Polska medialna przeciw Polsce realnej

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  1
Trwa kolejny tydzień kampanii prezydenckiej. Otoczenie Bronisława Komorowskiego, przy wykraczającym poza wszelką przyzwoitość wsparciu mediów, próbuje skupić uwagę opinii publicznej na powiązaniach Andrzeja Dudy ze Spółdzielczymi Kasami Oszczędnościowo-Kredytowymi. Choć mijające dni pokazały, że SKOK-i to broń (w najlepszym dla prezydenta  razie) obosieczna, nie zniechęca to dziennikarzy czy polityków PO do przedstawiania zaangażowania Dudy w odesłanie ustawy, oddającej kasy pod nadzór KNF, do Trybunału Konstytucyjnego jako czegoś nagannego. Normalna procedura w tytułach prasowych przedstawiana jest jako wielkie nadużycie, politycy Platformy mówią o „aferze Dudy”, zaś Tomasz Nałęcz, tęskniący zapewne za tym krótkim okresem, gdy niektórzy uważali go samodzielnego polityka, porównuje sytuację do korupcyjnej propozycji Lwa Rywina.

Kiedy temat pojawił się w medialnych doniesieniach, szybko okazało się, że osobą, która naprawdę ma czego obawiać się w związku ze SKOK-iem, jest prezydent Bronisław Komorowski. A raczej – czego miałby się obawiać, gdyby polskie media funkcjonowały według normalnych reguł, a dziennikarze swoje obowiązki rozumieli w sposób typowy dla modelu demokratycznego. Niestety – głównym zmartwieniem telewizyjnych gwiazd i reporterów stało się z jednej strony jak najmocniejsze skojarzenie Dudy ze SKOK, z drugiej – pominiecie wszystkich wątpliwości, pojawiających się wokół Bronisława Komorowskiego, jego syna Tadeusza, SKOK-u Wołomin i Wojskowych Służb Informacyjnych. Gwałtownie przerywający radiowy wywiad z Jackiem Kurskim Konrad Piasecki był pierwszy, ale, jak się szybko okazało, nie ostatni. O wiele dalej posunęła się kilka dni później Monika Olejnik, która podczas rozmowy na żywo z Adamem Hofmanem poprzez słuchawkę w uchu otrzymywała informacje z Kancelarii Prezydenta. Ta nowa (chociaż nasuwająca analogię z czasami zamierzchłymi) jakość pojawiła się, gdy Hofman próbował ustalić, czy to prawda, że związany ze SKOK Wołomin i WSI Andrzej Kleszczewski jest członkiem Komitetu Honorowego Bronisława Komorowskiego. Równie mocno w sprawę zaangażowała się „Gazeta Wyborcza”, która już po ujawnieniu powiązań Tadeusza Komorowskiego z dawnymi oficerami WSI, opublikowała materiał, w którym wszystkiemu zaprzecza. Stan faktyczny sprawdzić można w Krajowym Rejestrze Sądowym, który powie nam więcej, niż cytowany przez „Wyborczą” anonimowy prawnik. Równocześnie, dziennik intensywnie pompuje kwestię związków z kasami najgroźniejszego kontrkandydata urzędującego prezydenta. Nadaje też ton innym mediom. W „Wiadomościach” z 27 marca temat SKOK pojawia się wyłącznie w kontekście zarzutów wobec Dudy, nie usłyszymy ani słowa o problemach prezydenta czy tym bardziej jego syna. W materiale Justyny Dobrosz-Oracz pada z ust polityka PO określenie „afera Dudy”. Widzowie mogą też zobaczyć dość interesujący błąd przygotowujących materiał. Dariusz Joński z SLD mówiący o Andrzeju Dudzie jako „listonoszu Biereckiego” podpisany zostaje jako „Marcin Mastalerek, rzecznik PiS”. Nieszczęśliwa pomyłka, czy próba wywołania w widzu wrażenia, że nawet macierzysta partia nie do końca ufa swojemu kandydatowi? Chwilę później, w audycji „Minęła 20”, dziennikarz, powołując się na publikację „Wyborczej” pyta, czy „zaangażowanie Andrzeja Dudy w SKOK-i powinno spowodować, by zawiesił swoją kampanię i członkostwo w PiS oraz zrezygnował z wyścigu prezydenckiego?”. Pytaniu towarzyszy pasek z tytułem „Cień SKOK-ów nad Andrzejem Dudą?”. Plan się sypie, gdy konstytucjonalista Ryszard Piotrowski zauważa, że nie doszło do niczego niewłaściwego. „Zarzut, że rozmowy się odbywały w Kancelarii Prezydenta jest całkowicie nietrafny. To lepiej niż w restauracji czy na cmentarzu.” – mówi, gdy prowadzący wspomina o rozmowach, jakie przed prezydenckim wetem z Dudą prowadzić miał Grzegorz Bierecki. Drugi z gości, Ryszard Kalisz, choć nie może, oczywiście, wprost bronić Andrzeja Dudy, de facto potwierdza słowa Piotrowskiego. Przez kolejne dwa dni audycja jest szeroko komentowana przez internautów, którzy rozsyłają sobie link do nagrania. To znika jednak z serwisu Youtube, w związku ze skargą złożoną przez TVP. Wciąż jednak dostępne jest na stronach samej stacji.

Warto spojrzeć na sposoby dezinformowania opinii publicznej w sprawie SKOK: traktowanie wszystkich kas jako jedności, a także celowe mieszanie zdjęć i informacji z czasów, gdy problematyczny Wołomin podlegał jeszcze kontroli Grzegorza Biereckiego i okresu, gdy znalazł się pod nadzorem KNF. To wtedy zaczęto wyprowadzać pieniądze, doszło do napadu na wiceszefa komisji, zaś imprezy odbywały się już wyłącznie z udziałem ludzi władzy. Nadużycia i przestępstwa do jakich doszło w czasie, gdy Bierecki nie miał już żadnego wpływu na działanie wołomińskiej kasy, mają najwyraźniej iść na jego konto. Równolegle przeciwstawia mu się nadzór finansowy, którego powołaniu to politycy Platformy, nie Prawa i Sprawiedliwości, byli przeciwni. Pojawia się wreszcie fałszywa troska o to, że zwykli ciułacze stracą swoje oszczędności, podczas gdy pieniądze zostały już zwrócone. Tego wszystkiego jednak mało jest Tomaszowi Lisowi, który karze swoim grafikom pastwić się nad Dudą, sam zaś narzeka, że po ujawnieniu sprawy SKOK powinien on już być „domordowywany”. Odważne słowa w kraju Ryszarda C.

W kampanię wyborczą postanowiła włączyć się również Naczelna Prokuratura Wojskowa. Przekazanie opinii publicznej kolejnej porcji ustaleń smoleńskiego śledztwa można uznać za zupełnie naturalne, gdy zbliża się kolejna rocznica 10 kwietnia. Jednak powrót do wersji zbliżonej do raportu Milera, kładącej nacisk na winę polskich pilotów, wreszcie – sugerowanie obecności w kabinie generała Błasika, bez przedstawienia jakichkolwiek dowodów, pozwala uznać aktywność NPW za próbę przemeblowania kampanii wyborczej. Powtarzanie starych tez służyć ma prawdopodobnie sprowokowaniu opozycji do mocniejszego podniesienia tematu Smoleńska, najlepiej przez samego Jarosława Kaczyńskiego. I choć Prawo i Sprawiedliwość odpowiada jedynie – i to jak na razie w sposób oszczędny i wyważony – na działania prokuratorów, czy raczej prowokatorów wojskowych, już rozlega się larum, że PiS daje wpuścić się w kanał. Bronisław Komorowski nie ma żadnego pomysłu na kampanię, chętnie więc odświeżyłby w społecznej świadomości fałszywe przeświadczenie, że partia Prawo i Sprawiedliwość zajmuje się tylko Smoleńskiem i gotowa  jest poświęcić dla tej sprawy dobrobyt i bezpieczeństwo Polski. Sympatyczny i medialny Duda niespecjalnie do tego obrazka pasuje, postraszmy więc ludzi Macierewiczem, jak uczyniły to wspomniane już „Wiadomości” z soboty. Nie sądzę jednak, by ta strategia, która pewne efekty przyniosła być może w latach 2010 i 2011, dała się wykorzystać po raz trzeci. Obywatele zmęczeni arogancją Platformy i samozadowoleniem prezydenta nie wybiorą ich ponownie tylko dlatego, by uratować swój spokój i byt materialny – ostatnie lata wystarczająco go nadwyrężyły. Zaś władza, próbująca uwiarygodnić się nagłą antyrosyjskością popada w śmieszność, próbując wracać do narracji, w której jej polityczni konkurenci chcą skłócić Polskę z Rosją. Dziś nie trzeba do tego Katynia ani Smoleńska, Macierewicza czy Kaczyńskiego – wystarczą widoczne gołym okiem imperialne plany Kremla.

„Polska racjonalna” okazuje się graniem na emocjach, albo nietrafionych, albo dawno przebrzmiałych. Przeciętni wyborcy niespecjalnie rozumieją, o co chodzi w tzw. aferze SKOK-ów, będącej de facto aferą KNF i WSI. Jeśli zaś czują się zmęczeni Smoleńskiem, równocześnie coraz słabiej wierząc w oficjalne wyjaśnienie przyczyn katastrofy, nie poprzez stosunek do śledztwa określać będą swoje polityczne wybory 2015. Bardziej trafi dziś do nich kwestia euro, której według prezydenta Komorowskiego nie ma, choć znaleźć możemy wiele sygnałów, że to stan bardzo chwilowy. Andrzej Duda, nawiązując w pewnym stopniu do estetyki dawnej kampanii z kotem Sylwestrem i produktami znikającymi z lodówki, jest tymczasem bardzo blisko realnych problemów. Kiedy media porównują zwykłe ceny z polskiego sklepu i słowackiej przeceny, aby uspokoić, że zmiana waluty nie oznacza podwyżek, Duda na miejscu sprawdza, że sprawy mają się inaczej. Zamiast Polski racjonalnej i Polski radykalnej z prezydenckiego spotu, mamy więc Polskę medialną i Polskę realną. Medialna zajmuje się kreowaniem zastępczych emocji. W realnej ludzie martwią się tymczasem brakiem perspektyw i możliwością dalszego pogorszenia warunków bytowych po wprowadzeniu euro, które druga strona próbuje przedstawić jako dobrodziejstwo i konieczność. Tracą pracę, obserwują wygaszanie zakładów i całej państwowej infrastruktury, wyjeżdżają lub żegnają wyjeżdżające rodziny. Czy prezydent Komorowski będzie miał tej Polsce cokolwiek do powiedzenia, czy całkowicie zostawi ją Andrzejowi Dudzie? Wreszcie – która Polska wygra 10 maja?

tekst ukazał się we wczorajszym wydaniu Gazety Polskiej Codziennie
 

 
 
5
5 (4)

1 Comments

Obrazek użytkownika MD

MD
Rządząca ferajna ma bardzo ofiarnych żołnierzy, zresztą za takie wynagrodzenia i taką pozycję społeczną trudno by ludzie tego pokroju nie byli tak zaangażowani. Jednak ci "dzielni" wojacy otrzymują coraz bardziej badziewną amunicję, która stanowi potężne zagrożenie tak dla strzelających, ale przede wszystkim dla rządzących. W zasadzie to nawet nie od dobrej woli strzelających, ale od ich wielkiego wysiłku uzależnione jest by te pociski raziły przeciwnika. Jeśli władza zmuszona jest używać tak marnej amunicji to z pewnością nie świadczy, że jest silna. Nie ustawajmy zatem w naszych wysiłkach.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>