Tomasz Campanella: komunizm i absolutyzm

 |  Written by alchymista  |  3

Już dawno kołatała mi po głowie myśl, że uwielbiany przez konserwatystów absolutyzm musi mieć coś wspólnego z ideologią totalitarną. Dziś dopiero jednak na własnej półce z książkami natrafiłem na pracę Campanelli – słynne Państwo Słońca.

Wiem, że to pewnie jakaś kpina, ale pierwsza strona, która otwarłem, omawiała kwestię wspólnoty żon. W zasadzie na tym mógłbym cały mój wpis zakończyć, gdyby nie fakt, że po wielu latach spędzonych w więzieniu, Campanella został z honorami przyjęty przez kardynała Richelieu we Francji. Najwyraźniej galikański absolutyzm miał z komunizmem coś wspólnego. I moja stara intuicja, że absolutyzm aż się prosił o rewolucję, i że przodkowie nasi, Sarmaci, słusznie nienawidzili absolutyzmu, znalazła nagle nieoczekiwane potwierdzenie.

Postanowiłem się więc trochę poznęcać nad tymi wszystkimi, którzy tak bardzo pomstują na rewolucję francuską i wychwalają pod niebosa Francję przedrewolucyjną, a o Rosji carskiej już nie wspominając. Posłuchajcie do czego mianowicie zachęcał Tomasz Campanella i jak bardzo się to różni od waszego wyobrażenia o rządach prawdziwie chrześcijańskich, konserwatywnych i prawych.

W poszukiwaniu idealnego zrównoważenia i dążąc do pogodzenia potrzeb naturalnych z potrzebami kultury, którą proponuje stworzyć, Campanella podporządkowuje życie seksualne mieszkańców swej Utopii tak zwanemu Triumwirowi Miłości. Ma on do pomocy naczelnego przełożonego nad sprawami wydawania potomstwa, który jednocześnie jest wybitnym lekarzem-eugenikiem.

Solarianie – obywatele Miasta Słońca – chętnie biorą udział we wspólnej, koedukacyjnej gimnastyce, którą oczywiście odbywają nago, jak na starożytnych Spartan przystało. Do tego momentu jest jeszcze goło i wesoło, i może się to nam kojarzyć z rozrywkami wakacyjnymi na plażach w Chorwacji czy nad Bałtykiem albo zajęciami nagiej jogi na youtube.

Potem jednak robi się już mniej wesoło. Otóż zazwyczaj Solarianie noszą jednakowe ubrania, tak mężczyźni, jak i kobiety, a kobiety się nie malują i (jak łatwo się domyślić) nie stosują innych zabiegów upiększających, które mogłyby zaszkodzić borsukom, sarnom, bobrom i innej ludzkiej menażerii. Nie ma zatem elementu podobania się, kuszenia i uwodzenia, bo to mogłoby zaszkodzić nadrzędnemu celowi państwa, to znaczy wydaniu zdrowego potomstwa. Do tego właśnie jest potrzebna naga gimnastyka, by w czasie tych ćwiczeń sprawujący nad nimi nadzór przełożeni mogli rozpoznać, kto jest już zdolny do stosunku płciowego, a kto jest zbyt słaby. Campanella nie precyzuje po czym to rozpoznają, ale kto był na plaży nudystów, ten wie, w jaki sposób to rozpoznać, przynajmniej w przypadku mężczyzn. Przełożeni ci mogą też się zorientować, jacy mężczyźni i kobiety odpowiadają sobie wzajem pod względem budowy ciała. Polega to mniej więcej na tym, by zrównoważyć przyrodzone cechy ciała, to znaczy silnych i ochoczych mężczyzn jednoczyć z niewiastami rosłymi i urodziwymi, niewiasty otyłe z mężczyznami chudymi, by „dogodnie i z pożytkiem dopełniali się obopólnie”.

Zastanawia brak kojarzenia grubych mężczyzn z chudymi kobietami, ale może to tylko przeoczenie. Może grubasom przeznaczone jest życie mnichów lub eunuchów. No a co z chudymi kobietami? Mają zostać lesbijkami? Pewne wyjaśnienie w kwestii lesbijek znajdujemy kilka stron dalej: „niewątpliwie to sposób życia sprawia, że kobiety ich biorą udział w wojnie i zdolne są do innych wyczynów”. A więc Amazonki. Campanella nie wspomina też nic a nic o bardziej istotnych dla sprawy różnicach anatomicznych, ale tu pozwala nam popuścić wodze fantazji. W końcu co utopia, to utopia.

Cokolwiek przyjdzie nam do głowy w dalszej kolejności, z pewnością znajdziemy w dziele Campanelli. Campanella bardzo ceni i wychwala wstrzemięźliwość seksualną nawet do 27 roku życia, jednak warunkowo dopuszcza dawanie upust żądzom. Młodzieży zezwala się niekiedy na obcowanie cielesne, jednak tylko z niewiastami niepłodnymi lub ciężarnymi. W ten sposób unika się dzieci z nieprawego łoża i żądza ludzka nie ma destrukcyjnego wpływu na społeczeństwo. Prawość łoża jest zaś definiowana przez przełożonych, którzy szykują młodym łoża. „I nie rozkoszują się stosunkiem, dopóki nie strawią pokarmu i nie pomodlą się do Boga”. Dalej następuje coś w rodzaju „bożej pornografii”. W sypialniach stoją mianowicie posągi najsławniejszych mężów, na które niewiasty patrzą, a potem spoglądają przez okno w niebo, prosząc Boga, aby raczył dać im potomstwo pełnowartościowe. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że panuje tu jakaś dowolność i młodzi radzą sobie sami. Nie, to byłoby – w rozumieniu Campanelli – zezwierzęcenie! To nie wygląda tak jak u zwierząt, które pokrywają pierwszą lepszą napotkaną samicę” - tłumaczy Campanella - „bo Solaryjczykom… chodzi jedynie o należyte wydawanie na świat dzieci”. Młodzi zatem przebywają w oddzielnych pokoikach i czekają na znak od przełożonych. Tymczasem astrolog i lekarz ustalają odpowiedni termin odbycia stosunku. Nikt nie zastanawia się nad tym, czy para tego chce, czy nie chce, i czy jest należycie rozgrzana akurat w tym czasie, gdy „Wenus i Merkury są na wschód od Słońca w przyjaznym domu i w dobrym aspekcie Jowisza, jak również w dobrym aspekcie Saturna i Marsa…” etc.

„Najweselsze” życie mają kobiety niepłodne, te traktuje się bowiem jako własność wspólną. Jednakże z obawy o morale kobiet płodnych, które mają być – jak się zdaje – inkubatorami – nie otacza się pań bezpłodnych szacunkiem. Chodzi o to, by nie demoralizować pań płodnych, które miałyby ochotę na chwilę zapomnienia. Taka demoralizacja jest niewskazana, więc niewiasty niepłodne znajdują się na samym dnie drabiny społecznej. Co prawda nie bardzo wiadomo, jak to możliwe, że nastoletni młodzieńcy mogą jednak dawać upust swym żądzom wobec kobiet ciężarnych, skoro ich moralność ma być chroniona. No ale drobne niekonsekwencje nie przeczą geniuszowi autora, który wyprzedzał utopijnych komunistów o 300 lat.

Potem, naturalnie, dzieci są wychowywane przez samotne matki, a następnie jak najszybciej im odbierane i od tej pory to państwo zajmuje się ich wychowaniem. Czyli wszystko jak należy, po Bożemu. Z przywołaniem autorytetu Ojców Kościoła, Ewangelii i dzieł starożytnych filozfów, które w dziele Campanelli są cytowane nader obficie. A co jest rzeczywistym źródłem tej filozofii, tego tylko możemy się domyślać.

Mam swoją teorię, która wynika wprost z tekstu autora. Campanella lokalizuje Państwo Słońca na mitycznej wyspie Taprobane. „Lud ten przybył tam z Indyj, uchodząc przed najazdem Mongołów, którzy pustoszyli kraj, oraz przed rozbójnikami i ciemiężcami. Przybysze postanowili prowadzić filozoficzny tryb życia na zasadach wspólnoty” - podaje dalej. Na czele totalitarnego państwa stoi „Metafizyk”, którego w swoim języku nazywają HOH. Taprobane bywa identyfikowana z Cejlonem, jednak pewne elementy utopii wskazują na inny region świata. Założenie utopijnej wspólnoty przypomina historię powstania żółtych turbanów w Chinach. Po klęsce powstańcy uciekli z Chin do Syczuanu i pod przewodem Czang Tao Linga założyli w II wieku po Chrystusie taoistyczne państwo teokratyczne. Państwo jako takie nie przetrwało, ale organizacja religijna istniała aż do zwycięstwa komunistów w Chinach w 1949 roku, kiedy to ostatni taoistyczny „papież” uszedł na Tajwan. Religia ta była poddawana prześladowaniom aż do 1989 roku, i to do tego stopnia, że wierni wykradali relikwie taoistycznych świętych i zakopywali je w umówionych miejscach po to, by nie wpadły w ręce komunistów. Towarzysz Campanella pisze także, iż Solarianie „przyjmują dwa pierwiastki metafizyczne, to znaczy istność, którą jest Bóg Najwyższy, i nicość, którą jest brak istności… Również skończony byt, pojmowany metafizycznie, składa się – ich zdaniem – z nicości i istności. Przewaga nicości rodzi zło i grzech”. Tu widzimy ewidentne, choć odległe echo koncepcji jang-jing, taoistycznego koła przemian. Wspomina też towarzysz Tomasz, i to dwukrotnie, że Solaryjczycy odkryli sztukę latania, co jako żywo przywodzi na myśl pierwsze, taoistyczne właśnie, eksperymenty ze spadochronami. W opisie żeglugi Solaryjczyków pojawia się też, ni stąd, ni zowąd, chińska dżonka, napędzana za pomocą „wielkiego wachlarza wznoszącego się nad tylną częścią okrętu”. Opisy zaś seksualnych ceremonii są dalekim echem również taoistycznych rytuałów, których uczestnicy najpierw pościli trzy dni, modlili się, medytowali, wzywali bogów i ćwiczyli oddech, a na koniec spółkowali. Partnerzy wybierani byli przez mistrza, który także kierował całym rytuałem, który przypominał taniec. Celem rytuału nie było jednak płodzenie zdrowego potomstwa dla chwały totalitarnego państwa, lecz odzyskanie łączności z porządkiem wszechświata. Campanella najwyraźniej gdzieś usłyszał mętne informacje o kulturze i cywilizacji Państwa Środka, co podnieciło go do żywego i nadał im treść prawdziwie perwersyjną, wręcz sadystyczną.

Fascynacja odległą kulturą przynosi dwojakie rezultaty: dobrych wzbogaca, ale złym pozwala snuć perwersyjne fantazje na zgubę ludzkości. Opatrzność nie zawsze obdarza dobrych ludzi ładną fizjonomią, ale chyba mordka pana Campanelli mówi sama za siebie. Więc Sarmaci mieli rację, że nie kochali absolutyzmu, nawet w chrześcijańskim czy arcychrześcijańskim przebraniu. A Richelieu nie ma prawa się złościć na to, że sankiuloci w 1793 roku sprofanowali jego zwłoki. W końcu sam się prosił o nieszczęście.

 

Jakub Brodacki

5
5 (3)

3 Comments

Więcej notek tego samego Autora:

=>>