"Witajcie w domu, mistrzu i księżniczko!"

 |  Written by karlin  |  4
Czas na relaks. Uwaga. Tu nie będzie nic o wielkiej polityce. Polityce w polityce, w sztuce, kulturze, obyczajach. Będzie o muzyce. Jeśli to kogoś nie interesuje, niech przestanie czytać już teraz. Innych serdecznie zapraszam. Po pierwsze  amatorów dobrego, starego hard rocka z lekką domieszką popu w nowym, atrakcyjnym, i to nie tylko wizualnie, wykonaniu.  

Na scenę wchodzi pięć, wyglądających na nastolatki dziewczyn, poprzebieranych jak francuskie pokojówki. To znaczy, dokładnie trzy z nich noszą klasyczne, tego typu stroje, czyli falbaniaste sukienki, przykrótkie pończoszki, dekoracyjne przybrania we włosach, itd. I one zazwyczaj wbiegają na scenę w uśmiechach i pląsach. Dwie wyłaniają się z zaplecza z ponurymi minami, w czarnych sukniach z kolekcji "frywolna córka grabarza". Jedna jest na bosaka. Jak we francuskiej farsie z kiepskiego teatru. Albo w Japonii.

"Maid Cafe" to sieć dość popularnych i powstałych w Japonii kawiarni, choć podobno jedna pojawiła się już nawet w Czechach, gdzie obsługą zajmują się dziewczyny w przebraniach pokojówek, witające klientów powiedzeniem "Witajcie w domu", i zwracające się do mężczyzn "mistrzu", a do kobiet "księżniczko". Japońska tradycja usłużności, posunięta do granic nieomal poddaństwa. Z tego co czytałem, większość obcokrajowców musi mieć co najmniej kilka minut, aby się do tego przyzwyczaić. Ale także większość chce tam wracać:)

Pięć lat temu Miku Kobato (to ta z czerwoną różą we włosach), która pracowała w "Maid Cafe", wpadła na pomysł, żeby założyć zespół, który skontrastuje przebrania ugrzecznionych dziewcząt z ostrą, hardrokową muzyką. I tak właśnie powstał "Band Maid". No i jak te urokliwie, choć nieco zabawnie, a nawet dziwacznie przebrane dziewczyny zaczynają grać, w stronę widowni leci taka lawina soczystego hard rocka, że ściany sali koncertowej chodzą we wszystkich kierunkach, a publiczność podskakuje do sufitu. Co więcej, te dziewczyny najlepiej brzmią na żywo. Słuchając niektórych z ich studyjnych albumów ma się czasem wrażenie, jakby reżyserią dźwięku zajmował się ktoś, kto nie ma pojęcia, jak doskonałymi są one instrumentalistkami.

W 2016, po jednym z koncertów, do Akane, perkusistki, grającej w maleńkim, śmiesznym, przekrzywionym kapelusiku na głowie, podszedł Jimmy Page (tak, ten Jimmy Page) i powiedział - "To był świetny występ, a ty znakomicie grasz na perskusji. Czy pozwolisz, żebym zrobił sobie w tobą zdjęcie?". Jak już pozbierała szczękę z podłogi, zamieściła to zdjęcie na swoim TT, z komentarzem - "Od dzisiaj do końca życia będę już tylko ćwiczyła".

Akane (Perkusja), Misa (bas) i Kanami (gitara i kompozycje) to najprawdopodobniej jedno z najzdolniejszych trio, jakie słyszałem w  rocku od wielu, wielu lat. Dodajmy, w całym, a nie wyłącznie żeńskim rocku. Trio, bo nie tylko warto posłuchać, co robi z rytmem Akane, bosonoga (na koncertach) Misa z liniami basu, a Kanami z lśniącymi czasem jak fajerwerki riffami, ale jak one brzmią razem. Do kompletu brakuje jedynie Saiki - głównej wokalistki, i Miku, która śpiewa i gra na gitarze rytmicznej. No cóż, jedyny problem to ten japoński. Ale może warto się zacząć uczyć języków? Poza tym, w dobie Internetu zawsze się znajdzie tłumaczenie.

 
 
 
 

 
 
 

Aha, w 2016 r. dziewczyny były w Polsce. Jeden koncert w Warszawie.

Jakby ktoś chciał porozmawiać, o muzyce i nie tylko, zapraszam na mój blog, który właśnie odkurzyłem - https://impertynator.blogspot.com/. Bo z tego co wiem, w tej chwili są duże problemy, mam nadzieję że przejściowe, z komentowaniem na Blog n Roll.

 
5
5 (3)

4 Comments

Obrazek użytkownika karlin

karlin
Tutaj perkusistka resztką sił powstrzymuje się od rozwalenia swojego zestawu na kawałki, a bas wibruje, jakby duch Chrisa Squire nawiedził japońskie ostępy.
 

Trzymając się basu, to już jest ciężka artyleria.
 

Przykład "rozrzutności" gitarzyski, Kanami. W tym utworze jest tyle oryginalnych riffów, że starczyłoby pewnie na 3-4 piosenki.
 


  
Obrazek użytkownika Torpeda Wulkaniczna

Torpeda Wulkaniczna
bas to jeszcze nie Geezer Butler ani Tina Weymouth.
Squire ? A co on Ci zrobił, że się tu znalazł ?

Perkusja - no walenie. Tyle, że baba wali.
Jakoś wzorem rockowej rąbanki pozostaje dla mnie Ian Paice w "Burn".
Od jakichś 44 lat.
Takim dinozaur i skamielina.

Reszta łomotu  - mieszanka AC/DC, trochę G'n'R.
I ładne dziewczyny, fakt.

Poczekajmy, aż zasuną jakiś oszczędny muzycznie kawałek, np.  jak Ozzy "Changes".
Łomotać przaśną metalurgię  to każdy rokman potrafi.

Kobieta Wschodu to jest promyk w kostce lodu -->  nic dziwnego, że Karlin rzucił kozującą Stevie Nicks i zachwycił się Japonkami ( babami, nie kapciami).

<p>"...upon all us a little rain must fall."</p>

Obrazek użytkownika karlin

karlin
Daj spokój :) Ona z trudem przyniosła by Misie kolejną flaszkę whiskey. To, że lubisz Talking Head nie powinno oznaczać, że nie słyszysz ubóstwa ich instrumentarium. Tina to proste motywy basowe, średnia technika, sławę zdobyła, bo jest kobietą i grała w sławnym zespole, a w latach 70-tych to był ewenement.

Przykład - https://www.youtube.com/watch?v=21y1I6MLAGQ

Japonia ma jeszcze jedną, fenomenalną basistkę, F Chopper Koga, od której techniki mogliby się uczyć najlepsi basiści płci obojga. Ale dla mnie nie jest tak kreatywna jak Misa. Obie nie są powszechnie znane i sławne na całym świecie, bo dla Zachodu japońska muzyka to głównie j-pop albo chwytliwe, ale dziecinne motywy muzyczne z seriali anime. No i bariera językowa. Tymczasem to jest drugi po US, pod względem obrotów, rynek muzyczny na świecie, i oprócz chłamu można tam znaleźć rzeczy naprawdę znakomite. Jednak japońscy wykonawcy zdobywają światową sławę prawie wyłącznie wtedy, gdy wyjadą z Japonii, przynajmniej na studia i nauczą się płynnie mówić po angielsku. Jak wspaniała pianistka jazzowa, Hiromi Uehara, której ostatnia płyta wylądowała na 1 miejscu listy jazzowych albumów Billboardu.

Akane, no cóż, zapewne, w przeciwieństwie do Ciebie, Page nie zna się na perkusistach :) Nic na to nie poradzę, że Ty nie słyszysz, jak ona np. potrafi wykorzystać podwójną basową stopę perkusyjną w "Secret My Lips", bo ludziom, którzy grają na perkusji, opada szczęka. Nawiasem, ona podkreśla, że jednym z jej mistrzów, od którego uczyła się techniki, był właśnie Ian Paice. To jest video sprzed dwóch lat, ona w tej chwili gra jeszcze lepiej.
 

To prawda, zainteresowałem się muzykującymi Japonkami, bo tak doskonałych, kobiecych instrumentalistek jest na Zachodzie o wiele mniej. Nie wiem, być może dlatego, że naukę muzyki traktuje się w Japonii, takźe w szkołach, bardzo serio? Wspomniana Misa naukę gry na pianinie zaczęła w wieku 4 lat, a poza basem gra jeszcze na rogu altowym i trąbce. Podobnie jest z Akane i Kanami. Akane i Misa ukończyły prestiżową, uznawaną za jedną z najlepszych w Japonii, szkołę muzyczną w Tokio, Tokyo School of Music, mającą porozumienie o akceptacji licencjatów z Berklee College of Music. Nie sądzę, żeby to był jedyny powód, dla którego są tak dobre, ale na pewno im to pomaga.

Chcesz posłuchać czegoś "bez łomotu"? OK, dopóki jeszcze można linkować. Tak, wiem, japoński. Inna melodyka, inne frazowanie, nie wiadomo, o czym śpiewa, trzeba się przyzwyczaić.
 
 
 

A tak w ogóle, jasne, że najlepiej poczekać, aż ktoś nagra np. następny LZ II, albo Sierżanta Pieprza, żeby się czymś zainteresować. I się nie doczekać. Pozdrawiam, i naprawdę zachęcam do wygrzebania się z ziemianki z lat 70-tych. Od leżenia na starych klejnotach można złapać wilka.

 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>