Mój pierwszy marsz

 |  Written by Everyman  |  13

 

Naprawdę nie wiem jak zacząć. Zabieram się do tego wpisu jak kot do jeża i ciągle jeż górą. Za żadne skarby nie chciałbym spłaszczyć jego zawartości i narazić się na komentarz postronnego czytelnika w rodzaju: - Phi, spijanie z dzióbków …

 

A jednak zaryzykuję. Może będzie mi łatwiej gdy w dwóch zdaniach przypomnę własne doświadczenia, które ze mnie zrobiły prawicowego blogera. Nie, nie mam skrupułów nawróconego leminga, bo nigdy nim nie byłem. Byłem jednak spóźniony w tym sensie, że powtarzane codziennie „Dam radę, wbrew wszystkim i wszystkiemu!” stawało się zwolna nieznośnym banałem. Konstatacja, że trzech z sześciu właścicieli posesji przy uliczce podwarszawskiego osiedla gdzie mieszkam to część listy Wildsteina, a czwarty to były sekretarz partii jednego z byłych, mazowieckich PGR-ów – do reszty otrzeźwiła.

 

A potem był Smoleńsk. Nigdy nie zapomnę o czym myślałem stawiając swój znicz przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu. Wtedy poczułem siłę. Wiedziałem, że nie jestem sam i że wcale nie muszę liczyć tylko na siebie. Potem - na NP - zrozumiałem, że takich jak ja jest wielu i że im mogę zaufać. Co więcej, poczułem, że wcale nie muszę dalej sam sobie obliczać azymut – są lepsi, są mądrzejsi i bardziej doświadczeni.

 

Do czasu. Nie mam zamiaru babrać się w rozważaniach, kto komu nadepnął na piętę, kto ma nieść sztandar, kto proporzec, a kogo trzeba nieść w lektyce. To mnie zwyczajnie nie interesuje. Wystarczy cytat z niejakiego Penningtona: „rozwolnienie pomniejsza godność”. Dla wrażliwszych uszu może być inny cytat ( nie chce mi się szukać z kogo): „wodzowie i pastuchy trop w trop podażają w pochodzie” ...

 

Zamiast żałosnych retrospekcji posłużę się wspomnieniem z mojego pierwszego marszu, w którym uczestniczyłem w Warszawie. Była wiosna, lub może wczesne lato. Stałem na murku w pobliżu pomnika Mickiewicza i przyglądałem się uczestnikom pochodu. Moją uwagę przyciągnął jegomość obwieszony jak świąteczna choinka kolorowymi gadżetami, wymachujący flagą, skandujący coraz to inne hasła. Zauważył pewnie, że mu się przyglądam, bo podszedł bliżej i zwrócił się do mnie: - Długo tak będziesz stał, palancie? Rusz dupę i nie stój jak ten jełop!

 

Nie ruszyłem. Stałem tak dłuższą chwilę wahając się czy przyłączyć się do marszu, czy jednak iść do domu. Nie wiem naprawdę co by było, gdyby nie drobny incydent. Przechodzący obok starszy pan poprosił mnie bym ustąpił na chwilę miejsca na murku dla jego żony, która musiała odpocząć. - Przyjechaliśmy aż z Dębicy, prawie nie spałam … - tłumaczyła się, uśmiechając, pani z siwą głową, gdy poczęstowałem ją łykiem mineralnej.

 

Potem poszliśmy razem.

I tak dotarłem aż do Blog-n-Rolla ...

 

5
5 (14)

13 Comments

Obrazek użytkownika Hela61

Hela61
Piękne. Moja droga była podobna. Gdy zaraz po 10.04.2010 miotałam się po blogosferze jak wystraszone zwierzątko w poszukiwaniu nadziei znalazłam NP i wiedziałam że jestem wśród podobnie czujących. Muszę się do czegoś przyznać. Gdy w pierwszą rocznicę katastrofy na portalu zwoływali się Niepoprawni postanowiłam dołączyć do nich fizycznie. Wsiadłam w auto przejechałam te kilkaset kilometrów i stawiłam się na miejscu zbiórki. Widziałam schodzących się niepopków, którzy, jak można było domyślić się po powitaniach doskonale się znali. Stałam więc w pobliżu jak głupia lala i....wstydziłam się podejść bo przecież nie byłam blogerem i nikt mnie nie znał. Szłam obok nich i to mi wystarczało. Za rok już zmusiłam się do śmiałości i szłam z Wami a nie obok. I doszłam cała happy na B&R.
Obrazek użytkownika tł

Zgadzam się z tytułowym określeniem Przedmówczyni ;-)! Masz prawdziwy talent do przekazywania ważnych treści   za pomocą prosto opowiedzianej anegdoty... 

Pozdrawiam 
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
Chodziłam wcześniej na różne manifestacje, protesty czy spotkania, ale 10 kwietnia 2010 roku i tak był dla mnie przełomem, po którym zrozumiałam, że stosunek do katastrofy smoleńskiej jest najważniejszą cezurą w sprawie - kto jest po której stronie. Kiedy usłyszałam o katastrofie, zupełnie bezwiednie poszłam pod Pałac Prezydencki. Bo niby gdzie mogłam pójść? Czułam się zupełnie zagubiona i kompletnie bezradna. I nagle zobaczyłam, że nie jestem tam sama.
Że schodzą się tam coraz to nowi, zapłakani ludzie, wiedzeni podobną potrzebą, jak moja - by oddać hołd i by zrobić to razem z innymi, którzy czują ten sam ból i to samo niedowierzanie, że coś tak okropnego nie mogło się przecież zdarzyć. Przez kilka kolejnych dni mnóstwo czasu spędziłam właśnie pod Pałacem na Krakowskim Przedmieściu. Na zawsze zapamiętam te tłumy, to morze płonących zniczy i tę niewiarygodnie długą kolejkę ludzi przybyłych ze wszystkich stron Polski, stojących po kilkanaście godzin, by pochylić głowę przed trumnami Prezydenta i Pierwszej Damy.


Potem... zupełnie tak jak Hela, trafiłam przy dwóch różnych okazjach na osoby stojące pod banerem Niepoprawnych. I też... przyglądałam się im, ale nie podeszłam. Raz było to na Placu Zamkowym, a raz na Krakowskim Przedmieściu, niedaleko Pałacu - gdy kupiłam krzyżyk smoleński, ale... nie przedstawiłam się. To były dopiero początki mojej bytności na NP i raczej czytałam, niźli pisałam sama.

Mohairze... naprawdę piękne to Twoje wspomnienie.
 
Obrazek użytkownika SmokGorynycz

SmokGorynycz
Fotografia zdobiąca aktualnie tekst Mohaira jest moja. Zrobiłem ją 10 kwietrnia 2011 r. To poruszające - byliśmy tam razem chociaż osobno :) Osobno tylko fizycznie, razem - duchem. I to jest ważne :))
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Rewolucje przerażają, ale kampanie wyborcze wzbudzają obrzydzenie."
Obrazek użytkownika Sawicki Marek

Sawicki Marek
Po zamachu 10.04.2010 r w Smoleńsku,pojechałem do Warszawy na marsz z 11.11 2910 r. A po tem co roku na 10.04. Nieda się tego opisać słowami,jak to przeżywałem. pozdrawiam
Obrazek użytkownika ossala

ossala
widząc baner "niepoprawni" - nie podeszłam. To było w piewrszą rocznicę tej tragedii.
Ale póki nie wyjechałam z Polski, byłam każdego 10-go na mszy i brałam udział w każdym marszu. Nie przeszkadzała mi nawet odległość od Sandomierza do Warszawy, gdzie mieszkałam.
 
Obrazek użytkownika Hela61

Hela61
To byłyśmy dwie takie nieśmiałe. Nie podeszłam ale i tak byłam poruszona jak nie wiem co. Gdybym wiedziała, że się wybierasz, to zabrałabym Cię po drodze, albo z Wami :)))
Obrazek użytkownika Everyman

Everyman
Co oczywiście dowodzi, że najwyższa pora by banner B@R zacząć opracowywać.:))
Ja, niestety, nie mogę się podjąć w trosce o frekwencję. Umiem rysować tylko domki z dymkiem ulatującym z komina.
W porywach - słoneczniki w ogródku. :)))
Pozdrawiam
Obrazek użytkownika chryzopraz

chryzopraz

<div class="rtejustify">Wszyscy Państwo tak ładnie i ujmująco szczerze wspominają swój "pierwszy raz", więc i ja się ośmielę.<br />
<br />
Jestem emigrantką. Mieszkam daleko i od dawna. Ważne dla starego kraju wydarzenia przeżywałam w mojej drugiej ojczyźnie. Tak samo było 10.04.10. Jakże chciałam być wtedy wśród Was pod Pałacem Prezydenckim! Chłonęłam wszystkie informacje z dostępnych telewizji i stacji radiowych, ale one urwały się prawie następnego dnia i byłam zszokowana, dlaczego nikogo na świecie nie interesuje już ta dziwna katastrofa?!<br />
<br />
Pierwszy raz w Marszu Pamięci uczestniczyłam kilka lat temu. Najpierw była msza św. w Katedrze. Tłum moich rodaków przyprawiający o ścisk w krtani, bo w oczach mam ziejące pustką ławy mojego kościoła. A kiedy przez nawę przeszły słowa <em>jako i my odpuszczamy naszym winowajcom</em> - łzy płynęły już niepowstrzymanie. Potem był Marsz, tłum, tłum, wśród tłumu ja, jakże szczęśliwa, że mogę tak razem iść, modlić się, śpiewać i słuchać, jakby nie upłynęły te wszystkie&nbsp;lata. Intensywność przeżywania wspólnoty podczas modlitwy i Marszu wystarczy mi na jeszcze długo.<br />
<br />
Dzięki Wam, że pamiętacie, chodzicie!</div>


 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>