Solidarność 1920

 |  Written by Godziemba  |  5

Zwycięstwo odniesione w 1920 roku było możliwe dzięki wspólnemu wysiłkowi całego narodu.

            W obliczu zagrożenia Polski, na wniosek premiera Władysława Grabskiego, Sejm uchwalił 1 lipca 1920 roku ustawę o powołaniu Rady Obrony Państwa. W jej skład wchodzili: Naczelnik państwa, jako przewodniczący, Marszałek Sejmu, 10 posłów, 3 członków gabinetu oraz 3 przedstawicieli wojska wyznaczonych przez Naczelnego Wodza .
 
            Na wniosek ówczesnego wiceministra spraw wojskowych gen. Kazimierza Sosnkowskiego Rada Obrony Państwa na pierwszym posiedzeniu w dniu 1 lipca uchwaliła odezwę do wojsk walczących na froncie oraz do narodu, wzywając do ochotniczego zaciągu.
 
            Po odezwie carskiego generała Brusiłowa, wzywającej do obrony Rosji, wojna zmieniła swoje oblicze.  Stąd też na konferencji wojskowej w MSWoj. Sosnkowski mówił: „Odezwa Brusiłowa zrobiła swoje, wywarła pożądany skutek, wszyscy oficerowie dawnej armii rosyjskiej wsiąknęli w szeregi armii bolszewickiej i wojna przybrała charakter wojny za Rosję”. W celu propagandowego zneutralizowania efektów odezwy Brusiłowa, we wspomnianej odezwie do wojska mocno zaakcentowano, iż Polska nie prowadzi wojny z narodem rosyjskim, lecz z bolszewikami.
 
            Ta deklaracja ułatwiła również osiągnięcie porozumienia z Borysem Sawinkowem reprezentującym emigrację rosyjską w Polsce, co do tworzenia ochotniczych oddziałów rosyjskich w Polsce. Oprócz upoważnienia Sawinkowa do tworzenia jednostek rosyjskich, Sosnkowski przyspieszył ostateczne formowanie oddziałów białoruskich gen. Bułak-Bałachowicza.
 
            Jednym z najważniejszych decyzji Rady Obrony Państwa było utworzenie w dniu 7 lipca Armii Ochotniczej, której dowódcą został gen. Józef Haller. Do ochotniczego zaciągu zachęcano wszystkich zdrowych mężczyzn (w wieku od 17 do 42 lat), nie podlegających regularnemu poborowi.
 
            Wyposażenie ochotników pochodziło z zakupów i darów. Samorządy miejskie i wiejskie zapewniły dziesiątki tysięcy par butów, spodni, koców wełnianych oraz innych elementów wyposażenia żołnierskiego. Broń była głównie z zagranicznych dostaw.
 
             Dla poparcia idei Armii Ochotniczej 8 lipca w Pałacu Namiestnikowskim w Warszawie przedstawiciele 216 organizacji społecznych powołali do życia Obywatelski Komitet Wykonawczy Obrony Państwa, którego przewodniczącym został gen. Józef Haller. Tego samego dnia Rada Miejska m.st. Warszawa wezwała mieszkańców miasta ”by spełniając swój obowiązek, bądź speszyli do szeregów walczących, bądź podejmowali wewnątrz kraju pracę, która wzmocni organizację społeczeństwa i państwa, a pomoże do odparcia wroga”.
 
            Deklaracja ta zyskała poparcie wszystkim partii z wyjątkiem radnych Bundu, którzy uważali, iż „najracjonalniejszym wyjściem jest natychmiastowe zwrócenie się z wolą pokojową do Rosji Sowieckiej”. Odmienne stanowisko zajęli radni z pozostałych klubów żydowskich, którzy zapewnili, ze „ludność żydowska stolicy nie poskąpi ani mienia, ani krwi dla odparcia najazdu wroga”. 
 
            Z kolei radni endecji uznali, iż „Wróg uderza w Polskę od zewnątrz masami wojska, a od wewnątrz występną agitacją, szerząc zamęt rewolucyjny i osłabiając ducha jedności w narodzie. Pomagają mu w tym setki żydowsko-komunistycznych agitatorów”. Wezwali do jedności oraz masowego wstępowania do wojska.
 
          Apele te nie pozostały bez echa. Pierwsza na nie zareagowała warszawska młodzież. Na wiecu studentów Uniwersytetu Warszawskiego zadecydowano o zawieszeniu zajęć i wstępowaniu ochotniczym do armii (jednym z ochotników był późniejszy komunistyczny dygnitarz i morderca zza biurka – Jakub Berman). W celu skoordynowania działań wszystkich studentów warszawskich szkół wyższych powołano Ligę Akademicką Obrony Państwa. Wszyscy zdolni do noszenia broni studenci zobowiązani zostali do zarejestrowania się w sekretariacie Ligi, stąd partiami udawali się do obozu szkoleniowego w Rembertowie.  Analogiczne deklaracje podjęła Liga Młodzieży Polskiej, stołeczne oddziały Związku Harcerstwa Polskiego i Towarzystwa „Sokół”.
         Równocześnie ze swymi wychowankami na apel zareagowali nauczyciele warszawskich szkół powszechnych, średnich i wyższych.
 
        Środowiska artystyczne Warszawy powołały Komisję Mobilizacyjną Związku Artystycznych i Literackich dla Obrony Państwa. Wielu artystów (m.in.: Stefana Żeromskiego, Ludwika Solskiego, Kornela Makuszyńskiego) przydzielono do zajmującego się propagandą Oddziału II Generalnego Inspektoratu Armii Ochotniczej.
 
         W sumie do połowy sierpnia 1920 roku w szeregi Armii Ochotniczej wstąpiło ponad 77 tysięcy ochotników. Nie chodziło tylko o pozyskanie nowych żołnierzy, bo tych powoływanych regularnie było dość, chodziło przede wszystkim o mobilizację narodowego zapału i ofiarności.
 
        W pierwszej połowie lipca, zgodnie z przyjętym przez Radę Miejską wnioskiem Magistratu, rozpoczęto w Warszawie tworzenie Straży Obywatelskiej. Począwszy od 20 lipca na Dynasach odbywały się ćwiczenia wojskowe 500 ochotników, przygotowujących się do obrony zagrożonej stolicy. Tego samego dnia rozlepiono na murach miasta i ogłoszono w stołecznej prasie odezwę Komendy Głównej Straży Obywatelskiej, wzywającej mieszkańców Warszawy do wstępowania w szeregi Staży Obywatelskiej w nowo utworzonych biurach werbunkowych. Aby zostać członkiem Straży, należało uzyskać poręczenie trzech znanych obywateli lub zaświadczenie instytucji społecznej lub zawodowej. Warszawiacy licznie zgłaszali się do biur, tak że do końca lipca 1920 roku ogólna liczba członków Straży osiągnęła 4000 osób.
 
         Z warszawskich ochotników zakwalifikowanych do służby frontowej tworzono bataliony, które następnie łączono w pułki organizowane, z powodu braku kadry oficerskiej, przy jednostkach regularnej armii. Pułki ochotnicze otrzymywały numery tego pułku, przy którego batalionie zapasowym były formowane, z dodaniem liczby 2000. Elitę ochotniczą Warszawy zgromadził przede wszystkim 201 pułk piechoty, w skład którego weszły zwarte grupy studenckie, uczniowskie, harcerskie, strażackie i kluby sportowe. Bliźniaczy 205 pp im. Jana Kilińskiego zyskał wsparcie warszawskiego cechu szewców. Stołeczny rodowód miał również 211 pułk ułanów oraz 236 pp im. Weteranów Powstania Styczniowego, którego kapelanem był ksiądz Ignacy Skorupka.
 
            Jednocześnie do szeregów powołano pięć roczników podoficerów z b. armii zaborczych, dziesięć roczników rezerwistów kawalerii, a także nowy rocznik rekrucki – 1895, oraz połowę rocznika 1902. Razem stanowiło to ponad 130 tysięcy nowych żołnierzy. Dzięki niezwykłemu wysiłkowi Ministerstwa Spraw Wojskowych, a przede wszystkim wielkiej pracy gen. Sosnkowskiego do połowy sierpnia 1920 roku skierowano na front 167 tysięcy żołnierzy (wobec 205 tysięcy w całym pierwszym półroczu 1920 roku), z czego 94 tysięcy trafiło do piechoty, 21 tysięcy do kawalerii, a 14 tysięcy do artylerii.
 
              Pomimo tych wysiłków oddziały polskie cofały się w coraz większej panice, dlatego też gen. Sosnkowski wydał rozkaz o wprowadzeniu sądów polowych i doraźnych. Z całą mocą podkreślał w nim: „Od szeregu tygodni dzieją się na froncie i na tyłach armii (…) rzeczy, które w sposób przerażający świadczą o rozkładzie szerzącym się w szeregach armii. Najcięższym objawem jest to, że rozkład ten nie tylko nie pominął korpusu oficerskiego, ale częstokroć od oficerów właśnie się zaczął i (…) z winy haniebnego zachowania się oficerów rozsypują się i stają się niezdolne do użycia całe oddziały”. 
 
            W dniu 27 lipca w kolejnym rozkazie Sosnkowski nakazywał bezzwłoczne przystąpienie do budowy umocnień w okolicy Warszawy oraz ufortyfikowanie trójkąta obronnego Warszawa-Modlin-Zegrze, a także linii wzdłuż Wkry. Następnego dnia zostało utworzone stanowisko Wojskowego Gubernatora Warszawy, które powierzono gen. Franciszkowi Latinikowi, bezpośrednio podlegającego gen. Sosnkowskiemu, który osobiście kierował przygotowaniami do obrony Warszawy. Zgrupowano w okolicy stolicy poważnie siły wojskowe, ściągnięto z Poznania i Krakowa wszystkie zbędne tam działa, tak że do 7 sierpnia utworzono 43 baterie artylerii pozycyjnej, które znacznie powiększyły artylerię dywizji przeznaczonych do obrony miasta.
 
            Duże znaczenie psychologiczne wśród ludności cywilnej oraz wojsk broniących warszawy, wywołała wiadomość o zdecydowanym sprzeciwieniu się Sosnkowskiego ewakuacji MSWoj. „Zrozumiano – pisał gen. Żeligowski – że stolica broniona będzie za wszelką cenę”. W celu niedopuszczenia do przerwania połączenia Warszawy z Pomorzem Gdańskim, a więc przerwania podstawowej drogi dostaw sprzętu wojskowego (przez port w Gdańsku), Sosnkowski powołał do życia grupę „dolnej Wisły” gen. Osińskiego, przyspieszył również umacnianie przyczółków mostowych w Wyszogrodzie, Płocku i Włocławku.
 
            W odezwie Naczelnego Dowództwa WP do żołnierzy z 5 sierpnia 1920 roku przypomniano, iż gdy władze polskie w lipcu 1920 roku zaproponowały zakończenie wojny „krwawi bandyci pod wodzą żydowskich komisarzy zadrwili sobie z naszej propozycji; cel ich pozostał ten sam: grabić, gwałcić, palić i uciemiężać wszystkich, póki dzierżą broń w garści”. W tej sytuacji każdy polski żołnierz powinien mieć jeden cel – „Broń twych siedzib przed zatraceniem. Twych matek i żon przed zhańbieniem. (…) Odpędź go od twojej zagrody i zniszcz go, bo inaczej czeka cię głód i niewola!”.
 
          Mimo zagrożenia mieszkańcy stolicy zachowywali spokój. „Nie przestaję zdumiewać się – zapisał lord d’Abernon 20 lipca – nad brakiem paniki i nad brakiem jakichkolwiek oznak zaniepokojenia. Linia bolszewickiego frontu znajduje się nie dalej, jak o 100 mil ang. od Warszawy.” Mimo wszystko coraz rzadziej słyszało się muzykę w lokalach publicznych, kawiarnie i cukiernie wyludniły się, a w parkach spotykało się coraz więcej samotnych kobiet. Członkinie Towarzystwa „Rozwój” próbowały legitymować mężczyzn w wieku poborowym, wywołując często protesty. Natomiast członkowie Ligi Młodzieży Polskiej obchodzili stołeczne restauracje i sale taneczne żądając, aby wobec powagi chwili zaniechano prezentacji programów rozrywkowych. Staraniom tym stało się zadość 29 lipca 1920 roku, kiedy to MSWoj. wydało rozporządzenie zawieszające funkcjonowanie kabaretów i sal tańca, a mieszkańcy stolicy po raz pierwszy odczuli ograniczenia związane ze zbliżaniem się frontu.
 
         W dniu 13 sierpnia 1920 roku bolszewicy zajęli Radzymin – odległy zaledwie o 19 km od stolicy. Minister spraw zagranicznych Eustachy Sapieha zawiadomił przebywających w Warszawie przedstawicieli państw obcych, że od 14 sierpnia rząd nie bierze na siebie odpowiedzialności za ich bezpieczeństwo. Jeszcze tego dnia cały korpus dyplomatyczny (z wyjątkiem nuncjusza apostolskiego Achille Ratti’ego oraz dyplomatów włoskich) ewakuował się do Poznania, a członkowie francuskiej misji wojskowej przenieśli się do Łodzi. Tymczasem rząd polski jednomyślnie postanowił pozostać w stolicy do ostatniej chwili. Do Poznania wywieziono jednak znaczną część złota i srebra ze skarbu narodowego oraz akta ministerstw.
 
         Ulicami Warszawy przeciągały oddziały wojska. „Nieustanny turkot kół – opisywały sytuację gazety – stuk kopyt końskich pomieszany z ulicznym zgiełkiem, nawoływaniem woźniców, porykiwaniem syren, transporty obozowe, sanitarne, zresztą wszystko co z wojną jakikolwiek ma stosunek. (…) Chodniki zawalone przechodniami, Wszędzie mundury i mundury. Co krok biało-amarantowe kokardki. Z kolei lord d’Abernon zapisał 13 sierpnia: Brak wszelkiej paniki śród szerokich mas ludności jest wprost niezwykły. (…) Warszawa tylekroć była już okupywane przez obce wojska, że grożące jej dzisiaj niebezpieczeństwo nie wywołuje śród mieszkańców ani podniecenia, ani paniki, spotykanej w miastach, które nie doświadczyły jeszcze zbrojnych nieprzyjacielskich podbojów”.
 
          Nastroje starała się także podtrzymać Liga Akademicka Obrony Państwa , ogłaszając pogotowie wojenne całej studenckiej młodzieży Warszawy, która nie zasiliła szeregów armii, wzywając ją jednocześnie do „okazania hartu i siły ducha oraz bezwzględnej walki z objawami defetyzmu, uchylania się od obowiązków obywatelskich, wszelkiej bierności i słabości ducha, gdyż to obecnie jest zdradą ojczyzny!”.
 
          Powodzenie realizacji polskiego planu kontrofensywy zależało przede wszystkim od utrzymania Warszawy, na której przedpolu toczyły się ciężkie boje, Dlatego też 12 sierpnia Piłsudski opuszczając Warszawę i przenosząc się do Puław, gdzie objął dowództwo nad formowaną grupą uderzeniową, zażądał od gen. Sosnkowskiego, by osobiście czuwał nad obroną stolicy i nie dopuścił do powstania antagonizmów wśród dowódców poszczególnych jednostek.
 
          Niezależnie od faktycznego kierowania obroną Warszawy, Sosnkowski koordynował przebieg walk na linii Wisła-Wkra-Narew-Radzymin, gdzie działała 5 armia gen. Władysława Sikorskiego. W dniu 14 sierpnia uderzyła ona z rejonu Modlina w kierunku na Nasielsk i Pułtusk. Jej zadaniem było związanie walką części oddziałów Północnego Frontu bolszewików i tym samym ułatwienie zadania polskiemu atakowi z nad Wieprza.
 
        15 sierpnia w kwaterze Sikorskiego odbyła się narada, w której uczestniczyli, poza gospodarzem, generałowie: Sosnkowski, Rozwadowski i Weygand. Sosnkowski poparł propozycję Sikorskiego kontynuowania natarcia na Nasielsk, bez względu na niebezpieczeństwo zagrażające 5 armii od strony wojsk sowieckich operujących w rejonie Płońska. Zdecydowane poparcie Sosnkowskiego, który słusznie uważał, iż wszystko należało podporządkować powodzeniu polskiego uderzenia z nad Wieprza, przeważyło początkową nieufność Rozwadowskiego i Weyganda.
 
              W tym samym czasie w dniu 14 sierpnia wczesnym rankiem silne natarcie na Ossów rozpoczęła bolszewicka 79 brygada strzelców. Polskie jednostki nie były w stanie powstrzymać wroga i zaczęły cofać się w kierunku Ossowa.  W szeregach wybuchła panika. „Liczne grupy ochotników – relacjonował płk. Burhardt-Bukacki -wycofywały się w popłochu do wsi. Oficerowie starają się przy pomocy groźby i rewolweru powstrzymać uciekających. Uda im się tylko częściowo. Powstają w ten sposób wzdłuż drogi nieliczne i nieregularne grupki, które trwają w terenie, reszta zaś niepowstrzymanym potokiem przesącza się na zachód od Ossowa”.

            Kontratak podjęty przez dwie kompanie I batalionu 236 p.p. załamał się w ogniu sowieckich karabinów maszynowych. Wśród żołnierzy 1 kompanii ppor. Mieczysława Słowikowskiego znajdował się kapelan pułku ks. Stanisław Skorupka. Ten młody, 27-letni ksiądz, podczas pobytu w parafii Kliniec w guberni czernichowskiej w 1918 roku doświadczył już bolszewickiego „raju” . Pomimo terroru Czeki założył tajną drużynę harcerską, a następnie dało mu się doprowadzić do repatriacji Polaków z parafii do kraju. W czasie ataku padł na skraju wsi. „Spojrzałem na idącego obok mnie – wspominał Słowikowski – księdza Skorupkę. Szedł wyprostowany, a usta jego poruszały się lekko. Prawdopodobnie odmawiał modlitwę błagając Królową Polski o zwycięstwo (…). Za nami z okrzykiem hurra biegła kompania. Zdziwiło mnie, że ksiądz Skorupka potknął się o bruzdę i upadł na ziemię”.

           Po porażce resztki oddziałów wycofały się do Ossowa, gdzie zostały wzmocnione przez dwa bataliony 13 pp, a sam dowódca 8 DP osobiście udał się do Ossowa, aby zorganizować nowy kontratak. Atak na prawe skrzydło zaskoczył bolszewików i doprowadził do pojawienia się paniki w ich szeregach. Wykorzystali to Polacy wypierając bolszewików ze wschodniej części Ossowa oraz Leśniakowizny. Sukces został okupiony znacznymi stratami – w czasie natarcia poległo 60 żołnierzy, a 300 zostało rannych. Podjęta przez bolszewicką 17 DS w godzinach nocnych próba ataku została odparta przez oddziały polskie.

         16 sierpnia 1920 roku ruszyła oczekiwana z wielkimi nadziejami, ale także z dużą obawą, polska kontrofensywa. Dzięki związaniu większości sił bolszewickich w okolicach Warszawy, nie napotkała większego oporu. Już 17 sierpnia Tuchaczewski nakazał odwrót. W dwa dni później Polacy zajęli Brześć nad Bugiem.
 
          Zaraz po pierwszych polskich sukcesach gen. Sosnkowski zwrócił się do gen. Weygand’a by ten interweniował w Paryżu na rzecz przywrócenia dostaw sprzętu wojennego dla Polski przez Gdańsk, gdzie trwał strajk dokerów. Presja Sosnkowskiego odniósł skutek, na odbywającej się w Genewie konferencji Rady Ambasadorów Francja zażądała zgody na otwarcie portu gdańskiego dla statków wiozących sprzęt wojskowy dla Polski. Zniesiono deklarację o neutralności Gdańska, wzmocniono załogę koalicyjną w Gdańsku, a wyładunek broni dla Polski odbywał się od tego momentu bez zakłóceń.
 
       Dzięki wspólnemu wysiłkowi całego narodu grożące Polsce bolszewickie niebezpieczeństwo zostało odparte, a wróg dotkliwie pobity.
 

Wybrana literatura:
 
Rok 1920. Wojna polsko-radziecka we wspomnieniach i innych dokumentach.
E. d’Abernon – Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata pod Warszawą 1920 r.
W. Witos – Moje wspomnienia
M. Drozdowski – Warszawa w obronie Rzeczypospolitej czerwiec-sierpień 1920
J. Oziemkowski – Bitwa warszawska 1920 roku
B. Skaradziński – Polskie lata 1919-1920
W. Jędrzejewicz, J. Cisek – Kronika życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935
Zwycięstwo 1920. Warszawa wobec agresji bolszewickiej



ilustracja z:http://www.desa.art.pl/foto/aukcje/112/img_high/112_44.jpg
Hun
5
5 (3)

5 Comments

Obrazek użytkownika Torpeda Wulkaniczna

Torpeda Wulkaniczna
Zachodu?
Spotkałem głos, że w zasadzie jedynie Węgry i Francja nas popierały.
Przy czym Węgrzy dosłali amunicję, bo Francuzi zezwolili.

Strajki dokerów, czerwony Berlin, Czesi raczej nie widzieli nic złego w marszu Czerwonego na Zachód.
No i potem pokój w Rydze, tak gorzko komentowany w pamiętnikach bodaj Woyniłłowicza.

Moja wiedza jest bardzo fragmentaryczna; nie wiedzialem np. o odezwie Brusiłowa.
No i tego, że Rząd tak twardo nie uciekał, a sądy polowe i doraźne ( jak rozumiem - pierwsze dla żolnierzy, drugie dla cywilów?)  wskazują, jak wielu ludzi było na granicy wytrzymalości i emocji - to była naprawdę wielka sprawa wymagająca maksymalnego wysiłku, od każdego.

Dziękuję, oczywiście piątal i czekam ( a może juz Pan pisał) na tło Pokoju Ryskiego i jego konsekwencje.
Jasne, że mogę sobie  gdzieś znaleźć, ale jestem leń i wolę zestawy faktów podawane przez Pana.

Pozdrawiam serdecznie :o)



 

<p>"...upon all us a little rain must fall."</p>

Obrazek użytkownika Godziemba

Godziemba
Francuzi popierali, ale bardziej z wyrachowania, a nie z potrzeby serca. Węgry zaś z potrzeby serca i wielkiej przyjaźni. Sami przeżyli swoich bolszewików, tak więc świetnie wiedzieli co to absolutne zło.

O Rydze napisałem, ale bardzo dawno:
https://www.salon24.pl/u/chris1991/149106,traktat-ryski-sukces-czy-poraz...
https://www.salon24.pl/u/chris1991/149557,traktat-ryski-sukces-czy-poraz...

Pozdrawiam
 
Obrazek użytkownika Torpeda Wulkaniczna

Torpeda Wulkaniczna
Teraz do pracy, później zerknę.
.
Pozdrawiam, dobrego dnia


 

<p>"...upon all us a little rain must fall."</p>

Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

katarzyna.tarnawska
znać "na wyrywki". 
W moim domu rodzinnym tak się działo.
I mimo iź Tatko piłsudczykiem nie był, to jednak niewątpliwie podkreślał zarówno rolę jak też odpowiedzialność Piłsudskiego podczas kampanii 1920. A późniejsi chwalcy Weyganda (który w ostatnim, powojennym wywiadzie również uznał główną rolę Piłsudskiego jako twórcy zwycięskiej strategii) czy też "piewcy" Rozwadowskiego (wiadomo - koncepcję Wodza opracowuje sztab!) "walczyli" głównie przeciwko Komendantowi, nie zaś o prawdę historyczną. Nie da się oczywiście pominąć roli zarówno Sosnkowskiego, jak Sikorskiego. Ale też nie wolno zapomnieć bohaterstwa dowódców niższych szczebli, ani bohaterstwa i męstwa poszczególnych żołnierzy - walczących zawodowców i ochotników. Symbolem pozostanie na zawsze ksiądz Skorupka. A jak wielu było tych bezimiennych bohaterów.
Dziękuję Godziembo i najserdeczniej pozdrawiam!
 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>