Reklama kontekstowa

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  7
Nie raz – jeszcze w czasach Niepoprawnych, ale chyba i na Blognrollu się zdarzało – musieliśmy tłumaczyć się z jakiejś reklamy, która, bez naszego udziału wyświetliła się na portalu w ramach kontekstowej reklamy google. Kto czyta, ten wie – strona internetowa udostępnia, za jakąś drobną opłatę powierzchnię reklamową dużej firmie, ta zaś zamieszcza tam reklamy według swego uznania lub zainteresowań samego internauty. Czasem prowadzi to do dość zabawnych sytuacji, jak na pewnym bardzo prawicowym i jeszcze bardziej katolickim forum, gdzie pewien nienawidzący PiS użytkownik założył temat o tym, że na portalu Niezależna.pl wyświetla mu się reklama randkowego serwisu dla homoseksualistów. Koledzy uświadomili mu, że to zawartość wybrana przez google na podstawie jego zainteresowań, dla innych użytkowników serwisu przygotowano coś innego. Gość dorobił się nowej ksywy od nazwy wspomnianej strony, wszyscy zyskaliśmy zaś anegdotę.

Z telewizją jest zdaje się podobnie. Ot, Republika udostępnia czas reklamowy firmie z zewnątrz, a ta upycha tam swoje reklamy, w które stacja nie ingeruje. Czy to dobrze, czy źle, czy po prostu kulą w płot, to temat na inną rozmowę. Bardziej interesuje mnie reakcja osób, związanych ze stacją, w której też przecież mam przyjemność czasem się pokazać. Otóż moim skromnym zdaniem wystarczyłoby wyjaśnić to mniej więcej tak, jak zrobiłem to przed chwilą i się tym dalej nie przejmować. Są argumenty za, są przeciw, zawsze ktoś będzie niezadowolony i będzie miał trochę racji, a ktoś inny zaciśnie zęby i obejrzy nawet reklamę z Owsiakiem, wiedząc, że przed i po tej reklamie zobaczy kilka faktów o jej bohaterze, których gdzie indziej nie pokażą. Tymczasem pewien znany dziennikarz śledczy, który z niejednym ubekiem wygrał i niejedną nierówną walkę w swym życiu toczył, przeżywa, jak Ziemkiewicz po grillu u Giertycha. Pamiętacie pewnie – RAZ po tym nieszczęsnym posiłku, który do dziś przypomina o sobie refluksem politycznym – całe spotkanie klubu Ronina zaczął od uwagi, jak to głupi ludzie przeżywają zupełne bzdury i bardzo się przejął swoim losem, a my przejąć mieliśmy się razem z nim. Teraz redaktor Gmyz, któremu nikt wykonania wiele razy naprawdę dobrej roboty nikt chyba nie odmówi, na krytykę nieszczęsnej reklamy reaguje całą serią tweetów, a jeden gorszy od drugiego. Ot, wrzuca zdjęcie swojej półki z książkami i pyta, ciekawe, co teraz o mnie powiedzą, skoro mam na półce to, to i to.

Ja powiem, że wszyscy dziennikarze, niezależnie od barw politycznych zdają się od czasu do czasu bardzo tęsknić za czasami, gdy poza listami do redakcji, selekcjonowanymi przez panie z działów łączności z czytelnikami nikt, przynajmniej z dołu, dziennikarzy nie oceniał, nie krytykował i nie recenzował inaczej, niż na użytek własny. A tu niestety, internet, blogerzy, twitter, facebook – zewsząd głosy ludzi, którzy się czepiają, nie rozumieją, nie doceniają. Nie twierdzę, że to akurat kłopot Gmyza, tu popisał się red. Skwieciński, o czym pisałem kilka tygodni temu, niemniej widzę problem słabej odporności dziennikarzy – również naszych – na krytykę. Naprawdę można sprawę zamknąć jednym zdaniem, a dla kogo zamknięta nie jest, to i nie będzie, szkoda nerwów i szacunku, który się przy okazji traci.

Pocieszmy się jednak wszyscy, że nasze ewentualne rozczarowanie musi być niczym przy katuszach Owsiaka, dowiadującego się, że z jego reklam kasa płynie do tak znienawidzonej przez niego stacji.
5
5 (5)

7 Comments

Obrazek użytkownika ro

ro
Irytujące są nie tyle reklamy kontekstowe - do nich już zdążyłem się przyzwyczaić, choć początkowo też oskarżałem redakcje witryn o niecne zamiary, co  reklamy "pozakontekstowe", czyli takie, które pojawiają się bez sprowokowania.

Celują w tym  firmy farmaceutyczne, oferujące produkty, których nie będę potrzebował ani teraz, ani po śmierci - choćby ze względu na płeć (nie mówiąc o poglądach).
To że ktoś ewentualnie mógł pod moją nieświadomość korzystać z mojego peceta, jest wykluczone.

Jakimi więc ścieżkami skojarzeń dochodziły do mnie serwery nękające - tego nawet mistrzowie gry w skojarzenia nie potrafiliby wytłumaczyć. Choć da się przecież łatwo udowodnić na przykład, że pieniądze to dozorca.
Bo przecież:
⇒ pieniądze to grunt
 grunt - to ziemia
 ziemia - to matka
 matka - to anioł
 anioł - to stróż
 a stóż to dozorca.
Czyli pieniądze to dozorca! 
q.e.d. 

Długo dochodziłem swego czasu, na jakiej zasadzie trafiła do mnie reklama pewnego specyfiku na niemiłą dolegliwość mającą swoje dość widoczne skutki u niektórych na ramionach ciemnych marynarek lub swetrów. Nigdy bowiem ta dolegliwość mnie nie dopadła i nigdy o niej nie pisałem na żadnym forum, ani w żadnym mejlu. 
Aż doznałem olśnienia, że przecież mogłem wspomnieć o naszych ukochanych sąsiadach ze wschodu czy z zachodu, którzy od wczesnej starożytności organizowali na nasze ziemie wyprawy...  hm, powiedzmy, grabieżcze.
...
No tak!
Teraz Castorama będzie mi przysyłała reklamy narzędzi ogrodniczych.
crying
Obrazek użytkownika Szary Kot

Szary Kot
skoro sąsiedzi organizowali wyprawy, niechybnie otrzymasz reklamy biur podróży, może nawet takich, które organizują survivale przeróżne... Przygotuj się więc na przygodę devil
 

"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Obrazek użytkownika ro

ro
Nie jest wykluczone, że odezwie się też hutownia zaopatrująca garbarzy i kuśnierzy...

wink
Obrazek użytkownika Szary Kot

Szary Kot
dobrze koncypuję krotochwile Waćpana, iż futra kotów w cenę rosnąć poczynają? crying  surprise
 

"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Obrazek użytkownika ro

ro
crying
To moja kolejna dzisiaj "Birbante Rocca" (wg książki "Znaczy Kapitan", a nie "Pana Tadeusza"); na "Waterloo" jestem za...  powiedzmy - za wysoki. wink

Więcej notek tego samego Autora:

=>>