Polak gorszego tortu, czyli Komitet Obrony Demonstracji

 |  Written by Marcin Brixen  |  1
- Co to za dziwne odgłosy dochodzą z kuchni? - zaciekawiła się babcia Łukaszka.
- Mama płacze - odparł lakonicznie Łukaszek. - Obiera ziemniaki.
- Pierwsze słyszę, żeby płakać przy ziemniakach - zdumiał się dziadek Łukaszka. - Nie chodzi o cebulę?
Ale Łukaszek był pewien, że nie. Słowa jego potwierdziła jego mama, która po kilkunastu minutach wyszła z kuchni trąc zapłakane oczy.
- Nie mogę... Nie mogę...
- Cebula, mówiłem wam - kiwał głową dziadek Łukaszka.
- Żadna cebula, ziemniaki! Nie mogę... No po prostu nie mogę ich obierać...
- Głuptasie - rzekł ciepło tata Łukaszka. - One niczego nie czują. Nie żyją.
- O przepraszam, prezydent Słupska, Biebert-Rodroń twierdzi, że drzewa czują - odezwała się siostra. - A poza tym mojej koleżance, Wanessie, zakiełkowały w piwnicy ziemniaki. No jakby to zrobiły gdyby umarły? Ziemniaki żyją! - zakrzyknęła siostra Łukaszka, zwycięsko uniosła w górę ręce po czym została wyrzucona z pokoju.
- Czy my się dowiemy co się stało? - zirytowała się babcia. Łukaszek zawyrokował:
- Coś poważnego. Na marszu proaborcyjnym nie uroniła ani łzy, więc...
- Nie będzie obiadu!
- Chodziło mi o eutanazję - wyjaśnił Łukaszek i też został wyrzucony za drzwi.
- Nie mogę... Nie mogę... - powtarzała w kółko mama Łukaszka kiwając się w przód i w tył siedząc na kanapie. - Nie mogę tam sobie stać w kuchni i obierać ziemniaki, wiedząc, że tam na zewnątrz odbywa się gwałt!
Dziadek zrobił spraya wodą mineralną "Lourdesianka".
- Jaki gwałt? - spytała słabym głosem babcia Łukaszka.
- Gwałt na wolności! Gwałt na demokracji!
- A konkretnie? - spytał spokojnie tata Łukaszka.
- Zabraniają nam demonstrować! A przecież swoboda wyrażania własnych poglądów to największy łup tolerancji!
- Nie słyszałem, żeby zabraniali demonstrować...
- Zabraniają! I właśnie dziś przeciwko temu protestujemy na ulicy!
- Zaraz, moment... Jak to...
- Obiad! - krzyknęła babcia Łukaszka i przykryła gastronomią spory światopoglądowe.
Po posiłku mama Łukaszka szybko gdzieś wyszła nic nikomu nie mówiąc. Minęła godzina, dwie, trzy, a ona nie wracała. Hiobowscy zaczęli się niepokoić.
- Niepotrzebnie - odezwał się Łukaszek. - Jest na marszu Komitetu Obrony Demonstracji. Demonstrują przeciwko zakazowi demonstracji.
- Przecież nie ma takiego zakazu! - zawołali jednocześnie babcia i dziadek po czym spojrzeli na siebie zaskoczeni.
- Skąd ty to wiesz? - zastanowił się tata.
- Wiem, bo zaraz będę produkował obrazki z tego marszu. Bo ja jestem w Komitecie Obrony Memokracji. Rządzimy ludźmi za pomocą memów.
Tata Łukaszka machnął ręką i poszedł na osiedle szukać mamy. Złapał trop już pod blokiem. Trop miał postać męża dozorczyni, pana Sitko. Pan Sitko za wskazanie miejsca pobytu mamy Łukaszka zażądał żartem dziesięć procent znaleźnego.
Tata Łukaszka nie poznał się na żarcie, sięgnął po portfel i zaczął wytrząsać na dłoń jakiś bilon.
- Żartowałem! - uświadomił go pan Sitko. - Niech będzie na piwo!
- Piwo, mówi pan - tata Łukaszka westchnął i sięgnął po grubszy bilon. Pan Sitko otrzymał gotówkę do ręki, po czym zaprowadził tatę Łukaszka pod osiedlowy market. Tam pan Sitko zniknął we wnętrzu sklepu, a tata Łukaszka przepchał się przez niewielkie zbiegowisko. W jego centrum stała milcząco mama Łukaszka, z głową zwieszoną na piersi. Na jej szyi wisiała kartka "Polak gorszego tortu".
- Co tym razem? - spytał zmęczonym głosem tata Łukaszka.
- Niski człowiek, który sięgnął po najwyższe urzędy powiedział, że niektórzy Polacy są popierniczeni! - wyrzuciła z siebie mama Łukaszka. - Więc ja też muszę stanąć tam, gdzie stoją ludzie gorszego tortu!
- Łe he he - zadudnił tłumek.
- Do domu - rzuciła tata Łukaszka przez zaciśnięte zęby.
- Nie pójdę! Nie dam sobie zatkać ust butem faszyzmu!
- Ciężko będzie, nie da rady - komentowali ludzie wokół.
Tata Łukaszka uśmiechnął się tylko z lekceważeniem, po czym rzucił od niechcenia:
- Ty tu sobie spokojnie demonstrujesz, a tam, w domu, w internecie, nasz syn hejtuje na gejów!!
Mama Łukaszka śmignęła w stronę bloku, pozostała po niej tylko z wolna opadająca kartka z napisem "Polak gorszego tortu". Opadała tak i opadała aż wylądowała przy bucie pana Sitko, który akurat wyszedł ze sklepu i popijał piwo z butelki.
- Jednym zdaniem... Szacun, szacun... - zaszemrali zgromadzeni i tłum się przerzedził. I jak się przerzedził, to się okazało, że kilka metrów od pana Sitko stoi jego żona, pani Sitko.
- Ty stary pijusie! - zagrzmiała pani Sitko. - Natychmiast do domu!
- Ha! - pan Sitko wysunął brodę naprzód. - Ty tu sobie spokojnie stoisz, a tam, w domu, w internecie, nasz syn hejtuje na gejów!!
Pani Sitko zrobiła okrągłe oczy i wyjąkała:
- Ale nasz syn jest tu ze mną!
- Cz! - prychnął pan Sitko. - Cwaniara. Przyszła z synem!
I spojrzał na tatę Łukaszka w poszukiwaniu pomocy. Ale tata Łukaszka już sobie poszedł.

--------------
https://twitter.com/MarcinBrixen
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen
5
5 (3)

1 Comments

Więcej notek tego samego Autora:

=>>