Podobizny i ich rewersy II (E.Topczewski, "Jaguar", "Toporek")

 |  Written by kles  |  4

Białostocczyzna – lato 1944. Wraz z wkroczeniem armii czerwonej, jakby nie znając leżących poza nim rozstrzygnięć, w Białymstoku posadowił się białoruski Gorsoviet. Korzystając z pełnego poparcia dowództwa próbowano odgrzewać atmosferę z 1939r. - pojawiły się odezwy do ludu sowieckiej Białorusi, reaktywowano Miejską Radę Delegatów Robotniczych.
Z kolei podkreślając ciągłość RP, jej sił zbrojnych oraz powinności obywateli ujawnił się Okręgowy Delegat Rządu RP – Józef Przybyszewski - „Grzymała”.

Przybyli też przedstawiciele PKWN i, o dziwo, okazało się, że to właśnie oni pojawili się zgodnie z wolą, a może kaprysem, Stalina.

Na skutek odgórnych działań, 2 sierpnia, Gorsowiet został odwołany. Następnie nawet markowano rozmowy przedstawicieli PKWN, sowieckiej Komendantury i NKWD z delegatami legalnych polskich władz – jednak ich celem było wydobycie informacji i obezwładnienie organizacji podziemnego państwa. Ponieważ polscy negocjatorzy nie kwapili się z wydawaniem struktur - zniecierpliwione NKWD aresztowało niewygodnych rozmówców.

Widocznym zna­kiem rezygnacji strony sowieckiej z terenów województwa białostockiego, oprócz wyjazdu pełnomocników rządu BSRR do Grodna, by­ło rozpoczęcie na masową skalę rabunku ocalałych po przejściu frontu urządzeń przemysłowych i infrastruktury. Zajęto przecież część Prus Wschodnich – zatem trwają gwałty, rabunki, częste są rozboje. Przez najbliższe pół roku stacjonująca na tych ziemiach armia cz. będzie nie mniej liczna aniżeli miejscowa ludność.

W związku z tak rozpoczętą nową okupacją ocalałe dowództwo wydaje rozkaz o trwaniu w konspiracji. Podejmowanie prób, nawet partyzanckiej, walki stało się nierealne.  

Z rozkazu "Mścisława" - komendanta Okręgu  (Władysława Liniarskiego):

Całość pracy przechodzi do ścisłej konspiracji. Organizację prowadzić według dotychczasowych wytycznych i rozkazów. Wszyscy dowódcy mogą zmienić pseudonimy, lecz nie mogą opuszczać stanowisk […] Obsadzać naszymi ludźmi w miarę możliwości dla celów wywiadu, łączności, dokumentacji MO członkami naszej organizacji (nie traktować nagminnie). […] Z ludzi partyzantki organizować Kedyw dla celów likwidacji szpiclów i sługusów nowego rządu. Zacieśnić szeregi, zerwać kontakty z sympatykami nowego reżimu.

Z meldunków Komen­danta Obwodu Białystok-powiat (grudzień 1944r.):

Terror okupanta przybiera na sile. W dzień i w nocy jeżdżą auta NKWD i aresz­tują ludzi z domów. Były łapanki w halach miejskich w Białymstoku. NKWD aresztuje rzekomych przestępców niekiedy całymi rodzinami. Z więzienia biało­stockiego wywieziono w listopadzie 5000 osób. Tor kolejowy w pobliżu Białego­stoku zasypany był kartkami zawiadamiającymi najbliższych o wywiezieniu.

(...)

Kontyngenty niemieckie stają się dziś dla chłopstwa błogim, tęsknym wspomnieniem nadzwyczajnego umiaru. [...] Na prośby kierowane do starostwa o zmniejszenie kontyngentu starostwo odpo­wiada, iż kontyngent musi być wykonany, a za zniszczonych gospodarzy muszą zapłacić ich sąsiedzi. Za zniszczone wsie — okoliczne wsie. Stan zbiorów był wyjątkowo słaby. Resztę zabiera armia radziecka, nocni złodzieje oraz „specjal­ne kontyngenty".

19-letniego Edka Topczewskiego nie szuka już niemiecki okupant. Po Arbeitsamt-cie pozostały tylko złe wspomnienia, skutecznie wypierane nowymi doświadczeniami. Do chłopaków z dawnych oddziałów partyzanckich „Soła” i „Hańcza” dociera polecenie, aby pozostać w konspiracji. „Jaguar” nie był nikim znacznym w leśnym oddziale zatem ufnie wraca do Wodziłówki - ziemia musi rodzić, a i pora roku stosowna ku temu, więc jego ręce są niezbędne - znowu pracuje na roli u rodziców. Gdy dochodzą informacje o wygarnianiu partyzantów – to podobnie jak inni, przestaje nocować w domu – staje się nieobecny – i tak przez całą jesień. Rozpytywali o Topczewskiego - a to pobór do wojska, a to jakieś powinności administracyjne – tymczasem, szukaj wiatru w polu – i to dosłownie.

Jednak doczekawszy Wigilii Bożego Narodzenia 1944r. sowieci podeszli „Jaguara” – chyba nie rozumiał, że dla nich właśnie Święta z rodziną stanowią, wymarzoną wręcz, okazję do szczególnie owocnej służby. Dwóch enkawudzistów zatrzymuje go i związawszy wyprowadza z obejścia. Edek zdołał poluzować sobie więzy i namówił konwojentów do powrotu do domu, po wódkę - jest mroźna zima, a i bez niej nie musiał ich chyba długo przekonywać. Gdy jeden z prześladowców idzie po ukrytą wódkę "Jaguar" atakuje i rozbraja drugiego. Ucieka. Teraz już musi się ukrywać jakby poważniej – zaatakował enkawudzistę. Na szczęście zanim nadejdzie wiosna 1945 roku, teren przerzedzi się - lwia część armii czerwonej odpłynie z tych ziem. Pozostaną tylko jednostki pomocnicze, NKWD i Smiersz oraz będące tutaj jeszcze w powijakach bezpieka i milicja.

Choć w styczniu 1945 Komendant Główny Leopold Okulicki - „Niedźwiadek” rozwiązuje formalnie Armię Krajową, to pozostająca po drugiej stronie frontu tzw. Polska lubelska stoi przed innymi wyzwaniami – tutaj dokonała się „akcja Burza” – a jej uczestnicy zbierają właśnie gromy. Na początku lutego, w Jałcie, mocarstwa praktycznie dają Stalinowi wolną rękę na zajętych terytoriach – co właściwie jest tylko formalnym przypieczętowaniem stanu faktycznego .


 

Władysław Liniarski "Mścisław"

ychczasowy d-ca Białostockiego Okręgu AK - Władysław Liniarski ps.„Mścisław” - w obliczu masowych aresztowań i likwidowania struktur polskiego państwa usiłuje powstrzymać komunistyczną ekspansję. Chcąc podtrzymać samoorganizację i ducha, z ocalałych, choć straszliwie przetrzebionych, struktur tworzy AKO czyli Armię Krajową Obywateli zwaną też Obywatelską (co na początku 1945r., nie niosło jeszcze obecnych skojarzeń). 

Na bazie ukrywających się konspiratorów, poborowych, dezerterów z armii Berlinga i z milicji, uciekinierów z aresztów i więzień, powstańczych rozbitków zza linii curzona oraz ochotników przynoszonych falą patriotycznego uniesienia, wiosną 1945r rozrasta się Armia Krajowa Obywateli na Białostocczyźnie i części Mazowsza.

W ramach AKO, z-ca „Mścisława” - mjr Aleksander Rybnik ps.”Jerzy”,"Dziki", tworzy w Puszczy Knyszyńskiej, partyzanckie Zgrupowanie AKO „Piotrków”, które stanie się kolejnym oddziałem Edwarda Topczewskiego. 7 kwietnia 1945r. wciągają go do ewidencji jako „Jaguara”  Od czerwca, przez następne półtora roku, będzie podlegać rozkazom „P-8” - Leona Suszyńskiego - białostoczanina, doświadczonego konspiratora i partyzanta, zaprawionego dodatkowo intensywnymi walkami z dwoma wrogami w okręgach Nowogródzkim i Wileńskim, w tym atakiem na Wilno. 

Duży, bo chwilami liczący ponad 80 żołnierzy, pluton „Słucz” początkowo rozbraja milicjantów i członków PPR, szkoli świeżo przybyłych partyzantów Zgrupowania, zajmuje się też aprowizacją. 4 lipca wpadają w niebezpieczną zasadzkę NKWD, w okolicy Mirestek – wychodzą z niej obronną ręką - wycofują się bez strat jeśli nie liczyć niezbyt groźnej rany dowódcy i utraconej przez „Jaguara” PPSz-y. Kilka dni później Edkowi przychodzi walczyć w bitwie pod Ogółami, która była jednym z największych otwartych starć partyzanckich z oddziałami regularnego wojska i NKWD, wspieranego tankietkami, artylerią i zwiadem lotniczym. Pomimo znacznej przewagi liczebnej strony komunistycznej, bitwa nie przynosi rozstrzygnięcia. Jednak atmosfera, dodatkowo zagęszczona powracającymi z frontu zagonami sowieckimi i coraz liczniejszymi wojskami KBW, wymusi, aby część Zgrupowania, w tym pluton „Słucz”, czasowo przemieściła się na tereny Puszczy Kurpiowskiej. 

Po kilku tygodniach w dwóch grupach, z których jedną stanowił pluton „Słucz” powracają na teren gminy Trzcianne. Tutaj, 1 września, dochodzi do groźnej potyczki z żołnierzami sowieckimi, z której wychodzą zwycięsko i bez strat – zdobyli trochę broni i mundurów oraz zniszczyli krasnoarmiejcom ciężarówkę. W ciągu następnych dni dwukrotnie rozbroili grupki nadgorliwych milicjantów.
Nadchodziła jesień, a mjr „Jerzy” czyli Aleksander Rybnik, nie widząc możliwości utrzymania dużego oddziału, postanowił zdemobilizować Zgrupowanie. Nastąpiło rozwiązanie AKO i wejście w struktury nowego, formalnie cywilnego, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. W lesie pozostawali tylko całkowicie spaleni tworząc nieliczne oddziały samoobrony – jednym z takich oddziałów, na terenie powiatu białostockiego i sokólskiego, dowodził „P-8”. 

„Jaguar” , który podupadł na zdrowiu, kurował się i melinował w zaprzyjaźnionych domach. Jednak w grudniu okazało się, że nie jest mu pisane spokojne życie - znowu przyszli po niego. Uciekł i tym razem do lasu. Powrócił pod rozkazy „P-8” jako szeregowy partyzant oddziału Samoobrony. Zostaje przydzielony do sekcji „Wątłego”, „B-4” czyli „Beczki”, nad którą w marcu sam obejmie dowództwo. Bierze udział w rozbiciu grupy operacyjnej w Rybnikach, zajęciu Knyszyna i rozbrojeniu posterunku MO w tym mieście. W Czarnej Wsi uczestniczy w walce i rozbrojeniu drużyny KBW wymuszającej kontyngenty. Kilka dni później w tej samej okolicy rozbijają i rozbrajają grupę żołnierzy sowieckich. 1 lutego w Kalinówce rozbrajają oddział KBW. W marcu rozpędzają w Grądach oddział nadgorliwych milicjantów, a „Jaguar” obejmuje dowództwo I sekcji.

Przy oddziale „P-8” często przebywa z-ca prezesa okręgu Białystok - "Jerzy" (mianowany na stopień podpułkownika o czym nawet nie wie). Tak było i w Wielki Piątek 1946r. Wyruszył od nich i wieczorem, w dość odległym miejscu, został ujęty przez KBW. Zabrany do Białegostoku niemal zaraz ujawnił miejsce postoju „P-8”.

Wczesnym rankiem w Wielką Sobotę, 130 osobowa grupa KBW wzmocniona funkcjonariuszami powiatowego i wojewódzkiego urzędu bezpieczeństwa w roli przewodników, została wysłana w konkretne miejsca wsi Letniki aby, jak uważali, ostatecznie rozgromić "bandę".

Oddział „P-8” liczy około 40 osób. Dowódca słysząc w okolicznych koloniach ujadanie psów, a wcześniej jakby odległy warkot samochodu, wysyła po kolei sekcje „Wiatra” i „Jaguara” w celu rozpoznania sytuacji. Trafiają na UB-owski zwiad wzmocniony żołnierzami KBW. Wywiązuje się walka w wyniku której najeźdźcy tracą 5 ubowców. Wypad bezpieki przeradza się w kompletną porażkę – grupa operacyjna wycofuje się niepysznie, ale i oddział przezornie odskakuje na bezpieczną odległość, odtąd jednak nie zazna spokoju.

Czytelnika może mylić określenie Puszcza. Tymczasem nie jest to jakieś odległe, całkowicie niedostępne miejsce. Chodzi o lasy, zaczynające się tuż za Białymstokiem. Ludność wie, że kilka kilometrów od wojewódzkiej siedziby bezpieki leży duże terytorium, nad którym komuniści mają iluzoryczną władzę – co widać i słychać – choćby poprzez dochodzące odgłosy wystrzałów. Tam próba egzekwowania kontyngentów czy aresztowania nawet 1 osoby, wymaga wysyłania sporej grupy uzbrojonych pacyfikatorów. W zasięgu działań oddziału znajdują się 2 z 4 ważnych linii kolejowych i 2 ważne ówczesne drogi wylotowe z Białegostoku. Dodatkowo zbliża się referendum. UB nie ma w oddziale współpracowników, a ludność, pomimo zagrożenia i terroru, ciągle sprzyja leśnym.

Umowna Puszcza Knyszyńska - przybliżony obszar działania oddziału "Mars" WiN dowodzonego przez "P-8". Dolny wierzchołek pięciokąta stanowi Białystok 

Czesaniu Puszczy nie ma końca - bywa, jak 5,6 i 7 czerwca, że 2000 żołnierzy rzucają na "bandę", ale bywa i skromniej, że tylko dwustu zaprawionych ludzi, podzielonych na grupy penetruje przez tydzień leśne ostępy i puszczańskie miejscowości. Za to gdy wracają do bazy, to wyjeżdża 600 lub 700 jak w sierpniu – a każda taka operacja trwa kilka dni. Zasadzki stałe, grupy lotne, zaporowe oddziały i pancerne samochody na okalających drogach.

Pomimo tego „Jaguar” pospołu z innymi przeprowadzają skuteczne ekspropriacje w Gminnych Spółdzielniach, "Społem" i przedsiębiorstwach państwowych. W lipcu UB odnosi sukces - podczas jednej z obław chwytają partyzanta - Witolda Kudzinowskiego - „Lecha”, którego skazał na śmierć, niestrudzony, w ferowaniu takich właśnie wyroków, późniejszy wrocławski adwokat, ale wtedy upiorny sędzia - Włodzimierz Ostapowicz. (Ostatecznie „Lechowi” udało się wykpić 12-letnim wyrokiem). Jednak ogólny bilans dla UB jest fatalny.

We wrześniu oddział likwiduje, jadących Harleyem z przyczepą, 3 funkcjonariuszy UB z Ełku, a pod koniec miesiąca rozbraja zmotoryzowaną grupę 33 żołnierzy wysłanych do ochrony lasów. Nawet gdy tego samego dnia kilkunastu KaBeWiaków dopada „Orzełka” i „Wrzosa” w jakimś domostwie, to skutek jest taki, że to napastnicy mają zabitych i rannych, a chłopaki cało wracają do obozowiska. W październiku powtórzyły się podobne sytuacje, jednak po raz pierwszy UB zdołało podejść pod obóz oddziału – wprawdzie dobrze ubezpieczani partyzanci zdołali odskoczyć, ale ponieśli straty materialne: radio, rowery, sporo broni, namioty i wyposażenie obozowe.

W ciągu kilkunastu następnych dni oddział przeprowadził szereg udanych wypadów - zdołał rozbroić dwóch UB-owców, zadał straty odpierając najście KBW i MO na jedną z wsi, zarekwirował brezent niezbędny na nowe namioty, płótno na bieliznę, wódkę do spieniężenia, odzież, produkty spożywcze itp.. Naloty nasiliły się, zmieniły jednak charakter. Działania UB nabierały finezji, - usilnie werbowano agenturę. W każdej nieco większej miejscowości ulokowano kilkudziesięcioosobowy garnizon KBW, tak, że mogli pojawić się wszędzie, bez dowożenia. Determinacja bezpieki w zwalczaniu „P-8” w końcu przyniosła efekty. 5 listopada w zasadzce raniono dwóch partyzantów: „Czarka” i „Orzełka”. „Czarek zmarł, a „Orzełka” ujęto. (por. tekst Życia dwa, w tym podwójne)

Donosy, ulokowanego w rejonie poruszania się oddziału, agenta o pseudonimie „Sumienny” oraz informacje wydobyte od rannego „Orzełka”, pozwoliły 17 listopada celnie uderzyć na kolejny obóz. Tym razem było gorzej - przeciw nim, w konkretne miejsce, znienacka rzucono 6 grup 30-osobowych. Partyzanci mając dwóch rannych, porzuciwszy cięższą broń i sporo wyposażenia zdołali uciec. Listopadowa zamieć śnieżna, która początkowo pomogła napastnikom niespodziewanie zbliżyć się do obozu, teraz stawała się osłoną dla leśnych. Cud, że nikt z nich wtedy nie zginął, choć tyle kul przeszyło ich płaszcze. „Jaguarowi” przestrzelili nawet PPSzę, którą jako już niezdatną porzucił. Choć oddział poszedł w rozsypkę, to wkrótce pozbierali się. Jednak Edek już nie powrócił – nie wytrzymywał tej presji.
                                                                                           CDN - jeśli portal i ja dożyjemy

Pomyłka w dacie wynikła prawdopodobnie z przepisywania (powinno być 18 listopada)

młodzieńcza fotografia Władysława Liniarskiego - z portalu Kurier Poranny

5
5 (4)

4 Comments

Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

katarzyna.tarnawska
tak jakby to było wczoraj. Masz niezwykły dar Klesie - przywoływania, ożywiania historii najnowszej.
Może też przeżywam (znowu) to, o czym bardzo lakonicznie wspominała księżna Aldona S........a, (tak), z domu - Cz........a, litewska (polska) szlachcianka, czyli historię Jej Brata, również zamordowanego "w lasach", tyle że bardziej na północny-wschód, na wileńszczyźnie. Ada już także nie żyje, syn - w Kanadzie, nie wiem nawet, czy zna tę historię. Szukałam nazwiska brata - wśród wspominanych w wileńskiej AK, wśród zamordowanych w Obławie Augustowskiej - nie spotkałam. Nie wiem, czy ktoś, poza mną jeszcze pamięta.
Pozdrawiam serdecznie!
Obrazek użytkownika kles

kles
trochę mnie przeraża, że portal trwa i trzeba będzie kontynuować :-).
Atmosferę tamtych lat, wydarzeń, spotkań i wrażeń prawie czuję - pomimo pogmatwanych kolei losu, i skrajnie różnych zainteresowań, oddychałem pozostałościami, śniły mi się, rozmyślałem i odnosiłem do nich wiele z moich doświadczeń. Po dziesiątkach lat dane mi było ujrzeć i poznawać dokumenty.
Mając mnóstwo do opowiedzenia mam awersję do pisania.
Dodatkowo miecz (nomen omen) Damo-klesa wiszący nad portalem, któremu to powierzam, nie ułatwia pracy - bo tak to widzę. 
Z Niepoprawnych uciekłem informując jednocześnie, że tylko tutaj będę lokował swoje historie. Kilka zainteresowanych rodzin pozostawiłem ze świadomością, że tutaj będą teksty o ich Bliskich.
Jednocześnie nie mogę mieć oczekiwań co do utrzymywania B-n-R zwłaszcza, że moje teksty miały znikomą klikalność.
Pozdrawiam serdecznie! Wszystkich!
 
Obrazek użytkownika kles

kles
odsłuchałem 3. część nagrania sprzed 4 lat i stwierdzam, że to jest lepsze od tego co napiszę. Właściwie to powinno się zrobić serial TV - jakieś z 9-10 odcinków. wink. Ale poważnie, to po dopracowaniu można wiele młodym przekazać - a i starym nie zaszkodzi.
Cały 3. odcinek w wersji mp3:
https://drive.google.com/file/d/0BzcjskNuu_GQejZwYUlzY29zNGs/view?usp=sharing
Nie chce toto odtwarzać (przynajmniej u mnie), ale pozwala ściągnąć.

 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>