Śmierdząca sprawa

 |  Written by Gadający Grzyb  |  44

Wygląda na to, że „nasze” media należy czytać jak „Gazetę Wyborczą” - badając co nam mówią, a czego według nich w żadnym wypadku mówić nam nie należy...

I. Kreacja symbolu

Sam już nie wiem, co w sprawie prof. Witolda Kieżuna jest bardziej obrzydliwe: czy fakt, że legendarny powstaniec i światowej sławy naukowiec okazał się TW; czy okoliczność, że do publicznej demaskacji doszło w ramach wojenki między dwoma tygodnikami; czy też to, że o współpracy profesora wiedziano od dłuższego czasu w światku dziennikarzy i historyków a mimo wszystko uznano, że ciemna prawicowa gawiedź nie zasługuje na prawdę i pewne rzeczy należy przed patriotyczną częścią opinii publicznej skrzętnie ukrywać, by nie brukać wykreowanego na jej użytek propagandowego mitu.

Od wczoraj brnę mozolnie przez kolejne pliki z upublicznionych akt TW „Tamiza” i w tyle głowy narasta mi przekonanie, że potraktowano nas jak „ciemny lud”, który „kupi” każdą błyskotkę. Jak neokolonialnych Murzynów zarządzanych przez białych mzimu, albo jeszcze lepiej – medialnych szamanów decydujących co i kiedy z tajemnej wiedzy można udostępnić profanom. Na poniedziałkowym (29.09.2014) spotkaniu w Klubie Ronina Sławomir Cenckiewicz powiedział, że o współpracy prof. Kieżuna mówił mu m.in. jeden z dziennikarzy „wSieci”. Z kolei Paweł Lisicki napisał:

„Prawdę powiedziawszy, zdecydowałem się opublikować artykuł po tym, jak usłyszałem, że wiedza o agenturalnej przeszłości profesora jest w kręgach niektórych historyków i publicystów powszechna, ale – jak tłumaczył mi to jeden znawca – lud prawicowy potrzebuje mitów oraz legend, dlatego nie należy mu zbyt wiele mówić. Skoro jest zapotrzebowanie społeczne na symbol, to trzeba się z tym pogodzić, choćby prowadziło to do sytuacji, w której wzorcem postawy patriotycznej i antykomunistycznej może być współpracownik SB.

Już po opublikowaniu artykułu doszedłem do wniosku, że tak właśnie myślano. Kilku znaczących historyków kojarzonych z prawicą przyznało, że o problemie uwikłania Kieżuna wiedziało. Uznawali widać, że inna ma być prawda dla wybrańców, a inna dla mas, które można karmić bajkami.” (wytłuszczenia moje – GG)

II. Zmowa milczenia

Nasuwa się tu kilka pytań:

1) Czy w redakcji „wSieci” wiedziano o przeszłości prof. Kieżuna, gdy wywieszano go na sztandarach jako podręczny autorytet do pacyfikowania rewizjonizmu historycznego spod znaku „zychowszczyzny”?

2) Czy wiedziano o tym w „Do Rzeczy”, gdy w tygodniku zamieszczano wywiady z prof. Kieżunem?

3) Czy wiedziano o tym w pozostałych mediach publikujących artykuły oraz inne materiały w których prof. Kieżun wypowiadał się na szereg tematów – począwszy od fachowej, krytycznej analizy transformacji ustrojowej, a skończywszy na kwestiach patriotyczno-tożsamościowych?

Zwróćmy uwagę: Piotr Woyciechowski w Roninie wyznał, że o TW „Tamizie” dowiedział się na jesieni ubiegłego roku, mniej więcej w podobnym czasie Cenckiewicz dowiedział się o sprawie od kogoś z „wSieci”, a jeszcze w 2014 „Do Rzeczy” jak gdyby nigdy nic udostępniało swe łamy prof. Kieżunowi. Od 13 maja 2014 Woyciechowski spotyka się z prof. Kieżunem w sprawie artykułu, od końca czerwca dołącza jego opiekun naukowy, czyli Sławomir Cenckiewicz, w międzyczasie natomiast trwa w najlepsze „wojna o pamięć” między środowiskiem braci Karnowskich, a „Do Rzeczy” w której profesor Kieżun wystawiany jest przez Karnowskich na pierwszej linii frontu... Został potraktowany w cyniczny, instrumentalny sposób. Inna sprawa, że sam profesor ochoczo w to wszedł. Liczył, że nikt nie ośmieli się wyciągnąć na niego papierów? Że ma aż tak szczelną osłonę medialną? Czy dlatego stanął w pierwszym szeregu rozgrzanego do czerwoności sporu publicznego?

III. „Nasi” jak michnikowszczyzna

Sprawa profesora Kieżuna śmierdzi i to śmierdzi z każdej strony, jak by jej nie obrócić. Dotyczy to zarówno uwikłań TW „Tamizy”, jak i ośrodków opinii lansujących profesora w charakterze autorytetu od wszystkiego. Uznano, że głód symboli jest tak dojmujący, że z braku laku należy publiczności podsunąć symbol z upudrowaną skazą w życiorysie. Innymi słowy, potraktowano nas w podobny sposób jak michnikowszczyzna traktuje swoich lemingów stręcząc im różnych idoli mętnej proweniencji. To jest pogarda w czystej postaci – tam, na parnasach rozsiedli się różni guru i liderzy opinii, którzy będą dawkować nam wiedzę wedle uznania, a jeśli coś ujawnią, to tylko wtedy, gdy będzie wynikało to z wewnętrznej logiki aktualnych sporów i przepychanek.

Wygląda więc na to, że również „nasze” media należy czytać jak „Gazetę Wyborczą” - sprawdzając po trzy razy każdą informację, czytając między wierszami i przede wszystkim - badając co nam mówią, a czego według nich w żadnym wypadku mówić nam nie należy...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

 
4.666665
4.7 (9)

44 Comments

Obrazek użytkownika polfic

polfic
Jakby nie patrzeć i z której strony, wnioski dajesz bardzo słuszne.
Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
Jakoś mnie to nie cieszy. To wszystko jest tak naprawdę dość przygnębiające.
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
Wiem, trzeba być przygotowanym na różne niemiłe niespodzianki.
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika Danz

Danz
Lisiecki już parokrotnie zaprzeczył, że ujawnienie informacji o TW W. Kieżuna nastąpiło w wyniku "bratobójczej wojny W-Sieci vs. Do Rzeczy". 
Twoje pytania mogłyby rzucić ciekawe światło na środowisko naszych milusińskich dziennikarzy.
Niestety nie sądzę, aby ktoś raczył na te pytania odpowiedzieć.
Pozdrawiam.

Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
Empedokles

Obrazek użytkownika polfic

polfic
"nastąpiło w wyniku "bratobójczej wojny W-Sieci vs. Do Rzeczy". "

Tu bym się chwilkę zatrzymał. Pisałeś zdaje się o tym, że nie ma co mieć złudzeń co do tego towarzystwa, więc nie mam.
Ale co innego mnie zastawiło. Przecież musieli wiedzieć, że po tej publikacji sprzedaż im "siądzie".
Obrazek użytkownika Danz

Danz
Powiem szczerze, że trudno być na 100% pewnym, że było tak, albo zupełnie inaczej.  Znając życie nałożyło się na taką decyzję parenaście różnych wektorów (taka jest moja subiektywna ocena), plusem jest to, że w prace badawcze byli zaangażowani historycy, którym można ufać.
I tego będę się trzymał.  Powiem jeszcze tak... mam też nadzieję, że Lisiecki pisze całą prawdę o swoich motywach i nie oszukuje czytelników.
Pozdrawiam.

Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
Empedokles

Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
A co Lisicki miał napisać - okładaliście nas Kieżunem, to się odwinęliśmy? Możliwe, że zagrał tu splot różnych czynników, ale osobiście uważam, że kwestia sporu między tygodnikami była jednym z decydujących. Zręcznym manewrem było wysunięcie na pierwszy plan Piotra Woyciechowskiego, który nie podziela poglądów zychowszczyzny, tyle że... jest to podopieczny Cenckiewicza, a o przeszłości prof. Kieżuna obaj dowiedzieli się w podobnym czasie.

No i jeszcze jedno - dlaczego sam profesor nie rozpoczął rabanu, że grzebią mu w życiorysie? Przecież wiedział o szykowanym artykule co najmniej od maja. Albo nie ubiegł tekstu publikując własną interpretację np. we "wSieci"? Liczył, że automatycznie osłonią go te chwalebne karty biografii przy medialnym wsparciu Karnowskich?
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika Danz

Danz
Weźmy poprawkę na wiek pana profesora, ludzie w tym wieku są zawstydzająco bezradni.
Żal mi Kieżuna jako starszego człowieka, ale dokumenty opublikowane w Do Rzeczy wydają się być jednoznaczne... Niestety.
Myślę, że taka, a nie inna prawda o profesorze Kieżunie sprawia nam emocjonalny ból i dlatego mamy takie gorące, ale i bolesne dyskusje na naszym portalu.

Pozdrawiam.

Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
Empedokles

Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
Cóż, z tego co mówili wczoraj Cenckiewicz z Woyciechowskim w Roninie nie wynikało by prof. Kieżun był bezradny. Przeciwnie - podczas rozmów ponoć imponował pamięcią, inteligencją, jest w trakcie pisania 3 książek jednocześnie (wszystkie w obcych językach), chwalił się, że w ostatnich miesiącach odbył szereg spotkań na których łącznie było ok 16 tys. ludzi... Daj Boże każdemu w tym wieku.
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Dzieki Ellenai moglem przejrzec pare zarzutow, z tych zlych.
Omowilem je krotko i podsumowalem.
http://blog-n-roll.pl/pl/comment/434198#comment-434198

Prof. Kiezun jest bohaterem, rowniez dzisiaj.
A moze szczegolnie dzisiaj poniewaz zwrocil Polakom emocjonalna dume z ich bohaterstwa i sens walki o niepodleglosc
Bardzo mozliwe, ze w ten sposob wygral wojne o niepodleglosci Polski.
Nie wiem, czy bez jego walki o sens PW, o sens walki o niepodleglosc zaczely by sie organizowac oddzialy gwardii obrony terenowej.
Ten ruch moze byc wlasnie kolebka odradzajacej sie gotowosci bojowej Polakow.


 
Obrazek użytkownika max

max
Bedę cyniczny, ale nie obraź się, bo nie wymierzone w Ciebie.
Kazdy może mówić piękne rzeczy,

Piękne i wzniosłe rzeczy bedą wniosłe i piękne, ale mówcy to nie ubrązowi.
Stanął po dobrej stronie - jak wielu innych. Teraz.
Chciał (czy inni chcieli, aby był) ikoną - a ma brudy w życiorysie.

Bohaterem był do 1946, w tym roku chyba wrócił do Polski
Potem został wiceprezesem komunistycznego NBP, członkiem SD, wykładowcą dla kadr PZPR, tudzież współpracownikiem SB. Karierę robił - wszak "żyć trzeba", a "Gierek ludzki pan".

Gorzkie, okrutne, powiesz?
Ale to prawda,

A jego roli w obronie etosu Powstania bym nie przeceniał. 
Naprawdę, nie potrzeba nam "zamazianych" ikon, bohaterów "ze skazami" - czcijmy tych rzeczywistych, bez skaz.

Tak, jestem bezkompromisowy, w tych sprawach. 
I nie, argument "a co ty byś zrobił, Maxie" nie zadziała. Nie wiem, co bym zrobił, może miałbym dość siły ducha, żeby się pokusom oprzeć, może nie. Mam nadzieję, że tak, każdy z nas taką nadzieję ma. Ale na pewno, na znajomych bym donosów nie pisał, choćby "niewinnych", a gdyby mi się zdarzyło "polec" nie wybielałbym potem siebie, za autorytet nie robił, mając na względzie wcześniejsze zasługi (a "wtopy" dziwnie tłumacząc czy przemilczając). Jak się juz coś spaprało pozostaje jedno: przyznać się i powiedziec: zbłądziłem. Może wybaczą - a może nie. I tak - summa summarum - moja to była wina, moja słabość.

Ona nas oszukał, wiesz? Ciebie, mnie, wszystkich.

 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika fritz

fritz
To jest piekne:

"Kazdy może mówić piękne rzeczy i dalej: 
Stanął po dobrej stronie - jak wielu innych."

*** Dowcip polega na tym, ze nie ma zadnych wielu innych.

On jest i byl sam.
Jego wklad jest nie do przecenienia.

Podejmujac walke z antypolska folksdojczowska falanga, wiedzial ze sie eksponuje wlasnie  z powodu kontaktow z ubecja, wiedzial ze folksdojczyscie moga go zaatakowac.
Pomimo tego nie dal sie zastraszyc, zaszantazowac hakami, podjal walke i wygral.

Walka a raczej wojna toczy sie nie tylko o etos Powstania tylko i przede wszystkim o sens Powstania i dalej, automatycznie o sens walki Polakow o niepodleglosc. Celem jest spacyfikowanie Polakow TERAZ, maja zrezygnowac z ambicji posiadania wlasnego panstwa, maja zaakceptowac uniecestwienie i przylaczenie do Niemiec albo rozbior.

Prof. Kiezun wygral przede wszystkim ta wojne, zarazil Polakow Virusem Polskosci. 
Jest Virusem Polskosci.

Polacy odzyskuja gotowosc do walki o niepodlegla Polske.
Dlatego jest  przez folksdojczyzm atakowany i torturowany.

Nie oszukal mnie, zrezygnowal z przyjemnej starosci i podjal walke dlatego ze jest patriota i walke o niepodlegla Polska uwaza za absolutnie najwazniejsza sprawe.

Jestem Mu za to bardzo wdzieczny.

Co do wykladow: byl  w komunistycznej Polsce pracownikiem polskiej uczelni, na ktorej wyglaszal wyklady.
Jego wyklady byly tak dobre, ze rowniez zdecydowano sie na nie poslac kadre komunistyczna. 
Pytanie zasadnicze jest, czy krzewil komunistyczne metody zarzadzania, czy tez zmienial swiadomosc kadr partyjnych uczac wrogich systemowi zasad zarzadzania?

 
Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
Prof. Kieżun nie był sam, ani jedyny. Polemiki róznych autorów z zychowszczyzną były dość liczne na różnych łamach. Problem w tym, że ktoś uznał, iż to nie wystarczy i postanowiono wykreować jak ktoś tu trafnie zauważył "anty-Bartoszewskiego" w charakterze niepodważalnego autorytetu i wybrali sobie Kieżuna, doskonale (przynajmniej od pewnego momentu) wiedząc kto zacz. I to się teraz mści.
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Problem z wypowiedziami innych autorow polega na tym, ze byly to pojedyncze, zreszta b. dobre wypowiedzi, np. Gontarczyka.
Kiezun konsekwetnie atakowal nonsensowne wypowiedzi o PW, o jego genezie, prowadzil kampanie; to nie byly einzelne wypowiedzi  i dlatego dotarl emocjonalnie do narodu, odwrocil vektor emocjonalny co wlasnie tym zwyciestwem bylo.

Takiej kampanii  nie bylo u innych, tylko wlasnie pojedyncze wypowiedzi  poprawne i grzeczne, nie chcieli urazic "wybitnych publicystow konserwatywnych", znaczy "patriotow" i dlatego nie byli skuteczni.
Kiezun byl.


Chyba, ze cos przeoczylem.

pozdrawiam

PS. To jest zreszta ogolny problem polskich mediow patriotycznych: promuja ludzi jako prawicowych, ktorzy w sposob oczywisty staraja sie, znaczy prezentuja linie polityczna wymierzona przeciwko niepodleglosci Polski, czy tez staraja sie pozbawic Polakow tozsamosci narodowej, sensu istnienia jak narod.

Innym problemem jest praktycznie calkowity brak promocji silnego panstwa, uswiadamiania Polakom, ze silne panstwa jest wlasnie najlepszym dla nich biznessem. Zarowno pod wzgledem czysto materialnym jak i socjalnym, emocjonalnym umozliwiajacym urzeczeywistnienie sie w najlepszym znaczeniu tego slowa.

 
Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
Zaremba czy Skwieciński pisali ostro i wielokrotnie, podobnie np. Maciej Świrski. Moim zdaniem nie tyle prof. Kieżun prowadził kampanię, ile celowo wystawiono go, za jego zgodą, na jej czoło, jako symbol i autorytet.
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Nie tylko oni.
Rowniez Zebrowski czy tez Pulazynski.

Tylko ze oni przekazuja  inne emocje.

Emocje przekazywane przez Kiezuna, to absolutna pewnosc koniecznosci walki zbrojnej o Polske.
Ten przekaz tak niebezpieczny dla volksdojczyzmu poniewaz dociera do ludzi, wywoluje fascynacje.
Dlatego mial poparcie niektorych mediow.
Nie byloby tego przekazu, nie byloby fascynacji, bylby sympatyczny wiekowy pan cos tam opawiadajacy. W sumie nuda.
Kiedy sluchasz Kiezuna, nie jest nudno.
 
Atak na niego nie jest atakiem na niego, tylko ma celu zniszczenie na nowo odzyskiwanej swiadomosci narodowej sprowadzajacej sie do koniecznosci walki o ile bedzie konieczna.
Ta swiadomosc narodowa koniecznosci walki jest w tej chwili glowna polska bronia odstraszajaca.


 
Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
Ja się zgadzam co do walki z volksdojczyzmem, tyle że tej walki nie może prowadzić ktoś, kto był konfidentem, bo to z miejsca unieważnia w powszechnym odbiorze cały przekaz i powoduje w ostatecznym rozrachunku więcej szkód niż pożytku. Dlatego właśnie jestem wściekły na promotorów Kieżuna, bo zagrali niewybaczalnie głupio. Odpowiedz sobie na proste pytanie: należało milczeć o PRL-owskiej przeszłości TW "Tamiza"? Jak długo? Aż wyciągnie to "Wyborcza"? Bo chyba nie łudzisz się, że te akta lezałyby w IPN w nieskończoność i nikt by ich nie opublikował?
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Dwa punkty.
1. Nie bylo zadnej alternatywy do prof. Kiezuna. Nikt nie przekazywal tej woli walki a to jest dokladnie ten decydujacy o wszystkim emocjonalny przekaz.
Przekaz juz nastapil.
Teraz nastepuje proba skompromitowania przekazu, tej woli walki o Polske przez kompromitowanie prof. Kiezuna.
Mam nadzieje, ze sie nie uda.

2. Mozna bylo poinformowac na dziesiec innych sposobow.
Sposob poinformowania wybrany przez Do Rzeczy jest jasnym przeslaniem  operacyjnego centrum folksdojczyzmu, ktorego zadaniem jest niszczenie polskiej tozsamosci i sensu walki o niepodleglsc Polski.

Poinformowac powinno np. wSieci wybierajac zupelnie inna, wrecz odwrotna narracje. Teraz dlatego poniewaz wlasnie przekaz czy tez zakazenie Virusem Polskosc juz nastapilo.

Wybrzydzenia teraz na prof. Kiezuna jest dokladnie tym co wlasnie volksdojdczyzm  reprezentujacy Niemcy, chce osiagnac, a wiec defetyzm, dezintegracje i tym samym gotowosc do samounicestwienia

Co rowniez tutaj widzimy.
Temu trzeba sie przeciwstawic.

pozdrawiam

PS. teraz tez nie widze nikogo, kto moglby przejac paleczke po Prof., przkazywac bezwzgledna wole walki zbrojnej o niepodlegla Polske wbrew panujacemu serwilizmowi wobec Niemiec.

Moze masz jakas propozycje?

Ten oczywisty brak pokazuje jak wazna postacia prof. byl i jeszcze jest.
Trzeba go chronic a  nie niszczyc ponieaz jego przekaz trwa nadal.
 
Obrazek użytkownika max

max
Piszesz "wojenka".
Na pewno jakaś jest, tylko czy to jeden z jej aspektów?

A, załóżmy roboczo, zgodnie ze słowami Cenckiewicza - który "wiedział", a jako pierwszy z tych co "wiedzieli" zdecydował się upublicznić sprawę - że zhodziło mu o to, aby nie prezentowano młodzieży (jako najmniej historyznie kumatej)m ale i innym, jako bohatera człowieka, którego przeszłość nie jest bez skazy?

Zakładając, dalej roboczo, że takie były motywy panów C&W, nie inne, co mieli zrobić? Kwerenda trwała, Kieżun wiedział - chyba ok się zachowali? Mieli milczeć? Jak reszta? Przecież, jak czytam, żadna to nowość dla "wtajemniczonych" "środowisk".

Tylko ta szara prawicowa, nawina masa miała być rzymana z dala od niewygodnych informacji. Tak - "for the greater good of God".

Wiesz, mnie się to jakoś nie podoba. Z przyczyn dość zasadniczych. Wiadomo, jakich.

Po ki czort - czy jeszcze ktoś zadaje sobie to pytanie? - był "nam" Kieżun?
Co, nie było innych obrónców Powstania Warszawskiego? Byli i są.
Co więcej, są to osoby o niezapapranym życiorysie.
Czyżby chodziło tu o profesorski tytuł, trzeba było człowieka "wielkiego formatu"?
To uwiodło?
Zapewne.

Ale dla mnie więcej warta opowieść prostego człowieka, Powstańca (jeszcze niektórzy żyją - i - mówią) od PRL-owskiego nominata, jeszcze współpracownika służb. Wspomnienia kogoś, kto nie był wiceprezesem NBP, przepustki na Zachód nie dostał i w łaskach władzy ludowej nie był. 

Nie tylko opowieść cenna.

Im - chwała. Tym, którzy zginęli wa;cząc o Polskę, a jak nie zginęli, wcale różowo im się nie żyło. Oni nie mieli (i nie chcieli mieć) opcji "gry z bezpieką".

Wydaje mi się, że niektórzy z "naszych" chcieli anty-Bartoszewskiego mieć. A że coś tam, po drodze, być może i nie w porządku, i nie do końca tak fajnie - po co prawicowemu lemingowi głowę zawracać?

Ukłony. Ja wysiadam z tego tramwaju i rezygnuję z tej zabawy. Wiarygodność, wracając do początku, niektórych "prawicowych" "ośrodków opiniotwórczych" (a nie mam na myśli "Do rzeczy') spadła u mnie do zera. Co prawda, od dawien dawna, miałem dystans, ale oto jest ostateczna kompromitacja. I spójrz - ilu osobom zrobili wodę z mózgu?

Szok, niewiara, zaskoczenie, oburzenie. Ale, moment - te materiały były dostępne. O Kieżunie można było przeczytać. Mniej dostępne dla szaraczków, ale te tuzy?

Cemckiewicz zrobił dobrze, ajkiekowliek by nie były jego motywy. Ja zakładam, że jak najbardziej uczciwe (sam bym się oburzył, widząc TW windowanego wzwyż) - ale mogę się mylić. Summa summarum - do przodu.

Nie można zamiatać pod dywan. Nawet jak idzie o "swoich" (czy on "swój", inna sprawa, "mój" to on nie jest).

PS. Bardzo doceniam śp Annę Walentynowicz.





 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
Nie do końca się rozumiemy.
Ja nie twierdzę, że należało siedzieć cicho, wręcz przeciwnie - mam pretensję, że ujawniono TW "Tamizę" dopiero teraz, podczas gdy w międzyczasie trwał w najlepsze festiwa fetowania profesora jako ober-autorytetu, wzorca niezłomności itd. "Do Rzeczy" też ma tu swoje za uszami, bo udostępniało mu łamy w momencie, gdy już wiedzieli. A że po drodze zaostrzała się wojna na linii Karnowscy - Lisicki, to i nie sposób uciec od podejrzeń, że i ten czynnik odegrał tu rolę, na zasadzie - pompujcie Kiezuna, my poczekamy i... przekłujemy wasz balon. Oczywiście, dobrze się stało, że sprawa wreszcie ujrzała światło dzienne.

Co do wiarygodności tzw. "naszych" ośrodków opiniotwórczych - pełna zgoda, wyraźnie zresztą napisałem to w tekście. W sprawę Kieżuna umoczone są wszystkie centra prawicowej opinii, które potraktowały nas jak stado baranów.
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika max

max
Pochwalanie opcji "zamiatania pod dywan" zarzucałem wtajemniczonym panom dziennikarzom, politykom i innym, nie Tobie. :)
Niejasno się pewnie wyraziłem, było dośc późno gdy pisałem komentarz, a oczy mi się wtedy powoli zamykały. :)

PS. Przejrzałem dziś (nie kupiłem) "wSieci", jest tam wywiad z Kieżunem.
Cytat (niedokładnie): "Gra (z SB, dop. mój) udała mi się wyjątkowo. Uratowałem pięć lub sześć osób."
Słów mi brak na taką bezczelność, przepraszam.

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika wicenigga

wicenigga
Dopóki wszelkie służby nie zostaną poskromione, to będą działały po uważaniu. I bełtały nam w głowach i duszach.

Jeszcze niedawno Rzeczpospolita była "nasza", Wprost, a już nie jest i "nasi" dziennikarze i publicyści pracują dla "nich". Dla nas pracują publicyści, którzy kiedyś pracowali u nich, nawet w giewu.

Tv Republika miała być wzorcem niezależności. Już nie jest. A pozostała w niej duża grupa "naszych" dziennikarzy, także tych z Rzepy, jak Ziemkiewicz, Gmyz.
Sami nasi :).

Więc jakim cudem Wildstein, publicysta Do Rzeczy, może uważać, że jego swoboda wypowiedzi jest ograniczana, a "nasi" POzostają i są usatysfakcjonowani. Bo zbyt niezależne media mogą zostać przejęte ot tak, od pstryknięcia palcami?

Wildstein, to ten, co wykradł i opublikował sławną listę i zdemaskował Maleszkę. Legenduje się na później, czy po prostu jest rzeczywiście niezależny?


(Tu ciekawa wypowiedź eksperta o agenturze wśród dziennikarzy, w tym o AKowcach)

 
Obrazek użytkownika max

max
Rzeczywiście, bardzo ciekawa wypowiedź.
Aby zachęcić (poszedłem za linkiem) wkleję fragment:

_____

Wie­rzy Pan w za­pew­nie­nia, że dzien­ni­ka­rze, na­wet ci z „akow­ską” prze­szło­ścią, fi­gu­ru­ją­cy na li­stach ubec­kich czy es­bec­kich ja­ko TW, nie do­no­si­li, a ich na­zwi­ska zo­sta­ły tam wpi­sa­ne z „nad­gor­li­wo­ści” es­be­ków czy ube­ków, któ­rzy li­czy­li na do­no­sy? Nie­któ­rzy, tak jak Boh­dan To­ma­szew­ski, prze­ko­ny­wa­li, że ich ze­zna­nia nie mia­ły żad­nej war­to­ści…

W za­sa­dzie nie ma przy­pad­ków re­je­stro­wa­nia Bo­gu du­cha win­nych lu­dzi ja­ko in­for­ma­to­rów. Ist­nie­ją wca­le licz­ne hi­sto­rie, gdy współ­pra­cow­nik po ja­kimś cza­sie (pa­ru mie­sią­cach, pa­ru la­tach) od­ma­wiał dal­szej współ­pra­cy. Są też i ta­kie, gdy es­bek nie­pro­fe­sjo­nal­nie pod­cho­dził do roz­pra­co­wa­nia kan­dy­da­ta na TW, po czym do­cho­dzi­ło do re­je­stra­cji, a na­stęp­nie współ­pra­ca szła bar­dzo opor­nie lub wca­le. Oka­zy­wa­ło się wte­dy, że zgo­da na współ­pra­cę trak­to­wa­na by­ła przez wer­bo­wa­ną oso­bę ja­ko swe­go ro­dza­ju ry­tu­ał. Po­za tym oso­ba zwer­bo­wa­na, je­śli prze­ka­zy­wa­ła ja­kie­kol­wiek in­for­ma­cje na te­mat in­nych osób, w za­sa­dzie nie mo­gła wie­dzieć, czy by­ły to rze­czy szko­dli­we, czy też bez­war­to­ścio­we. Nie mo­gła też po­dej­mo­wać gier z SB – te by­ły ma­ło praw­do­po­dob­ne, bo ma­my tu do czy­nie­nia z re­la­cją czło­wiek-in­sty­tu­cja. In­sty­tu­cja, zwłasz­cza ta­ka, jest zwy­kle gó­rą. Stąd trak­tu­ję te­go ro­dza­ju współ­cze­sne wy­po­wie­dzi tro­chę ja­ko ra­cjo­na­li­zo­wa­nie post-fac­tum. Cza­sem zresz­tą ma­my do czy­nie­nia z no­to­rycz­ny­mi kłam­ca­mi, za­prze­cza­ją­cy­mi na­wet w ob­li­czu oczy­wi­stych do­wo­dów współ­pra­cy. Cza­sem są to nie­zwy­kłe przy­pad­ki amne­zji.


 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
że to bardzo ciekawy wywiad. Dziękuję Wiceniggo za wskazanie.
Max przy toczył jeden z fragmentów, a ja przytoczę tez inny. Bardzo intersujący jako przyczynek do oceny zachowania Kieżuna i ewentalnych prób porównywania go z innymi konfidentami - szczególnie tymi, którzy działali w innym okresie  (podkreślenia moje).

"Mo­ty­wa­cje i oko­licz­no­ści wią­za­nia się z SB zmie­nia­ły się przez de­ka­dy PRL. W la­tach sie­dem­dzie­sią­tych i osiem­dzie­sią­tych by­ły to głów­nie kwe­stie osią­ga­nia wła­snych ko­rzy­ści. Cho­dzi­ło o zgo­dę na wy­jazd za gra­ni­cę oraz pasz­port, od­biór za­trzy­ma­ne­go przez dro­gów­kę pra­wa jaz­dy i unik­nię­cie ko­le­gium. Ja­kaś część przy­pad­ków go­dze­nia się na współ­pra­cę wy­ni­ka­ła też z ta­kie­go kon­for­mi­stycz­ne­go na­sta­wie­nia, że zgo­dzić się trze­ba, a po­tem ja­koś się to uło­ży. In­for­ma­to­rów-ide­ow­ców nie­mal nie by­ło."
Obrazek użytkownika wicenigga

wicenigga
To jest wywiad sprzed półtora roku, więc nie jest spowodowany aktualnymi wydarzeniami, jest wyprzedzający wobec wyjaśnień Kieżuna i innych. Z moich własnych doświadczeń także wynika, że tylko niezbyt rozgarnięty osobnik mógł wtedy spodziewać się, że ogra ubeków. A przecie profesor jest człowiekiem nadzwyczaj inteligentnym, skrajnie doświadczonym życiowo, jakże mógł do tego stopnia nie rozeznać swojej sytuacji :).
Obrazek użytkownika Danz

Danz
No cóż, każdemu z nas wydaje się, że jesteśmy tak bardzo przebiegli i wyrafinowani (porównując z "szarym tłumem"), do momentu gdy ktoś nam powie pare słów prawdy.  Wtedy jest niedowierzanie, zaprzeczenie i poczucie dysonansu.
Każdy z nas ma specyficzny profil psychologiczny, jednego można kupić pochlebstwem, kogoś innego pieniędzmi, a kogoś innego podsuwając mu kochankę(a).  Ostatecznie każdego można złamać, oprócz takich bohaterów jak Walentynowicz, Herbert, czy Popiełuszko. Tym bardziej szanujmy prawdziwych herosów.
Pozdrawiam.

Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
Empedokles

Obrazek użytkownika max

max
@Danz

Jeszcze tych autentycznie "złamanych": przez przemoc, groźby, szantaż można zrozumieć. Czy rozgrzeszyć - nie wiem, ale zrozumieć na pewno można.

Ale tu mamy do czynienia z dobrowolną współpracą. A ten... człowiek jeszcze się tym chwali. (patrz wyżej). 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika Danz

Danz
Chyba właśnie toczy się dyskusja, w jakim stopniu była to wykalkulowana współpraca, a w jakim stopniu "gra z bezpieką".  Prawdę mówiąc nie wierze w te zapewnienia kolejnego "bohatera", który tak świetnie sobie radził z panami SB-ekami i wszystkich wyprowadził w pole. Tak świetnie, że jeszcze się tym publicznie "chwali".
Ech...
Pozdrawiam.

Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
Empedokles

Obrazek użytkownika max

max
To ja polecam zwolennikom teorii "gry" lekturę wspomnianych akt, szczególnie z ostatniego okresu współpracy. Pisała o tym Ellenai, pisał Nurni. Są do pobrania, i u Cenckiewicza, i na stronie "Do Rzeczy" - o ile pamiętam. Niektórym od razu mina zrzednie, zaręczam.

Mogę teraz z lekka wulgarnie i młodzieżowo? 
Syf, malaria i trzy metry mułu.
I śmierdzi.

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb

W sumie coś podobnego napisałem w tekście dla przyszłotygodniowej "Polski Niepodległej", ale całość dostępna będzie dopiero od poniedziałku. Na razie wkleję mały fragment (tekst pisałem jeszcze zanim zdołałem "ogarnąć" kluczowe materiały z tego co udostępnilo "Do Rzeczy". Teraz pewnie napisałbym nieco ostrzej):

"Przypuszczam, że prof. Kieżun dał się wmanipulować w rodzaj „socjalistycznego pozytywizmu" na zasadzie: „rzeczywistość jest jaka jest i trzeba próbować coś zrobić w ramach systemu". Sądzę również, że do końca uważał, iż wszystko - w tym kontakty z SB – ma pod kontrolą. Możliwe, że racjonalizował sobie w ten sposób swe postępowanie - zdolność nawet wybitnych intelektów do samooszukiwania się bywa nieograniczona. Miał do wyboru – albo wegetować gdzieś na marginesie na co skazywałaby go nieprawomyślna biografia, albo ułożyć się jakoś z komuną, bacząc by cena nie była zbyt wysoka, a kompromis nie przekształcił się w zeszmacenie. Wybrał to drugie. Nie jemu jednemu wydawało się, że może „grać” z esbecją i PRL-owską machiną władzy. I nie on jeden przegrał. (...) Niemniej, trudno mieć wątpliwości, że współpraca była, choćby nawet sam prof. Kieżun traktował to inaczej."

pozdr.
GG
Obrazek użytkownika wicenigga

wicenigga
tych "grających" już było kilku a jakoś nie pamiętam żadnego wygranego. No ale może coś przeoczyłem ;)
Obrazek użytkownika max

max
To rzeczywiście racjonalizacja z wysokiej półki. Profesorowi Kieżunowi nie przeszkadzało sprawowanie wysokich funkcji w aparacie PRL-owskim. Dzisiaj kolega historyk uświadomił mnie, że on nie tylko był w SD, on był we władzach tej przybudówki do PZPR. Wlewanie oleju do głów członkó KC PZPR w ramach "działalności akademickiej" to też furda. Wiceprezesostwo NBP, w paskudnych czasach to juz małe piwo - choć znamienne, ze były powstaniec, w czasach gdy ludziom w jakikolwiek sposób związanym z AK ciężko było studia zrobić, tak łatwo karierę robił. Na tym tle kontakty z SB (w dobrej sprawie, to był taki Caritas PRL-owski, wiadomix) jawią się jako logiczna konsekwencja przyjetej linii postępowania.

Ale generalnie masz 100% racji. Ludzie nie takie rzeczy potrafią sobie wcisnąc, zwłaszcza, jak im to pasuje. Nie trzeba psychiatrów ani psychologów, każdy w miarę zyciowo doświadczony człowiek zna takie wypadki. Wysoka inteligencja wręcz sprzyja racjonalizacji: wytłumaczenia będą wielopiętrowe; napotkane dylematy z pewnością złożone i trudne, a działania zawsze nacechowane dobrymi intencjami. 

Racjonalizacja jest jednym z mechanizmów obronnych, należy do grupy technik zmieniających postrzeganą rzeczywistość. Jest z tuzin innych, od często spotykanych (jak w/w), do dość egzotycznych, jak na przykład substytucja czy sublimacja (to akurat mechanizmy tzw. przemieszczenia, ale interesujące z punktu widzenia poznawczego - wyjasniac ich znaczenia nie bedę, bo nazwy są dość sugestywne i same za siebie mówią).

Jest jeden "przeuroczy" passus, gdy czyta się wypowiedzi pana profesora. Miedzy wierszami, a nawet wprost, sugeruje, że ci, na których donosił po primo nie ucierpieli tak bardzo, a po drugo, mniej byli od pana profesora warci - oczywiście dla idei, dla narodu, dla Polski.
To dorzućmy jeszcze:
a) deprecjację ofiary;
b) wyparcie;
c) atrybucję winy zewnętrzną;

I, zapewne, parę innych. Zabawne - najczesciej wszystko odbywa się nie do końca świadomie, a wysokie IQ pozwala gładko załatać "dziury w kolumnie prawdy".
Psychologizowania koniec - znudzonych przepraszam, jeśli jest na sali psychiatra, może się odnieść. :)

pozdrawiam


 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika max

max
Hehehe.... :)
To tylko tak, przy okazji, napisałem. ;)
Wiesz, ze nie praktykuję - dobra, czasem sobie "popatrzę" na ludzi, nie da się "wyłączyć".
Ale że nie praktykuję, pozwalam sobie, z rzadka, na oceny etyczne.

Inna sprawa, że wspomniane mechanizmy są rzeczą jak najbardziej normalną i naturalną, inaczej wszyscy byśmy ze szczętem "powariowali". "Przedawkowane" wpędzają w nerwice i fobie, ale są elementem naszego postrzegania rzeczywistości.

No przecież bym własną koszulę pogryzł ze złości, gdyby nie one: sąsiad ma lepszy samochód i ładniejszą żonę. Ale - na pewno ta fura wiecej pali niż moja, a żona może się puszczać. I już lepiej. :))

PS. Przykładu nie należy traktowac do końca dosłownie - akurat nie mam ani samochodu, ani żony... ;)

 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika Szary Kot

Szary Kot
że mamy fachowe siły laugh
Deprecjacja ofiary.... jakie to czeste i jak niektórym poprawia samopoczucie. Ten/ta taki beznadziejny, zły, bezwartościowy. Mam prawo zrobić : ......
 

"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Obrazek użytkownika nurni

nurni
Odrywam sobie od dwóch dni listki - napisać, nie napisać, napisać nie napisać.napisać.

Wiadomo że Cenckiewicz dowiedział się o przeszłości od, nie jak piszesz "dziennikarza" W Sieci.
Użył słowa "osoby z W sieci".
W tym zborze jest dziennikarz, sprzątaczka, redaktor naczelny, goniec, wspólpracownik i kto tam jeszcze.

W mojej opinii, intuicja która wspomogę za chwile poszlakami, tropy wiiądą do osoby niezwykle zasłużonej dla znakomitych opisów funkcjonowania agentury w środowisku kościelnym. Że tylko o tym wspomne.
Nieco gorzej wygląda ta sprawa gdy przypomimy sobie że pan Jan Żaryn był i dyrektorem Biura Edukacji Publicznej IPN. A całkiem słusznie pytasz kto z naszych nauczycieli pozowolil byśmy zachwycali się zjawiskiem które przekonywało nas że dwa i dwa to pięć.

Wydaje mi się  że to redaktor naczelny "W sieci historii" był osobą od której Cenckiewicz czy Woyciechowski dowiedzieli się o Tamizie.

W  wywiadzie dla Frondy profesor Żaryn zajmuje wobec sprawy Tamizy stanowisko ... którego nie sposób nazwać jednoznacznym.
Dopuszcza i nie dopuszcza. Tamiza mógł nie byc agentem ale - Tamiza mógł byc ale....
Jedno lelum polelum. Ciekawe sugestie o pokoleniowym dylemacie AK-wców, jakby kazdy z nich miał zdaje się jakiekolwiek wybory. No i iz owe dylematy mogły dopaść Ak-owca czy narodowca w latach 70 tych - to i w wyniku jakichś za przeproszeniem refleksji osoba ta dokonywała nie do konca właściwych wyborów.

To osoba (pisze już o Żarynie) którą tak jak C&W  też zaliczam do ekstraklasy specjalistów d/s archiwaliów. Oznajmia że ma tylko "część" tych materiałów. No i jest zagranicą zatem wiadomo iz nie ma pod ręką notatek ,zatem trudno jej się ustosunkować.

Pisze w tym momencie wyłacznie o własnych intuicjach. W  mojej opinii to pan Jan Żarym był osobą która miała wiedze o przeszłości TW Tamizy. Byla to sprawa która najprawdopodobniej przerosła zacną (bez wątpienia) postać pana profesora.


ps.
jeszczeli link

http://www.fronda.pl/a/prof-jan-zaryn-dla-frondapl-o-publikacji-do-rzecz...



 
Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
Tak, czytałem ten wywiad z Żarynem. Ciekawe, jakie ostatecznie zajmie stanowisko po powrocie. Jak wspomniałeś o osobie "niezwykle zasłużonej dla znakomitych opisów funkcjonowania agentury w środowisku kościelnym" to w pierwszej chwili pomyślalem o Romanie Graczyku i jego książce o środowisku "Znaku", ale faktycznie, Jan Żaryn bardziej tu pasuje.
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika nurni

nurni
Nazwisko pana Graczyka czasem mi miga w sieci ale na tym sie kończy. Nie cierpie dzielenia włosu na sto.

Gdyby trzymać się Twej niestety trafnej obserwacji iż ktoś postanowił nas nie zamartwiać, to bardzo chciałbym by moje intuicje były chybione.

A od biedy zobaczyć tego człowieka jako kolejną ofiarę Tamizy.

Wywiad dla Frondy o tyle mnie zadziwił że po raz pierwszy zobaczyłem Żaryna tak zakłopotanego. A to nie jest człowiek plastelina, wiadomo dlaczego przestał być szefem Biura Edukacji Publicznej.

Wzajemnie.
Obrazek użytkownika polfic

polfic
Po zastanowieniu. Przestrzegam wszystkich przed tego typu myśleniem. Bo zaczyna iść w bardzo złym kierunku. Bo jeżeli uznamy, że wiedzieli wszyscy, to prowadzi nas do jednego logicznego wniosku, że wiedział też, PiS, Kaczyński, Macierewicz. I co? Oni też umoczeni?
 
Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
Nie wiedzieli "wszyscy", ale dostatecznie wielu, by położyć kres spektaklowi kreowana prof. Kieżuna na dyżurny autorytet. Czy wiedział o tym Jarosław Kaczyński? Przypuszczam, że tak - i to tlumaczyłoby, dlaczego nie sięgnął po prof. Kieżuna jako eksperta... Zwróć uwagę - Kaczyński wolał trzymac się od Kieżuna na dystans.
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika polfic

polfic
To prawda... ale.... Lepiej chyba będzie jak nie będę rozwijał :)

Też pozdrawiam

Więcej notek tego samego Autora:

=>>