Rosjanom nie opłaca się wywoływanie „kryzysu naftowego” w relacjach z Polską. Nie przyniósłby on Kremlowi korzyści politycznych z powodu istniejącego w Gdańsku Naftoportu. Wiązałby się natomiast ze spadkiem wiarygodności spółek takich jak Rosnieft.
Premier Donald Tusk wziął wczoraj udział w uroczystości, która inauguruje rozbudowę gdańskiego Naftoportu. Już w chwili obecnej można za jego pośrednictwem sprowadzić do Polski 34 mln ton ropy naftowej rocznie (Ministerstwo Gospodarki szacuje zapotrzebowanie naszego kraju na ten surowiec na poziomie 25 mln ton rocznie). Wspomniana infrastruktura nie jest jednak odpowiednio przystosowana do reagowania na sytuację kryzysową, podczas której import czarnego złota nad Wisłę zostałyby nagle wstrzymany. Zdolności przeładunkowe Naftoportu nie są bowiem wystarczające- szybkie rozładowanie surowca i jego wtłoczenie w sieć przesyłową byłoby niemożliwe. Problematyczną kwestią pozostają także niewystarczające zdolności magazynowe Naftoportu. To właśnie na tych dwóch aspektach skupia się jego dwuetapowa rozbudowa, która powinna zakończyć się w 2018 roku.
Po tym roku powinien on z technicznego punktu widzenia w sposób kompleksowy zabezpieczać polskie interesy w obszarze dostaw czarnego złota. Aby tak się stało konieczne jest jednak także nawiązanie kontaktów handlowych z zachodnimi partnerami, które pozwoliłyby w razie potrzeby zdywersyfikować kierunek importu surowca. Proces ten już się rozpoczął. W listopadzie 2013 r. PERN podpisał umowę z Eni na przeładunek, magazynowanie i transport 100 tys. ton ropy naftowej.
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe czynniki Rosjanom nie opłaca się wywoływanie „kryzysu naftowego” w relacjach z Polską. Z pewnością nie przyniósłby on Kremlowi korzyści politycznych z powodu istniejącego w Gdańsku Naftoportu (nawet na obecnym etapie istnienia tej inwestycji). Natomiast w sferze biznesowej ruch taki oznaczałby dla rosyjskich spółek (np. Rosnieftu, który ma podpisane umowy długoterminowe z PKN Orlen i Grupą Lotos) olbrzymie straty wizerunkowe. Także w kontekście niemieckich rafinerii, które są zaopatrywane w surowiec przez biegnący przez Polskę ropociąg Przyjaźń.
Drastyczny spadek dostaw rosyjskiej ropy naftowej do Polski jest możliwy, ale raczej jako element generalnej zmiany rosyjskiej polityki energetycznej (tzw. azjatycki pivot). Proces ten na dobre rozpocznie się dopiero za kilka lat. W 2017 roku, Rosjanie będą w stanie w sposób efektywny przesunąć eksport ropy naftowej z kierunku europejskiego na kierunek azjatycki. To właśnie wtedy zakończy się bowiem pierwszy etap budowy ropociągu Purpe- Samotlor o przepustowości 25 mln ton rocznie (docelowo w 2020 r. 74 mln ton). To projekt – pomost pomiędzy wschodnią i zachodnią naftową infrastrukturą przesyłową Rosji, która na chwilę obecną składa się de facto z dwóch „samotnych wysp”. Jeżeli rozbudowę gdańskiego Naftoportu nie dotkną istotne opóźnienia takie jak w przypadku Gazoportu w Świnoujściu, Polska powinna być jednak dobrze zabezpieczona i na taką ewentualność.
Piotr Maciążek
http://www.defence24.pl/analiza_polska-da-sobie-rade-bez-rosyjskiej-ropy
Premier Donald Tusk wziął wczoraj udział w uroczystości, która inauguruje rozbudowę gdańskiego Naftoportu. Już w chwili obecnej można za jego pośrednictwem sprowadzić do Polski 34 mln ton ropy naftowej rocznie (Ministerstwo Gospodarki szacuje zapotrzebowanie naszego kraju na ten surowiec na poziomie 25 mln ton rocznie). Wspomniana infrastruktura nie jest jednak odpowiednio przystosowana do reagowania na sytuację kryzysową, podczas której import czarnego złota nad Wisłę zostałyby nagle wstrzymany. Zdolności przeładunkowe Naftoportu nie są bowiem wystarczające- szybkie rozładowanie surowca i jego wtłoczenie w sieć przesyłową byłoby niemożliwe. Problematyczną kwestią pozostają także niewystarczające zdolności magazynowe Naftoportu. To właśnie na tych dwóch aspektach skupia się jego dwuetapowa rozbudowa, która powinna zakończyć się w 2018 roku.
Po tym roku powinien on z technicznego punktu widzenia w sposób kompleksowy zabezpieczać polskie interesy w obszarze dostaw czarnego złota. Aby tak się stało konieczne jest jednak także nawiązanie kontaktów handlowych z zachodnimi partnerami, które pozwoliłyby w razie potrzeby zdywersyfikować kierunek importu surowca. Proces ten już się rozpoczął. W listopadzie 2013 r. PERN podpisał umowę z Eni na przeładunek, magazynowanie i transport 100 tys. ton ropy naftowej.
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe czynniki Rosjanom nie opłaca się wywoływanie „kryzysu naftowego” w relacjach z Polską. Z pewnością nie przyniósłby on Kremlowi korzyści politycznych z powodu istniejącego w Gdańsku Naftoportu (nawet na obecnym etapie istnienia tej inwestycji). Natomiast w sferze biznesowej ruch taki oznaczałby dla rosyjskich spółek (np. Rosnieftu, który ma podpisane umowy długoterminowe z PKN Orlen i Grupą Lotos) olbrzymie straty wizerunkowe. Także w kontekście niemieckich rafinerii, które są zaopatrywane w surowiec przez biegnący przez Polskę ropociąg Przyjaźń.
Drastyczny spadek dostaw rosyjskiej ropy naftowej do Polski jest możliwy, ale raczej jako element generalnej zmiany rosyjskiej polityki energetycznej (tzw. azjatycki pivot). Proces ten na dobre rozpocznie się dopiero za kilka lat. W 2017 roku, Rosjanie będą w stanie w sposób efektywny przesunąć eksport ropy naftowej z kierunku europejskiego na kierunek azjatycki. To właśnie wtedy zakończy się bowiem pierwszy etap budowy ropociągu Purpe- Samotlor o przepustowości 25 mln ton rocznie (docelowo w 2020 r. 74 mln ton). To projekt – pomost pomiędzy wschodnią i zachodnią naftową infrastrukturą przesyłową Rosji, która na chwilę obecną składa się de facto z dwóch „samotnych wysp”. Jeżeli rozbudowę gdańskiego Naftoportu nie dotkną istotne opóźnienia takie jak w przypadku Gazoportu w Świnoujściu, Polska powinna być jednak dobrze zabezpieczona i na taką ewentualność.
Piotr Maciążek
http://www.defence24.pl/analiza_polska-da-sobie-rade-bez-rosyjskiej-ropy
Brak głosów