Z Alim Chamzinem, kierownikiem zarządu spraw zagranicznych Medżlisu Tatarów krymskich, rozmawia Piotr Falkowski
Czyją ziemią jest Krym?
– Z historycznego i moralnego punktu widzenia Krym ma swój naród – to naród Tatarów. Jest to naród, który utworzył w XIV wieku swoje państwo – Chanat Krymski, który był też w ciągu wieków sąsiadem Rzeczypospolitej i został zagarnięty przez Imperium Rosyjskie w 1783 r., a więc w okresie, gdy i w Polsce były rozbiory. Patrząc na całą historię, to jakby wczoraj. Przecież Polacy też nigdy nie pogodzili się z upadkiem swojego państwa. Postać Katarzyny II znaczy dla nas to, co dla Polaków – pojawienie się rosyjskiego czynnika w wewnętrznych sprawach państwa. Naruszyła ona traktat z Küczük Kajnardży [z 1774 r.] i wtargnęła na Krym, co rozpoczęło wywózki Tatarów, kontynuowane przez kolejnych carów, a potem władze sowieckie. Równocześnie nastąpiła kolonizacja rosyjska, której skutkiem była zmiana proporcji ludnościowej, ale każdy historyk przyzna, że to ziemia tatarska. Jeszcze w 1921 r. sami bolszewicy utworzyli Autonomiczną Republikę Sowiecką na Krymie, gdyż było oczywiste, że to tereny etnicznie odmienne, na jej terytorium oficjalnymi językami były rosyjski i krymskotatarski.
Czy sytuacja mieszkańców Krymu jakoś się zmieniła po obaleniu Janukowycza i powstaniu nowego rządu?
– Wcześniej także popieraliśmy tzw. pomarańczową rewolucję, a teraz Euromajdan. Reformy polityczne i integracja z Europą są w interesie i całej Ukrainy, i narodu tatarskiego. Kiedy Majdan doszedł do władzy, nastąpiła straszliwa manipulacja. Ogłoszono, że Krym i cała wschodnia Ukraina jest nastawiona prorosyjsko. A przecież nic się nie zmieniło w sytuacji i położeniu mieszkańców tych regionów, którzy mówią po rosyjsku. Nie mówi się też o wielkich manifestacjach przeciwko putinowskiej okupacji. Jedna z nich, stutysięczna, odbyła się w Dniepropietrowsku, a to jest przecież zupełnie wschodnia Ukraina. A u nas, na Krymie, 26 lutego dziesiątki tysięcy Tatarów wyszły na ulice, co uniemożliwiło przegłosowanie przez Radę Najwyższą Republiki aktu niepodległości, który [przewodniczący] Władimir Konstantynow chciał bezprawnie przeforsować i ogłosić. To my zerwaliśmy tę sesję. Nawet teraz, gdy wydaje się, że oni zwyciężyli i na naszych ulicach są rosyjscy żołnierze z Floty Czarnomorskiej, nie są wcale przez większość mieszkańców traktowani jako wyzwoliciele. Rosyjska społeczność nie jest jednolita. Większość jest już zintegrowana z państwem ukraińskim i społeczeństwem, a nawet podziela nasze aspiracje europejskie. Dlaczego? Bo mają swoje biznesy, interesy, bliskich na Ukrainie, a nie w Rosji.
Ale przecież są też mieszkańcy nastawieni prorosyjsko, którzy nie chcą uznawać władzy z Kijowa.
– Są opłacane przez Rosję organizacje i działacze tacy jak Siergiej Cekow [wiceprzewodniczący Rady Najwyższej Krymu], Siergiej Aksjonow [wybrany na premiera republiki] czy Siergiej Szuwalnikow [przewodniczący Kongresu Stowarzyszeń Rosyjskich Krymu]. Oni trzej tworzą frakcję Rosyjska Jedność w Radzie Najwyższej. Są tylko trzej na stu deputowanych! A Aksjonow uważa się za przedstawiciela wszystkich i za prawowitą władzę. To ta mała frakcja i niewielka grupa ich zwolenników są autorami wszystkich tych oświadczeń o niezależności czy nawet wejściu Krymu do Rosji. Oni mają oczywiście pewne poparcie. Ale kiedy 26 lutego stanęliśmy przed Radą Najwyższą, żeby zablokować ogłoszenie niepodległości, oni zebrali w Symferopolu zaledwie 2-3 tysiące ludzi ich popierających.
Rosja mówi jednak o ochronie praw Rosjan żyjących na Krymie.
– To są wymysły. W niedzielę sam konsul generalny Federacji Rosyjskiej Wiaczesław Swietlicznyj zaprzeczył temu, co mówiła Walentina Matwijenko [przewodnicząca Rady Federacji, wyższej izby rosyjskiego parlamentu] o trupach po wiecu Tatarów. Konsul przyznał, że to nieprawda: nie było żadnych ofiar tego mityngu, tylko dwie osoby zmarły na atak serca wskutek ogólnego stanu napięcia, a nie czyjejkolwiek przemocy. To tylko przykład, jak rozpowszechniają się informacje powstałe w wyniku prowokacji. Za nimi stoi jeden człowiek – ambitny dyktator Władimir Putin, o którym słusznie powiedziała Angela Merkel, że stracił poczucie rzeczywistości. Jego trzeba raczej leczyć, niż pozwalać kierować państwem.
Czy jednak Tatarzy są gotowi na sytuację, gdy Ukraina definitywnie straci kontrolę nad Krymem?
– My nie chcemy nawet myśleć o takim wariancie rozwoju wypadków, że Krym stanie się kolejnym Naddniestrzem. Rozmawiałem dziś z Igorem Morozowem, znaczącym członkiem Rady Federacji. Powiedziałem mu, że ogromnym błędem Rosji będzie użycie siły przeciwko Krymowi i próba zmiany jego statusu państwowego. Odpowiedział, że nikt nie stawia kwestii oddzielenia Krymu od Ukrainy i włączenia go do Rosji. Krym powinien mieć szersze uprawnienia samorządowe. Gdyby to była prawda, to my się z tym zgadzamy. Ale oczywiście chodzi o prawa, które powstają w wyniku dialogu politycznego, bez wojskowych na ulicach, bez zaboru terytorium, bez zajmowania budynków rządu, Rady Najwyższej i Służby Bezpieczeństwa, bez przestępczego przejęcia stanowiska premiera przez Aksjonowa. On został wybrany bez quorum i z naruszeniem wszystkich możliwych procedur. To samozwaniec, który na domiar złego jeszcze oczekuje nadzwyczajnych pełnomocnictw, to jest władzy nad flotą, wojskami wewnętrznymi i Służbą Bezpieczeństwa, co jest niezgodne z konstytucją Krymu. Nie wyobrażam sobie, żeby nie został pociągnięty razem z całym swoim „rządem” do odpowiedzialności karnej. Jestem pewien, że nastąpi. W obecnej sytuacji jedyne wyjście to dialog polityczny po wycofaniu wojsk. Ten dialog powinien uwzględniać także prawa narodu Tatarów krymskich. Nikt nie może mówić, że Krym jest rosyjski tylko dlatego, że jest ich więcej. To nie jest i nigdy nie będzie rosyjska ziemia!
Co chciałby Pan powiedzieć Polakom z niepokojem obserwującym wydarzenia na Krymie?
– Zawsze wiązaliśmy z Polską wielkie nadzieje, zarówno związane ze sprawami Ukrainy, jak i demokratycznym rozwiązaniem narodowych problemów Tatarów krymskich. Zawsze będziemy wam wdzięczni za przykład „Solidarności” i to, co Polska robiła i robi dla nas. Jesteśmy wdzięczni za wasze zainteresowanie i poparcie. Polska powinna odegrać znaczącą rolę w rozwiązaniu kwestii losu narodu Tatarów krymskich. W latach 20. XX wieku Polska miała plan objęcia protektoratem państwa Tatarów krymskich. To może być aktualne i teraz. Apelujemy do polskich rządzących, ministrów i europarlamentarzystów o wsparcie inicjatywy międzynarodowego forum poświęconego kwestii Tatarów pod egidą UE i OBWE. Ale oczywiście widzimy Krym wyłącznie w ramach Ukrainy, jako nieodłączną jej część.