Wariant drogi do Polski - zbiorowy, rozbity.

 |  Written by kles  |  0
     W wyniku konferencji jałtańskiej ostatecznie przypieczętowano los części terenów należących do Rzeczpospolitej Polskiej przed wrześniem 1939r.. Jasnym się stało, że zostaną one zaanektowane przez Związek Sowiecki na bliżej nieokreślony, dłuższy czas. W związku z tym komenda wileńsko-nowogródzka Armii Krajowej wydała rozkaz nakazujący ewakuację własnych sił organizacyjnych. Wyrażono również zgodę na opuszczanie tych terenów przez ludność cywilną w transportach Państwowego Urzędu Repatriacyjnego (PUR). Rozformowano   znaczną część, ocalałych po operacji „Ostra Brama”, oddziałów partyzanckich działających jeszcze na terenie wileńskim i nowogródzkim. Żołnierze pod przybranymi nazwiskami wyposażeni w sfałszowane dokumenty zaczęli przejeżdżać w transportach PUR-owskich na teren tzw. Polski "lubelskiej". Część kadr partyzantki wileńsko-nowogródzkiej, a przede wszystkim ludzie zdekonspirowani, ścigani przez sowieckie służby specjalne, nie mogła przedostać się posługując się takimi metodami, w związku z czym granicę jałtańską musieli przekraczać w zwartych oddziałach i z bronią w ręku.  Próby takie podejmowano wielokrotnie z różnym skutkiem.
      Najbardziej pechowym był zimowy przemarsz połączonych oddziałów "Orlicza" i "Tumrego" - łącznie ok. 180 ludzi. Zostali zlokalizowani przez sowietów już poza Puszczą Nalibocką - okrążono ich i zaatakowano znacznymi siłami NKWD. Podczas desperackich prób przebicia się zginęło 80 partyzantów a 25 trafiło do niewoli. Nieudana i tragiczna w skutkach była też wcześniejsza próba koncentracji blisko 200 ludzi pod dowództwem Jana Borysewicza - legendarnego "Krysi". 
Całą wiosnę przez nową granicę przenikały nieduże grupy zbrojne. Kilka udanych przerzutów miało miejsce w czerwcu i na początku lipca 1945r. Wtedy też udało się przejść części, rozproszonych zimą, Krysiaków.
Pod koniec lipca granicę skutecznie przeszedł też większy oddział - "Lalusia". Okazało się jednak, że samo pokonanie przeszkody - linii Curzona - nie oznaczało wybawienia. W kolejnych krwawych zmaganiach poznali prawdziwe, fasadowo - wasalskie, a jednocześnie zbrodnicze, oblicze Polski "lubelskiej".
     Ludwik Nienartowicz ps."Mazepa", pełniący obowiązki komendanta Okręgu Nowogródzkiego,  w porozumieniu z dowództwem Okręgu Wileńskiego, w ramach demontażu struktur okręgów, doprowadził pod koniec pierwszej połowy czerwca 1945 r. do koncentracji w Puszczy Rudnickiej nad Mereczanką, trzech oddziałów partyzanckich.
Były to:
  • kadrowy oddział 7. Brygady Wileńskiej AK - tzw. "Siódemka Wilhelma", pod dow.  Aleksandra Alesionka  ps.„Piorun” ,
  • grupa z 3.Brygady Wileńskiej AK, pod dow. sierż. Zygmunta Kuleszy, ps.„Maroczy” wraz z żołnierzami AK z  Kowieńszczyzny, dowodzonymi  przez Franciszka Jeglińskiego, ps."Jurek",
  • grupa "Krysiaków" z oddziałów nowogrodzkich, pozostałość z II batalionu 77 p.p AK z okręgu Nowogródek, dowodzona przez Władysława Janczewskiego, ps.„Laluś

Całość kilkudziesięcioosobowej grupy zebrała się w bazie ulokowanej w  uroczysku Dębowy Kąt. Dowództwo nad całością objął sierżant Władysław Janczewski ps. „Laluś" zaś funkcję jego adiutanta objął „Piorun”. Całość sił była bardzo dobrze uzbrojona (np. oddział „Lalusia” posiadał 4 RKM, większość żołnierzy była uzbrojona w pistolety maszynowe lub dziesięciostrzałowe SWT).

Oddział "Lalusia" - kwiecień 1945; stoją od lewej: NN "Mur", Franciszek Romanowski "Rosa", Kazimierz Kredyk "Klin", Stanisław Krukowski "Młot", Janina Martun-Litwinowicz "Kroszka", Jan Wilbik "Wolny", Władysław Janczewski "Laluś", Stanisław Ochwat "Bąk", Władysław Junda "Niedźwiedź", Leokadia Nosewicz-Bojanowska "Nieznana", Jan Daglis "Guzik"; w rzędzie dolnym od lewej: Marian Łunkiewicz "Kmicic", Aleksander Szabliński "Szaruga", Jan Grzywacz "Komar", Antoni Matulewicz "Dąb", Jan Michniewicz "Skowronek", Józef Paczkowski "Pająk".
   Dowodzone przez „Lalusia” oddziały miały osiągnąć nową polską granicę dzięki wsparciu zorganizowanemu przez grodzieńską organizację AKO. Kluczową rolę w przerzucie odgrywali dwaj podchorążowie z KeDyw-u grodzieńskiego – Mieczysław Górewicz (ps. „Czeński”) i Roman Chirkowski (ps. „Lech II” ), którzy wiosną i latem 1945 roku przebyli czterokrotnie trasę przemarszu od punktów wyjściowych leżących na wileńszczyźnie po tereny na zachód od linii Curzona.
fotografie z książki K.Krajewski, T.Łabuszewski - Białostocki Okręg AK-AKO
     Partyzanci „Lalusia” rozpoczęli swoją trwającą ponad miesiąc odyseję w drugiej połowie czerwca.  Wyruszyli z Puszczy Rudnickiej 23 czerwca 1945r. - w przededniu spodziewanej obławy NKWD. Żołnierzy podzielono cztery mniejsze pododdziały (określane jako drużyny), dowodzone przez Poźniaka - „Huragana” i NN - „Cygana” (z oddziału „Maroczego”) oraz Franciszka JeglińskiegoJurka” (z „grupy kowieńskiej”) i NN - „Junaka” (z oddziału „Lalusia). 

Liczebność oddziału oceniana jest różnie - od 37 do 57 żołnierzy i kilku łączniczek. Łączniczkami oddziału były na pewno :Wanda Wojdag „Lala”- silnie zbudowana i wytrzymała dziewczyna pomagająca nosić rkm oraz 16 letnia Leokadia Nosowska-Bojanowska „Nieznana” z miejscowości Niewojniańce koło Naczy.

Szli przez Puszczę Ruską aby na dłuższy czas

 

Kwiecień 1945 r. Od lewej: Witold Szalewicz "Szczur", Kazimierz Kiedyk "Klin", sierż. Władysław Janczewski "Laluś", dowódca oddziału.

zatrzymać się w ziemiankach grupy samoobrony AKO w Druskiennikach. Stamtąd, korzystając z pomocy łączników Obwodu AKO Grodno „Prawy Niemen”, skierowali się na południe do Jezior. W Łużnej przeprawili się na drugi brzeg Niemna i skierowali dalej na zachód omijając Indurę i Odelsk. Jeszcze po tamtej stronie, w Minkowicach, zostali poinformowani aby udać się w kierunku Krynki-Supraśl przez Słójkę. Idą jednak inaczej. Granicę jałtańską przekroczyli w nocy 28/29 lipca 1945r. między wsiami Klimówka i Nomiki. Dalej poruszają się zygzakiem (jakby w oczekiwaniu na kogoś) - od Klimówki przez Bilminy, Malawicze, Poniatowicze do Puciłek, wciąż pozostając przy samej granicy. Według późniejszych relacji mieszkańców, wcześnie rano, w ślad za przechodzącym oddziałem, do Klimówki przybyły cztery sowieckie ciężarówki wojskowe. Wysiadło z nich około 100 żołnierzy, którzy przemaszerowali na polską stronę. Nie ustalono czy miało to związek z odziałem „Lalusia”. Pewne jest natomiast, że za polskim oddziałem podążał szwadron kawalerii sowieckiej z psami.
Po przejściu ok. 6-7 km i upewnieniu się u Grygołowicza - przejeżdżającego rolnika ze wsi Poniatowicze, że droga jest wolna od sowietów, oddział "Lalusia" dociera do kolonii wsi Puciłki. Zofia Puciłowska udostępnia na ich potrzeby swoje gospodarstwo - zatrzymują się na pierwszy ranny odpoczynek. Kolonia usytuowana jest przed wsią Puciłki w pobliżu rzeki Łosośny. Tam opuszczają ich dwaj podchorążowie, którzy powracają za granicę po następny oddział.

Po godzinnym odpoczynku oddział zostaje zlokalizowany przez konną grupę sowieckiej straży granicznej z psami. Ponieważ w porę dostrzeżono napastników, a siły były wyrównane, obustronna wymiana ognia zdołała powstrzymać atakujących. Po stronie pograniczników są ranni, być może również zabici. Oddział „Lalusia” wycofuje się przez pole z żytem jednak wówczas dostaje się pod ogień broni maszynowej ze szkoły w Malawiczach Górnych. Okazało się, że w budynku szkoły NKWD „założyło kocioł” oczekując jakoby na kierownika szkoły a na strychu budynku umieściło stanowisko ogniowe. Ostrzał ten, dość skutecznie przytłumił, salwami RKM-u, Stanisław Bartoszewicz ps.”Korek” 

Przejście, przez podmokłe tereny, na lewy brzeg Łosośny, pozwala zgubić pogoń z psami.  w kierunku Orłowicz, ocala oddział przed pogonią straży i ostrzału ze szkoły w wyniku którego ranni zostali NN „Huragan” i „Włodek”. Jednego z nich obie łączniczki „Nieznana” i „Lala” razem z NN oficerem transportują do sąsiedniej kolonii Józefa Sarosieka, który zawiezie rannego za oddziałem do kolonii Karcze, gdzie przekaże go kolegom. Łączniczki natomiast znajdą schronienie na kolonii Bronisławy Ignatowicz. Tam dzięki sprytowi i opanowaniu gospodyni, przedstawione jako córki unikają aresztowania przez sowieckich pograniczników.

Oddział z Puciłek podąża na zachód, mija Orłowicze, przechodzi najpierw tory a potem szosę do Grodna i dalej przez las i kolonię Karcze dociera do pierwszych kolonii wsi Kraśniany. Tu w bezpośrednim sąsiedztwie gospodarstw sióstr Marianny i Stanisławy Czaplejewicz i Wacława Bałdowskiego (dzisiaj zostały tylko fundamenty gospodarstw) zatrzymują się na drugi odpoczynek. Patrol „Jurka” udaje się do w/w sióstr po posiłek dla oddziału. Krótko przed południem, gdy gospodynie niosły obiad, oddział zostaje otoczony w zagajniku na granicy z dużym lasem przez znacznie większe niż poprzednio siły nieprzyjaciela. Oprócz Sowietów w obławie uczestniczą sokólskie UB i oddziały KBW.

Przybliżona polska część przemarszu oddziału. Kolor czerwony - miejsca ataku, zielony - kierunki odwrotu

„Laluś” dzieli oddział na trzy części - skrzydła :

- prawe skrzydło, od północy - w kierunku Gliniszcz Wielkich obejmuje „Piorun” i jego drużyna.
- środkowe, którym dowodzi sierż. ”Maroczy”,
- lewe na południe, od Sokółki i Kraśnian, pod swoim dowództwem,

Otoczone grupy zostały obrzucone granatami. Wyczekują dopuszczając atakujących na dystans skutecznego rażenia ogniem i wtedy powstrzymują natarcie. Ta pierwsza, niespełna półgodzinna faza walki jest zwycięska dla partyzantów. Nieprzyjaciel wycofuje się. Gdzieś w pobliżu od zabłąkanych kul zginęła kobieta - zupełnie przypadkowa ofiara. Po okolicznych drogach - wiodących na Grodno i na Dąbrowę - poruszają się dwie tankietki - ruchome stanowiska ogniowe. Nadjeżdżają kolejne pododdziały. Dysproporcja sił jest ogromna - partyzanci, pomimo chwilowego sukcesu, zdają sobie sprawę. że nie utrzymają się jako zorganizowana grupa oporu. Decydują się przebijać małymi grupkami. Do dalszej walki idą w rozsypce - próbują przenikać przez pierścień obławy.
     Rozproszony oddział nie stanowił już takiej siły jak zorganizowana jednostka a sytuację pogorszyło dowiezienie sił sowieckich z Sokółki oraz rażenie ogniem maszynowym ze stanowisk ustawionych na wzniesieniach przy szosie do Dąbrowy.
Część partyzantów "Pioruna" przebija się do Gliniszcz (ok. 3km na północny wschód) ale obława dociera i tam. Ci co nie zdążyli znaleźć dobrze zamaskowanego schronienia w gospodarskich obejściach wpadają w ręce oprawców, którzy katują ich, a następnie mordują w pobliskim lesie. Tak ginie Brunon Jankiewicz ps.„Janczar” i NN ps."Szpak". Inni próbują uciekać i chronić się po okopach, gdzie trafiają na czekających tam sowietów. Tak pada Mieczysław Górewicz - "Czeński", a Roman Chirkowski - "Lech II" wraz z towarzyszącym NN wpadają w ręce NKWD. Niektórzy próbują bez broni "robić" za zabłąkanych cywilów - to jednak nie pomaga. W ten sposób bezbronny 19-letni Wacław Jakubowski „Karaś” daje się wylegitymować po czym enkawudyści mordują go na zimno. Najlepiej poszło skupionym wokół "Lalusia" - praktycznie bez strat przedostali się poza linię obławy gdzie zaopiekowała się nimi terenowa siatka AKO.      

     Ostatecznie zmagania zakończyły się sporymi stratami i rozbiciem oddziału. 11 partyzantów poległo, 5 zostało rannych ( łącznie z ranionym w Puciłkach) i 4 wzięto do do niewoli.

Największe straty zanotowały dwie drużyny „Pioruna” na prawym skrzydle i główne środkowe sierż.”Maroczego”. „Laluś” ze swoimi wyszedł bez strat.

W bitwie polegli:

kpr. Brunon Jankiewicz ps. „Janczar" - Poniewież (Litwa -Kowno)

kpr. Mikołaj Szrejko ps. „Ryś" - Małe Łopie k/Kowna

kpr. Wacław Jakubowski ps. „Koraś" - Duże Łopie k/ Kowna

kpr. Stanisław Bartoszewicz ps.„Korek" - Rudziszki k/Wilna

sierż. Zygmunt Kulesza ps.„Maroczy" - 3 Brygada „Szczerbca"

szer. Franciszek Płoński - 3 Brygada „Szczerbca"

szer. Józef Stasiłowicz - 3 Brygada „Szczerbca"

sierż. Witold Śliwiński

sierż. NN ps. „Szpak"

chor. Mieczysław Górewicz ps. „Czeński" – Grodno

szer. Jan Czarnicki (15-latek)

* * *

     30 lipca 1945r., zaraz po tragicznych wydarzeniach pod Kraśnianami, kierownik "wydziału walki z bandytyzmem" WUBP w Białymstoku - Ornacik, meldował do Ministerstwa Bezpie­czeństwa Publicznego w Warszawie:

D o n i e s i e n i e   s p e c j a l n e

... Powiat sokolski. Dn. 28.07.1945r.(...) z tere­nów radzieckich przeszła linię Curzona banda „Lalusia" w liczbie 80 osób w pełnym uzbrojeniu. Operatywna grupa z bandą spotkała się między wsiami Kraśniaki i Wielkie Kilszki (Wielkie Gliniszcze), podczas boju zo­stało zabitych 12 bandytów, 4 wzięto do niewoli, z nich 2 rannych. Zdobyto 3 RKM,1 automat niemiecki, 3 automaty rosyjskie, 3 pistolety, 2 rewolwery, 17 magazynków, 6000 szt. amunicji, 2 portfele z dokumentami...

* * *

PS.

0.  Zaznaczyłem na wstępie, że próby przejścia zorganizowanych oddziałow podejmowane były wielokrotnie. Grupy partyzanckie, często liczniejsze od oddziału "Lalusia", niejednolrotnie były osaczane, rozbijane, ponosiły znacznie większe straty. Jednak za każdym razem działo się to po sowieckiej stronie nowej linii granicznej. Opisywany tutaj przypadek dotyczy udanego przejścia linii Curzona, która okazała się być półprzepuszczalna - nie dotyczyła sowieckiego aparatu represji.
Pechowe, tragiczne w skutkach okazało się sąsiedztwo czasu i miejsca z tzw. Obławą Augustowską zwaną niekiedy „małym Katyniem”. To właśnie wtedy, po 25 lipca, zmasowane siły NKWD, UBP i LWP ukończyły krwawą rozprawę z niepodległościowymi działaczami (cywilnymi i partyzanckimi) Suwalszczyzny i Ziemi Augustowskiej. Tamte działania zakończyły się eksterminacją przynajmniej 600 osób. Niektórych ze zluzowanych właśnie jednostek użyto do rozbicia oddziału „Lalusia”. 

1.   Dłuższy czas, pisząc ten tekst i szukając kolejnych materiałów do niego, sądziłem, że opisuję ostatni tak liczny desperacki rajd przez linię Curzona. Tymczasem w połowie września 1945r. udało się przejść w całości, ponad 40-osobowemu, oddziałowi złożonemu z żołnierzy Ośrodka Szczuczyn dowodzonemu przez sierżanta "Żuka" (prawdopodobnie Aleksandra Wojnicza). Oddział rozpłynął się po polskiej stronie na terenie Obwodu AKO-WiN Sokółka.  

2.   Spośród tych, którym udało się wydostać z pierścienia obławy kilku ludzi jesienią zasiliło szeregi oddziału partyzanckiego AKO/WiN dowodzonego przez Leona Suszyńskiego ps."P-8". Nie mam w tej chwili pewności co do wszystkich, na pewno jednym z nich był Kazimierz Borkowski ps."Joker", który dotrwał do ujawnienia a następnie osiedlił się w Wydminach (w ok. Giżycka). Prawdopodobnie taką samą drogę do oddziału przeszli "Zawieja", "Dębina", "Brzechwa" oraz "Szpak".

3.    Roman Chirkowski powrócił z sowieckiej niewoli i ostatecznie osiadł w Olsztynie, gdzie zmarł pod koniec 2011r. Jego bogata okupacyjna przeszłość została pobieżnie udokumentowana w audycji W.Szymańskiego dla Radia Białystok z 2003r.

4.    Do tego tekstu istnieją materiały uzupełniające - w postaci dwóch oddzielnych publikacji.
Są to relacje ludzi oraz podsumowania wydarzeń, które nastąpiły po bitwie i były z nią bezpośrednio związane.
Te publikacje to:
Ślady odnajdywane na drodze do Polski
oraz
Niebezpieczne pobocza drogi do Polski

 
Fotografie oddziału pochodzą z albumu Żołnierze Wyklęci
5
5 (2)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>