blogi

  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Dzięki udziałowi w wojnie niemiecko-sowieckiej Rumunia na trzy lata odzyskała Besarabię i północną Bukowinę.
     
           Bilans 1940 roku wypadł  dla Rumunii fatalnie. Nastąpił częściowy rozbiór państwa, które utraciło około 1/3 swego dotychczasowego  obszaru i blisko 1/3 ludności. Klęski te podkopały władzę Karola II, postanowił jednak trwać przy władzy.
     
           4 lipca Ion Gigurtu utworzył pierwszy rumuński rząd, w skład którego wchodził przywódca Żelaznej Gwardii Horia Sima. Legion Archanioła, lepiej znanego pod nazwą jego organizacji paramilitarnej Żelazna Gwardia  był masowym ruchem politycznym określanym jako „faszystowski”, choć z faszyzmem miał niewiele wspólnego. Przede wszystkim był to ruch religijny, mistyczny, oparty na prawosławiu; ruch, którego celem było przebudzenie i odnowa narodu rumuńskiego. Członkowie mieli walczyć ze złem nawet kosztem życia doczesnego. Karol II zwalczał legionistów wszelkimi metodami: między innymi rozkazał zadusić przetrzymywanego w więzieniu założyciela legionu Corneliu Codreanu (jego rodowe nazwisko – Zieliński – zdradza, jakie miał korzenie). Legioniści 21 września 1939 roku zamordowali premiera Rumunii Armanda Călinescu, na co król odpowiedział wymordowaniem kolejnych 253 członków Żelaznej Gwardii. Przed ich ciała przyprowadzano wycieczki studentów w nadziei, że taki przykład odstręczy ich od okazywania poparcia królewskim wrogom.
    Po nieudanej próbie przechwycenia władzy przez Żelazną Gwardię,  III Rzesza wymusiła dopuszczenie do steru rządów swego zwolennika, gen. Iona Antonescu. 4 września 1940 roku  Antonescu otrzymał misję utworzenia nowego gabinetu, w którym Horia Sima  został wicepremierem. Następnego dnia Antonescu  wymógł na królu zawieszenie konstytucji i uzyskał uprawnienia dyktatorskie. Po dwóch dniach zmusił Karola II do abdykacji na rzecz syna Michała i opuszczenia  kraju.
     
     
           W wyniku przewrotu wrześniowego ustanowiono proniemiecką dyktaturę wojskową Antonescu. Miesiąc później oddziały niemieckie zaczęły obsadzać ważniejsze punkty strategiczne kraju, gospodarka została podporządkowana Niemcom, a mniejszość niemiecka otrzymała specjalne przywileje.
     
          W zamian za dostawy zboża oraz ropy naftowej Niemcy dostarczyli Rumunii nową broń, gdyż armia rumuńska wyposażona była w broń francuską i polską, do której zaczęło brakować części zamiennych i amunicji, po upadku obu państw. Należało więc wymienić niemal cały arsenał. Wraz z nowym niemieckim sprzętem przyszli nowi niemieccy instruktorzy i specjaliści, a wraz z nimi – utrata suwerenności już nie tylko politycznej i ekonomicznej, ale także militarnej.
     
          W listopadzie 1940 roku rząd rumuński przystąpił do paktu antykominternowskiego, a w trakcie styczniowej rozmowy z Hitlerem Antonescu zadeklarował udział armii rumuńskiej w ewentualnej wojnie ze Związkiem Sowieckim.
     
           Dopuszczona do rządów Żelazna Gwardia rozpętała w końcu listopada 1940 roku falę terroru, w trakcie której zamordowano ponad 60 wybitnych osobistości rumuńskiego świata politycznego, wśród nich sędziwego prof. Nicalae lorgę, byłego premiera kraju.
     
          Rozzuchwaleni członkowie Żelaznej Gwardii, pewni poparcia Niemiec, zmierzali do pozbycia się Antonescu. Lecz Hitlerowi bardziej zależało wtedy — jak sam się podobno wyraził — na zdrowej armii rumuńskiej niż na fanatykach". Gdy więc w styczniu 1941 roku bojówki „zielonych koszul" wystąpiły zbrojnie celem dokonania kolejnego przewrotu, wojska niemieckie nie udzieliły im pomocy. W krwawych walkach, które miały miejsce od 21 do 23 stycznia, siły wierne Antonescu odniosły zwycięstwo. Horia Sima zbiegł do Niemiec, gdzie został internowany.
     
          Antonescu zlikwidował Narodowe Państwo Legionowe, ogłaszając w jego miejsce Rumunię „państwem narodowym i społecznym”, a nowy gabinet, utworzony po rozbiciu Żelaznej Gwardii, składał się z wojskowych, oddanych dyktatorowi.
     
         W pierwszych miesiącach 1941 roku Niemcy zgromadzili w Rumunii około pół miliona żołnierzy. Część tych sił przerzucili za Dunaj i użyli  wiosną na Bałkanach przeciw Jugosławii i Grecji. Armia rumuńska nie wzięła udziału w tej operacji.
     
          22 czerwca 1941 roku wojska niemieckie przy wsparciu rumuńskim zaatakowały Związek Sowiecki. Jednostki niemieckie i rumuńskie podbiły Besarabię, Odessę i Sewastopol, a następnie pomaszerowały na wschód przez rosyjskie stepy w kierunku Stalingradu.
     
          Hitler nagrodził lojalność Rumunii, zwracając jej Besarabię ​​i północną Bukowinę oraz zezwalając Rumunii na zarządzanie ziemiami sowieckimi między Dniestrem a Bugiem, w tym Odessą i Nikołajewem.
     
          Całkowita liczba żołnierzy zaangażowanych na froncie wschodnim sięgnęła pół miliona żołnierzy. Armia rumuńska miała w sumie 686 258 żołnierzy pod bronią latem 1941 roku. Liczba rumuńskich żołnierzy wysłanych do walki w Związku Sowieckim przewyższała liczbę wszystkich innych niemieckich sojuszników. Bukareszt liczył, iż w ten sposób zyska przychylność Hitlera, który zgodzi się na ponowne przyłączenie północnego Siedmiogrodu do Rumunii. Führer przekonał jednak w sierpniu 1941 roku Antonescu do przejęcia terytorium Naddniestrza między Dniestrem a południowym Bugiem , które objęła również Odessę po jej ostatecznym upadku w październiku 1941 roku. Chociaż administracja rumuńska utworzyła rząd cywilny, gubernatorstwo Naddniestrzapaństwo nie włączono formalnie do Rumunii.
     
         Po wielkich stratach poniesionych przez Rumunów pod Stalingradem, w 1943 roku olbrzymim wysiłkiem odbudowano rumuńskie siły zbrojne, ale nie wysłano ich na front – miały bronić kraju przez Sowietami.
     
          Pierwszy sowiecki atak na Rumunię wiosną 1944 roku został odparty. Kolejny, podjęty po trzech miesiącach przyniósł im sukces. W obliczu klęski  23 sierpnia 1944 roku młody król Michał zadecydował o zdymisjonowaniu Iona Antonescu, zaprzestaniu walki z Sowietami i wysłaniu prośby o zawieszenie broni oraz możliwość walki po stronie aliantów. Próba zajęcia Bukaresztu przez Niemców zakończyła się porażką i 25 sierpnia Rumunia wypowiedziała wojnę III Rzeszy.
     
          Moskwa zgodziła się podpisać zawieszenie broni dopiero 12 września. Armia Czerwona plądrowała kraj, rozbrajając formacje królewskiej armii i formułując nowe wojsko, które walczyło u boku Sowietów. Rumuńscy żołnierze wzięli udział w walkach o Siedmiogród, potem walczyli na Słowacji, a w maju 1945 roku doszli do rogatek czeskiej Pragi.
     
           W międzyczasie Sowieci podporządkowali sobie państwo, powołując rząd zdominowany przez swych zwolenników.  W 1947 roku zmuszono króla do abdykacji, a całą władzę przejęli komuniści.
     
          Zmiana sojuszy nie przyniosła Rumunii sukcesu. W traktacie paryskim z 1947 roku nie uznano Rumunii za sojusznika, ale za wroga. Bukaresztowi udało się odzyskać jedynie Siedmiogród, utracono zaś Dobrudżę Południową oraz Besarabię i północną Bukowinę. Rumuni musieli też zapłacić ogromną kontrybucję w wysokości 300 mln dol. i pozostać w sowieckiej strefie wpływów.
     
    Wybrana literatura
     
    D. Deletant – Rumunia: Zapomniany sojusznik Hitlera
    R. Moorhouse – Pakt diabłów. Sojusz Hitlera i Stalina
    A. Bregman -  Najlepszy sojusznik Hitlera. Studium o współpracy niemiecko-sowieckiej 1939-1941
    G. Gafencu – Ostatnie dni Europy. Podróż dyplomatyczna w 1939 roku
    T. Kopyś – Polityka zagraniczna Węgier w latach 1867-1945
    B. Góralczyk – Węgierski syndrom Trianon
    P. Gursztyn – Ribbentrop-Beck. Czy pakt Polska-Niemcy był możliwy?
    5
    5 (1)
  •  |  Written by sprzeciw21  |  1

    18 listopada 2017 r. portal nacjonalista.pl zamieścił następujący tekst:

    My od tym mówimy od lat – osoby spoza ruchu nacjonalistycznego czasem dopiero po latach przeglądają na oczy i dostrzegają, że Polska nie jest państwem wolnym i suwerennym. Daniel Alain Korona, działacz opozycji antykomunistycznej, doktor nauk ekonomicznych, w krótkim liście do (p)rezydenta Andrzeja Dudy odniósł się do jego zaproszenia świętowania „niepodległości”:
    Uprzejmie dziękuję za zaproszenie na Uroczystą Odprawę Wart dla uczczenia Narodowego Święta Niepodległości 11 listopada 2017 roku na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie, ale nie zamierzam z niego skorzystać. Pragnę ujawnić w skrócie motywy tejże decyzji.
    Otóż Polska nie jest krajem w pełni suwerennym. Owszem po 1989 roku zrzucono jarzmo zależności od Związku Radzieckiego, ale równocześnie zamieniono ją na podległość wobec Zachodu. Nie ma ustawy w Polsce, która nie byłaby oceniona pod kątem zgodności z przepisami Unii Europejskiej, a wiele ustaw stanowi implementację dyrektyw unijnych. W efekcie normy i przepisy, niektóre absurdalne, sprzeczne z interesem naszego kraju, z interesem społecznym czy też ze zwykłym zdrowym rozsądkiem stają się w Polsce obowiązującym prawem. Także przez lata, zniszczono nasz rodzimy potencjał przemysłowy, nie zważając przy tym na negatywne skutki społeczne i ekonomiczne.
    Za tą politykę opowiadała się większość z zaproszonych byłych premierów i prezydentów III RP. Przewodniczący Rady UE Donald Tusk uznał nawet za optymalne rozwiązanie – procedurę przeciw Polsce, która mogła skończyć się sankcjami. I te osoby, które działały przeciwko Polsce, są zapraszane dziś na uroczystości Święta Niepodległości! W tych okolicznościach, moja obecność na tych uroczystościach byłaby jedynie firmowaniem pozoru niepodległości, a tego jako Prezes Stowarzyszenia Walczących o Niepodległość 1956-89 uczynić nie zamierzam.


    Dziś kiedy UE nakazuje nam zamknięcie kopalni w Turowie, kiedy narzuca zielony ład i inne kosztowne bzdury, kiedy chce decydować o polskim systemie sądowo-dyscyplinarnym, itd, może warto sobie przypomnieć, że już wiele lat temu niektórzy, tak jak dr Daniel Alain Korona - ostrzegali, że Polska nie jest już w pełni suwerennym krajem.

    5
    5 (3)

    1 Comments

    Obrazek użytkownika stronnik

    stronnik
    W istocie politycy tacy jak prezydent Duda, politycy PiS, ale też cała ta zdradliwa targowica usilnie wmawiają Polakom, że Polska jest suwerenna, zaciemnijąc obraz prawdy.
    Prawda jest jednak inna. Gdyby Polska była suwerenna, już powinna mieć za sobą rozprawę z czerwoną zarazą, która nadal, niczym rak, toczy nasze życie społeczne, politykę i gospodarkę.

    Dowodem na to jest ZASTANAWIAJĄCY fakt nie uznania komunizmu, marksizmu, podobnie jak faszyzm za system zbrodniczy i zakazany prawem.
    Odpowiedź na pytanie, dlaczego żaden rząd utworzony przez PiS, nie zdobył się na zadekretowanie czerwonej zarazy jako systemu zbrodniczego, nadal nie jest nam znana?

    Co stoi na przeszkodzie aby dokonać tego choćby teraz?

    Czy brak decyzji o likwidacji i delegalizacji ruskich mediów w Polsce świadczy o naszej sile i suwerenności czy raczej o słabości i zaklamaniu?

    Takich pytań nie usłyszymy na konferencjach prasowych z udziałem 
    premiera Kaczyńskiego. DLACZEGO?

    Zamiast, mamy państwowe uroczystości patriotyczne z zaproszonymi do udzialu zdrajcami.

    Jak nisko musimy upaść aby zrozumieć to i zażądać od naszych "wybrańców" realizowania naszego interesu narodowego w stu procentach tam gdzie to tylko możliwe i konieczne?

    Innymi słowy, komu się narazi rząd jeśli nie zaprosi zdrajców, zlikwiduje radio Sputnik czy zapomni o zaproszeniach dla przedstawicieli wrogów?
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Podporządkowanie się Bukaresztu Berlinowi nie zapobiegło dalszym stratom terytorialnym. W sierpniu 1940 roku na mocy tzw. drugiego arbitrażu wiedeńskiego Rumunia została zmuszona przekazać Węgrom część Siedmiogrodu.
     
          Zwycięstwo Niemiec nad Francja wzmocniło wpływy hitlerowskie w Rumunii, ze stanowiska ministra spraw zagranicznych odszedł  Gafencu, rzecznik neutralności Rumunii. W sierpniu 1940 roku Bukareszt podpisał z Berlinem układ o dostawach rumuńskiego zboża dla Niemiec. Jednoczenie w lipcu 1940 roku Rumunia wystąpiła z Ligi Narodów oraz zrzekła się bezwartościowych w tym momencie gwarancji francuskich, a po kilku miesiącach także brytyjskich.
     
          Po utracie Besarabii i północnej Bukowiny na rzecz ZSRS władze rumuńskie skupiły się na obronie Siedmiogrodu.
     
          Znamienne, że jeszcze przed przejęciem części obszarów Rumunii władze sowieckie, chcąc uzasadnić  dokonaną w  końcu czerwca 1940 roku przeze siebie aneksję, zaproponowały Węgrom wsparcie w odzyskaniu Siedmiogrodu. Wiaczesław Mołotow 11 lipca zadeklarował ambasadorowi Węgier Józsefowi Kristóffyemu, iż  „rząd radziecki traktuje węgierskie roszczenia terytorialne wobec Rumunii jako uprawnione” . Władze węgierskie liczyły przede wszystkim na wsparcie swych żądań ze strony Niemiec i  Włoch, a  nie ZSRS.
     
         W dniu wystosowania sowieckiego ultimatum dla Rumunii rząd węgierski Telekiego na nadzwyczajnym posiedzeniu natychmiast wystąpił z  otwartym postulatem, że jeśli Rumuni pójdą na ustępstwa terytorialne wobec ZSRS, to władze w  Budapeszcie uznają, że tym samym kwestie granic zostały ponownie otwarte. Na zwołanym następnego dnia posiedzeniu Najwyższej Rady Wojskowej, podjęto decyzję o skierowaniu części jednostek węgierskich na tereny przygraniczne z  Rumunią.
     
         W trakcie rozmowy z Telekim w dniu 11 lipca 1940 Hitler w odpowiedzi na zdecydowaną deklarację węgierskiego premiera, że „odzyskanie Siedmiogrodu to dla Węgier kwesta życia i śmierci, ultima ratio”, stwierdził, że „Węgry ani pod względem wojskowym, ani z  racji ilości posiadanego wojska nie mają przewagi nad Rumunią na tyle, by liczyć na pewną wygraną”. Przypomniał przy tym, że na terenie Siedmiogrodu mieszkają nie tylko Węgrzy, ale i  Niemcy. Ostatecznie, mając na uwadze „utrzymanie pokoju na Bałkanach” oraz „stałe dostawy rumuńskiej ropy” do Rzeszy, zaproponował, by „węgierskie rewizjonistyczne roszczenia były spełniane stopniowo oraz drogą rozmów”, a nie jakiejkolwiek akcji zbrojnej.
     
         O konieczności prowadzenia rozmów pokojowych mówił także  podczas rozmowy z rumuńskim premierem Ionem Gigurtu w dniu 26 lipca 1940 roku, dodając, że „w podobnym duchu wpływa na Budapeszt, aby ten nie dolewał oliwy do ognia i  nie angażował się w  przedsięwzięcia, których początek jest co prawda dobrze widoczny, ale koniec całkowicie ukryty w mgle” .
     
          Intencje Hitlera miały na celu utrzymanie obu krajów w niemieckiej orbicie oraz umiejętne rozgrywanie węgiersko-rumuńskich animozje do swych celów, działając według znanej i  sprawdzonej zasady „dziel i  rządź”.
     
         Efektem niemieckiej sugestii, jeśli nie nacisku, były węgiersko-rumuńskie rozmowy przeprowadzone w  dniach 16–24 sierpnia 1940 roku w  mieście Drobeta-Turnu Severin (Szörényvár), które jednak wspólnie oceniono jako „dialog głuchych”.
     
          W obliczu fiaska tych rozmów szefowie dyplomacji Niemiec i Włoch Joachim Ribbentrop i  hrabia Galeazzo Ciano wezwali swoich odpowiedników z  Węgier i  Rumunii na rozmowy do Wiednia w  dniu 29 sierpnia. Na naradzie w Berlinie z udziałem niemieckich ambasadorów w Bukareszcie i Budapeszcie opracowano kompromisowe rozwiązanie problemu, a mapę z  wyznaczonymi nowymi granicami przedłożono Hitlerowi, który osobiście zatwierdził mapę z nowym podziałem terytorialnym, o  czym natychmiast poinformowano Mussoliniego. Włoski przywódca bez wahań zaakceptował przyjęte ustalenia.
     
           W  Wiedniu Ribbentrop i  Ciano, realizując powyższe ustalenia, jednoznacznie wskazali obu zaproszonym delegacjom, iż nowy konflikt na Bałkanach w  żadnej mierze nie leży w  interesie Niemiec i Włoch. Natomiast Ribbentrop bez ogródek powiedział Telekiemu, iż odpowiedzialność za wybuch tego konfliktu spadnie na Węgry, zaznaczając jednocześnie, że  strona niemiecka wraz z  włoską przygotowały treść kompromisu, obejmującego zmiany terytorialne, na którego przyjęcie dał węgierskim politykom 24-godzinne ultimatum: „którego treść rząd węgierski ma ujawnić w  ciągu dnia i  zgodzić się na jego przyjęcie bezwarunkowo tak, by następnego dnia ten akt mógł być zaakceptowany jako wiążący”.
     
         Niemcy postanowili oddać Węgrom tylko północny Siedmiogród wraz z  większością Krainy Seklerów, natomiast Siedmiogród południowy, w dużej mierze zasiedlony przez niemieckojęzycznych Sasów, którzy opowiedzieli się za pozostaniem przy Rumunii, miał – zgodnie z ich wolą – pozostać w Rumunii.
     
         Takie też stanowisko przedstawiono, po rozmowach z  Węgrami, szefowi dyplomacji rumuńskiej Mihailowi Manoilescu, także jemu dając niespełna 24-godzinne ultimatum.
     
          Ostatecznie zarówno Budapeszt jak i Bukareszt zaakceptowały niemiecko-włoską propozycję, w rezultacie czego 30 sierpnia 1940 roku o  trzeciej po południu w Złotej Sali pałacu Belweder w  Wiedniu czterej ministrowie spraw zagranicznych podpisali uroczyście porozumienie, które weszło do historii jako tzw. drugi arbitraż wiedeński .
     
           Odstąpiony Węgrom obszar 43,5 tys. km2 obejmował Maramuresz, Kriszanę i północny Siedmiogród właściwy, z takimi miastami jak Satu Mare, Oradea, Kluż, Bistrita, Tirgu  Mures, Sfintu Gheorghe i liczył około 2,6 mln ludności, w tym 40% rumuńskiej.
     
          W Siedmiogrodzie dawni węgierscy właściciele ziemscy przystąpili do odbierania ziemi, z której zostali wywłaszczeni przez rumuńską reformę rolną. Na nowej granicy rumuńsko-węgierskiej wielokrotnie dochodziło do ostrych starć zbrojnych. Obustronne szykany administracyjne wobec mniejszości narodowych zmusiły tysiące Rumunów  i Węgrów do porzucenia swych domów, aby ujść prześladowaniom.
     
          Spełniło się, choć nie do końca, węgierskie marzenie. Większość terytorium Siedmiogrodu, które kiedyś Węgrom odebrano traktatem z  Trianon, „powróciło do Ojczyzny”. W Budapeszcie nikt nie słuchał rad dalekowzrocznego premiera Telekiego, który radził odzyskiwać utracone ziemie własnym wysiłkiem wojskowym, uważając że przywrócono utracone ziemie na podstawie decyzji, jeśli nie dyktatu ze strony państw Osi, więc w  efekcie „po wojnie trzeba je będzie oddać”.
     
           Na mocy wymuszonego przez Berlin układu z 7 września 1940 roku podpisanego w Krajowej Rumunia oddała Bułgarii południową Dobrudzę, przyłączoną po drugiej wojnie bałkańskiej w 1913 roku. Także z tej prowincji przesiedlono kilkadziesiąt tysięcy Rumunów, co dodatkowo zdestabilizowało sytuację w królestwie.
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Niepoprawne Radio PL  |  0

    NiepoprawneRadio.PL - Audycja 1282 (czwartkowa) - Zapraszamy Państwa do słuchania!

    Włącz klikając w jedną z ikonek odtwarzaczy:

    lub ikonki playerów:

     

     

     

    Premierowe bloki programowe emitujemy w czwartki i niedziele od godziny 19:00 (czasu polskiego). Naszym audycjom towarzyszy muzyka bardów.

    Zapraszamy wszystkich nieznudzonych Polską do przysyłania nagrań swoich tekstów oraz relacji dźwiękowych i wideo z ciekawych spotkań. Szczegółowe informacje jak tworzyć i przekazywać swoje nagrania znajdują się na stronie JAK WYKONAĆ NAGRANIE?

    Prosimy również o przesyłanie swoich opinii dotyczących treści i formy naszych audycji, propozycji nowych pozycji programowych oraz sugestii dotyczących zmian i usprawnień. Informacje można przekazywać poprzez formularz kontaktowy na stronie KONTAKT lub bezpośrednio na nasz email:

    kontakt@niepoprawneradio.pl

    Niepoprawne Radio PL newsletter

     

     

    Dla urządzeń mobilnych polecamy aplikację tunein (można ją zainstalować i wybrać nasze radio)


    Po uruchomieniu przeglądarki można też wybrać stronę

    m.niepoprawneradio.pl

     

    Premiera na antenie (w internecie) od godziny 19:00 czasu polskiego

    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    W czerwcu 1940 roku Związek Sowiecki zmusił Rumunię do oddania Besarabii oraz północnej Bukowiny.
     
                Po I wojnie światowej Rumunia zyskała kosztem Rosji Besarabię oraz Siedmiogród, wchodzący wcześniej w skład Węgier.

                W 1921 roku Polska podpisała z Rumunią układ polityczny i konwencję militarną, która zakładała wspólną obronę przeciwko napaści sowieckiej. Obie strony sojuszu miały skierować na wspólny front co najmniej 17 dywizji piechoty i 2 dywizje kawalerii oraz 20 eskadr lotniczych po 10 samolotów. Na froncie od bagien poleskich po Jassy – ówczesną stolicę Mołdawii – miało operować co najmniej 8 DP i 1 DKaw. Zakładano też, że Rumuni będą mogli objąć dowództwo nad oddziałami polskimi walczącymi na obszarze przygranicznym na południe od Dniestru.
     
                Równocześnie w Rumunii bardzo silne były wpływy Francji, która doprowadziła do powstania tzw. Małej Ententy – bloku sojuszniczego złożonego z Rumunii, Czechosłowacji i Jugosławii, trzech państw, które po I wojnie światowej zyskały znaczne tereny kosztem Węgier. Armia rumuńska w znacznej mierze wyposażona była w broń francuską.
     
                Po układzie monachijskim Bukareszt zaczął zabiegi o pozyskanie wsparcia III Rzeszy, w listopadzie 1938 roku król Karol II pojechał do Berlina, by zapewnić o swym przyjaznym stosunku do Niemiec. Jakkolwiek nie uzyskał od Hitlera zapewnień o nienaruszalności granic królestwa, jednak w grudniu 1938 roku podpisano porozumienie między obu krajami.
     
                23 marca 1939 roku zawarto rumuńsko-niemiecki traktat handlowy, który umacniał wpływy niemieckie w gospodarce rumuńskiej. Jednocześnie Goering zapewnił rumuńskiego ministra spraw zagranicznych Gafencu, że „skoro Niemcy obiecują komuś pomoc wojskową, to mu ją dają, bo są w stanie to zrobić. Na przykład jeśliby kiedykolwiek bolszewicy mieli zaatakować wasze granice, to moje samoloty byłyby tam za parę godzin, że was osłonić”.
     
               Podczas wizyty Gafencu w Berlinie w kwietniu 1939 roku, Hitler uspokajał swego rumuńskiego rozmówcę, że Niemcy nie popierają węgierskich żądań terytorialnych wobec Bukaresztu, gdyż kierując się w polityce międzynarodowej zasadą „narodowości”. „To jest powodem, – podkreślał Hitler – dla którego nie tknę Rumunii. I nie poprę żadnych żądań rewindykacyjnych skierowanych przeciwko niej”.  W kilkanaście miesięcy później Rumunia mogła się dobitnie przekonać co warte były te zapewnienia. 
     
             Jednocześnie 13 kwietnia 1939 roku Francja i Wielka Brytania, w celu osłabienia wpływów niemieckich,  zobowiązały się do zagwarantowania niepodległości Królestwa Rumunii, a  rumuńskie lotnictwo zostało wyposażone m.in. we francuskie bombowce Potez oraz brytyjskie myśliwce Hurricane.
     
           Większe znaczenie miał dla Bukaresztu sojusz wojskowy z Polską, jako jedyny oferował bowiem pomoc w razie agresji sowieckiej. Dopóki istniała Rzeczpospolita, dopóty Rumunii nie groziła agresja ze wschodu. 
     
             Pod koniec lat 30. XX w. armia rumuńska liczyła 21 dywizji piechoty, 3 brygady górskie i 3 dywizje kawalerii. Były one podporządkowane 7 korpusom armijnym. Z kolei według danych niemieckiego wywiadu z czasów kryzysu sudeckiego w 1938 roku liczebność wojsk rumuńskich wynosiła 186 tys. w czasie pokoju (22 DP, 3 BGór, 3 DKaw) i 1600 tys. po mobilizacji (34 DP, 5 DKaw). O ile liczebność pokojową szacowano właściwie, to liczebność wojenną przeszacowano o jedną trzecią.
     
              Po agresji niemieckiej na Polskę rząd rumuński ogłosił neutralność, zgadzając się jednak na tranzyt broni dla Polski. Po agresji sowieckiej rząd RP zwolnił Rumunię z obowiązku wsparcia Polski. Pomimo tego w obawie przed działaniami Moskwy rząd rumuński prowadził częściową mobilizację armii.
     
             W obliczu nasilających się nacisków ze strony III Rzeszy oraz obawy przed agresją sowiecką rząd rumuński podjął próbę montowanie bloku państw neutralnych. Jednakże  przeprowadzone we wrześniu 1939 roku rozmowy rumuńsko-jugosłowiańskie nie przyniosły wyników, a przedłożona Węgrom propozycja paktu o nieagresji została przez nie odrzucona.
     
             W tajnym aneksie do paktu Ribbentrop-Mołotow Sowiety podkreśliły swoje zainteresowanie terenem Besarabii. W marcu 1940 roku w jednym ze swych przemówień Mołotow podkreślił, iż Moskwa nigdy nie uznała jej przynależności do Rumunii. W kolejnych tygodniach sowiecka prasa  - wedle sprawdzonych schematów  - zaczęła oskarżać Bukareszt o prowokowanie incydentów granicznych oraz ostrzeliwanie przez wojsko rumuńskie terytorium sowieckiego.
     
              19 kwietnia 1940 roku rumuńska Rada Koronna opowiedziała się za stawieniem oporu w razie sowieckiej agresji, ogłaszając częściową mobilizację. Równocześnie zwrócono się o pomoc do Berlina.
     
              28 maja 1940 roku Bukareszt podpisał z Berlinem nową umowę handlową, na mocy której zobowiązał się do zwiększenia o ponad 30% dostaw ropy naftowej do Niemiec, w zamian za nowoczesną broń niemiecką dla armii rumuńskiej.
     
               Pomimo tych proniemieckich kroków rumuński szef dyplomacji usłyszał od niemieckiego ambasadora w Bukareszcie Fabriciusa,iż „ w stosunkach niemiecko-sowieckich zaszły w ostatnich miesiącach poważne zmiany, z którymi należy się liczyć. Stalin oddał Führerowi wielką usługę, a Führer nie jest człowiekiem, który by zapomniał o takiej usłudze”.
     
              Wykorzystując zaangażowanie Niemiec w wojnie z Francją, 26 czerwca 1940 roku Mołotow wezwał do siebie rumuńskiego ambasadora i wręczył mu ultimatum, w którym rząd sowiecki zażądał oddania Besarabii i północnej Bukowiny. Następnego dnia Ribbentrop polecił niemieckiemu ambasadorowi w Bukareszcie, by przekazał Rumunom zalecenie zaniechania oporu wobec żądań sowieckich.
     
               W tej sytuacji Bukareszt zwrócił o wsparcie do Włoch, które wsparły stanowisko Berlina. „ Z Bukaresztu – zanotował włoski minister spraw zagranicznych Ciano – zapytują nas, co mają robić.  Odpowiedź nasza brzmi: „Ustępujcie”.  Równocześnie Ciano zakomunikował Moskwie, iż Włochy w pełni popierają ich prawa do Besarabii.
     
               Były rumuński premier Nicolae Iorga wzywał do walki, ale został przegłosowany przez zwolenników kapitulacji. Rumunia nie byłaby w stanie odeprzeć sowiecką agresję, jednak w przypadku konfliktu sowiecko-rumuńskiego Niemcy musieliby bronić zagłębia naftowego w Ploeszti, skąd pochodziła większość ropy naftowej używanej przez Wehrmacht. Najprawdopodobniej wymusiliby na Moskwie zatrzymanie sowieckiej ofensywy w odpowiedniej odległości od zagłębia –na przykład na linii rzeki Prut. Agresja sowiecka na Rumunię w 1940 roku przyniosłaby podobny efekt psychologiczny jak napaść na Finlandię – falę wymiernej sympatii i poparcia dyplomatycznego i materiałowego.
     
           Po przyjęciu sowieckiego ultimatum Moskwa dała Rumunii zaledwie dwa dni na opuszczenie Besarabii i Bukowiny, zabraniając wywiezienia jakiegokolwiek majątku ruchomego. Ewakuacja zamieniła się  w paniczną ucieczkę, w trakcie której rumuńskie oddziały wojskowe straciły cały swój sprzęt, a wyprzedzające uciekających Rumunów oddziały sowieckie, zatrzymywały ich i rabowały do cna.
     
              Besarabię połączono w sierpniu tegoż roku z istniejącą od 1924 roku na lewym, wschodnim brzegu Dniestru autonomiczną sowiecką Republiką Mołdawską. Bukowinę północną, która nigdy nie wchodziła w skład Rosji,  włączono do sowieckiej Ukrainy. Z obydwu tych terytoriów Moskwa pozwoliła wyjechać osiadłym tam dość licznym Niemcom, których część Hitler  przesiedlił  do Generalnego Gubernatorstwa.
     
              Spośród rumuńskich mieszkańców tych ziem około 1 tys. zostało niemal od razu zamordowanych przez „wyzwolicieli”, a ponad 8 tys. skazanych na śmierć lub zamęczonych w ciągu kolejnego roku.

    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Marcin Brixen  |  0
    Do pokoju Łukaszka weszła jego mama i powiedział, że bardzo jej zależy żeby poszedł z nie do fastfoodu na ich osiedlu.
    - Ale ja nie jestem głodny - rzekł Łukaszek.
    - Ale zrób to dla mnie.
    - Jeśli chcesz zjeść burgera to możesz przecież iść sama.
    - Ale ja nie jestem głodna - wyznała mama Łukaszka.
    Łukaszek aż oderwał się od komputera.
    - Jeśli ty nie jesteś głodna i ja nie jestem głodny to po co mamy iść do fastfoodu?
    - Nie filozofuj! - tupnęła nogą mama. - Czasami do fastfoodu nie idzie się po to, żeby jeść.
    - A po co?
    Mama Łukaszka kręciła oczami, wzdychała, aż wreszcie wyznała, że mama Wiktymiusza idzie do fastfoodu ze swoim synem.
    - To ty też musisz iść ze swoim - wbił szpilę Łukaszek. - Ach! Już wiem! Te zestawy z raperem buntownikiem! Idziemy!
    Dziwna rzecz, teraz to przerażona mama Łukaszka nie chciała iść. I nie poszliby, gdyby nie to, że mama Wiktymiusza wstąpiła po nich. Teraz już nie było innego wyjścia. Musieli iść.
    - Zobaczycie jaki mój syn jest twardy - szeptała mama Wiktymiusza kiedy stali w kolejce do kasy fastfoodu. Przed nimi kłębił się podekscytowany tłum dziewczyn wyglądających jak jednorożce i chłopaków wyglądających jak dziewczyny.
    Kiedy wreszcie dotarli do lady, mama Wiktymiusza złożyła zamówienie jako pierwsza.
    - Jednego Buntownika z podwójnym serem.
    Mama Łukaszka spojrzała na nią złym okiem i skontrowała:
    - Dwa Chrzanić System z frytkami.
    Mama Wiktymiusza spojrzała na swojego syna. ten przełknął ślinę i wydukał:
    - Osiem gwiazdek w sosie musztardowym.
    Zwycięstwo już było mamy Wiktymiusza gdy do kasy podsunął się Łukaszek.
    - Poproszę porcję surowego mięsa z drobno pokrojoną cebulą i ogórkiem kiszonym, a na to podwójne żółtko.
    Ci, co nie zemdleli przy "Surowe mięso" zaczęli wymiotować przy "podwójne żółtko". Mama Łukaszka spojrzała z triumfem na mamę Wiktymiusza, lecz jak się okazało zupełnie niepotrzebnie, bowiem leżała ona bez zmysłów.
    - Będziesz się kiedyś wstydził gówniarzu, że jadłeś nabiał! - piszczała kierowniczka fastfoodu, która przybiegła na widok kuchennego Armageddonu. Personel zaległ na podłodze, wśród rozrzuconego jedzenia, tac, kubków z napojami, a z jednej maszyny wysypało się...
    - Co to za zielone kulki? - zapytała zaciekawiona mama Łukaszka.
    - A. to... Wchodzi do sprzedaży od przyszłego tygodnia.
    - Jak to się nazywa?
    - Soylent Green.
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Marcin Brixen  |  0
    Mama Łukaszka niespokojnie krzątała się po mieszkaniu. Sprawdziła jeszcze czy ma transparent, zapytała czy ktoś z rodziny chce iść z nią. Nikt nie chciał.
    Mama zjechała windą i wyszła przed blok mijając się w drzwiach z dozorczynią, panią Sitko. Przed blokiem stała już mama Wiktymiusza z megafonem w ręku i grupka nieszczęśliwych, pulchnych dziewczyn o turkusowych grzywkach.
    - Dużo nas - mama Wiktymiusza powitała ciepło mamę Łukaszka.
    - Osiem osób - bąknęła zaskoczona mama Łukaszka.
    - To dużo - potwierdziła mama Wiktymiusza i wdrapał się na niewielki podest. Przyłożyła megafon do ust i zaczęła nadawać:
    - Tenkrajowcy i Tenkrajowczynie! Osoby obywatelskie z tego kraju! Do was się zwracam, do was mówię! Czy wy wiecie co się dzieje, tam na wschodzie? Ludzie umierają!
    - Ludzie wszędzie umierają - odezwał się zgryźliwie jakiś emeryt, który akurat przechodził obok. - A najwięcej we Włoszech. Trupy ciężarówkami wywożą.
    Mama Wiktymiusza poprosiła by miłośnik folii poszedł się zawinąć w stretch i kontynuowała:
    - Żadna granica nie może być przeszkodą dla życia!
    - No chyba, że brzuch - wtrąciła młoda dziewczyna spacerująca z psem.
    - Co: brzuch? - zdziwiła się mama Wiktymiusza.
    - Życie po drugiej stronie brzucha już nie jest życiem.
    - Po drugiej stronie brzucha? O czym pani mówi, bo nie rozumiem?
    - A dziecku nienarodzonym.
    - Proszę pani - mama Wiktymiusza opanowała się z najwyższym trudem. - Niech pani sama siebie posłucha co pani gada za głupoty. Nie ma czegoś takiego jak dziecko nienarodzone. Jest dziecko. a dziecko jest już narodzone.
    - To co jest w brzuchu? - dopytywała dziewczyna. Życie?
    - Nie!
    - Chce pani powiedzieć, że to jest martwe?
    - Nie, proszę pani, to jest żywe, ale to zlepek komórek nazywany płodem. Na pewno nie jest dziecko. I można to usunąć kiedy się chce. Przynajmniej powinno.
    - Rodziła pani kiedyś dziecko?
    - Owszem, rodziłam, ale nie dziecko - oświadczyła z godnością mama Wiktymiusza. - Rodziłam płód, który po urodzeniu stał się dzieckiem.
    - A kiedy stał się dzieckiem? - dopytywała dziewczyna.
    - No proszę pani, to powinna pani umieć ze szkoły...
    - W szkole tego nie uczą - odparła jedna z turkusowych grzywek.
    - O! - mama Wiktymiusza była zaskoczona. - A czego?
    - Gender, LGBT i że trzeba się wstydzić jedzenia nabiału.
    Zapadła niezręczna cisza.
    - No... - zaczęła mama Wiktymiusza i zakaszlała. - Płód staje się dzieckiem w momencie przejścia przez Magiczne Wrota.
    - Przecież taki poród potrafi trwać dłuższy czas - drążyła dziewczyna. Co w przypadku gdy tylko główka przeszła? Ona należy do dziecka, a tułów należy do płodu?
    - Mówimy o uchodźcach! - nie wytrzymała mama Wiktymiusza. - Pani mnie zagaduje...
    - Ha! Przegrała pani! - ucieszyła się dziewczyna. - A wie pani dlaczego? Bo zmieniła pani temat...
    No i mama Wiktymiusza uderzyła dziewczynę nagrodą "Mieszkaniec roku" którą utrzymała rok temu od władz miasta w kategorii "empatia".
    Kiedy dziewczyna poszła już sobie mama Wiktymiusza znów chwyciła za megafon.
    - Co to ja... Ach, tak! Granice! Granic nie ma! To tylko nasz wymysł, kreska na mapie. Czyż las tu i tam nie wygląda tak samo? Czyż niebo nie jest tak samo niebieskie? A tam ludzie umierają, czekają na pomoc! Możemy, musimy im pomóc! Zacznijmy od najprostszej rzeczy. Musimy sobie uświadomić, że należy otworzyć granice, umożliwić swobodny przepływ ludzi, którzy mają prawo wejść tam, gdzie chcą!
    Wszyscy przez dłuższą chwilę trwali w pełnym milczenia szacunku dla słów mamy Wiktymiusza. Mama Wiktymiusza potoczyła triumfującym wzrokiem, jej spojrzenie padło na drzwi do bolku. Przyłożyła znów megafon do ust i zagrzmiała:
    - No do cholery! Ile razy można powtarzać, żeby zamykać drzwi od domofonu! Nie dość, że ciepło ucieka, to jeszcze bezdomni się pchają, sikają po kątach i kradną wycieraczki!
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Klęska Francji oraz oczekiwanie na wybuch wojny sowiecko-niemieckiej spowodowały porzucenie polsko-ukraińskich planów działań antysowieckich.
     
          Do wzmożonej aktywności zachęcała Polaków wyraźna ewolucja stanowiska władz rumuńskich, które pod wrażeniem agresji sowieckiej na Finlandię, zaczęły z coraz większą obawą patrzeć na sowieckiego sąsiada. Rosnące zagrożenie ze strony ZSRR skłaniało stronę rumuńską do odnowienia kontaktów informacyjnych z Polakami i snucia projektów bliskich planom prometeistów.
     
          W lutym 1940 roku Raczyński informował polski MSZ, że minister spraw zagranicznych Grigore Gafencu  miał wyrazić niepokój, że „alianci niedostatecznie orientują się w całokształcie tego problemu i konieczności rozbicia Rosji na części składowe, co po zwycięstwie nad Niemcami mogłoby jedynie gwarantować stabilizację pokoju w Europie”. Szczególną wagę przykładał Gafencu do rozwiązania kwestii ukraińskiej. W następnym miesiącu złożył Polakom ofertę poufnej współpracy na tym odcinku, proponował też szersze porozumienie, obejmujące m.in. ustalenie „wspólnej taktyki wobec całokształtu problemów sowieckich”.
     
          Wiosną 1940 roku  w polskim poselstwie w Sofii narodził inny reaktywowania pod egidą polskich władz na wychodźstwie szeroko zakrojonej akcji prometejskiej, którą kierować by miała centrala umiejscowiona w Paryżu albo Angers. Kierownictwu rezydującemu we Francji podlegać miały dwie centrale niższego rzędu – jedna zajmująca się obszarem naddunajskim, Bałkanami, Bliskim Wschodem i Japonią, druga nadzorująca działania w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej. W poszczególnych krajach prace prowadzić mieli specjalni pełnomocnicy. W tym projekcie ważną rolę przewidywano dla Giedroycia, któremu wyznaczono rolę „zakonspirowanego pełnomocnika roboty prometejskiej”, mającego stworzyć sieć organizacyjną w Rumunii oraz na Węgrzech.
     
          W maju 1940 roku doszło w Bukareszcie do kolejnej narady polsko-ukraińskiej, poświęconej  wypracowaniu wspólnego stanowiska wobec obrad Wszechukraińskiego Kongresu Narodowego, który miał się zebrać ostatecznie w tym miesiącu  w Waszyngtonie.
     
          Działania prowadzone na terenie Rumunii stanowiły element szerszej akcji, którą starała się rozwinąć polska dyplomacja. W marcowej instrukcji minister Zaleski podkreślił, iż sprawa ukraińska „należy do tych pierwszoplanowych zagadnień, na których skupiać się powinna specjalnie czujna uwaga Ministerstwa Spraw Zagranicznych i jego aparatu terenowego”. W instrukcji oprócz obszernej analizy stanowiska poszczególnych ukraińskich ośrodków politycznych znalazły się rozważania na temat metod rozwiązania kwestii ukraińskiej w przyszłości oraz wytyczne co do kierunku rozmów w tej sprawie z aliantami i samymi Ukraińcami.
     
          Bardzo istotne dla działań podejmowanych przez polską ambasadę w Rumunii było zalecenie, by placówki zagraniczne pozostawały w stałym kontakcie z miejscowymi przedstawicielami Wielkiej Brytanii i Francji „celem informowania ich o stanie sprawy ukraińskiej i inspirowania w tej dziedzinie zgodnie z naszymi poglądami”. „Jest to szczególnie ważne – dodawał szef MSZ – na terenach bądź sąsiadujących z ZSRR, bądź związanych z tym problemem, bądź wreszcie posiadających skupienie emigracji czy mniejszości ukraińskiej”. Jeśli chodzi o kontrahentów ukraińskich, minister instruował: „Zasadniczymi partnerami naszymi w sprawie ukraińskiej są petlurowcy, ale nie uchylamy się również od rozmów i kontaktów z innymi kołami ukraińskimi, o ile uznają i rozumieją zasadnicze postulaty nasze w tej dziedzinie”.
     
          W tym samym czasie do stolicy Rumunii przyjechał Ołeksandr Sewriuk, który od wielu  lat mieszkał w Niemczech i pozostawał na usługach tamtejszego wywiadu. Na początku czerwca 1940 roku spotkał się z wysłannikiem polskiej ambasady (Giedroyciem lub Bączkowskim). W kontekście nieuchronnego konfliktu sowiecko-niemieckiego wskazywał na potrzebę normalizacji stosunków polsko-ukraińskich i proponował podjęcie wspólnych działań przeciw Sowietom. Innym jego celem było  wysondowanie stosunku polskich władz emigracyjnych do podejmowanych w kraju prób ugody z okupantem. Sewriuk wspomniał w związku z tym o swych rozmowach w Berlinie z Władysławem Studnickim i o antysowieckim współdziałaniu z Niemcami, jakie mieli rzekomo podjąć niektórzy oficerowie przedwojennej „dwójki”.
     
          Powyższe projekty rozwiały się w czerwcu 1940 roku po klęsce Francji w wojnie z Niemcami. Diametralnie zmieniła się również sytuacja Rumunii. Zaledwie cztery dni po kapitulacji Francji, 26 czerwca 1940 r., Związek Sowiecki wystąpił z ultimatum, żądającym przekazania mu Besarabii i Północnej Bukowiny. Bukareszt musiał ulec, a ostatnie skrawki terytorium zamieszkanego przez ludność ukraińską, z którego można było prowadzić niezależną akcję przeciw Sowietom, zostały zajęte przez Armię Czerwoną. Wkrótce swoje żądania terytorialne wysunąć mieli również Węgrzy.
     
         W nowej sytuacji polskie władze – naciskane przez Brytyjczyków – musiały się wycofać z planów ewentualnej akcji antysowieckiej. 22 czerwca attaché wojskowy w Bukareszcie otrzymał depeszę gen. Sikorskiego, w której Naczelny Wódz z naciskiem stwierdzał: „Wszelkie posunięcia idące na rozbicie Rosji wykluczone”. Od tej pory Sikorski zaczął traktować ZSRS jako potencjalnego sojusznika, wobec którego nie należy prowadzić wrogich działań.
     
          Idee prometejskie niewątpliwie wywarły wpływ na kierunek, w jakim w okresie powojennym ewoluowały poglądy Giedroycia i całego zespołu „Kultury”. W kręgu Redaktora pozostały też postacie związane z przedwojennym prometeizmem – Włodzimierz Bączkowski, Jerzy Stempowski, Józef Łobodowski oraz Jerzy Niezbrzycki.
     
    Wybrana literatura:
     
    Giedroyc a Ukraina Ukraińska perspektywa Jerzego Giedroycia i środowiska paryskiej „Kultury”
    O. Hnatiuk - Ukraina na łamach „Buntu Młodych” i „Polityki”
    J. Bruski - W kręgu spraw prometejskich i ukraińskich. Jerzy Giedroyc w Rumunii 1939–1941
    M. Żebrowski - Jerzy Giedroyć. Życie przed „Kulturą”
    J. Giedroyc - Autobiografia na cztery ręce
    T. Dubicki - Konspiracja polska w Rumunii 1939–1945
    C. Partacz, K. Łada - Polska wobec ukraińskich dążeń niepodległościowych w czasie II wojny światowej
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  4
    Na przełomie 1939 i 1940 w Bukareszcie podjęto szereg inicjatyw mający na celu doprowadzenie do porozumienia polsko-ukraińskiego.
     
           Najistotniejszym poza Paryżem ośrodkiem polskiej „akcji ukraińskiej” stała się stolica Rumunii, gdzie głównym „rozgrywającym” był Jerzy Giedroyc. O roli odgrywanej przez niego świadczą m.in. adresowane na jego nazwisko (i tytułujące go „Dyrektorem”!) raporty polskich placówek w Waszyngtonie i Chicago, donoszące o nastrojach diaspory ukraińskiej w Ameryce.
     
           Pod koniec 1939 roku Giedroyc został mianowany kierownikiem biura do spraw mniejszości w prezydium Rady Ministrów, choć do jego wyjazdu do Francji ostatecznie jednak nie doszło  nominacja została zablokowana przez Stanisława Kota, działającego z osobistych pobudek.
     
           W Rumunii znalazła się w tym czasie cała grupa osób głęboko wprowadzonych w zagadnienia ukraińskie i prometejskie. Bliska przyjaźń łączyła Giedroycia z przebywającym w Bukareszcie kpt. Jerzym Niezbrzyckim, byłym szefem Referatu „Wschód” w centrali polskiego wywiadu. W stolicy Rumunii przebywał także Włodzimierz Bączkowski, związany w tym czasie z tzw. Ekspozyturą „R” – centralą polskiego wywiadu na Rumunię i tereny okupacji sowieckiej. Z tą samą placówką współpracowali ponadto: Piotr Kurnicki –  swego czasu wiceprezes warszawskiego Orientalistycznego Koła Młodych, a później m.in. wicekonsul w Kijowie i referent Wydziału Wschodniego MSZ, oraz Zdzisław Miłoszewski – były sekretarz polskiego konsulatu generalnego w Charkowie, a następnie radca w centrali MSZ.
     
          Jeszcze jesienią 1939 roku Giedroyc nawiązał z pomocą kurierów łączność z wieloma ważnymi osobistościami, które pozostały w kraju – zarówno na terenach okupowanych przez Niemcy, jak i ZSRS. Byli wśród nich również Ukraińcy: Wasyl Mudry, były wicemarszałek sejmu i prezes UNDO, oraz jeszcze w czasach przedwojennych, oraz Wołodymyr Kubijowycz, szef Ukraińskiego Komitetu Centralnego, powstałego w Krakowie pod niemieckim patronatem. Giedroyc podtrzymywał też znajomości z ukraińskimi emigrantami, którzy osiedli w Bukareszcie, w tym z Mykołą Kowałewskim, przed wojną redaktorem związanej z „dwójką” Agencji Telegraficznej „Express”, zajmującej się „robotą prometejską”. Do bukareszteńskich znajomych Giedroycia należał również Dmytro Doncow – nacjonalistyczny ideolog, redaktor i wydawca lwowskiego „Literaturno-Naukowego Wistnyka”. Z perspektywy czasu Giedroyc oceniał, że Doncow „bardzo trzeźwo oceniał Niemców i nie miał takich złudzeń jak wielu Ukraińców szczególnie na początku”.
     
           Giedroyc podjął nieudaną próbę wydostania z kraju ww. Wasyla Mudrego i dokooptowania go do tworzącej się we Francji Rady Narodowej.  Propozycja zyskała wsparcie ministra Augusta Zaleskiego, który polecał ambasadzie „zachęcić [go] do przyjazdu rychłego do Francji, ułatwiając mu podróż i wydostając z Krakowa”. Wedle wspomnień Giedroycia i ta inicjatywa została zablokowana przez Kota. 
     
          Ważnym punktem na mapie kontaktów polsko-ukraińskich pozostawały Czerniowce. Gdzie przebywali czołowi politycy mniejszości ukraińskiej w Rumunii, przede wszystkim współpracujący z Polakami już w okresie przedwojennym senator Wołodymyr Załoziecki oraz Jurij Serbyniuk, redaktor gazet „Czas” i „Nowa Rada”. Ambasador Raczyński polecił konsulowi RP w Czerniowcach Tadeuszowi Buynowskiemu podjęcie starań „w kierunku zacierania przeciwieństw polsko-ukraińskich w przeszłości”. Dyskretną akcję konsul miał rozwijać w porozumieniu z liderem Polonii rumuńskiej, senatorem Tytusem Czerkawskim. Spodziewano się, że nawiązanie współpracy z Ukraińcami na terenie Bukowiny „wywrzeć [...] może zbawienny wpływ na kształtowanie się stosunków w okupowanej przez Sowiety części Małopolski”.
     
          Ukraińscy rozmówcy polskiego konsula zadeklarowali antyniemieckie i antysowieckie stanowisko oraz chęć współpracy z Polakami. Fundamentem porozumienia polsko-ukraińskiego miało być według nich uświadomienie sobie wspólnego dla obu stron i dla Zachodu niebezpieczeństwa sowieckiego, szczególnie realnego w razie militarnego załamania się III Rzeszy.
     
           W połowie grudnia 1939 roku Załoziecki wysunął koncepcję utworzenia w ramach Armii Polskiej we Francji ukraińskich oddziałów z własną komendą i oznakami narodowymi. Propozycja ta zyskała poparcie gen. Sosnkowskiego, jednak wątpliwości formułowane przez Sikorskiego sprawiły, iż  idea nie została ostatecznie zrealizowana, choć rozważano ją w następnych miesiącach w polskich kołach rządowych.
     
           Konkretnym skutkiem rozmów prowadzonych w Czerniowcach było zwołanie przez ambasadę w styczniu 1940 roku dwudniowej polsko-ukraińskiej konferencji do Bukaresztu. Przewodnim jej tematem była konieczność polsko-ukraińskiej współpracy wymierzonej zarówno przeciw Sowietom, jak i Niemcom. Przedstawiciele ukraińscy uciekali od tematu powojennych granic, podczas gdy Polacy starali się wymóc na nich bardziej konkretne deklaracje w tej sprawie. Strona polska podkreślała  – jak ujął to Ciołkosz – że „życiowe ośrodki gospodarki i kultury ukraińskiej leżą na wschodzie. To nie Lwów, nie Przemyśl, lecz Kijów i Zagłębie Donieckie stanowią istotne centra Ukrainy”.
     
           Jedynym efektem konferencji było podjęcie wspólnej akcji prasowej, w szczególności reaktywowania i dalszego finansowania przez stronę polską biuletynu petlurowskiej agencji informacyjnej „Ukraintag”. Powołano też do życia sześcioosobowy Komitet Porozumienia.
     
           W tym czasie dowództwo lwowskiego Związku Walki Zbrojnej zastanawiało się nad różnymi wariantami antysowieckiej insurekcji. Słusznie zakładano, że jej sukces uzależniony był od co najmniej życzliwej neutralności Ukraińców. Plany te wspierała bukaresztańska ambasada RP, która zamierzała pozyskać do współpracy Brytyjczyków, informując ich  o planach zbrojnego wystąpienia na terenie okupacji sowieckiej. Przedstawiono też Anglikom szerszy plan działania, w prometejskim stylu, obejmujący operacje na południu Ukrainy. Po wywołaniu w ten sposób fermentu po stronie sowieckiej do akcji miały wkroczyć siły polsko-francusko-brytyjskie, które dokonałyby zbrojnego desantu w Odessie. Brytyjczycy uznali te plany za całkowicie nierealistyczne, sceptycznie podchodząc  też do szans wypracowania trwalszego kompromisu polsko-ukraińskiego.
     
    CDN.
     
    5
    5 (2)

    4 Comments

    Obrazek użytkownika alchymista

    alchymista
    chyba był człowiekiem Stalina, prawda?
    Obrazek użytkownika Godziemba

    Godziemba
    To był przede wszystkim głupi polityk  (nie oceniam jego jako profesora), przekonany o swoich "wybitnych" zdolnościach.

    Dodatkowo miał wielką fobię antypiłsudczykowską, wszczędzie widział spiski "sanacyjne".

    Pozdrawiam
    Obrazek użytkownika Godziemba

    Godziemba
    Nikt nie musiał za nim stać. Był takim dyletantem politycznym, łatwo poddającym się sowieckim manipulacjom, że sam z własnej woli rozpowszechniał sowiecką dezinformację. To taki wykształcony leming z pierwszej połowy XX w. Pozdrawiam
  •  |  Written by Godziemba  |  2
    Nawiązane w latach 30. kontakty z niektórymi politykami ukraińskimi zaprocentowały na jesieni 1939 roku.
     
           „Biuletyn Polsko-Ukraiński” – wydawany w latach 1932–1938 w Warszawie pod redakcją Włodzimierza Bączkowskiego – jednego z propagatorów ruchu prometejskiego - był niewątpliwie najważniejszą w II RP płaszczyzną intelektualnego zbliżenia narodów polskiego i ukraińskiego. Tylko na tej płaszczyźnie mogło następować uświadomienie zarówno Polakom, jak i Ukraińcom geopolitycznej wspólnoty ich losu – w obliczu imperialnej Rosji.
     
           Założony przez Jerzego Giedroycia „Bunt Młodych” (od marca 1937 roku zmieniony w „Politykę”) powstał w 1931 roku, prawie równocześnie z „Biuletynem Polsko-Ukraińskim”. Środowisko skupione wokół pisma ze Stanisławem Łosiem, największym autorytetem w sprawach ukraińskich, wypracowało całościową koncepcję polityki państwowej wobec Ukraińców. Łoś, który był zwolennikiem formuły gente Ruthenus natione Polonus (z pochodzenia Rusin, obywatel polski) usiłował dowieść, że Ukraińcy mogą i powinni być lojalnymi obywatelami Rzeczypospolitej. Krytycznie nastawiony do polityków ukraińskich, tak samo ostro atakował polskie kręgi polityczne za krótkowzroczność. Podobnie jak środowisko „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” był przeciwnikiem „ukrainofilstwa” i mirażu niepodległej Ukrainy, opowiadał się natomiast za polityką drobnych kroków, sprzyjającą rozwojowi narodu i jego dążeniom niepodległościowym. Bardzo aktywnym propagatorem koncepcji porozumienia polsko-ukraińskiego był również Adolf Bocheński, który kwestionował wzajemny związek między lojalnością Ukraińców (obywateli II RP) a prometejską ideą wsparcia ukraińskiego dążenia do niepodległości Naddnieprza.
     
         W 1934 roku redakcja „Buntu Młodych” jasno wskazała, w jakim punkcie jej stanowisko różni się od „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” podkreślając, iż  „Redakcja „Biuletynu” uważa, że kwestię Ukrainy Naddnieprzańskiej w Polsce można rozwiązać w oderwaniu od poprawy wzajemnych stosunków polsko-ukraińskich w Małopolsce Wschodniej. Naszym zdaniem nie”. Od tego momentu „Bunt Młodych” wewnętrzną kwestię ukraińską i postulat poparcia niepodległościowych dążeń Ukraińców przedstawiał jako sprawy nierozerwalnie ze sobą związane.
     
          Sowiecko-polski pakt o nieagresji (1932) oraz głód i terror na sowieckiej Ukrainie skłoniły jednego z najbardziej aktywnych prometeuszów, kpt. Jerzego Niezbrzyckiego (pseudonim: Ryszard Wraga), do smutnej konstatacji, iż idea prometejska została ostateczne pogrzebana, a polityka polska znalazła się w silnym bolszewickim uścisku. Na przekór temu pesymistycznemu wnioskowi Adolf Bocheński zaproponował „wielkopaństwową ideę polską”, nawiązującą do tradycji jagiellońskiej.
     
          W odróżnieniu od innych gazet „Bunt Młodych” bardzo dobrze orientował się w ukraińskim spektrum politycznym, wielokrotnie zamieszczał teksty publicystyczne autorów ukraińskich i szeroko omawiał ważniejsze dyskusje polityczne prowadzone na łamach galicyjskiej prasy ukraińskiej. Przykładem takiego zainteresowania była koncepcja nacjonalizmu integralnego publicystyka Dmytra Doncowa.  Autorzy „Buntu Młodych” nie mieli wątpliwości co do antypolskiego kierunku tej ideologii, jednak wskazywali, skupiał się przede wszystkim  na zagrożeniu ze strony Rosji, a nie na relacjach polsko-ukraińskich. Uważał jednocześnie, że antagonizm cywilizacyjny między Rosją i Europą może doprowadzić do sojuszu Polaków i Ukraińców. Włodzimierz Bączkowski podzielał ten pogląd, uważając, iż zagrożenie ze strony Moskwy skłoni Ukraińców do kompromisu z Polakami: „odpowiedzią na imperialną ideę Rosji może być tylko imperialna idea polska, która może dać szansę Ukraińcom na odegranie roli w rywalizacji dwóch idei wielkoimperialnych”.
     
          Podczas gdy „Biuletyn Polsko-Ukraiński” współpracował głównie z emigrantami z otoczenia atamana Symona Petlury „Bunt Młodych” kładł nacisk na porozumienie z najbardziej wpływowymi siłami – Ukraińskim Zjednoczeniem Narodowo-Demokratycznym (UNDO) i chrześcijańskimi demokratami skupionymi wokół metropolity Andreja Szeptyckiego. Metropolitę traktowało  jako najbardziej konsekwentnego zwolennika porozumienia, opartego z jednej stronie na obronie ukraińskich postulatów, z drugiej – podkreślaniu lojalności wobec państwa polskiego.
     
         Dzięki partnerskiemu traktowaniu ugodowych ukraińskich polityków środowisko „Polityki”  zbudowało kapitał zaufania oraz przestrzeń do dialogu, który kontynuowany był przez Giedroycia po wrześniu 1939 roku w Rumunii.
     
         Szczególnie intensywna aktywność Jerzego Giedroycia na polu ukraińskim i prometejskim zarazem przypadła niewątpliwie na czas jego pobytu w Rumunii, spędzony u boku ambasadora RP w Bukareszcie Rogera Raczyńskiego, pod którego kierownictwem pracował w pierwszej połowy lat trzydziestych jako urzędnik w Ministerstwie Rolnictwa.
     
         Po przedostaniu się we wrześniu 1939 roku do Rumunii Giedroyc został osobistym sekretarzem ambasadora. Pełniąc tę funkcję, stał się prawdziwą szarą eminencją polskiej placówki w Bukareszcie. „Ma on [Giedroyc] duży wpływ na ambasadora Raczyńskiego – oceniał z dezaprobatą attaché wojskowy ppłk Tadeusz Zakrzewski – i aczkolwiek nie jest urzędnikiem ambasady – zna wszystkie tajemnice i szyfrowe depesze”.
     
         Pozycję Giedroycia dodatkowo wzmacniało posiadanie doskonałych stosunków z dyplomatami brytyjskimi przebywającymi w stolicy Rumunii. Sekretarz Raczyńskiego pełnił faktycznie funkcję łącznika między polską ambasadą a miejscowym poselstwem Wielkiej Brytanii.
     
         W Rumunii przebywało wówczas kilkadziesiąt tysięcy polskich żołnierzy i cywilów, którym udało się uciec z okupowanego przez Niemców i Sowiety kraju. Starano się jak najszybciej przerzucić ich dalej na Zachód. Przez Rumunię wreszcie przebiegały najważniejsze kanały łączności z krajem, tutejsze polskie placówki stanowiły zaś doskonałe punkty obserwacyjne, pozwalające śledzić rozwój sytuacji – zwłaszcza na terenach okupowanych przez Sowiety.
     
         Kluczowe znaczenie miała też Rumunia dla wszystkich sił starających się rozgrywać kartę ukraińską. Decydowało o tym bliskie sąsiedztwo Ukrainy Sowieckiej oraz okupowanej Małopolski Wschodniej, a także fakt, że pod zwierzchnictwem Bukaresztu pozostawały jedyne –  jeśli nie liczyć Rusi Zakarpackiej – obszary zwarcie zamieszkiwane przez Ukraińców niekontrolowane bezpośrednio ani przez ZSRS, ani III Rzeszę.
     
         Po klęsce wrześniowej wśród części polskiego wychodźstwa narastać zaczęło przeświadczenie, że w nowej sytuacji konieczne jest osiągnięcie szerszego porozumienia ze stroną ukraińską. Zaczęto sobie zdawać sprawę, że działania na rzecz pozyskania Ukraińców do wspólnej akcji przeciw okupantom mają szanse powodzenia tylko pod warunkiem, że – jak postulował jeden z przywódców PPS na emigracji, Adam Ciołkosz – „polityka polska nie ograniczy się do ogólnikowych zapowiedzi autonomii dla obszarów wschodnich”, ale będzie miała do zaoferowania konkrety.
     
         Najdalej w tym względzie poszedł powołany do życia w listopadzie 1939 roku Komitet Ministrów dla Spraw Kraju, obradujący pod przewodnictwem gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Pod koniec tego miesiąca opracował on projekt deklaracji mającej stać się podstawą do rozmów z Ukraińcami. W dokumencie tym poza obietnicami ścisłego respektowania w wyzwolonej Polsce praw mniejszości ukraińskiej znalazł się, wyraźnie nawiązujący do dawnych planów prometejskich, projekt budowy kosztem ZSRS niepodległego państwa ukraińskiego. W wypadku zawiązania przez to państwo ścisłej federacji z Polską dopuszczano możliwość korekty przebiegu granicy polsko-ukraińskiej na korzyść Ukrainy.
     
         Propozycje te zostały jednak sceptycznie przyjęte przez premiera Władysława Sikorskiego. Odmówił on zatwierdzenia wytycznych przygotowanych przez Komitet, a deklaracja rządowa z 18 grudnia 1939 roku zawierała jedynie ogólniki o równouprawnieniu mniejszości.
     
         W tym samym czasie postanowiono reaktywować w Paryżu ośrodek Ukraińskiej Republiki Ludowej z Wiaczesławem Prokopowyczem i Ołeksandrem Szulhynem na czele. Miał on na celu przyciągnięcie nowych działaczy i podjęcie próbę wyjścia z propolskim programem poza kręgi petlurowskie. Zakładano w szczególności, że niezbędne jest wydzielenie dodatkowych środków „dla montowania współpracy i pomocy dla Ukraińców pochodzących z Małopolski Wschodniej, którzy napływać będą na emigrację i stanowić będą najważniejszy pion naszych kontaktów z Ukraińcami w przyszłości”.
     
    CDN.
    5
    5 (1)

    2 Comments

    Obrazek użytkownika alchymista

    alchymista
    współpracę z Ukraińcami zaczynamy zwykle od utraty własnej Niepodległości? winkdevil
    Obrazek użytkownika Godziemba

    Godziemba
    Bo wtedy czujemy wspólnotę .....losów.

    W 1920 roku zaproponowaliśmy jednak współpracę w innej sytuacji.

    Pozdrawiam
  •  |  Written by Niepoprawne Radio PL  |  0

    NiepoprawneRadio.PL - Audycja 1280 (czwartkowa) - Zapraszamy Państwa do słuchania!

    Włącz klikając w jedną z ikonek odtwarzaczy:

    lub ikonki playerów:

     

     

     

     

    Premierowe bloki programowe emitujemy w czwartki i niedziele od godziny 19:00 (czasu polskiego). Naszym audycjom towarzyszy muzyka bardów.

    Zapraszamy wszystkich nieznudzonych Polską do przysyłania nagrań swoich tekstów oraz relacji dźwiękowych i wideo z ciekawych spotkań. Szczegółowe informacje jak tworzyć i przekazywać swoje nagrania znajdują się na stronie JAK WYKONAĆ NAGRANIE?

    Prosimy również o przesyłanie swoich opinii dotyczących treści i formy naszych audycji, propozycji nowych pozycji programowych oraz sugestii dotyczących zmian i usprawnień. Informacje można przekazywać poprzez formularz kontaktowy na stronie KONTAKT lub bezpośrednio na nasz email:

    kontakt@niepoprawneradio.pl

    Niepoprawne Radio PL newsletter

     

     

    Dla urządzeń mobilnych polecamy aplikację tunein (można ją zainstalować i wybrać nasze radio)


    Po uruchomieniu przeglądarki można też wybrać stronę

    m.niepoprawneradio.pl

     

    Premiera na antenie (w internecie) od godziny 19:00 czasu polskiego

    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  3
    W 1939 roku z inicjatywy czeskich oficerów nawiązano bliską współpracę wywiadowczą polsko-czeską.

     
               Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Czechosłowacji, w marcu 1939 roku płk. František Moravec za pośrednictwem ppłk. Josefa Kally podjął próbę skontaktowania się z polskim attaché wojskowym ppłk. Kwiecińskim i ambasadorem Polski w Wielkiej Brytanii Edwardem Raczyńskim w celu przekazania cennych informacji wywiadowczych, dotyczących przygotowań do niemieckiego ataku na Polskę. Płk. Moravec liczył, że w ten sposób nawiąże kontakt z polskim wywiadem, jednak strona polska odmówiła – z powodu braku zaufania - przyjęcia tych materiałów.

     
                W tym samym czasie  ppłk. Prokop Kumpošt nawiązał kontakt z ppłk. Mayerem z II Oddziału WP.  Czesi w zamian za informacje wywiadowcze dotyczące III Rzeszy i prowadzenie sabotażu w protektoracie Czech i Moraw oczekiwali od strony polskiej utworzenia w Polsce czechosłowackich oddziałów wojskowych do prowadzenia wspólnej walki z Niemcami oraz przyjęcia do polskich jednostek części czeskich oficerów.
     

                Kontakty zacieśniły się w maju 1939 roku kiedy do Warszawy przyjechał były szef czechosłowackiego kontrwywiadu mjr. Bartik, który oprócz przekazania informacji wywiadowczych (m.in. tajnej instrukcji sabotażowo-dywersyjną dla niemieckiej mniejszości) oraz sieci wywiadowczej, zaproponował współpracę między polskim wywiadem, a utworzoną właśnie czechosłowacką tajną organizacją, kierowaną przez byłych oficerów wywiadu i działającą w Protektoracie.

     
             Szef sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz wyraził zgodę na rozpoczęcie współpracy wywiadowczej z Czechami, sprzeciwiając się jednocześnie – nie chcąc nie rozdrażniać Niemców - idei stworzenia czechosłowackich oddziałów wojskowych w Polsce oraz przyjmowania czechosłowackich oficerów do wojska polskiego.


            We współpracy z wywiadem polskim czeska organizacja konspiracyjna „Obrana Národa” zorganizowała siatkę, która przerzucała czechosłowackich oficerów i osoby ścigane przez gestapo do Polski. Czesi dostarczyli  wielu cennych informacji o dyslokacji niemieckich oddziałów, produkcji zbrojeniowej oraz o polityce niemieckich władz okupacyjnych w Protektoracie Czech i Moraw.


                W Warszawie na bazie poselstwa czeskiego i attaszatu wojskowego powstała rezydentura czechosłowackiego wywiadu o kryptonimie „Maria", kierowana przez płk. Kumpošta. Strona polska dostarczyła rezydenturze radiostację, polskie paszporty i roczne bilety kolejowe umożliwiające podróżowanie po kraju. Udzielono także pomocy w ewakuacji z Czech rodzin oficerów grupy wywiadowczej płk. Moravca.


                Na początku czerwca 1939 roku do Polski przyjechał ponownie mjr. Bartik, który zaproponował zacieśnienie współpracy poprzez przejęcie przez polski wywiad części czechosłowackich agentów znajdujących się na terenie Polski. Jednocześnie przekazał ppłk. Mayerowi, zdobyte przez czeskiego agenta w Abwehrze Paula Thümmela, dokumenty o niemieckich przygotowaniach do ataku na Polskę.


                W centrali polskiego wywiadu pojawił się pomysł stworzenia na bazie czechosłowackiego wywiadu oddziałów sabotażowo-dywersyjnych, które w dogodnym momencie miały rozpocząć akcje sabotażowe na terenie Protektoratu.

     
               W lipcu 1939 roku do Warszawy przybył generał Ingr, który przedstawił sytuację czechosłowackiego ruchu oporu. Z jego ramienia mjr. Zdeněk Sladeček organizował grupy dywersyjne na terytorium Polski, które zamierzano potem przerzucić do Protektoratu. Major utrzymywał też kontakt z organizacją konspiracyjną w rejonie Morawskiej Ostrawy, która posiadała wystarczającą ilość broni i materiałów wybuchowych do podjęcia akcji dywersyjnych.

     
                Miesiąc później mjr. Bartik wysłał do Pragi uzgodnione z polskim wywiadem wytyczne dla organizacji sabotażowych na terytorium Protektoratu. W zamian Czesi oczekiwali w razie wybuchu powstania dostarczenia przez stronę polską samolotami amunicji i broni oraz wkroczenia na Morawy polskiej jednostki zmotoryzowanej.

     
               Równocześnie na początku sierpnia pojechał do Pragi Kazimierz Wierzbiański były pracownik polskiego poselstwa w Pradze. Wierzbiański przeprowadził rozmowy z przedstawicielami czechosłowackiej organizacji „Obrana Narodu” w sprawie nawiązania łączności i współpracy z polskim wywiadem oraz dostarczenia broni i środków wybuchowych.


                W tym czasie „Obrana Národa" znacznie rozbudowała swoje struktury poprzez werbunek kolejarzy i pocztowców oraz prowadzenie szkoleń w zakresie dywersji. Kierownictwo organizacji kryjące się pod kryptonimem „Perun” nakazało jak najszybciej zakończyć przygotowania oraz rozpocząć ograniczone działania dywersyjne przez grupy, które osiągnęły już gotowość.


                Wywiad polski, za pośrednictwem płk Moravca nawiązał także kontakt z organizacją konspiracyjną „Dva Konšele („Dwóch rajców"), kierowaną przez dwóch kapitanów czechosłowackiego wywiadu Františka Fárka i Antonina Longa. Nawiązali oni kontakt z oficerami polskiego wywiadu w okolicach Cieszyna i w Pradze, przekazując ważne informacje o transportach oddziałów niemieckich przybywających do Protektoratu, a także o pojawieniu się niemieckich jednostek pancernych na jego terenie oraz niemieckie mapy sztabowe z zaznaczonymi kierunkami niemieckich uderzeń na Polskę.

     
               Pomimo umowy Czesi nie przekazali stronie polskiej swojej sieci wywiadowczej w Niemczech., gdyż uniemożliwił to brytyjski wywiad, który sam chciał przejąć nad nią kontrolę.


                Poza nawiązaniem współpracy wywiadowczej podjęto próby stworzenia czechosłowackich oddziałów w Polsce. W maju 1939 roku w Polsce gen. Prchala zaproponował stworzenie legionu i komitetu czechosłowackiego, który miał być przez niego reprezentowany. Jakkolwiek priorytetem dla strony polskiej była rozbudowa czeskiego ruchu oporu w Protektoracie gen. Stachiewicz w czerwcu 1939 roku zgodził na stworzenie przez gen. Prchala centrali wojskowej w Polsce i przyjęcie niektórych specjalistów do armii polskiej.


                Działania gen. Prchali spotkały się jednak z ostrą krytyką ze strony byłego prezydenta Czechosłowacji Beneša, który wolał formować jednostki czechosłowackiego na terenie Francji i Wielkiej Brytanii. Kiedy 11 czerwca 1939 roku w Warszawie powstała Centralna Rada Czechów i Słowaków doszło do zaostrzenia konfliktu na tym tle. W programie rady napisano, że odtworzenie Czechosłowacji może nastąpić tylko przy pomocy Polski.

     
                Według planów gen. Prchali, czechosłowacki legion wojskowy, po wybuchu wojny miał wkroczyć na Słowację. Uważał on także, że Polska wyjdzie zwycięsko z konfliktu z Niemcami. Pomysły te wzbudziły wrogość grupy czechosłowackich oficerów, którzy chcieli zmusić gen. Prchalę do podporządkowania się akcji niepodległościowej na zachodzie, grożąc mu nawet śmiercią.


                3 sierpnia 1939 roku gen. Stachiewicz poinformował Prchalę, że władze polskie wydały zgodę na stworzenie po wybuchu wojny legionu czechosłowackiego, zorganizowanie obozu dla 1 000 czechosłowackich oficerów mających stanowić kadrę legionu oraz na przyjmowanie specjalistów do polskiej armii.


                Czeskich żołnierzy umieszczono najpierw w obozie wojskowym w Bronowicach Małych, a w końcu sierpnia w Leśnej pod Baranowiczami w województwie nowogrodzkim. Obóz nazwano ostatecznie Obozem Ochotników Czeskich, a dowództwo nad nim oddano gen. Prchali.Legion Czechosłowacki miał podlegać gen. Kleebergowi.

     
             Wybuch II wojny światowej ostatecznie zakończył kolejną próbę stworzenia sojuszu polsko-czechosłowackiego.

     
               Należy zgodzić się z opinią Piotra Kołakowskiego, iż „Animozje oraz odmienne sposoby zapewnienia sobie bezpieczeństwa, a także wizje przyszłości I Republiki i II RP uniemożliwiały szerszą współpracę oraz zawarcie, w rezultacie korzystnego zarówno dla ČSR, jak i Polski, sojuszu polityczno-wojskowego".
     
     
    Wybrana literatura:
     
     
    M.K. Kamiński – Szkice z dziejów Polski i Czechosłowacji w latach trzydziestych XX wieku
     
    M. Kornat – Polityka zagraniczna Polski 1938-1939. Cztery decyzje Józefa Becka
     
    A. Małkiewicz – Samobójstwo demokracji. Czechosłowacja w okresie II Republiki
     
    P.M. Majewski – Zmarnowana szansa? Możliwości obrony Czechosłowacji jesienią 1938 roku
     
    P. Gursztyn – Ribbentrop-Beck. Czy pakt Polska-Niemcy był możliwy?
     
    M. Przeperski – Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku
     
    P. Kołakowski – Między Warszawą a  Pragą. Polsko-Czechosłowackie stosunki wojskowo-polityczne 1918-1939
     
    5
    5 (2)

    3 Comments

    Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

    katarzyna.tarnawska
    Animozje oraz odmienne sposoby zapewnienia sobie bezpieczeństwa, a także wizje przyszłości I Republiki i II RP uniemożliwiały szerszą współpracę oraz zawarcie, w rezultacie korzystnego zarówno dla ČSR, jak i Polski, sojuszu polityczno-wojskowego".
    Bardzo smutna prawda!
    Dzięki Godziembo za kolejny, cenny wpis na temat najnowszej historii Europy. Tego powinny się dziś uczyć nasze dzieci i wnuki.
    Serdecznie pozdrawiam,
    Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

    katarzyna.tarnawska
    "popisują się" polityczną głupotą.
    Wciaż widać, że pod Białą Górą wytracili całą swoją inteligencję. I nie umieją jej odbudować.
    Serdecznie pozdrawiam,
  •  |  Written by Godziemba  |  2
    W końcu września 1938 roku Czechosłowacja zaakceptowała postanowienia konferencji monachijskiej.

                Podpisanie 26 stycznia 1934 roku przez Polskę i Niemcy deklaracji o niestosowaniu przemocy nie sprawiło, iż czescy generałowie porzucili plany współpracy z Polską. W marcu 1934 roku szef kancelarii wojskowej prezydenta gen. Silvestr Blaha sporządził memoriał, w którym biorąc pod uwagę kształt państwa postulował poprawę stosunków z Warszawą. „W wyniku tego przekonania – pisał – powstała w kierowniczych kręgach korpusu oficerskiego armii czechosłowackiej koncepcja obliczona Czechosłowacja obawiając się, że Polska zawarła tajny układ z Hitlerem, wymierzony na współdziałanie z Polską. Wypłynęła ona z najpełniej rozumianego starania o zwiększenie możliwości naszej obrony. Słusznym jest podkreślenie, że przy współpracy Polski możemy liczyć na utrzymanie większej części Czech w wypadku konfliktu ogólnego (…)”.
     
              W odpowiedzi Masaryk zbeształ Blahę i zainteresował się jedynie, w ilu egzemplarzach generał przygotował swój memoriał. Gdy usłyszał, iż w jednym, nakazał utajnić dokument. 
     
                Zamiast sojuszu z Polską, Czechosłowacja w 1935 roku zawarła układ polityczny o wzajemnej pomocy ze Związkiem Radzieckim. Oznaczało to zerwanie na ponad dwa lata polsko-czechosłowackich kontaktów wojskowych.
     
             Pod koniec 1937 roku attaché wojskowy Czechosłowacji ppłk. Otokar Buda w rozmowie ze swym polskim odpowiednikiem ppłk. Tadeuszem Zakrzewskim przekazał sugestię czechosłowackich kół wojskowych powrotu do przerwanej współpracy z Polską, poprzez rozluźnienie kontaktów Czechosłowacji z ZSRS.
     
                W lutym 1938 roku attaché wojskowy Czechosłowacji w ZSRS płk. František Dastych w rozmowie z pomocnikiem polskiego attaché mjr. Stanisławem Malecińskim zaproponował wprost zawarcie antyniemieckiego sojuszu wojskowego pomiędzy Czechosłowacją i Polską. Ppłk. Dastych stwierdził nawet, że oba państwa są gotowe do zawarcia takiego sojuszu, a rozdźwięki wywołują jedynie politycy.
     
               Bez jednoznacznego potwierdzenia tych propozycji przez czechosłowacką dyplomację Warszawa nie zamierzała angażować się realizację tych planów, polskim attachatom zalecono nie podejmowanie podobnych rozmów z Czechami, ponieważ miały one charakter nieoficjalny
     
               Po przejęciu władzy w Niemczech przez Hitlera, Czechosłowacja rozpoczęła w 1934 roku wielki program ufortyfikowania granic, przeznaczając nań tylko do 1938 roku 10,7 mld koron, co stanowiło ok. 40% wydatków wojskowych lat 1934-1938. Był to olbrzymi wysiłek finansowy dla państwa i jego obywateli.
     
               Najmocniej zamierzano ufortyfikować północną granicę – od Odry aż do Karkonoszy, na odcinku o długości 263 km: miało tam powstać 15 z 16 artyleryjskich grup warownych. Do 1938 roku zrealizowano niespełna połowę planu, budując około 10 tysięcy schronów, w tym 263 ciężkich.
     
              Generalicja czeska zakładała, że dzięki artyleryjskim grupom warownym na północy Czech możliwe będzie zatrzymanie atakujących ze Śląska Niemców. Ofensywy z innych kierunków miały być jedynie opóźniane – na kierunku prowadzącym z zachodu na wschód wytyczono 3 linie umocnień oraz ufortyfikowano Pragę.
     
               Najważniejszym skutkiem ufortyfikowania każdego z kierunków operacyjnych było jednak to, że całość Armii Czechosłowackiej szkolono tak samo jak wojska forteczne. W ten sposób wyeliminowano jakiekolwiek myślenie ofensywne, także na szczeblu taktycznym.
     
              Zbudowanie fortyfikacji nad samymi granicami uniemożliwiało rządowi w Pradze jakikolwiek manewr polityczny w przypadku utraty ziem przygranicznych.
     
              Pomimo posiadania jednego z najsilniejszych przemysłów zbrojeniowych na świecie (większość produkcji była eksportowana), armia czechosłowacka była słabo uzbrojona, także w porównaniu do armii polskiej. I tak np. polska dywizja piechoty dysponowała 48 działami (w tym 6 ciężkimi) a czechosłowacka jedynie 30 działami. Ponad dwa razy mniejsza była również liczba ciężkich karabinów maszynowych.
     
              Dopiero w 1937 roku rozpoczęto program unowocześnienia armii czechosłowackiej, w tym wyposażenia jej w nowoczesną artylerię, czołgi i samoloty bojowe. Przeznaczenie wielkich środków na budowę umocnień granicznych sprawiło, iż do 1938 roku zrealizowano plany  jedynie w niewielkim stopniu. We wrześniu 1938 roku dysponowała jedynie na papierze 4 dywizjami szybkimi, gdyż większość sprawnych samochodów pancernych i tankietek skierowano do działań policyjnych. W tych dywizjach zamiast 36 kompanii czołgów było jedynie 13. Etaty zostały wypełnione w niespełna 50%.  
     
              Podobne braki były w lotnictwie – spośród istniejących formalnie 1500 samolotów, jedynie 568 można uznać za samoloty bojowe (myśliwskie i obserwacyjne).
     
              Gdy w 1937 roku Austriacy, zagrożeni włączeniem do Rzeszy, zaproponowali Pradze sojusz wojskowy, Beneš zezwolił jedynie na podpisanie umowy kulturalnej. Osamotniona Austria została włączona do Niemiec, a terytorium Czech – z trzech stron otoczone przez III Rzeszę.
     
              Pomimo narastającego od wiosny 1938 roku niemieckiego zagrożenia Praga nie podjęła żadnych kroków w sprawie doprecyzowaniu układów sojuszniczych. Nie przeprowadzono konferencji wojskowych, nie dążono do podpisania konwencji sztabowych, nie zapraszano do Czechosłowacji ani francuskich, ani brytyjskich oficerów. Londyńskie i paryskie kręgi wojskowe mogły więc odnieść wrażenie, że strona czechosłowacka nie jest na tyle zdeterminowana, żeby podjąć walkę. Nic więc dziwnego, że w początkach czerwca 1938 roku zaczęły w prasie brytyjskiej pojawiać się pierwsze artykuły sugerujące daleko idącą ugodę.
     
              Od marca 1938 roku nie zwoływano parlamentu czechosłowackiego, a wszystkie decyzje podejmowano na podstawie ustaleń pomiędzy partyjną „pětką” (przywódcy pięciu najważniejszych partii politycznych) a prezydenckim „hradem”.
     
              Czechosłowacki plan wojenny zakładał stopniowe odchodzenie wojsk na wschód, aby tam doczekać włączenia się Francji do wojny, co dałoby szansę odzyskania utraconego terytorium.
     
              Niemiecki plan wojny przewidywał  równomierne natarcie na najważniejszych kierunkach. Praga miała być koncentrycznie atakowana przez 10. Armię z Bawarii (3 korpusy, 3 dywizje piechoty, 5 dywizji szybkich), 8. Armię z Saksonii (3 korpusy, 6 dywizji piechoty) oraz 12. Armię z Austrii (3 korpusy, 9 dywizji piechoty). Ze Śląska na Morawy uderzać miała 2. Armia (3 korpusy, 9 dywizji piechoty i 1 pancerna), a z okolic Wiednia na Morawy – 14. Armia (2 korpusy, 3 dywizje piechoty, 2 dywizje szybkie.
     
               Czechosłowacja miała szansę obronić się przed Niemcami w 1938 roku jedynie w wojnie toczonej wspólnie z Francją, szczególnie gdy do niej dołączyłyby również Wielka Brytania i Polska. W przeciwnym dywizje czechosłowackie byłyby kolejno rozbijane przez działające wspólnie niemieckie korpusy.

                Pomimo świadomości słabości sił armii czechosłowackiej 29 września 1938 roku w kwaterze Naczelnego Dowództwa w zamku w Račicach czescy generałowie uznali, że jeżeli Polska nie wmiesza się konflikt z III Rzeszą, Czechosłowacja może wytrzymać kilka miesięcy. Część czeskich wojskowych była nawet gotowa obalić rząd i doprowadzić do zawarcia unii politycznej z Polską.

                Po połączeniu armii czechosłowackiej i polskiej opór Wehrmachtowi mogłoby stawić ponad 40 dywizji. Armia Czechosłowacji posiadała na wyposażeniu niezłe działka przeciwpancerne 37 i 47 mm, działka przeciwlotniczych 20 mm, ponad 200 dział i haubic oraz bardzo dobre, choć nieliczne  czołgi LT 35 i LT 38.
     
               W przypadku zawarcia przez Pragę sojuszu z Warszawą Polską Hitler nie byłby w stanie zaatakować jednocześnie i Polski i Czechosłowacji, ponieważ nie miał na to wystarczających sił.

                Wszystko rozbiło się o względy polityczne. Czeski prezydent oraz popierający go liderzy największych partii politycznych nie chcieli sojuszu z Polską, a marszałek Edward Rydz-Śmigły i minister spraw zagranicznych Józef Beck byli przekonani, że Czechosłowacja i tak się rozpadnie. Jedynie gen. Sosnkowski – pozbawiony wpływów w ówczesnej elicie rządowej – w rozmowie z prezydentem Mościckim przekonywał, że akcja przeciwko Czechosłowacji przyczyni się do zwiększenia potęgi Adolfa Hitlera i tym samym osłabi pozycję Polski.
     
                Nikt jednak nie chciał go słuchać. Minister spraw zagranicznych Beck forsował pogląd, że Hitler po zniszczeniu Czechosłowacji pójdzie dalej w kierunku Bałkanów omijając Polskę.
     
               W dramatycznych wrześniowych dniach 1938 roku głównodowodzący czeskich sił zbrojnych gen. Ludvik Krejči oraz dowódcy trzech najważniejszych armii gen. gen. Vojcechovsky, Luẑa i Prchala zażądali od Beneŝa odrzucenia dyktatu monachijskiego i podjęcia walki. Prezydent odmówił, uważając że wojna z Niemcami „będzie jatką”. Poparł go premier gen. Syrovy, który przyznał, iż „mamy do wyboru: albo aby nas zabito, albo byśmy popełnili samobójstwo”.
     
               Poseł polski w Pradze Kazimierz Papée ocenił, iż „społeczeństwo czeskie istotnie cechowała wówczas wola oporu. Załamanie przyszło od góry”.
     
    CDN.
    Ilustracja: https://schoolshistory.org.uk/topics/world-history/interwar-period-c1918...
    5
    5 (2)

    2 Comments

    Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

    katarzyna.tarnawska
    Niezwykle wartościowe opracowanie historii relacji polsko-czeskich przed II WŚ.
    A nawiasem - zamach na Heydricha, organizacyjnie całkiem niedopracowany - był czeską reakcją rządową - z Anglii - na działania Polskiego Rządu w Londynie i Polskiego Państwa Podziemnego na polskim terytorium okupowanym przez dwu naszych wrogów.
    Ten czeski zamachowiec, który ostatecznie stał się zdrajcą - został całkowicie osamotniony i zagubiony - po zamachu. Zamachowcy nie mieli zabezpieczonych kwater, kontaktów, nie mieli nawet pieniędzy, otrzymali "dyrektywy". Tak wyglądało czeskie "rządzenie" w Czechach, z zagranicy.
    Patrząc natomiast dzisiaj na czeską "politykę" w sprawie Turoszowa - wydaje się, że też mają jakiegoś "wybitnego" sternika, czy sterownika, niekoniecznie nawet rodzimego.
    Serdecznie pozdrawiam,
    Obrazek użytkownika Godziemba

    Godziemba
    Zamach na Heydricha został przeprowadzony na polecenie Brytyjczyków.
    Jeden z zamachowców nie wytrzymał tortur i zdradził innych - nie winiłbym go za to, raczej - jak piszesz - jego zwierzchników, którzy źle zaplanowali operację.

    Ostatnim dobrym politykiem czeskim był Klaus.  Po nim są jedynie miernoty.

    Pozdrawiam
  •  |  Written by Niepoprawne Radio PL  |  0

    NiepoprawneRadio.PL - Audycja 1279 (niedzielna) - Zapraszamy Państwa do słuchania!

    Włącz klikając w jedną z ikonek odtwarzaczy:

    lub ikonki playerów:

     

     

     

    Premierowe bloki programowe emitujemy w czwartki i niedziele od godziny 19:00 (czasu polskiego). Naszym audycjom towarzyszy muzyka bardów.

    Zapraszamy wszystkich nieznudzonych Polską do przysyłania nagrań swoich tekstów oraz relacji dźwiękowych i wideo z ciekawych spotkań. Szczegółowe informacje jak tworzyć i przekazywać swoje nagrania znajdują się na stronie JAK WYKONAĆ NAGRANIE?

    Prosimy również o przesyłanie swoich opinii dotyczących treści i formy naszych audycji, propozycji nowych pozycji programowych oraz sugestii dotyczących zmian i usprawnień. Informacje można przekazywać poprzez formularz kontaktowy na stronie KONTAKT lub bezpośrednio na nasz email:

    kontakt@niepoprawneradio.pl

    Niepoprawne Radio PL newsletter

     

     

    Dla urządzeń mobilnych polecamy aplikację tunein (można ją zainstalować i wybrać nasze radio)


    Po uruchomieniu przeglądarki można też wybrać stronę

    m.niepoprawneradio.pl

     

    Premiera na antenie (w internecie) od godziny 19:00 czasu polskiego

    5
    5 (1)
  •  |  Written by alchymista  |  0

    W komediach mówi się zwykle to, czego nie wolno powiedzieć serio. Tak właśnie jest w rosyjskim filmie O miłości. Tylko dla dorosłych (Про любовь. Только для взрослых) z 2017 roku.

    Szczerze mówiąc nie zauważyłem tam żadnych treści dla dorosłych poza paroma obnażonymi cyckami, niezbyt zresztą przyciągającymi wzrok. Pod względem nagości jest to film raczej od lat 15, chociaż świat w którym przynajmniej trzy razy albo ktoś dosypuje trucizny do napoju, albo podejrzewa o to kogoś innego nie wydaje mi się wcale wskazany dla młodzieży. No ale każdy ma swoje poczucie wstydu i przyzwoitości. Mnie nagość nie brzydzi; ohydna dla mnie jest natomiast dominacja i przemoc.

    Do rzeczy: pozornie film pokazuje pięć w sumie niewinnych historyjek miłosnych, które kończą się happy end’em i odpowiadają popularnemu rozumieniu słowa „romantyzm”. Są silne emocje, czyli to, co widz lubi najbardziej. Film ten jednak obnaża nie tyle miłość, co raczej rosyjską mentalność. Już sam dobór bohaterów jest symptomatyczny: policjantka, nauczycielka, nastoletnia kandydatka na dziwkę, terrorystka oraz niezbędny objaśniacz i komentator – intelektualista, który nosi leninowską bródkę. Wszystko, czego państwo rosyjskie potrzebuje dla swego istnienia.

    W filmie angielski przeplata się z rosyjskim. Ma to udowodnić, że Rosjanie są światowcami, że są spleceni z kulturą światową, a ich patologie mogą śmiało wejść na światowe salony. Bo to co pokazuje film, to patologie. I nie chodzi o to, że ktoś tam kogo dwa razy wiąże kajdankami, policjantka nadużywa uprawnień, dwie dziewczyny koniecznie szukają kogoś, kto je pozbawi dziewictwa, a trzy małżeństwa są sobą znudzone. Nie, to wszystko zdarza się w każdym kraju kultury zachodniej. Chodzi raczej o podwójny kontekst tego wszystkiego. Inaczej film odbiera widz kompletnie nieobznajomiony z kulturą rosyjską, a inaczej Rosjanin. Kompletnie inaczej. I pewnie o to chodzi twórcom filmu. Widzowie rosyjscy mają mieć świadomość, że władza czuwa nad tym, w jaki sposób uczą się „europejskości”. Otóż ma być to europejskość całkowicie pozorowana, ubrana w europejskie kostiumy, choć funkcjonująca w mentalności stepowej.

    W policjantce zakochuje się didżej. Podoba mu się mundur, kręci go. Mundur funkcjonariusza Federacji Rosyjskiej, który przesłuchuje gwałcicieli w niezbyt przyjemnym pokoju przesłuchań. Widz na Zachodzie nie ma pojęcia, kim jest policjant w Rosji, ale Rosjanin wie doskonale. To co dla człowieka Zachodu jest zabawnym flirtem, grą miłosną, dla Rosjanina jest śmiertelnie niebezpiecznym igraniem z własnym losem. Wchodząc w związek z Rosją – bo policjantka symbolizuje Rosję na samym jej szczycie – Rosjanin musi dać z siebie wszystko i wszystko postawić na jedną kartę. „Tak mi wygodniej rozmawiać z mężczyznami” - mówi Rosja-dziewica przebrana w mundur policjantki i patrząca na swego amanta z góry. Dodajmy do tego, że Rosja, która ma wyłącznie azjatyckich przodków, co film pokazuje z sardonicznym poczuciem humoru. Stalin byłby zadowolony.


    Znudzone sobą małżeństwo: on - nudny księgowy, ona – dominująca i dość urodziwa nauczycielka szkolna z wielkimi biodrami. Aby uratować młodość postanawiają zapisać się na aplikację swingersów. Para, na którą trafiają to wielbiciele BDSM. Wiem, wszędzie ich pełno, ale w Rosji to sport państwowy. To nie tortury, to manikiury wszakże. Do winka dosypują nauczycielce pigułkę gwałtu, żeby się rozluźniła. Rozluźnia się tak bardzo, że demoluje rurę hydrauliczną, a do akcji wkracza jej mąż. Nagle ich małżeństwo jest uratowane, wraca namiętność. Przecież dominacja jest taka seksowna… Jedźcie do Rosji, jeśli brak wam dominacji w życiu państwowym i osobistym!


    Trzecią bohaterką jest dziwka, no dobra – dziewczyna o mentalności dziwki – która szuka koniecznie kogoś, kto ją zdefloruje. Wiadomo, że najlepiej poprosić o to kogoś z rodziny, na przykład wujka. W końcu rodzina jak Ojczyzna jest najważniejsza. Tylko ona powinna deflorować.

    Czwartą bohaterką jest terrorystka-porywaczka. W zasadzie to bohater dwupłciowy, ponieważ jej mężem jest poseł do rosyjskiej Dumy Państwowej. Jest piękna i bogata – ma fabrykę kiełbasy. Niestety mąż uważa się za brzydala i dlatego nie chce jej zapłodnić. Porywają więc urodziwego aktora (przyjaciela Prezydenta) i zmuszają do oddania spermy. Koniec końców sperma okazuje się niepotrzebna, bo postanawiają dziecko zrobić sami. Jesteśmy pewni, że dziecko poczęte w atmosferze miłości i przy zapachu czosnku będzie nad wyraz udane...

    Piąty bohater to intelektualista-seksuolog. Starzec o leninowskiej bródce, który przez cały film komentuje te wariactwa, ubierając je w cywilizowane, gładkie, okrągłe zdania po angielsku. Film opowiada o Rosji, ale starzec wyjaśnia, że w istocie chodzi o Miłość. On też zdradza małżonkę, która z kolei próbuje zdradzić go z kimś innym (za jego zgodą). Ani jedno, ani drugie nie czuje się z tym dobrze, więc szybko wracają do siebie. Na koniec intelektualista okazuje się być zawodowym kłamcą, co nas jakoś nie dziwi.

    Te historyjki mogłyby się zdarzyć w każdym kraju, choć pewnie ubrane w różne kostiumy kulturowe. Rzecz w tym, że w filmie rosyjskim nieprzypadkowy jest właśnie dobór bohaterów. Powtórzmy jeszcze raz: policjantka, nauczycielka, młodociana dziwka, terrorystka oraz intelektualista. Dominacja, przemoc, handel ciałem, terroryzm spleciony ze światem polityki oraz przewrotny umysł, który to wszystko wiąże w jeden patologiczny węzeł. Rosjanie są szczerzy aż do bólu i nigdy nie kłamią. To tylko nam się wydaje, że są kłamcami. Oni tylko nadają słowom i wyobrażeniom podwójne znaczenie. Jedno dla siebie – drugie dla obcych. To drugie ma być miłe dla oka, ucha i innych zmysłów, powabne. To pierwsze groźne, by Rosjanin pamiętał, że nawet za granicą Rosja nie przestaje nosić munduru. Tak Rosji wygodniej rozmawiać z mężczyznami.

     

    Jakub Brodacki

    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  2
    W okresie międzywojennym wśród kadry oficerskiej armii czechosłowackiej było wielu zwolenników bliskiej współpracy z Polską.

     
           W 1921 roku czechosłowacki Sztab Główny zaproponował stronie polskiej wymianę informacji wywiadowczych. Czechosłowaccy oficerowie uważali, iż porozumienie na polu wywiadowczym powinno być wstępem do zawarcia umowy wojskowej. W trakcie rozmowy w końcu listopada 1921 roku z ppłk. Ścieżyńskim minister obrony narodowej František Udržal zaznaczył: „Przyznaję, że umowa więcej jest może potrzebna Czechosłowacji, aniżeli Polsce. Ja, który z Polakami zawsze i stale współpracowałem i w akcjach antypolskich nigdy udziału nie brałem, mogę mówić zupełnie obiektywnie w tej sprawie (...). Muszę przyznać, że armia Polska stoi od nas wyżej, że jest bardziej zdyscyplinowana i że rozporządza zasobem wybitniejszych indywidualności, których my niestety nie mamy w wojsku".
     

          Propozycja ta nie zyskała jednak wsparcia prezydenta Czechosłowacji Masaryka oraz ministra spraw zagranicznych Beneša, który niechętni byli współpracy wojskowej z Warszawą, nie chcąc narażać stosunków z Berlinem. Z tej też przyczyny podpisana w styczniu 1924 roku umowa polityczna pomiędzy Francją i Czechosłowacją nie zawierała żadnego zapisu dotyczącego współpracy wojskowej z Polską.
    .

           Inne stanowisko zajmowały najwyższe władze wojskowe Czechosłowacji, które krytycznie oceniały założenia polityków i dostrzegały korzyści wynikające ze zbliżenia z Polską oraz starały się doprowadzić do rozpoczęcia wstępnych rozmów w sprawie sojuszu wojskowego. Attaché wojskowy Czechosłowacji w Polsce gen Holý otrzymał instrukcję nawiązania bezpośredniego ściślejszego kontaktu z polską generalicją.
     
     
           W rezultacie przeprowadzonych przez niego rozmów z przedstawicielami polskiego Sztabu Generalnego, w grudniu 1924 roku polski attaché wojskowy w Pradze ppłk. Durski-Trzaska otrzymał instrukcję z warunkami wstępnego porozumienia pomiędzy polskim i czechosłowackim sztabem. Według tych warunków Czechosłowacja miała podpisać traktat handlowy z klauzulą tranzytową, na manewry Wojska Polskiego mieli przyjeżdżać wyżsi oficerowie czechosłowaccy, miały zostać także sfinalizowane umowy o wymianie broni, odbywaniu wzajemnych staży wojskowych oraz współpracy w przemyśle zbrojeniowym.
     
     
           Polscy sztabowcy zaproponowali również opracowanie wspólnego planu operacyjnego zakładającego koncentryczne uderzenie na Śląsk armii czechosłowackiej i polskiej co miało skrócić zagrożoną granicę i zabezpieczyć okręgi przemysłowe w Polsce i Czechosłowacji.


            W kwietniu 1925 roku podpisano w Warszawie polsko-czechosłowacką konwencję handlową z klauzulą tranzytową. Czesi jednak przedłużali ratyfikację tego układu oraz dementowali na arenie międzynarodowej pogłoski o zawarciu z Polską tajnej konwencji wojskowej.


            W sierpniu 1925 roku do Polski przyjechał z grupą oficerów pierwszy zastępca szefa Sztabu Głównego Armii Czechosłowackiej gen. Syrovỳ. Czechów zaproszono jako obserwatorów na manewry Wojska Polskiego odbywające się w pobliżu Torunia. Gen. Syrovỳ został bardzo serdecznie przyjęty przez ministra spraw wojskowych gen. Sikorskiego oraz wziął udział w spotkaniu z Prezydentem RP Stanisławem Wojciechowskim. Wyjazdowi byli niechętni prezydent Masaryk i minister Beneš którzy uważali, że manewry stanowią demonstrację przeciwko Niemcom.
     

         Pod wpływem niekorzystnego dla obu państw układu w Locarno, w marcu 1926 roku strona polska ponownie poruszyła sprawę rozpoczęcia prac międzysztabowych, stawiając jednak warunek ratyfikacji przez czechosłowacki parlament konwencji handlowej, podpisanej w kwietniu 1925 roku. Prezydent Czechosłowacji Masaryk po raz kolejny sprzeciwił się ostro koncepcji rozmów sztabowych z Polską, ponieważ uważał, że „Czechosłowacja szukać musi zgody z Rzeszą Niemiecką i unikać wszelkich zatargów".
     

         W połowie 1926 r. Oddział II WP uważał, że współpraca wywiadowcza powinna obejmować wymianę informacji dotyczących Niemiec, radiowywiad i pomoc polskim agentom w przekraczaniu granicy polsko-niemieckiej. Przełom w rozmowach nastąpił w marcu 1927 roku, kiedy to attaché wojskowy RP ppłk Bigo przeprowadził rozmowę z szefem czechosłowackiego Oddziału II ppłk Františkiem Kammem w sprawie wysuniętej przez stronę czeską propozycji wspólnej konferencji informacyjnej w Warszawie.
     

          W dniach 13-15 października 1926 roku w Pradze odbyła się pierwsza konferencja przedstawicieli polskiego i czeskiego wywiadu, w trakcie której przedyskutowano projekt współpracy wywiadowczej. Ustalono, że kontakty polskich i czeskich pracowników wywiadu będą miały charakter doraźny. Czechosłowacki wywiad interesował się przede wszystkim niemieckimi przemysłem zbrojeniowym, rozpoznaniem niemieckiej doktryny wojennej, wyszkolenia Reichswery oraz struktury niemieckiego wywiadu. Wiele informacji zdobytych przez czechosłowacki wywiad pokrywało się z informacjami uzyskanymi przez wywiad polski.

     
                Równocześnie na przełomie lutego i marca 1927 roku w trakcie przeprowadzonych rozmów polsko-czechosłowackich, minister Udržal opowiedział się za zawarciem konwencji, uważając, że zwycięstwo Niemiec nad Polską będzie tylko wstępem do katastrofy Czechosłowacji. Strona polska zaproponowała współpracę wywiadowczą, zakup sprzętu wojskowego i zorganizowanie konferencji, która miała służyć uzgodnieniu kwestii techniczno-wojskowych.

     
           Do konferencji doszło w marcu 1927 roku. Podczas rozmów minister obrony narodowej i szef Sztabu Głównego Czechosłowacji zapewnili stronę polską, że problemy z zakupem broni zostaną szybko załatwione oraz zadeklarowali, że ułatwią Polsce łączność z Francją i Rumunią w razie wybuchu konfliktu z Niemcami.


                Czesi nie przywieźli jednak ze sobą obiecanej międzysztabowej umowy tranzytowej, ponieważ minister Beneš nie wyraził zgody na jej zatwierdzenie. Doprowadziło to kilkuletniego impasu w rozmowach wojskowych obu państw.
     

           Kontynuowano jednak współpracę wywiadowczą, mimo, iż strona polska zwracała uwagę na niewielką wartość dostarczonych przez czechosłowacki wywiad informacji, opartych na oficjalnych źródłach niemieckich. Oficerowie czechosłowackiego wywiadu w rozmowach z polskim attaché wojskowym mjr. Czerwińskim zapewniali o swojej lojalnej postawie wskazując na pomoc okazywaną polskiemu wywiadowi oraz o konieczności współpracy wywiadów, zwracając przy tym uwagę na różnice pomiędzy ich stanowiskiem a stanowiskiem MSZ.
     

          Na kolejnej wspólnej konferencji wywiadowczej w lipcu 1931 roku szef polskiego wywiadu wojskowego ppłk. Tadeusz Pełczyński spotkał się on z szefem Grupy Wywiadowczej płk. Soukupem, który jako zastępca gen. Chalupy kierował czechosłowackim Oddziałem II. Czesi przekazali stronie polskiej szereg dokumentów zawierających informacje dotyczące budżetu wojskowego Niemiec na rok 1931, organizacji „Stalhelm" i niemieckiej broni pancernej. Oprócz tego czeski wywiad zaproponował Polakom wymianę informacji na temat ZSRR i współpracy niemiecko-sowieckiej. W sprawozdaniu z konferencji podkreślono, iż „Ogólne postępowanie i zachowanie się Czechów robiło wrażenie szczerości, jeżeli chodzi o ujawnienie czy poszczególnych wiadomości, czy też ogólnych sądów (...) Czesi kilkakrotnie wypowiadali swe opinie w sposób rzeczowy, tak że trudno było podejrzewać tutaj inspirację".

     
         Oprócz gen. dwóch szefów  Ministerstwa Obrony Narodowej gen. Udržal i gen. Brdáč,  zwolennikami bliskiej współpracy z Polską byli gen. gen. Syrový, Husárek, Bláha, Luža, Prchála i Klecanda.  Ten ostatni podczas rozmowy z gen. Romanem Góreckim 1932 roku powiedział: „My przecież bardzo często patrzymy na mapę i my widzimy, jakby to wszystko wyglądało zupełnie inaczej, gdybyśmy byli razem". Także wielu młodych oficerów pozytywnie wypowiadało się o polskiej armii. Jednak czechosłowackie czynniki polityczne były przeciwne tej współpracy.
     

          W roku 1932 roku, nowy zastępca szefa Sztabu Głównego gen. Lev Prchala w rozmowie z polskim attaché wojskowym ppłk. Czerwińskim podkreślił, iż brak wojskowej współpracy polsko-czechosłowackiej spowoduje, iż w momencie niemieckiego zagrożenia wszelkie działania będą jedną wielką improwizacją. Według niego należało wywierać nacisk na polityków, aby doprowadzić do rozpoczęcia współpracy politycznej i stworzyć podstawy do współpracy wojskowej w czasie pokoju.
     

                Gen. Prchala nie czekając na polityczną decyzję pragnął przejść do współpracy w dziedzinie wywiadu, utrzymać zobowiązania w zakresie łączności i nawiązać kontakty wyższych oficerów obu armii. Ppłk. Czerwiński zgodził się z oceną zagrożenia niemieckiego i stwierdził, że trudności w nawiązaniu współpracy wojskowej spowodowane są przyczynami politycznymi, które znajdują się po stronie czechosłowackiej.
     

           W kwestiach współdziałania obu armii gen. Prchala zaproponował, aby armia czechosłowacka związała część sił niemieckich na Śląsku w czasie, kiedy wojsko polskie zlikwiduje zagrożenie ze strony Prus Wschodnich i zabezpieczy Pomorze. Czeski generał stwierdził, że Czechosłowacja poprzez zachowanie neutralności w konflikcie polsko-niemieckim naraziłaby się na nieuchronną zgubę w momencie zwycięstwa Niemiec nad Polską. To samo mogłoby spotkać Polskę jeśli nie przyszłaby z pomocą Czechosłowacji. Według czeskiego generała politycy tego nie rozumieją, dlatego sztaby obu armii muszą szybko przystąpić do opracowania wspólnego planu wojny przeciwko Niemcom.


           Propozycje gen Prchali zaskoczył polski Sztab Główny, który ze względu na brak porozumienia politycznego między oboma krajami, podszedł do tej inicjatywy czechosłowackiej z dużą rezerwą.
     

         W lutym 1933 roku podpisano w Pradze podpisano tajny układ o współpracy wywiadu II RP i Czechosłowacji w dziedzinach radiowywiadu i łączności kurierskiej. Dzięki temu polski wywiad otrzymywał informacje zebrane przez czeski radiowywiad.
     

           Latem 1933 roku odbyła się w Pradze konferencja ewidencyjna, na której omówiono rozwój niemieckiej armii oraz współpracę Niemiec z ZSRR. Polski wywiad zgodził się także na wspólną akcję zaproponowaną przez stronę czechosłowacką. Polacy mieli udzielić pomocy w uwolnieniu aresztowanego w Wiedniu czeskiego agenta kpt. Bartika. W zamian dzięki czeskiej pomocy polski wywiad częściowo sparaliżował działalność OUN i UWO na polskim terytorium.


                W listopadzie 1933 roku szef Kancelarii Wojskowej Prezydenta Republiki Czechosłowackiej gen. Silvestr Bláha w przedłożonym Masarykowi studium „Cele wojenne Czechosłowacji” zwrócił uwagę na konieczność szukania rozwiązań mających doprowadzić do współpracy z Polską. Z kolei szef Oddziału II Sztabu Głównego armii czechosłowackiej ppłk. Soukup, który w rozmowie z ppłk. Czerwińskim powiedział: „Dajecie nam zbyt ostre lekcje polityczne i odrzucacie nasze oferty wojskowe. Czyż nie lepiej zgodzić się na przyjazd w zimie któregoś z naszych generałów do Warszawy; tam w cztery oczy łatwo można było mu wytłumaczyć, że niestety z szerszymi planami współpracy musimy poczekać na upoważnienie polityczne".
     
    CDN.
    Ilustracja: https://en.wikipedia.org/wiki/Tanks_of_Czechoslovakia
    5
    5 (1)

    2 Comments

    Obrazek użytkownika alchymista

    alchymista
    naświetla on zupełnie mi nieznane karty historii... Jakieś 11 lat temu dwóch naukowców z IH UW (m. in. Tymoteusz Pawłowski, kolega z roku) przeprowadziło ze studentami grę wojenną, przy założeniu że wojna wybucha w roku 1938 i armie czeska i polska współpracują. Nie znam dokładnych wyników gry, ale z tego co słyszałem, WP miało utknąć pod Wrocławiem bez możliwości dalszej ofensywy.
    Obrazek użytkownika Godziemba

    Godziemba
    Spotkałem się z kolei z analizą brytyjskiego wysokiego oficera (niestety gdzieś zapodział mi się ten artykuł), zgodnie z którą Niemcy nieliby kłopoty z szybkim pokonaniem wojska polskiego i czeskiego. Oczywiście podstawowym warunkiem było to, iż Niemcy atakują Czechy a Polacy przychodzą im z pomoca, oraz wcześniej zgodzono by się na jednego wodza naczelnego, który koordynowałby działania obu wojsk.

    Pozdrawiam
  •  |  Written by alchymista  |  0
    Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna… Niestety obecna sytuacja na granicy polsko-ZbiRowskiej pokazuje wyraźnie, jak bardzo mylili się ci, którzy głosili wszem i wobec, że „majdan to nie nasza sprawa”, „nie powinniśmy się wtrącać do wojny ukraińsko-rosyjskiej” i tak dalej – w różnych odmianach. Nawet teraz, na tym portalu, jakoś nie widzę tekstów o sytuacji na granicy, natomiast o szczepionkach i owszem...
    Nie mnie dociekać, czy polski rząd w jakikolwiek sposób maczał palce w ostatniej rewolucji na Białorusi, ale maczać palce powinien i to bardzo aktywnie. Zagrożenie rosyjskie trzeba odsunąć jak najdalej od naszych granic. Chodziły jakieś fake-news, że zamiast Ukraińców w Donbasie walczą w rzeczywistości polscy żołnierze, ale dość szybko ucichły wobec całej ich absurdalności. Nie, w 2014 roku „polski” rząd Donalda T. nie wysyłał wojska do Donbasu, choć sojusznika (jedynego poważnego w regionie, poza zdradliwą Rumunią) Polska powinna była wspierać, także jutro, pojutrze i kiedykolwiek. Traktat ryski to wstydliwie skrywana hańba narodowa, lukrowana przez niektórych historyków aby nie psuć nam poczucia, że po prostu „byliśmy świetni”, a Zachód nas zdradził. Dla Ukrainy Zachód to Polska.
    Zresztą, popatrzmy na rzecz racjonalnie i bez emocji. Na skutek oddania Ukrainy w łapy Lenina a potem Stalina, Polska straciła szansę na długie trwanie i budowę prawdziwej siły. Mieliśmy najlepszą armię w naszej historii i największy budżet wojskowy. Na granicy stale stróżował ogromny Korpus Ochrony Pogranicza – formacja wyspecjalizowana w zwalczaniu sowieckiej dywersji. Kolosalny wysiłek i wiele wyrzeczeń opłaciły się przynajmniej o tyle, że Stalin nie wymazał nas z mapy Europy. A przecież mogło być lepiej. Mogliśmy wspólnie z Ukraińcami utworzyć KOP na linii Dniepru. Też nie dawałby on gwarancji bezpieczeństwa, ale zawszeć to dalej od linii Wisły i Bugu… Poza tym siła ekonomiczna kraju w związku z Ukrainą znacznie by wzrosła. Moglibyśmy może utworzyć jeszcze lepsze siły zbrojne...
    Polacy to naród pokojowy, nade wszystko pragnący pokoju i spokoju. Sąsiaduje jednak z Rosjanami, którzy należą do zupełnie innej cywilizacji. Dla nich pokój oznacza dekadencję i implozję. Podobnie jak rekin, który bez pęcherza pławnego po prostu by utonął pod własnym ciężarem i musi się ciągle ruszać, a żeby się ruszać – musi jeść, Rosja – pozbawiona ducha – musi ciągle atakować i szarpać. Nie mając duszy, tonie; agresja zapewnia jej cel istnienia. Jej głównym organem zmysłu, poprzez który rozpoznaje rzeczy, są zęby. Na tym jednak kończy się prymitywizm Rosjan. Są oni ludźmi przebiegłymi i inteligentnymi. Aby realizować swój główny cel – ekspansję – Rosja utrzymuje ogromny aparat, który nie spocznie, dopóki czegoś w końcu nie pożre. Może być Krym. Może być przesmyk suwalski. A jak by się udało zdemoralizować Polaków, to jakże rozkosznie byłoby żerować na kraju przywiślańskim, wysysać zeń wszystkie siły żywotne, pchać na Syberię i do Peterburka, by tam Polakami będąc, zamienili się w Rosjan.
    Nie łudźmy się, że jak rzucimy Ukrainę na pożarcie, Białoruś zostawimy jej własnemu losowi, to Rosjanie wreszcie się najedzą do syta i dadzą nam spokój.
    Dzisiaj mamy niepowtarzalną być może szansę naprawy historycznych błędów. Przede wszystkim, uprzedzając eskalację ze strony Łukaszenki, Polska mogłaby zasugerować Ukraińcom wysłanie do Donbasu wojska i pomocy Ukraińcom w odzyskaniu Doniecka i Łuhańska. A w każdym razie – stworzyć ewentualność takiego scenariusza. Może i Turcja się przyłączy do wspólnej akcji? Jeśli rząd ukraiński się na to nie zgodzi – ha, trudno. Chcieliśmy dobrze, ukraiński sojusznik się przestraszył reakcji mocarstw. To taka propozycja do rozważenia.
    Inny scenariusz jest zdecydowanie gorszy. Jak długo można utrzymać stan wyjątkowy? Jak długo można stać na straży granicy z bronią u nogi? Rosjanie nie przestaną nas nękać, skoro raz już zaczęli. Nie udało się im obalić rządu Prawa i Sprawiedliwości innymi metodami, liczą więc na to, że polscy wyborcy się przestraszą i obalą rząd. Ale to tylko cel doraźny, usunięcie niewygodnej ekipy u steru władzy. Długofalowo będą nas grillować i grillować bez końca, jak Ukraińców, do momentu, gdy się wreszcie poddamy, rozłożymy ręce bezradnie i pójdziemy (ci „lepsi”) na służbę tyrana. Nieliczni dostaną dobre pensje, reszta będzie musiała zapracować na spleśniały kawałek czerstwego chleba.

    Jakub Brodacki
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  2
    Czeskie elity polityczne w okresie międzywojennym nie chciały nawiązać współpracy z Polską.
     
     
          W grudniu 1918 roku Tymczasowy Naczelnik Państwa Józef Piłsudski wysłał list do prezydenta Tomasza Masaryka z propozycję nawiązania bliskiej współpracy. „Wspólnota pochodzenia i kultury, -  pisał - bezpośrednie sąsiedztwo wskazują na konieczność przyjaznej współpracy między Polakami u Czecho-Słowakami. Z poczucia obopólnej sympatii narodzi się siła, która pozwoli obu naszym narodom dążyć, w  pełnej zgodzie, do swych narodowych celów i usuwać mogące im w przyszłości zagrażać niebezpieczeństwa”.  Masaryk zignorował propozycję, twierdząc, że nie istnieje jeszcze pastwo polskie, uznawane przez Ententę.
     
     
          „Polakom nie zaszkodziłoby uderzenie w twarz, - napisał 28 grudnia 1918 roku Masaryk do Beneša - przeciwnie nawet, pomogłoby w wytępieniu niebezpiecznych szowinistów”. Wkrótce Czesi zrealizowali postulat swego prezydenta.
     
     
         Niczym niesprowokowana agresja czeska na Zaolzie w styczniu 1919 roku, podjęta w momencie gdy Polaka zmagała się z walkami na kilku innych frontach, agresja w trakcie której czescy żołnierze wymordowali polskich jeńców w Stonawie 26 stycznia 1919 roku położyła się wielkim cieniem na relacjach polsko-czeskich.
     
     
          Gdy w 1919 roku marszałek Ferdynand Foch naciskał na Czechów, aby podjęli współpracę z Polamami ze względu na wspólne zagrożenie niemieckie, usłyszał w odpowiedzi, że Niemcy nie są ich „dziedzicznym wrogiem” , a Praga nie obawia się Anschlussu Austrii, lecz jedynie tego, żeby żaden Habsburg nie odzyskał tronu w Wiedniu. Ta antyhabsburska fobia towarzyszyła czeskim przywódcom przez cały okres międzywojenny.
     
     
         30 września 1919 roku minister spraw zagranicznych Edvard Beneŝ na forum parlamentu, tak tłumaczył niechęć do podjęcia współpracy z Warszawą: „Egzystencja ich będzie zawsze bardziej zagrożona  niźli nasza”.  Przywódcy czescy aż do 1937 roku nie dostrzegali niemieckiego niebezpieczeństwa, pomimo posiadania potężnej 3 milionowej mniejszości niemieckiej.
     
     
         Powszechnie znana jest blokada tranzytu materiałów wojennych dla Polski w 1920 roku przez terytorium Czech w trakcie wojny polsko-bolszewickiej. Masaryk powiedział francuskim dyplomatom, że organizowanie jakiejkolwiek pomocy dla Polski jest pozbawione sensu, a Ententa winna się skupić na pośredniczeniu w rokowaniach o zawieszenie broni, po nieuchronnym upadku Warszawy.
     
     
        Czechosłowacja nie uznała za obowiązujący traktatu tyskiego, a później wspierała antypolską działalność terrorystów ukraińskich oraz polskojęzycznych komunistów.
     
     
          Po podpisaniu w kwietniu 1925 roku polsko-czechosłowackiego traktatu arbitrażowego oraz konwencji handlowej, wydawało się że możliwe jest dalsze zbliżenie obu krajów. Jednak dyplomacja czechosłowacka, uważając polskie granice za sztuczne, nie zdecydowała się na rozpoczęcie rozmów na temat porozumienia politycznego i wojskowego. W rozmowie z brytyjskim dyplomatą Masaryk wyraził opinię, że „prawdziwy problem europejskiego pokoju leży w polskich granicach i w znalezieniu sposobu na to, by zharmonizować te granice z faktami bez następnej wojny”.  Pomimo łagodnej oficjalnej retoryki był on gotów bezwzględnie realizować interes czeski kosztem Polski, a za pokój w Europie zapłacić przede wszystkim polskim terytorium.
     
     
         W ramach antypolskiej polityki blokowała nawet przeloty pasażerskie LOT-u przez obszar powietrzny Czechosłowacji. Taryfy kolejowe na przewiezienie polskiego węgla do Austrii i Węgier przez swoje terytorium Czesi ustanowili tak wysokie, że polscy eksporterzy zaczęli sprawdzać możliwość frachtu dookoła Europy – przez Gdynię, Gibraltar, Dardanele, a stamtąd Dunajem do Budapesztu i Wiednia.
     
     
         Czescy przywódcy nie chcieli zbliżenia z Warszawą, uważając Polskę za kraj z niestabilnymi granicami. Beneŝ wręcz nazywał Polskę „Bałkanami Północy”. W marcu 1928 roku Beneŝ wystąpił wobec Berlina z postulatem „pokojowego rozwikłania sprawy Gdańska”, co oczywiście musiało godzić w polskie interesy.
     
     
         Gdy w grudniu 1927 roku Piłsudski zapytał swych współpracowników „Czym można by Czechów pozyskać?”, Władysław Grzybowski, który udawał się do Pragi, aby objąć tamtejszą placówkę dyplomatyczną odpowiedział: „Panie Marszałku, o ile zdołałem poznać politykę Benesza i jego naczelne dążenia, mam wrażenie , że najbardziej pociągającą dla niego jest sprawa jego stosunków z Moskwą”.  
     
     
         Skrajna rusofilia czeskich elit znalazła swoje apogeum w książce czeskiego ambasadora w Bukareszcie Jana Ŝeba, w której postulował potrzebę ustanowienia wspólnej granicy czechosłowacko-sowieckiej, kosztem zaboru wschodniej części Polski. Czeski ambasador uznawał Polskę za kraj, stanowiący największy problem dla całej Europy Środkowej, gdyż „jako jedyny z sąsiadów po wojnie dokroiła się do żywego mięsa niemieckiego ciała”. Na wyraźną namowę Beneŝa wstęp do książki napisał ówczesny minister spraw zagranicznych Kamil Kofta.
     
     
          W czerwcu 1930 roku Masaryk w wywiadzie dla agencji London Press podważył po raz kolejny integralność terytorialną Polski, mówiąc po polskim Pomorzu, jako „korytarzu”, będącym jednym z „głównych niebezpieczeństw dla pokoju w Europie”. „Co się tyczy – dowodził  - polskiego korytarza, to jestem zdania, iż Niemcy nigdy nie pogodzą się z obecnym stanem rzeczy, na mocy którego Pruscy Wschodnie odcięte są od Rzeszy”. Jednocześnie nie widział żadnym zakusów Berlina na zamieszkałe przez mniejszość niemiecką Sudetów.
     
     
          Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, iż kilka dni wcześniej w Pradze przebywał ówczesny minister przemysłu i handlu Kwiatkowski, wysłany przez Piłsudskiego by złożyć Czechom ofertę bliskiej współpracy gospodarczej jako podstawy do dalszej współpracy politycznej. I tym razem Praga nie wykazała zainteresowania polską ofertą. „Z wielu powodów nie udało się wówczas – pisał Kwiatkowski – stępić niechęci polsko-czeskiej. Nie było to winą rządów pomajowych”. 
     
     
          Po przejęciu władzy w Niemczech przez Hitlera minister Beck miał pojechać do Pragi z ofertą współpracy, jednak Beneŝ w ostatniej chwili odmówił i do rozmów nie doszło. „Wydawało się, że potrafimy się z nimi dogadać,– napisał Beck – już miałem jechać do Pragi, ale Beneŝ  się wykręcił. Brak mu odwagi, boi się z nami związać. To drobny przemądrzały człowiek”. W grudniu tego roku publicznie oznajmił, iż nie widzi sensu w budowaniu regionalnych więzi bezpieczeństwa, gdyż „nasze stosunki z Niemcami są dobre i poprawne i zawsze w każdym przypadku takie zostaną. Między nami a Niemcami nie istniały, nie istnieją i nie będą istniały graniczne spory i zadrażnienia”.
     
     
          Gdy Polska i Niemcy podpisały w styczniu 1934 roku deklarację o niestosowaniu przemowy, Beneŝ wysłał okólnik do czechosłowackich placówek dyplomatycznych, w którym zapewniał, „iż Niemcy w jakiejś formie wyjawią, że dałoby się to samo co z Polską uczynić z nami”. Równocześnie zapewniał, że „nasze stosunki z Niemcami są dobre, żadnych granicznych i innych sporów nie mamy i nie trzeba nam przeto tego, co mam Polska”.  
     
     
          Gdy Berlin nie zamierzał podpisać z Pragą analogicznej deklaracji, w  sierpniu 1934 roku Beneŝ  ponownie przekonywał, że „twierdzenie, że Niemcy chciały nastawać na egzystencję naszego państwa, jak to się tu i tam pojawia w prasie europejskiej, uważam po prostu za absurdalne”.
     
     
          Równocześnie uważał, iż rozpoczęcie przez Hitlera intensywnego programu zbrojeń było dobrą wiadomością dla Pragi, gdyż „gdy Niemcom przyzna się prawo do większych zbrojeń, wówczas nastanie większa równowaga sił, co zbliży Anglię i Francję. Włochy zaś będą podtrzymywać nową równowagę, przeciwko przewadze Niemiec”. Trudno o większą głupotę.
     
     
          Po kilku latach zabiegów, w 1936 Praga musiała zrezygnować z zabiegów w Berlinie, a Beneŝ, już prezydent, w trakcie rozmowy z niemieckimi dyplomatami zadeklarował, iż Czechosłowacja nie będzie uczestniczyła w żadnych planach wojny prewencyjnej przeciwko III Rzeszy.
     
     
         „Lizusostwo, którym się posługiwał od początku, nie zdało się na nic. – trafnie ocenił politykę Beneŝ Marek Kamiński – Kompromitowało jedynie czechosłowackiego prezydenta jako osobę niepotrafiącą przewidzieć smutnego końca „współpracy” niemiecko-czechosłowackiej. Przykre było i to, że prezydent Czechosłowacji odnosił z największą niechęcią do jedynego potencjalnego sprzymierzeńca, jakim była Polska”. 
     
     
          Przebywający w Czechosłowacji jako emigrant polityczny Wincenty Witos zauważył, iż rząd czeski wobec Polski „posługiwał się nie tylko przemocą, ale także zdradą”.  Wielu zwolenników współpracy z Czechosłowacją zmieniło swoje zdanie po doświadczenia z czeskimi elitami. Jednym z nich był Adolf Nowaczyński, który z przykrością stwierdził, iż „dopiero galopujące wprost wzmaganie się sympatii sowieckich w Czechach zaczęło mnie rozczarowywać na dobre. Następca bowiem prezydenta Masaryka odznacza się szczególniejszą niechęcią do całej polskiej elity dyplomatycznej i politycznej oraz równie negatywnym stosunkiem do Polski”.
     
     
          Warszawa była skłonna pogodzić się z utratą Zaolzia, gdyby Praga zgodziła się na podjęcie współpracy politycznej i wojskowej. Porozumienie z Czechosłowacją było jedynie wtedy możliwe, gdyby w Pradze rządziły inne osoby. Na przykład wśród kadry oficerskiej armii czechosłowackiej było wielu zwolenników sojuszu z Polską.
     
     
    CDN.
     
    5
    5 (2)

    2 Comments

    Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

    katarzyna.tarnawska
    które po II WŚ przypadły Polsce.
    Niestety, nie odzyskaliśmy Zaolzia, a kolejne akty podłej polityki czeskiej wobec tamtejszej ludności wynarodowiły bardzo wielu etnicznych Polaków.
    Nie mniej - ten rodzaj polityki, jaką uprawiały Czechy - właściwie od czasu bitwy pod Białą Górą - gdzie wymordowano czeską inteligencję-szlachtę - doprowadził do skundlenia tego Państwa i stworzenia kadłubka, jakim są Czechy obecnie. Dziś ten "kadłubek" dalej stara się "podkładać świenie" Polsce. Relacje z Niemcami niczego ich nie nauczyły i zapewne nie nauczą - czescy politycy wydają się oporni na wiedzę.
    Serdecznie pozdrawiam,
    Obrazek użytkownika Godziemba

    Godziemba
    Polska uzyskała po II WS tylko niemiecką część Sudetów. Czechy odzyskały po 1945 roku wszystko co utraciły w 1938 roku.

    W okresie międzywojennym politycy byli antypolscy, natomiast w armii było wielu zwolenników sojuszu z Polską.

    Pozdrawiam
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    Problem odporności tzw ozdrowieńców spadł z rowerka i jakoś cicho o nim. Ciekawe czemu?

    Szczepionki  miały rozwiązać problem Covida. Dwie dawki miały spowodować odporność stadną i nie przebijało się pytanie, dlaczego zakontraktowali sześć dawek na łebka? Rozumiem rezerwę na wypadek ale sześć? Po co? Opóźnienia w dostawach itp. ale sześć? Jakieś sceptyki wskazywały, że wirus zmutuje i cała zabawa na nic ale kto tam by ich słuchał? Nienaukowa szuria.

     

    Od razu pisze że te założenia nie zostały osiągnięte bo to była ściema. Miliardowe zyski producentów szczepionek są tu jedynym pewnym czynnikiem. Ponieważ na dwóch dawkach się nie skończy konieczne są następne. Tak się robi biznesy - ucz się ciemny narodzie. Jakby szczepionka działała to by się skończyło na 2 dawkach a tak to będzie 102 dawki.Kolejne dawki przyniosły kolejne ściemy, że szczepionka nie miała działać tylko miała nie działać. Przez pół roku może odporność się utrzymywać a potem nie. Szczepionka nie chroni przed zachorowaniem tylko łagodniejszy przebieg choroby daje. A skutki uboczne? Jazdy z Astrą Zeneką są znane. Mi np. ciśnienie idzie w górę po Fajzerze i wzrost w moim odczuciu powoduje zagrożenie życia. Po wspomnianej Astrze ludzie mieli takie przejścia że bali się że zejdą. Nic dziwnego że nieufność się pogłębia.

    Zajmijmy się teraz ekscesami ministra Niedzielskiego, który palnął że 99 procent chorych to niezaszczepieni. Słusznie go napiętnował Najwyższy Czas!. Wzięli zachorowania od stycznia, kiedy to chorowali sami niezaszczepieni bo nie było zaszczepionych. Przypominam że zaszczepionym jest się po 2 tygodniach od drugiej dawki. Czemu on tak palnął? Rzucił 99 procent aby się utrwaliło w świadomości i uzasadniło szczepionki.

     

    Teraz wśród chorych jest ok 28 procent zaszczepionych. Czy to duży procent jest? Wg mnie tak. Na tyle duży aby poddać w wątpliwość sens zarządzenia, które nakazuje nietestowanie zaszczepionych. A jak kogoś nie przetestujesz to nie wykaże ten test Covida i skuteczność szczepionek rośnie. Podobnie wszystkie ulgi dla zaszczepionych są bez sensu i ułatwiają roznoszenie wirusa.

    Minister Niedzielski z prof Horbanem powinni wziąć kalkulatorki  i to przeliczyć. Bo teoretycznie może tak być, że szczepienia powodują zwiekszenie liczby zachorowań: zarażeni nie mają objawów i roznoszą wirusa. A jakby byli niezaszczepieni to leżeliby i zdychali. Jest to ciekawe zagadnienie, wynikające wprost z oceny tego, co ta szczepionka robi: czy chroni przed zachorowaniem, czy trochę chroni a trochę powoduje łagodniejszy przebieg? I  przez jaki okres czasu? W swoim czasie szuria opowiadała, że wirus zmutuje i cała zabawa na nic a teraz powtarza takie tezy sekta szczepionkowa. Że pół roku odporność po 2 dawkach. I tyle. Mówiąc krótko szczepionkowcy najpierw opowiadają bajki a potem pod naciskiem rzeczywistości się z nich wycofują. A nierobienie testów szczepionym to wprost zbrodnia i Niedzielski powinien beknąć za to. Ale znowu poseł Braun dał do pieca z wieszaniem. Nie ma sposobu powieszenia z powodów formalnych raz a dwa nic takiego się nie dzieje. Ci też są porabani i rzucają się o szpitale tymczasowe, zrobione jakby co.

    Uzupełnię teraz, że porządnie sformułowany wskaźnik zachorowań to wskaźnik tygodniowy. I ok 28 procent chorych to zaszczepieni, których to jest w społeczeństwie ok połowy. A jak wiadomo są małe kłamstwa, duże kłamstwa i statystyka. Jeżeli zaszczepionemu nie zrobi się testu tylko da panadol i won do domu to nie pojawi się w statystystykach (co podkreślam tu) i będzie sukces.A przypominam, że 90% czy nawet 95% chorych ma łagodny przebieg o czym jakieś raporty reżimowe pisały, które czytałem. Jakie działania mają sens przy takich wskaźnikach? Tu jest pole do dyskusji.

     

    II

    Inny prorok sekty kowidyzmy-szczepionkowizmu palnął, że 1 dziecko na 1000 umiera na Covid a nie dwoje na milion. I czemu?

    https://twitter.com/synxchaosu/status/1440604005655216130

    Tutaj Covidianie nie dają jasnej odpowiedzi, podczas gdy meile Dworczyka pokazują zasady nimi rządzące:

    1. Kaska dla koncernów za szczepionki ważniejsza od zdrowia i życia ludzi.

    2. Szamanizm: nie mają o niczym pojęcia dlatego podejmują bezsensowne decyzje mające charakter religijny (kult Covida i kult szczepionki), mają one pokazać że coś robią i w końcu sterroryzować społeczeństwo.

    W wakacje byłem w Zakopanem, w Krynicy i gdzieś jeszcze. Gdzie to ja nie byłem? Nikt tam nie nosił maseczek i przy takiej rotacji ludzi jeden nosiciel by wystarczył, albo dwóch żeby rozpocząć serię zakażeń. Przy tłuszczy która się mówiąc krótko kłębiła będąc z różnych rejonów Polski. Z całej Polski byli. Biorąc pod uwagę czas inkubacji wirusa to w połowie wakacji powinno wybić na początku sierpnia. Jakoś nie wybiło. Ciekawe czemu?

     

    PS: https://nczas.com/2021/09/21/wielki-manipulator-niedzielski-jaka-jest-prawdziwa-statystyka-osob-w-pelni-zaszczepionych-wsrod-zakazen-i-zgonow/

    PS2: Ciekawe kiedy wybije znowu amantadynę.

    PS3: A nie było takiej akcji, że grypa może dać pozytywny wynik testu? I mamy schemat zarażenia:

    grypa--> fałszywy pozytyw --> oddział kowidowy --> łapiesz kowida --> zdychasz.

     

    W końcu coś tu wpisałem a teraz spejs operę będę tworzył.
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Niepoprawne Radio PL  |  0

    NiepoprawneRadio.PL - Audycja 1278 (czwartkowa) - Zapraszamy Państwa do słuchania!

    Włącz klikając w jedną z ikonek odtwarzaczy:

    lub ikonki playerów:

     

     

    Premierowe bloki programowe emitujemy w czwartki i niedziele od godziny 19:00 (czasu polskiego). Naszym audycjom towarzyszy muzyka bardów.

    Zapraszamy wszystkich nieznudzonych Polską do przysyłania nagrań swoich tekstów oraz relacji dźwiękowych i wideo z ciekawych spotkań. Szczegółowe informacje jak tworzyć i przekazywać swoje nagrania znajdują się na stronie JAK WYKONAĆ NAGRANIE?

    Prosimy również o przesyłanie swoich opinii dotyczących treści i formy naszych audycji, propozycji nowych pozycji programowych oraz sugestii dotyczących zmian i usprawnień. Informacje można przekazywać poprzez formularz kontaktowy na stronie KONTAKT lub bezpośrednio na nasz email:

    kontakt@niepoprawneradio.pl

    Niepoprawne Radio PL newsletter

     

     

    Dla urządzeń mobilnych polecamy aplikację tunein (można ją zainstalować i wybrać nasze radio)


    Po uruchomieniu przeglądarki można też wybrać stronę

    m.niepoprawneradio.pl

     

    Premiera na antenie (w internecie) od 22.09.2021 czasu polskiego

    0
    Brak głosów