kpt.
Na końcu przytaczanego rozkazu 019 Płk Dymitr Pliskin nakazywał "na doświadczeniach udanej akcji przeciwko bandzie „Toporka” szkolić dowódców wszystkich szczebli oraz pododdziały". Tak też się stało.

Wydział Wyszkolenia Politycznego Zarządu Polityczno – Wychowawczego KBW, któremu szefując nudził się niepomiernie, jak później niechętnie wspominał, późniejszy znawca ponowoczesności mjr Zygmunt Bauman, zatwierdził materiały do wykorzystania. Całe lata – do końca formacji KBW – szkolono na przykładzie „likwidacji bandy Toporka”, zamieszczano to w materiałach szkoleniowych i jubileuszowych - hagiograficznych.
Opowieść poglądową, świadomie, zapewne ze względów dydaktycznych i pedagogicznych, wzbogacano o legendę dzielnych kabewiaków.
Oto, z przyczyn obiektywnych, spóźniony 2 godziny batalion przybywa do Suchowoli. Przywykła do sztampowej roboty bezpieka, widząc niezgodność z planem, chce odpuścić nagonkę i wyczekać innej okazji. Pojawia się jednak bezkompromisowy sztabowiec KBW i wymusza kontynuowanie i rozwój akcji. Odnoszą ogromny sukces Tu pada konkluzja:
"przebieg tych działań raz jeszcze potwierdził w praktyce tezę, że w działaniach bojowych nie może być szablonu. Każda bowiem sytuacja bojowa ma swoją odrębność. Od tego, w jakim stopniu dowódca prowadzący działania potrafi to zrozumieć i powiązać wiadomości o nieprzyjacielu ze sposobem wykorzystania terenu, możliwością pododdziału i metodą wykonania zadania — zależy sukces działania bojowego.
Otóż trzeba krytycznie przyznać, że zgodnie z powziętą koncepcją i wynikającą z planu opracowanego przy udziale grupy pracowników III Wydziału UBP — meliny bandy miały być okrążone przed świtem. Ale stało się inaczej."
Filozof - socjolog - major KBW, takie sytuacje podsumował po latach „Żołnierze pochodzili po wsi, przesłuchali chłopów, może postraszyli któregoś, żeby wydobyć informacje o partyzantach, może komuś dali w mordę, może spalili jakąś stodołę, może nie” (cytat z książki D.Rosiaka "Bauman")
Nie mieliśmy dokąd odejść zostaliśmy na śmietniku
zrobiliśmy porządek
kości i blachę oddaliśmy do archiwum
Słuchaliśmy szczebiotania tramwajów jaskółczego głosu fabryk
i nowe życie słało się nam pod nogi
Pomimo upływu wielu dekad od tragedii, historia Edka i Kolegów oraz ich śmierci jakoś wciąż żyła.
Rozmawiałem z 4 osobami znającymi "Jaguara". Wymieniałem informacje z badaczami. Ze wszelkich wspomnień i dokumentów wyziera przystojny i bystry chłopak, któremu życie stanęło dokładnie w poprzek uzdolnień i starań. Choć nie dane mu było zdobyć lepszego wykształcenia, to jednak miał w sobie naturalną tęsknotę do tworzenia wierszowanych tekstów, chętnie śpiewał był lubiany, miał spore powodzenie wśród kobiet. Sympatia mieszkańców i spory talent pomogły mu długo trwać, ale nie wystarczyły, aby sprostać gigantycznym wysiłkom totalitarnego państwa zorientowanego na zniszczenie niezależności..
Zdarzyło się w 1990 roku, że ktoś uchwycił się pierwszej sposobności odkłamywania lokalnych dziejów, przez dziesięciolecia przykrywanych przekazem towarzyszy z bezpieczeństwa. Na łamach Kuriera Podlaskiego, pojawił się artykuł, w którym wśród niezłomnych ofiar komunistów, ciepło wspomniano Edwarda Topczewskiego.
Wkrótce potem redakcja otrzymała list, w którym, niezwykle kłamliwie przedstawione wydarzenia, jednoznacznie wskazywały na bliższe relacje nadawcy z powojennym aparatem represji. Całość to pomieszanie zaistniałych, a przeinaczonych faktów oraz chorych wymysłów, okraszana scenami i ocenami rodem z resortowych periodyków. Najpierw zafałszowany obraz i dane zabitego milicjanta, potem obciążanie „Toporka” za śmierć zabitego przez milicję, młodego, bezbronnego chłopca, a w końcu podsumowanie:

… ”przynosicie ujmę dla prawdziwych żołnierzy AK. Topczewski Edward i Sadowski ps.”Toporek" w ogóle nie należeli do podziemia za czasów okupacji niemieckiej, a po wyzwoleniu uciekli do lasu przed odpowiedzialnością za rabunek. (- chyba chodziło o zabranie broni nkwdziście podczas ucieczki w 1944r)
To właśnie ci wasi bohaterowie rabowali, gwałcili i zabijali niewinnych ludzi. zdarzało się, że Toporek młode kobiety uprowadzał do lasu i gwałcił. Może byście pomogli odnaleźć miejsce, gdzie znajdują się prochy tych, co zostali uprowadzeni i zamordowani przez tych dzisiejszych bohaterów, rodziny tych ludzi też chcieliby o tym się dowiedzieć ... (przypomnijmy jest rok 1990, a przerażony nadawca listu niestrudzenie pisze w ciągu dalszym): We wszystkich środkach masowego przekazu wychwalacie rządy sanacyjne przed 1939 r.. to jeżeli tamte rządy sanacyjne mieliby powrócić to lepiej byłoby, żeby teraz wybuchła jakaś rewolucja i zginąć od razu, a nie na raty umierać."
Na marginesie zauważmy: końcowa konstatacja nadawcy listu - człowieka z komuny rodem, odsłania nam gorzką prawdę o bezpowrotnym zmarnotrawieniu atmosfery panującej wtedy wśród takich jak on – prostych wyrobników bezpieki. Żyli wtedy oprawcy, grabarze marzeń i ludzi - byli zalęknieni. Gruba kreska i dobrze umocowani koledzy pomogli odzyskać hardość. I jeszcze - jaki przekaz płynął od tych ludzi do dzieci, wnuków i innych bliskich gdy temat Wyklętych ożył po latach. Uodpornieni na poznanie prawdy, chyba znacznie bardziej niż Córka "Pioruna". To zostawmy jednak na marginesie
Tymczasem respondent przypisywał "Toporkowi" gwałty. Choć MO i bezpieka chętnie odnotowałyby każdy taki przypadek dla zaczernienia postaci, to w archiwach nie ma najmniejszego śladu o takich czynach. Jeszcze głos Kolegi "Jaguara" z czasów oddziału "P-8", opublikowany w odpowiedzi na ten paszkwil:
"Autor pisze o gwałtach Topczewskiego i Sadowskiego. Obaj byli młodzi i bardzo przystojni. Mieli takie powodzenie, że gwałcić nie musieli. Obaj wywodzili się z porządnych gospodarskich rodzin. Do końca życia między nimi i ich rodzinami były serdeczne więzy. To był mocny imperatyw ich moralności. Na pewno świętymi nie byli, ale między świętymi, a rabusiami i gwałcicielami jest... absolutna większość społeczeństwa mieszcząca się w konwencjonalnych normach moralnych i do tej części Topczewski i Sadowski należeli."
Część materiałów zawdzięczam Panu Piotrowi Łapińskiemu historykowi z białostockiego oddziału IPN
1 Comments
"Piękny" ten wniosek "odznaczyniowy"!
01 April, 2023 - 14:40
Ten "fok." to autentyczne określenie zawodu, jakie znalazłam na karcie kwalifikacyjnej jednego z dzieci - uczestnika obozu harcerskiego. Ponieważ nie zrozumiałam znaczenia - zapytałam dziecko o zawód ojca - to był "fokcjonariusz".
Dodam, że moje miesięczne zarobki (lekarza z IIº specjalizacji) stanowiły wówczas 2/3 zarobków tego niepiśmiennego "fok MO". On był zapewne tym, który w trójkach ulicznych pilnował pozostałych dwu "uczonych", z których jeden umiał pisać, drugi - potrafił czytać.
Ludzie bez wykształcenia, bez zasad moralnych, bez jakiejkowiek kultury mieli pilnować ładu, porządku państwowego, sprawiedliwości i prawa.
Taka była prawdziwa twarz komunizmu.
Przez co myśmy przeszli - przez poniżenie, pogwałcenie naturalnych praw ludzkich, osobistej i narodowej godności, zaprzeczenie prawdy, głęboką nieprawość, absolutną niesprawiedliwość.
Czy istnieje jakikolwiek inny Naród, inny kraj, który po takim doświadczeniu byłby zdolny zachować tożsamość, ocalić prawdę, utrzymać godność osobistą i narodową? To w dużej mierze zasługa bohaterów niezłomnych takich jak "Jaguar", "Toporek" jak niezliczeni , zamordowani w systemie nieprawości "żołnierze niezłomni" nazwani wyklętymi.
Chwała bohaterom!