Zemsta Sikorskiego (3)

 |  Written by Godziemba  |  0
Intrygi personalne i rozgrywanie osobistych zawiści stały się immanentną cechą paryskiego
światka polskiego uchodź­stwa.
 
        Wbrew zapowiedziom w powstaniu Komisji w związku z wynikiem kampanii wojennej 1939 roku chodziło  o wykorzystanie materiałów i ustaleń do politycznych rozgrywek w łonie polskiego wychodźstwa. Część prominentnych działaczy ekipy gen. Sikorskiego zmierzała do natychmiastowego ukarania winnych klęski wrześniowej. Wedle inspirowanego przez Kota raportu domagano się od premiera zerwania z dotychczasowym systemem, polegającym na przemilczaniu przestępczej działalności dawnego ustroju”.
 
         Nagminnym zjawiskiem stało się wykorzystywanie zebranych relacji do bieżących rozgrywek personalnych w łonie Rządu RP. Przykładem czysto politycznych kryteriów, decydujących o pozytywnym bądź negatywnym stosunku wobec poszczególnych osób, może służyć sporządzona dla prof. Kota lista polityków i urzędników, zatrudnionych w strukturach rządu  RP na uchodźstwie, a określonych jako niepożądane z powodu jakichkolwiek związków z ekipą sanacyjną przed wrześniem 1939 r. Już tytuł dokumentu daje wiele do myślenia: "Wykaz osób związanych politycznie z poprzednim regimem, względnie z innych powodów nie kwalifikujących się na pracowników państwowych".
 
         I tak na liście znaleźli się między innymi: Tadeusz Katelbach, określony jako „członek OZN - redaktor "Gazety Polskiej ", związany z poprzednim regimem”, Piotr Górecki  - „były dyrektor Polskiego Radia, członek OZN”, Zygmunt Jastrzębski – „redaktor Polskiego Radia w Warszawie, członek OZN, człowiek posła Żenczykowskiego”  z dodatkowym dopiskiem - "raczej usunąć, buchalter", Bohdan Pawłowicz – „dyrektor Polskiego Radia w Toruniu, członek OZN, notoryczny sanator”.
 
         Według Michała Sokolnickiego celem pracy rejestracyjnej była „akcja wywiadowczo-śledcza w stosunku do byłego Rządu i ludzi dawnego reżimu. W pierwszej fazie chodziło specjalnie ( .. ) o skonstruowanie lub wykrycie rzekomych kontaktów z Niemcami, a także o stworzenie pretekstów, czy pozorów, celem zesłania odnośnych ludzi do obozów koncentracyjnych francuskich, specjalnie w Afryce Północnej. Działania Komisji badawczej przyczyniły się do utrudnienia wyjazdu członków byłego Rządu z Rumunii. W drugim etapie Komisja badawcza ograniczyła się do poszukiwania i śledzenia nadużyć finansowych popełnionych przed wojną i w czasie wojny. (..) Prowadziło to niejednokrotnie do kompromitacji nowych władz polskich”.
 
          Nowych władz polskich nie zniechęcały do rozrachunków nawet krytyczne odgłosy ze strony Wielkiej Brytanii. W obliczu przeszkód czynionych sprowadzeniu ministra Becka do Francji były pierwszy sekretarz ambasady brytyjskiej w Warszawie Robert Hankey ze zdziwieniem sygnalizował, że sami Polacy z „jakiegoś powodu, którego nie potrafię odgadnąć, niezwykle się zawzięli, żeby trzymać go (Becka – Godziemba) tutaj. (...) Oburza mnie ta wściekłość Polaków, która każe im wpychać swych rodaków do obozów koncentracyjnych”. Podobne opinie wyrażał Howard Kennard, obserwujący z niesmakiem jak Polacy w chwilach szczególnie skłaniających do narodowej zgody toczą zaciekłe walki wewnętrzne.
 
        Na tej kanwie należy zasygnalizować problem utrudniania Polakom, którzy przedarli się do Węgier i Rumunii po wojnie 1939 roku, ewakuacji do Francji. Badano  przeszłość urzędników pragnących znaleźć pracę w cywilnych strukturach władz RP na uchodźstwie oraz oficerów, którzy zgłaszali gotowość służby w Wojsku Polskim we Francji.  Każdy musiał przejść przez weryfikacyjne sito, wyławiające bezlitośnie nieprawomyślnych i naznaczonych gorliwą współ­pracą z władzami sanacyjnymi przed wybuchem wojny. Czynniki decydujące o zgodzie na ewakuację i zatrudnienie w służbie państwowej domagały się nie tylko potwierdzenia bezwzględnej lojalności wobec nowej ekipy rządzącej, lecz także wyraźnego odcięcia od sanacji i potępienia jej rządów.
 
          Akcja objęła także ludzi znanych przed wojną z działalności antysanacyjnej. Adam Pragier został obciążony zarzutem, że „przed utworzeniem nowego rządu współdziałałem blisko z Kocem i stworzyłem przez to dla gen. Sikorskiego sytuację, która spowodowała, że musiał powołać Koca do swego rządu. (..) Działo się to w kwietniu 1940 roku, w kilka tygodni po wyjściu Koca z zespołu rządowego. Z jego wspomnień wynika wyraźnie, że niełatwo było dostać się do Paryża niektórym ludziom, nie tylko z powodu przeszkód wizowych francuskich, ale i z przyczyn wewnętrznych polskich. Przesiewano starannie ludzi nie tylko pod kątem widzenia politycznej przeszłości, ale i obecnej przydatności. Tego sita strzegł gorliwie prof. Kot i kilku dobranych podwładnych, porozmieszczanych w kluczowych punktach strategicznych. Stosowano przy tym tę samą zasadę co kiedyś OZON, z tym że teraz obróciła się o 180 stopni; źle jest być sanatorem, jeżeli jest się w opozycji, ale dobrze jest być sanatorem, jeżeli jest się posłusznym obecnym władzom”.
 
 
         Do burzliwej dyskusji w sprawie możliwości przyjazdu członków byłego rządu do Francji doszło  podczas posiedzenia rządu 8 maja 1940 roku. Prof. Kot wnioskował, aby odseparować od siebie sanacyjnych dygnitarzy i udzielić zgody na przyjazd tym, którzy zachowują się lojalnie wobec rządu gen. Sikorskiego. Za lojalnych uznał wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego, ministra Emila Kalińskiego, wiceministrów Tadeusza Argasińskiego i Adama Chełmońskiego, a nawet premiera Składkowskiego. Zdecydowanie sprzeciwiał się natomiast pomysłowi przyjazdu ministra Becka, którego uznał za spiritus movens antyrządowej opozycji, a także ministrów Tadeusza Kasprzyckiego, Antoniego Romana, Juliusza Poniatowskiego, Witolda Grabowskiego i Juliusza Ulrycha.
 
       „Niepożądanych członków b. rządu należałoby – zdaniem Kota - najlepiej osadzić w koloniach, a Składkowskiego, i innych ewentualnie w południowej Francji. W każdym razie  wszyscy będą musieli być do dyspozycji komisji mającej być powołaną w związku z wynikiem kampanii wojny 1939”.
          Minister Stroński uważał, że niepodobnym jest żądać od Rumunii, aby zatrzymała u siebie członków przedwrześnio­wych władz polskich, a za niedopuszczalne uznał narażenie ich na dostanie się w ręce Niemców. „Wśród różnych dygnitarzy b. reżimu są tacy, którzy mogą się obecnie przydać, i tacy, których należy wykluczyć od wszelkiej współpracy. Nie może być (..) mowy o przychylnym załatwieniu prośby p. Makowskiego, najperfidniejszego z totalistów”.
 
         Tradycyjnie już ostro zareagował minister Stańczyk, stanowczo protestując przeciwko wszelkim gestom, które mogły zostać odebrane jako amnestia dla byłego rządu. „Ubolewa  nad nieprzyjęciem swojego wniosku o moralne potępienie dygnitarzy b. reżimu i nie chce dać wiary zapewnieniom prezesa Rady Ministrów, że wszczynanie ostrych sporów politycznych na emigracji pozbawiłoby nas udziału w Radzie Najwyższej alianckiej. Nie godzi się również z ministrem Zaleskim, który uważa za szkodliwe i niedopuszczalne narażanie Becka na dostanie się w ręce Niemców. Sprzeciwia się wszelkim względom dla Składkowskiego, który w katowaniu ludzi okazał się sadystą nie byle jakim”.
 
         Ze zdaniem Stańczyka zgodzili się Strasburger i Popiel. Pierwszy wyrażał obawy przed reakcją na przyjazd byłych ministrów, w sytuacji gdy „tyle wartościowych osób czeka na pozwolenie przyjazdu”, zaś Popiel stwierdził, że i „tak już mnóstwo członków b. rządu znajduje się na terenie Francji. B. minister Grażyński rozwija tu działalność szkodliwą. Kostek Biernacki też jest właściwie członkiem b. rządu, należy do najgorszych szkodników.  B. minister Świętosław­ski jest już w Ameryce. B. wiceminister Garbusiński rozwija ujemną  rolę w Rumunii, każąc sobie płacić wygórowaną pensję”.
 
         Wypada  zapytać, czy w obliczu ataku Niemiec na Francję najważniejszą kwestią, pochłaniającą energię Rządu musiało być osądzanie dawnych sanacyjnych dygnitarzy?
 
 
         Komisja Hallera okazała się ciałem zdecydowanie mniej niebezpiecznym od "sławetnego" Biura Rejestracyjnego Ministerstwa Spraw Wojskowych. Nigdy podczas swej krótkiej działalności Komisja nie zdołała uzyskać instrumentów prawnych oraz faktycznych, które pozwoliłyby jej stać się ośrodkiem represji politycznej.
 
           Charakter zebranego materiału wyraźnie wskazywał na jednostronne ukierunkowanie
dokumentacyjnego wysiłku referentów. Zamiast czysto archiwalnej pracy i gromadzenia relacji zdolnych wypełnić luki powstałe z powodu utraty archiwów krajowych, nakierowano ostrze działań na znalezienie materiałów uzasadniających postawione a priori tezy o winnych klęski wrześniowej.
 
          Pikanterii całej sprawie dodaje fakt zagubienia znacznej części zgromadzonych w Paryżu akt podczas pospiesznej ewakuacji do Wielkiej Brytanii. „Szczególny to widok tych małych ludzi, - wspominał Mühlstein - szamoczących się dokoła żłobu ... pustego. Rozmowy toczą się w terminach partyjnych: padają nazwy" Ludowiec" lub" Endek ", "Socjalista ", lecz nikt nie widzi, że to wszystko jest przedawnione. Nie ma już partii, nie ma już Polski. Jeżeli nowa Polska powstanie z tej burzy, będzie ona tak różna od dawnej, że stare partie polityczne utoną w zapomnieniu. Rzecz dziwna, nikt nie zdaje się uświadamiać sobie, że jesteśmy rzuceni na przełaj czasu i przestrzeni z zawrotną szybkością, nie wiedząc dokąd zdążamy. Wszystko jest ciemne i niepewne, tyle tylko, że coś nowego tworzy się w boleściach. A ludzie rozprawiają w dalszym ciągu językiem minionego czasu”.
 
 
 
Wybrana literatura:
 
A. Grzywacz, M. Kwiecień –  Sikorszczycy kontra sanatorzy
 
Protokoły posiedzeń Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej [1939-1945]
 
A. Mühlstein – Pamiętnik
 
T. Katelbach – Akt pierwszy dramatu. Z dziejów emigracji
 
S. Schimitzek – Na krawędzi Europy. Wspomnienia portugalskie 1939-1946
 
T. Dubicki, S. Rostworowski – Sanatorzy kontra sikorszczycy, czyli walka o władzę na uchodźstwie
 
M. Sokolnicki – Dziennik Ankarski
 
A. Pragier – Czas przeszły dokonany
 
5
5 (2)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>