jego posturą syberyjskiego niedźwiedzia oraz nowym imieniem – Aleksander, które kojarzyło się z Aleksandrem Wielkim.
 
 
       „Pod szeroką, byczą twarzą z wysokim czołem, - opisał go Siefeldt - małym nosem i staranie wypielęgnowaną brodą widać było gąbczasty podwójny podbródek niemal całkowicie zakrywający szyję. Małe, bystro spoglądające oczy osadzone były głęboko. Krótkie nogi dźwigały korpus niczym worek mąki. Bez przerwy wiosłował rękami, jak gdyby musiał utrzymywać równowagę”.
 
 
      Okazał się zdolnym dziennikarzem, dlatego chętnie publikował go i Kautsky w „Neue Zeit”, i Clara Zetkin w „Gleichheit”.  Ze względu na temperament, zamiłowanie do ostrego słowa i konflikty z właścicielami pism szybko nazwany zostaje „literackim awanturnikiem”.
 
 
      Podczas podróży reporterskiej do Rosji wpadał na pomysł wydawania w Niemczech socjalistycznego pisma po rosyjsku, które będzie potem kolportowane w Rosji. Jego pomysł zyskał wsparcie zarówno Plechanowa jak i Lenina.
 
 
      W ten sposób powstała „Iskra”. Początkowo blisko współpracował z Leninem, ale po rozłamie w partii, zbliżył się do Trockiego, który nie chciał się po żadnej ze stron.  
 
 
     „Parvus był bez wątpienia wybitną marksowską postacią końca ubiegłego i początku bieżącego wieku   –  wspominał Trocki w autobiografii. – Swobodnie władał metodą Marksa, patrzał daleko, śledził wszystkie istotne przejawy życia na światowej arenie, co przy wybitnej śmiałości myśli i męskim, jędrnym stylu czyniło go naprawdę wyjątkowym pisarzem. Dawne jego prace przybliżyły mnie do problematów rewolucji społecznej, przestałem uważać zdobycie władzy przez proletariat za astronomiczny „ostateczny” cel i uznałem je za praktyczne zadanie naszych czasów. Tym niemniej w Parvusie było zawsze coś szalonego i nieobliczalnego”.
 
 
       Po wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej wyjechał z Trockim do Rosji, licząc na obalenie władzy cara. Gdy Trocki stał na czele petersburskiej Rady Delegatów Robotniczych, Parvus  kierował nią  z tylnego siedzenia, bo jak sugeruje Aleksander Sołżenicyn: „gdy tylko jego postulaty przekształcały się w praktykę, w konkretne działania, zdobywały poparcie – ich organizacją już się nie interesował, odpadał, znikał: na swej drodze potrafił być tylko pierwszy i jedyny”.  Napisał „Manifest finansowy”, w którym ogłosił nieuniknione bankructwo finansowe caratu.
 
 
      Aresztowany z Trockim, uciekał z więzienia i wyjechał na Zachód, gdzie zaczął kłaść nacisk na sprawy finansowe, uważając, że „idea bez pieniędzy zemrze śmiercią głodową”.
 
 
      Szybko udowadnia, iż ma wybitny talent do mnożenia majątku. I „tak w tej ciężkiej, mięsistej głowie buldoga myśli o rewolucji splatały się z myślami o bogactwie– wspominał po latach Trocki.
 
 
        Wcześniej jednak  jako właściciel wydawnictwa sprzeniewierzył pieniądze należne Gorkiemu. Pisarz zaskarżył go o  sto osiemdziesiąt tysięcy marek w złocie, które ostatecznie wypłacili  towarzysze z SPD, by skandal nie ujrzał światła dziennego. Jednocześnie wykluczyli Parvusa z szeregów partyjnych.
 
 
       W tej sytuacji postanowił wyjechać i rozpoczął karierę kapitalisty. Przyjeżdża do Turcji, w której w 1908 roku doszło do rewolucji młodoturków.   Pisze wnikliwe teksty ekonomiczne do tamtejszej gazety „Türk Yurdu”, udowadniając w nich, że Turcja może się uniezależnić finansowo od Europy. Zostaje następnie doradcą tureckiego Ministerstwa Finansów oraz  przedstawicielem potężnego handlarza bronią, Basila Sacharowa.
 
 
       Z Odessy i Bułgarii  importował do Turcji zboże, z Rosji – broń i amunicję, by sprzedawać ją zwaśnionym stronom na Bałkanach, z Niemiec przywoził maszyny firmy Kruppa, drewno i żelazo sprowadzał z Austrii. W końcu jako właściciel handlowego imperium osiadł w pięknej rezydencji na Wyspach Książęcych.
 
 
        Z rewolucjonisty przeobraził się w prawdziwego kapitalistę – w cylindrze i fraku. „Do tego cygaro, podwójny podbródek i stado biuściastych blondynek… Jest w tym czasie już ojcem dwóch synów z dwóch związków”.
 
 
         Wybuch I wojny światowej powitał jako okazję do dalszego pomnożenia majątku. Dzięki koneksjom w placówkach dyplomatycznych prowadził handel w strefach zakazanych, czyli pomiędzy toczącymi wojnę państwami. Z nadspodziewaną łatwością przewoził deficytowe towary z Niemiec via Szwecja i Finlandia do Rosji – raz ołówki, termometry czy szelki, drugi raz towary cięższego kalibru jak metale, węgiel i broń. Najważniejsze punkty kontaktowe otworzył w Kopenhadze i Sztokholmie, obsadzając tam w roli dyrektorów handlowych partyjnych towarzyszy, w tym Leonida Krasina i Jakuba Haneckiego. Miał swoich ludzi  w Zurychu, Budapeszcie, Konstantynopolu,  Tyflisie i Piotrogrodzie.
 
 
       Oprócz handlu na masową skalę pierze pieniądze. Pojawiają się też chętni do współpracy potentaci amerykańscy. Z nimi Parvus otwiera Amerykańsko-Skandynawsko- Rosyjskie Towarzystwo Akcyjne (ASRA).
 
 
        Nadal jednak najważniejszym celem jego życia było obalenie caratu. W styczniu 1915 roku spotykał się w Konstantynopolu z niemieckim ambasadorem Konradem von Wangenheimem, które przekonywał, że Rosję rozsadzić można tylko od środka, a on ma takich ludzi, tyle że operacja będzie kosztować. Na prośbę Niemców sporządza rozpisany na dwudziestu stronach plan, któremu nadał tytuł  „Przygotowanie politycznego masowego strajku w Rosji.”  Jest w nim mowa nie tylko o strajku, ale przede wszystkim o wykorzystaniu niepodległościowych tęsknot podbitych przez cara narodów, uznaniu Syberii za najlepszy ośrodek działania ze względu na przebywających tam więźniów politycznych, o akcjach destrukcyjnych jak wysadzanie mostów oraz potężnym wsparciu propagandy socjalistycznej.
 
 
      Niemcy byli zachwyceni, Sekretarz stanu Gottlieb von Jagow nakazał Ministerstwu Skarbu Rzeszy: „Dla poparcia rewolucyjnej propagandy w Rosji potrzebne będą dwa miliony marek”.
 
 
        Następnie Parvus wyjeżdża do Berna na spotkanie z Leninem. Aleksander Sołżenicyn w noweli „Lenin w Zurychu” spróbował je odtworzyć: […] w spartańsko ubogim pokoiku Uljanowów gruby Parvus, z brylantowymi zapinkami na wysuniętych spod marynarki oślepiająco białych mankietach, siedział tuż obok, na łóżku, i nie mieścił się, i napierał, spychał Lenina na poduszkę i metalowe oparcie. Trrrach!! – puścił wreszcie kufer – uwalniając łokcie i prostując plecy, podniósł się, stanął, ukazując całą swą wysokość i potężne cielsko, w granatowym garniturze z kamizelką, z brylantowymi spinkami – i rozprostowawszy nogi, stąpnął, przysunął się tu bliżej. Stał – w swej naturalnej postaci – z wysuniętym mocno do przodu brzuchem, wielką jak bania głową, nalaną twarzą buldoga z hiszpańską bródką – i wyblakłym, uważnym spojrzeniem przyglądał się Leninowi. Przyjaźnie. Parvus zaczyna przemawiać i perswadować. Na co wódz bolszewików asekuracyjnie odpowiada: Mówiąc między nami, jeśli chodzi o nasze wzajemne stosunki – to oczywiście sojusz. Oczywiście będziemy sobie jeszcze nawzajem potrzebni i będziemy sobie pomagać. Ale jesteśmy teraz politycznie spaleni… Wystarczy byle Burcew – i wszystko stracone. Trzeba więc będzie zdecydować się na publiczne ujawnienie naszych rozbieżności, na polemikę w prasie. Niezbyt ostrą… i tylko sporadycznie, od czasu do czasu… Tak więc, powiedzmy – Lenin nigdy nie owijał w bawełnę, nawet w cztery oczy, im ostrzej się powie, tym większe wrażenie – pozbawiony wszelkich zasad moralnych sługus Hindenburga… renegat, brudny lokaj… Zrozumcie sami, nie zostawiliście innego wyjścia… Po czym znowu zaczyna się opierać, by nie stracić na wizerunku cnotliwego bojownika o ideały. A więc Parvus ciągnie dalej, nie mrugnąwszy nawet okiem na impertynencje. Włodzimierzu Iljiczu. Nie zostawajcie z tyłu. Komu jak komu, ale wam nikt tego nie wybaczy. Czyż nie widzicie, nie zrozumieliście jeszcze, że epoka rewolucjonistów z paczką bibuły czy bombą własnej roboty – minęła bezpowrotnie? Tacy – nie są już w stanie nic zrobić. Współczesny rewolucjonista – to gigant, jak my dwaj. Operuje milionami – ludzi, rubli, i musi mieć w swym ręku te dźwignie, za pomocą których można państwo zniszczyć albo postawić na nogi. A uzyskać dostęp do tych dźwigni nie jest łatwo, zdarza się i tak, że trzeba iść ręka w rękę z szowinistami”.
 
 
CDN.
5
5 (2)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>