"Wyzwoliciele" (2)

 |  Written by Godziemba  |  2
Podczas agresji na Polskę we wrześniu 1939 roku żołnierze sowieccy na masową skalę kradli mienie polskie.

    Armia Czerwona wtargnęła w dniu 17 września 1939 roku na terytorium Rzeczypospolitej nie mając – delikatnie mówiąc - wystarczających zapasów żywności dla żołnierzy oraz materiałów pędnych dla pojazdów mechanicznych. Od pierwszego dnia agresji te niedobory uzupełniano na drodze rabunku i rekwizycji. Rekwizycje te wywołały szczególne niezadowolenie wśród ludności niemieckiej, zamieszkującej niektóre tereny Kresów Wschodnich.

    W obronie Niemców – sojuszników Związku Sowieckiego, Ludowy Komisarz Obrony marszałek Woroszyłow wydał w dniu 19 września 1939 rozkaz dla Rad Wojennych obydwu Frontów, których wojska dokonały agresji na Polskę, w którym polecił podjąć wszelkie kroki, by oddziały, które wkroczyły na Wołyń i do Galicji, odnosiły się serdecznie do zamieszkałych tam kolonistów narodowości niemieckiej. „Wojskowym organom gospodarczym – nakazywał – kategorycznie zakazać wszelkich rekwizycji. Paszę i żywność można kupować u kolonistów niemieckich tylko za gotówkę i po miejscowych cenach wolnorynkowych (…). Odpowiedzialnymi za wcielenie tego rozkazu w życie czynię dowódców oraz komisarzy oddziałów i związków taktycznych”.

    Podobne zakazy nie dotyczyły przedstawicieli innych narodowości, a szczególnie Polaków, których gospodarstwa narażone na rabunki i rekwizycje. W pierwszej kolejności dotyczyły to zasobniejszych gospodarstw, które uznawano za „kułackie” lub „obszarnicze”, a zaliczenie ich do tej kategorii zależało od widzimisię rabującego. „Od pierwszych dni kampanii – otwarcie pisano w sprawozdaniach – oddziały uciekały się do uzupełniania stanu koni z majątków obszarniczych”, a „Oficerowie bez żadnej kontroli zabierali rowery, broń osobistą i myśliwską. W oddziałach wydawano żołnierzom do użytkowania polskie płaszcze, półkożuszki, mundury, ładownice”. 

   Nic w tym dziwnego – wedle oficjalnych raportów, w momencie inwazji oficerowie sowieccy nie posiadali lornetek (braki wynosiły 85-95%), a jedynie 45% żołnierzy miało płaszcze. „Bielizna w oddziałach po jednej – półtorej zmiany na żołnierza. Pranie pościeli nie zorganizowane, brak mydła do prania i mycia. W ciągu miesiąca tylko raz myto się w bani. W efekcie pojawiła się wszawica u 15-30% stanu osobowego”. Jeszcze gorzej było w przypadku koni – większość koni była albo źle, albo nie była wcale podkuta – w rezultacie duża część zwierząt padła lub została porzucona.

   Po przekroczeniu granicy większość oddziałów sowieckich egzystowała „w oparciu o zasoby miejscowe”, co lojalnie przyznawano w meldunkach i sprawozdaniach dla władz zwierzchnich. I tak np. dowódca 6 armii komkor Golikow przyznał, iż w toku operacji jego armia „zdobyła” 154 cetnarów sucharów, 10782 cetnary mąki, 565 cetnarów kasz, 647 cetnarów tłuszczy, 12 cetnarów masła, 242 cetnarów cukru, 23 cetnary kawy, 352 cetnary soli, 58 cetnary śledzi, 16594 cetnary owsa, 142907 puszek konserw oraz 3 182 508 paczek papierosów.

    Jednostki Armii Czerwonej zostały zobowiązane do szczegółowych zestawień wszelkiej zdobyczy wojennej. W sprawozdaniu z 1 listopada 1939 roku Sztab Frontu Ukraińskiego, obok sprzętu wojskowego (np. 218 tysięcy karabinów, 900 dział i armat, 254 samolotów, 51 tysięcy mundurów, 2317 tak poszukiwanych lornetek, 28 czołgów) znalazły się informacje o „zdobyciu” 80 pianin i fortepianów, 170 odbiorników radiowych, 23 patefonów, 9 stołów bilardowych, 1813 rondli, 6697 talerzy różnych, 31 268 łyżek różnych, 4658 rubli złotych carskich, 5 funtów szterlingów złotych, 153 monety złote nieustalonego pochodzenia, 2910 sztuk bydła rogatego, 1992 sztuk owiec, 77 sztuk świń, 16 tysięcy koni, 146 sztuk zegarków złotych oraz 601 sztuk zegarków innych. Ile zegarków (złotych i innych) zostało „zarekwirowanych” na prywatne potrzeby oczywiście nie napisano. Zastanawiająca jest też znikoma liczba „zdobytych” świń – zapewne większość od razu trafiała do kotła. 

   W myśl obowiązującej wówczas, choć nie podpisanej przez Związek Sowiecki, konwencji haskiej z 1907 roku za zdobycz wojenną traktowane było mienie należące do jednej z walczących stron przywłaszczone w czasie konfliktu przez drugą stronę. Zdobyczy wojennej, oprócz mienia stanowiącego własność państwa, podlegały także przedmioty, mające znaczenie militarne, a stanowiące własność osób prywatnych. Po zakończeniu wojny należało je zwrócić prawowitym właścicielom lub wypłacić im odpowiednie odszkodowanie. Oczywiście rząd sowiecki nigdy nie wywiązał się z tego obowiązku.

   Niektóre kradzieże dokonywane przez sowieckich żołnierzy znalazły odbicie w sowieckich dokumentach. Wedle jednego z nich „Lejtnant Czerpanow 23 września 1939 r. w Tarnopolu wyłamał zamek od prywatnego magazynu ze skórą i ukradł lakierowaną na skórę na buty. Biorąc przykład z Czerepanowa, żołnierze jego plutonu weszli do magazynu i rozgrabili go. Oprócz tego Czerepanow ukradł z prywatnego domu radioodbiornik, cztery komplety pościeli i inne rzeczy”. Za te czyny został skazany na 10 lat pozbawienia wolności.

   Z kolei sierżant J. Frołow z 59 pkaw, w nocy na 21 września w m. Jezierna „wszedł do pomieszczenia, w którym przebywało 7 uciekinierów, samowolnie ich zrewidował i przywłaszczył część przedmiotów należących do nich. Pod groźbą użycia broni zgwałcił jedną uciekinierkę”. Za te czyny został skazany na śmierć.

   Inny bohater – oficer polityczny Geniczeżew „ze szwadronu sztabowego 6 DKaw, po drodze z Nowogródka do Białegostoku od 23 do 27 września, systematycznie grabił jeńców wojennych i ludność. Grożąc bronią, zabierał i przywłaszczał pieniądze i cenne przedmioty zakładników”.
Jeszcze inny – kapitan Szynkarczuk z 153 pkaw „w nocy z 23 na 24 września, wszedł do mieszkania księdza. Używał niecenzuralnych słów, zmusił do przyniesienia wina i oddał w mieszkaniu dwa strzały. Zabrał też 4155 złotych. Do jednostki wrócił pijany. Po drodze wtargnął do mieszkania innego obywatela i zaczął bić kolbą rewolweru przebywających tam obywateli. Gdy zaczęli uciekać, Szynkarczuk trzykrotnie za nimi wystrzelił, ciężko raniąc w plecy obywatela Turjańskiego”. Za tę zbrodnię został skazany na śmierć.

   W sumie w jednostkach Frontu Ukraińskiego osądzono za podobne czyny prawie 200 oficerów i żołnierzy. W rzeczywistości skala mordów, kradzieży i gwałtów była o wiele większa, a ukarano na pokaz zaledwie niewielki odsetek sprawców.  Tym bardziej, iż w listopadzie 1939 roku ukazała się dyrektywa Woroszyłowa polecająca szersze stosowanie kar dyscyplinarnych, zamiast prowadzenia dochodzeń prokuratorskich, gdyż – jak podkreślono – „prokuratura i dowództwa jednostek nazbyt zaabsorbowały się środkami karnymi (…) i należy zwalczać przegięcia w pociąganiu do odpowiedzialności sądowej”.

   W wielu jednostkach dowódcy swoje łupy umieszczali w zarekwirowanych samochodach i usiłowali wysłać je do Związku Sowieckiego. Jednym z nich był pomocnik dowódcy pułku artylerii w 99 Dywizji Strzeleckiej Dorofiejew, który „zabrał zdobyczny samochód, załadował go różnym sprzętem, porzucił działania bojowe i samowolnie wyjechał do domu, znajdującego się w Wapniarce w okręgu winnickim, wywożąc zebrane dobra do rodziny”.

   Oddziały sowieckie wkroczyły także na tereny, które zgodnie z ustaleniami sowiecko-niemieckiej umowy z 28 września 1939 roku miały znaleźć się pod okupacją niemiecką. Sowieci mieli opuścić te tereny do 6 października. W dniu 30 września ukazał się jednak rozkaz dowódcy Frontu Białoruskiego komandarma II rangi Michaiła Kowalowa, w którym nakazano, aby z terenów położonych na zachód od ustalonej granicy wywieźć zdobycz wojenną oraz przerzucić na wschód cały tabór kolejowy. Podobny rozkaz wydał także dowódca Frontu Ukraińskiego komandarm I rangi Siemon Timoszenko.

   W celu sprawnego wykonania tego rozkazu Sztab Frontu Ukraińskiego skierował do dyspozycji 5 armii 500 samochodów ciężarowych oraz szereg składów kolejowych. Dzięki temu zdołano wywieźć 1120 wagonów towarowych, 75 wagonów samochodów osobowych, 293 wagony cukru, 35 wagonów spirytusu, 132 wagony rudy żelaza, 184 wagony węgla oraz 590 wagonów „różnego mienia zdobycznego”.

   Podobnie postępowano na terenie Wilna Do czasu przekazania miasta Litwinom Sowieci wywieźli z miasta urządzenia fabryki aparatów radiowych „Elektryt”, zapasy węgla dla kolei oraz większość autobusów miejskich. Wywieziono także część najcenniejszych zbiorów Biblioteki im. Wróblewskich, jednej z największych bibliotek publicznych w II RP.

   Po zakończeniu operacji „wyzwalania ziem białoruskich i ukraińskich” i przeprowadzeniu szczegółowej ewidencji „zdobyczy” marszałek Woroszyłow nakazał obu Frontom przekazanie Komisariatowi Finansów ZSRS wszystkich wartościowych przedmiotów i metali, w tym: złota, srebra, platyny w sztabkach, monetach, złomie i wyrobach, a także  drogocennych kamieni i wyrobów z nich, oraz antyków i dzieł sztuki, polskich i zagranicznych papierów wartościowych.

   Łupy zdobyte w Polsce posłużyły Moskwie do sfinansowania budowy kolejnych czołgów, samolotów oraz dział. Również sowieccy oficerowie uczestniczący w masowych rabunkach znacząco wzbogacili swój stan posiadania.
 
 
Wybrana literatura:
 
R. Szawłowski – Wojna polsko-sowiecka 1939
C. Grzelak – Kresy w czerwieni
W. Cygan – Kresy w ogniu. Wojna polsko-sowiecka 1939


ilustracja z:http://www.1wrzesnia39.pl/dokumenty/zalaczniki/19/19-23805.jpg
Hun
5
5 (2)

2 Comments

Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

katarzyna.tarnawska

A jak uważasz - czy istniałyby podstawy, aby upomnieć się od Rosji - spadkobiercy Związku Sowieckiego - tylko o zwrot równowartości zagrabionych Polsce "dóbr". Zwłaszcza, że przecież agresorem byli Sowieci.

Może chociaż należałoby nagłośnić "temat" na forum międzynarodowym?

Pozdrawiam

 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>