Powstanie Warszawskie. Z punktu widzenia życia...

 |  Written by Seaman  |  4

Z punktu widzenia życia każda śmierć jest absurdalna, bez wyjątku. Z punktu widzenia życia każda walka, zbrojny opór, a nawet wolność za cenę śmierci także nie mają sensu. Z punktu widzenia życia żadne powstanie nie ma sensu. Śmierć unieważnia życie, choćby najbardziej szczęśliwe i bohaterskie, ale także podłe i zbrodnicze, zrównuje obie wersje. Rosyjski oprawca z pułku RONA i żołnierz Batalionu „Zośka”, którzy zginęli w Warszawie w sierpniu 1944 – obaj polegli w Powstaniu Warszawskim. Jeszcze bardziej krwawy bezsens.

Tak to wygląda z punktu widzenia mojego osobistego życia, które jest we mnie i usiłuje mi zabronić nawet myślenia o śmierci, a co dopiero, gdy próbuję zaryzykować tym życiem, choćby skacząc do pociągu w biegu? Sprzeciw jest tak gwałtowny, że siódme poty na mnie biją, włosy unoszą się na głowie, ręce się trzęsą, a w duchu panuje jeden ogłuszający wrzask – nie rób tego! Tak to wygląda z punktu widzenia życia.

Jednak profesor Witold Kieżun mówi po prostu – trzeba się było bić. I to właśnie - według niego - również wynikało z punktu widzenia życia. On, jako uczestnik powstania nie ma wątpliwości, że tej konieczności nie potrafi zrozumieć nikt, kto nie wie, jak wyglądało życie pod niemiecką okupacją w Warszawie. W wielkim skrócie można to zreasumować jednym stwierdzeniem – nie dało się żyć w Warszawie; życie było do tego stopnia nic nie warte, kondycja ludzka tak podła, że trzeba było to życie położyć na szaniec. Bez wrażenia, że traci się coś najcenniejszego. Natomiast miało się przekonanie, że podejmując walkę na śmierć i życie, coś najcenniejszego da się uratować, nawet tracąc przy tym życie.

Kolejny krwawy paradoks, ale przecież zestawienie życia i śmierci, to fatalne następstwo, od którego człowiek uwolnić się nie jest w stanie; ta nieśmiertelna antynomia, która aż do śmierci będzie wisieć nad nami, jest oparta wyłącznie na niepojętym paradoksie. Zatem tu nie ma co wydziwiać, że stracić życie aby coś uratować, to żaden wybór. Jest takie powiedzenie, że na tym ziemskim padole człowiekowi mogą przydarzyć się przypadki znacznie gorsze od śmierci. I to jest bardzo zgrabny bon mocik, który nam wszystkim bardzo się podoba, aż do chwili, gdy los powie: sprawdzam! Wtedy gwałtownie rewidujemy nasze niezłomne przekonania i gorączkowo przeszukujemy zakamarki mózgu w celu znalezienia uzasadnienia, że jednak powinniśmy żyć za wszelką cenę.

Tym bardziej więc należy cenić opinię profesora, który te wybory spraktykował na własnej skórze i doszedł do wniosku, że są takie momenty, kiedy tylko położenie życia na szali, czyli gotowość i zgoda na oddanie życia, nadaje temu życiu jakiś sens. Profesor wspomina moment egzekucji w czasie Powstania, kiedy Niemcy rozstrzeliwują grupę ludzi – oni stoją prosto i spokojnie, dopiero gdy Niemcy podnoszą karabiny, niemal jednocześnie krzyczą: Niech żyje Polska!

Dlaczego to robią, skoro wszelkie ich deklaracje tracą właśnie rację bytu, stają się bezużyteczne, nic już nie zmienią w ich życiu, niczemu nie zaradzą ani nie pomogą w czymkolwiek? Otóż moim zdaniem ci ludzie mieli pewność, że ginąc ratują coś cenniejszego niż życie, a traconemu właśnie życiu nadają ponadczasowy sens. Rzecz jasna, nie myśleli tak dosłownie, może nawet nie zdawali sobie sprawy, że chodzi o ponadczasowy sens. Ale na pewno takie mieli przeczucie w chwili śmierci, dla mnie nie ulega to wątpliwości.

I w tym miejscu przechodzę dopiero do sedna, czyli odpowiedzi na najgłupsze moim zdaniem pytanie dotyczące Powstania Warszawskiego, jakie się ostatnio pojawiło, a które przeczytałem w gazecie, sami wiecie której. Pytanie brzmiało: Do czego jest nam dziś potrzebna ta legenda, skoro tyle już wiadomo o politycznym tle powstania? Ja mógłbym teraz wykpić to pytanie tanim kosztem, bo to jest łatwy łup, ale tu nie pytanie jest ważne, lecz odpowiedź, więc muszę na poważnie.

Do czego nam jest potrzebna w szkole taka lektura , jak na przykład „Dżuma” Alberta Camusa? Co kogo obchodzi, że w Oranie kilkadziesiąt lat temu zabijała dżuma? Co z tego, że Camus wielkim pisarzem był, przecież było i jest wielkich pisarzy na pęczki, tak jak wielkich piłkarzy? Otóż jest potrzebna, bo lektury muszą czytać dzieciaki, z których potem wyrastają nie tylko piłkarze i celebryci, lecz także lekarze i nauczyciele, chociaż to się wydaje nieprawdopodobne, kiedy patrzymy na zainteresowania naszych dzieci i wnuków.

I te dzieci przeczytają tam między innymi takie zdanie doktora Rieux, że w czasie tej epidemii dżumy obchodzi go tylko, żeby pozostać człowiekiem. I dlatego usiłuje leczyć tych zadżumionych, chociaż padają jak muchy i każdy wysiłek wydaje się być próżny, gdy śmierć czyha, zaś własna niemoc przytłacza. A jednak robi wszystko co może, gdyż ma przeczucie, że tylko w ten sposób w tej sytuacji może uratować własne człowieczeństwo. Nawet jeśli to będzie go kosztowało życie. I jest nadzieja, że te dzieci to zapamiętają i już nigdy nie przyjdzie im łatwo, bez refleksji zrezygnować z człowieczeństwa z obawy o własne życie. I niektóre z tych dzieciaków, gdy dorosną, nie zrezygnują i uratują ludzkość. Wiem, jak to egzaltowanie brzmi, ale inaczej nie potrafię tego wyrazić. Dlatego „Dżuma” Camusa jest lekturą w szkole, żeby ludziom nie było łatwo zrezygnować ze swojego człowieczeństwa.

A w 1944 roku Niemcy w Warszawie to była dżuma. I to jest powód, dla którego legenda Powstania Warszawskiego jest nam potrzebna. Żebyśmy się mogli odnieść do kogoś w chwili próby. Bo to jest faktyczny powód (oprócz kwestii polityczno-historycznych), dla którego Powstanie wywołuje dzisiaj takie zawzięte spory. Bo ciągle zadajemy sobie pytanie, czy będzie nas na to stać - żeby zachować swoje człowieczeństwo, poświęcając życie? A poprzeczkę w tym względzie unieśli nam bardzo wysoko właśnie powstańcy warszawscy. I nie będziemy mieli innego wyjścia w chwili próby, jeśli taka nadejdzie, jak tylko spróbować postawić się na ich miejscu - chłopców i dziewczyn przedwojennych.

Nie ma innej możliwości. Ja nie wiem, czy bym sprostał wyzwaniu człowieczeństwa, gdy wokół pewna śmierć i zniszczenie. Mogę mieć jedynie pewność, że pragnę stanąć na wysokości tego zadania, jak stanął profesor Kieżun w swoim czasie; że chciałbym w takiej sytuacji uratować człowieka w sobie. Nie mam natomiast aż takiej pychy w sobie, żeby kogokolwiek pouczać, jak ma się zachować w sytuacji ekstremalnej, gdy na szali jest życie. Ale kiedy słyszę te głosy, tę niezbitą i nie cierpiącą wątpliwości pewność, że Powstanie Warszawskie to katastrofa narodowa, że trzeba było siedzieć cicho, dać się wyszaleć dżumie i czekać na lepsze czasy, to mam wrażenie, że w tych głosach też jest pewność. Pewność, że nie sprostają, że uciekną od tego człowieka w sobie, który przecież siedzi w każdym z nas.

Niby ludzka rzecz, jednak różnica jest fundamentalna. Można bowiem się bać, odczuwać strach i nawet stchórzyć. Ale zakładać z góry, że się stchórzy, deklarować zawczasu, że ucieknie się od człowieczeństwa, to już nie jest zwykłe tchórzostwo. Z punktu widzenia ludzkiego życia to jest nieludzkie. Dlatego rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego to nie jest łatwe święto. Powiem więcej, to nie jest święto do świętowania, to jest święto raczej do pamiętania. I do stawiania się na ich miejscu - chłopców i dziewczyn przedwojennych.

5
5 (7)

4 Comments

Obrazek użytkownika polfic

polfic
Do czego jest nam dziś potrzebna ta legenda, skoro tyle już wiadomo o politycznym tle powstania?
Poważnie oni takie pytanie zadali?
Obrazek użytkownika Amelia

Amelia
. Kiedyś Albert Einstain powiedział ,że " mierząc się z przeszkodą czlowiek poznaje samego siebie" ( na marginesie: to temat  z języka polskiego , który wybrałam na  maturalnym egzaminie pisemnym w  1995 roku ). Myśmy nie zmierzyli się z przeszkodą. Możemy sobie różne rzeczy wyobrażać ale dopiero gdy przyjdzie próba poznamy SIEBIE. Nie życzę nikomu aby musiał taką probę przejść. Ale to może zdarzyć się niedługo, patrząc na obecną sytuację na wschodzie. Masz całkowitą rację,że ludzie piszący o amoku czy obłedzie Powstania 44" oceniaja ludzi, nie znając ich życia w tamtym czasie. Nie maja pojęcia co oni czuli wtedy, gdy smierć czaiła się na każdym kroku. Gdy rozstrzeliwano ich bliskich a terror był obezwładniajacy. Siedzą w fotelach i oceniaja. I oczerniają. Profesor Kieżun powiedział,że lepiej bylo zginąć z karabinem w ręku niż w obozie koncentracyjnym. Powstaniec , żyjący Powstaniec sam mówi co czuli ci młodzi ludzie w 1944 roku, co on sam czuł. Czy ludzie podważający sens Powstania słuchają tego człowieka? Czy może popijając ciepłą herbatkę tworzą hipotezy oderwane od rzeczywistości, przekonani o swej nieomylności? Serdecznie dziękuję Seamanie za świetny tekst i pozdrawiam.

Amelia

Więcej notek tego samego Autora:

=>>