Paneuropejski cud Kaczyńskiego

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  1
 Przez całe lata w kwestii napływu niechcących integrować się z ludnością miejscowych islamistów funkcjonowały trzy narracje – ultrapostępowa, nakazująca cieszyć się wszystkim, lekceważyć zagrożenia i wyśmiewać wszelkie obawy, komercyjna – czyli epatująca nas obrazami przemocy i gwałtu, jednak głównie w celu przyciągnięcia naszej uwagi i dostarczenia nam dość plugawej rozrywki, problem wydawał się bowiem dość egzotyczny, trzecia wreszcie, nazwijmy ją, Raspailowska, pełna obaw, wieszcząca upadek Europy, czasem nawołująca do siłowego rozwiązania sprawy. Dziś sytuacja zmieniła się o tyle, że zwolennicy Raspaila zyskali mocne argumenty (co i tak mnie do książki nie przekona, ale nie o tym rozmawiamy), zwolennicy pełnego przyjęcia imigrantów zdominowali media, zaś trochę mniej doniesień motywowanych pogonią za sensacją, ponieważ kłóciłby się one z tym, co trzeba akurat ludziom wciskać w głowę. Pokazywanie obrazków z węgierskiej choćby granicy nie służy ich sprawie, o czym przekonali się widzowie, oglądający na żywo wystąpienie premier Kopacz. Sami goście z południa postanowili zilustrować je odpowiednimi scenkami rodzajowi.

Tym samym w oczach ludzi zyskał Jarosław Kaczyński, który tym razem powiedział coś, co myślą prawie wszyscy i wywołał dysonans poznawczy. To ten moment, gdy moi znajomi ze zdziwieniem relacjonują jeszcze większe zdziwienie ich znowuż znajomych, tyle, że lemingów, którzy odkryli, że jeden Kaczor powiedział, co trzeba. To trochę podobna sytuacja do tego, co w mniejszym zakresie działo się po wyprawie Lecha Kaczyńskiego do Tbilisi. Wtedy też na chwilę udało mu się zdobyć szacunek dużej grupy przeciwników. Tyle, że wówczas szybko został on zneutralizowany przez media. Teraz, choć ówczesne zagrożenie nie było przecież o wiele mniejsze, ludzie obawiają się chyba bardziej, mediom zaś wierzą mniej, więc szacunku może starczyć do wyborów lub nawet dłużej.

Dziennikarze tymczasem kompromitują się na potęgę i zaprzeczają poszczególnym obrazom i faktom, przywołanym w mocnym sejmowym wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego, nie bacząc, że zaprzeczają sami sobie. Rekord pobił chyba pan Maciej Czarnecki z „GW”, ale natemat czy TVN24 też dają radę. Znika więc islamska przemoc w szkołach i na przedmieściach, znikają strefy obowiązywania szariatu i zdemolowane kościoły. Tyle, że tylko z bieżących publikacji i mądrości etapu. Archiwa okazują się bezlitosne, żaden Winston Smith jeszcze nie przerobił w Photoshopie zdjęć, nie przeedytował starych artykułów. Nie dotarł też na blog Joanny Muchy, która w 2009 roku pisała trochę inaczej.

Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński jednym przemówieniem zgasił tysiące płonących w Europie dosłownie i w przenośni ognisk, a w ciągu kilku minut zapanował pokój. Być może to dlatego nasze władze deklarują już gotowość przyjęcia „każdej liczby”, zaś w trakcie głosowania nad kwotami w europarlamencie są za a nawet się wstrzymują.  Wygląda na to, że Platforma postanowiła towarzyszyć Europie w samobójstwie, a może nawet ją wyprzedzić. Uszanujmy ten wybór.

https://pbs.twimg.com/media/CPIqIJdWsAA7YxE.png:large
https://twitter.com/lucash6a/status/644554570270703620
http://joannamucha.blox.pl/2009/11/Islamskie-kobiety.html
 
5
5 (4)

1 Comments

Obrazek użytkownika Dixi

Dixi

Rewelacyjny.
Odezwał się w porę i dokładnie tak, jak trzeba.
Można się spodziewać, że notowania PiS znów wzrosły, a PO - spadły, bo prezes wyraził wolę wiekszości.

Tak na marginesie korci mnie jednak do wypowiedzenia tezy, która w niczym nie kłóci się z głównymi tezami Kaczyńskiego, ale zwraca uwagę na pewien niuans.

Euroidioci, lewacy i cała banda opacznie rozumiejąca zasadę "pokojowego współżycia" (no bo jakie ma być niby to współżycie z dżihadowcami?!) całkiem zaprzepaścili coś, co przez setki i tysiące lat wzbogacało naszą (i nie tylko naszą) kulturę -  totalnie skompromitowali zasadę, wedle której przepływy kulturowe (w określonych warunkach i ramach, rzecz jasna), mają pozytywne skutki dla obydwu stron.
Świetnym przykładem jest tu polski barok - wzięliśmy wiele z Orientu, a potem nasi posłowie w takim nie przymierzając Paryżu, wjeżdzając w zbrojach ze skrzydłami, na koniach, których rzędy lśniły drogimi kamieniami, w tych kierezje, futrzanych czapach, pasach słuckich... wywoływali tak porunujące wrażenie, że gapiom zgromadzonym na ulicach szczęki opadały na bruk (na ten sam bruk, na który konie Polaków gubiły złote podkowy - specjalnie obluzowane).
No, ale wtedy byliśmy potęgą, asymilującą obcych i przyjmujacą to, co nam sie spodobało...
Teraz już tylko możemy (i musimy) się bronić.
"Nie czas załować róż, gdy płoną lasy"
Możemy tylko mieć nadzieję, że po tej fali najeźdźców zostanie jedynie jakiś nowy... Lajkonik:):):)
Nie zaś - meczety zamiast kościołów.
I że z wieży Kościoła Mariackiego nie będzie darł ryja jakiś muezin, po ścięciu głowy trębaczowi, który ponoć wzywał miasto do obrony przed niewiernymi...

--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

Więcej notek tego samego Autora:

=>>