blogi

  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Po powołaniu państwa zachodnioniemieckiego priorytetowym celem polityki wewnętrznej stało się dążenie do amnestionowania dawnych zbrodniarzy hitlerowskich i ich integracji ze społeczeństwem niemieckim.
     
     
          W inauguracyjnym przemówieniu Adenauera po zwycięskich dla wyborach parlamentarnych znalazła się też krytyka aliantów, którzy, jego zdaniem, w ściganiu zbrodniarzy posunęli się za daleko. Odniósł się również krytycznie do procesu denazyfikacji, twierdząc, że przyniósł wiele nieszczęść i wyrządził wiele szkód”.
     
     
          „Będziemy – mówił  kanclerz – pertraktować z wysokimi alianckimi komisarzami, by wprowadzili amnestię dla wyroków wydanych wcześniej przez ich trybunały. Będziemy strać się zapomnieć o przeszłości, choć wiemy, że wśród nas jest wiele osób, które obarczyły się kiedyś winą. Ale potrafi my też wyciągnąć wnioski z przeszłości”.
     
     
          Kanclerz, odbudowując centralne ministerstwa, zakładał obsadzenie ich urzędnikami z czasów III Rzeszy. Oficjalnym powodem takiej polityki była konieczność zatrudnienia ludzi kompetentnych, sprawnych organizacyjnie i posiadających wieloletnie doświadczenie zawodowe.
     
     
         Już w sierpniu 1950 roku aż 47,2% osób pracujących w urzędach ministerialnych III Rzeszy wróciło na swoje dawne miejsca pracy. Ich odsetek na kierowniczych stanowiskach był jeszcze większy. Również w administracji regionalnej udział dawnych urzędników był wysoki. I tak np. w kancelarii rządu kraju związkowego Bawarii jesienią 1949 roku wśród zatrudnionych było aż 30% członków NSDAP, podczas gdy prześladowanych przez reżim hitlerowski było niespełna 0,5%.
     
     
          Ogółem w  administracji, na kolei, poczcie czy w przemyśle energetycznym znalazło w 1950 roku zatrudnienie około dwóch milionów osób, spośród których większość była obciążona przeszłością hitlerowską.
     
     
         Adenauer dopuszczając do władzy przedwojennych urzędników zyskiwał ich sympatię i poparcie oraz neutralizował wpływy prawicowych ugrupowań.
     
     
         Podobnie prowadził również politykę gospodarczą, dowodząc, że  gospodarka będzie się dynamiczniej rozwijać w rękach fachowców z hitlerowską przeszłością niż ludzi o czystej przeszłości, ale amatorów lub nowicjuszy. Postulat lepszego materialnego życia dla zdecydowanej większości był bardziej atrakcyjny niż pytania o odpowiedzialność za wspieranie narodowo-socjalistycznego reżimu.
     
     
         Bardzo ważnym krokiem w procesie integracji dawnych hitlerowskich aktywistów było uchwalenie 11 maja 1951 roku ustawy, zapewniającej  wszystkim urzędnikom III Rzeszy prawo do zatrudnienia na stanowisku podobnym do tego, na jakim pracowali przed 1945 rokiem. Ustawa zawierała nakaz wobec kierowników wszystkich instytucji państwowych i samorządowych do zatrudnienia przynajmniej 20% pracowników wcześniej usuniętych ze stanowisk przez administrację aliancką.
     
     
          Ustawa zobowiązywała również struktury samorządowe do wypłacania bezrobotnym urzędnikom „tymczasowego wsparcia”  z własnego budżetu. Tego obciążenia własnego budżetu można było łatwo uniknąć zatrudniając przedwojennych urzędników.
     
     
          Regulacja ta obejmowała znaczną liczbę osób, ponieważ na skutek alianckich rozporządzeń bez pracy pozostawało ciągle jeszcze 450 000 dawnych urzędników hitlerowskich.
     
     
         U przyjęcia tej ustawy leżało przekonanie, że III Rzesza była państwem, którego legalności nie da się podważyć. Jednym ze zwolennikiem tej tezy był wieloletni przewodniczący Federalnego Trybunału Sprawiedliwości Hermann Weinkauff. III Rzesza – w jego opinii – miała pełne prawo wydawać ustawy i rozporządzenia, więc zakwestionowanie tego prawa prowadziłoby do całkowitego chaosu – musiałoby spowodować na przykład anulowanie wszystkich zawartych w tym czasie małżeństw,  zniesienie przepisów drogowych  i całego sytemu świadczeń socjalnych.
     
     
         Tak więc dopóki nie można było dowieść hitlerowskim urzędnikom przekroczenia  kompetencji wynikających z prawa III Rzeszy, nie wolno im było robić w Republice Federalnej żadnych trudności.
     
     
          Uchwalenie tej ustawy  stanowiło ostateczne obalenie polityki denazyfikacji wymuszonej przez aliantów. Zamiast denazyfikacji doszło do powszechnej amnezji zbrodni i win popełnionych w III Rzeszy.
     
     
         W konsekwencji tego procesu np. procentowy udział członków NSDAP w odtworzonym w 1951 roku Ministerstwie Spraw Zagranicznych był większy niż w czasach II wojny światowej.  Już w pierwszym roku działalności ministerstwa prawie połowa urzędników była wcześniej aktywnymi członkami SS, a 17% z nich było wcześniej urzędnikami służby bezpieczeństwa SS i gestapo.
     
     
          Za dobry przykład może posłużyć dyplomatyczna kariera Franza Nüßleina, na którym ciążył wydany przez sąd czechosłowacki wyrok 20 lat więzienia za liczne wyroki śmierci na czeskich opozycjonistach.  Po ośmiu latach więzienia otrzymał zgodę na wyjazd do Republiki Federalnej, gdzie natychmiast otrzymał wysokie odszkodowanie pieniężne za nieuzasadniony pobyt w więzieniu i bez przeszkód został przyjęty do pracy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych na stanowisko kierownika wydziału. Pracował w  ministerstwie do emerytury, na którą przeszedł w połowie lat siedemdziesiątych
     
     
         Podobnie dramatycznie sytuacja przedstawiła się na uniwersytetach. Alianci próbowali początkowo doprowadzić do zmian personalnych, wychodząc ze słusznego założenia, że kształcenie nowych kadr zadecyduje o przyszłym obliczu społeczeństwa niemieckiego. Z tego powodu zwolniono większość przedwojennych naukowców, w tym także wybitnego filozofa Martina Heideggera. Na ich miejsce zatrudniono osoby, które po dojściu Hitlera do władzy wyemigrowały z Niemiec.
     
     
          Po uchwaleniu ww. ustawy z 11 maja 1951 roku krajowe  ministerstwa odpowiedzialne za szkolnictwo wyższe sporządziły listy wcześniej zwolnionych profesorów. Od tej pory jeśli  uniwersytet chciał na stanowisku profesora zatrudnić nową osobę, zdecydowane pierwszeństwo mieli ci, którzy się na niej znajdowali. W wypadku zatrudnienia kogoś spoza listy ministerstwa, uczelnia musiała szczegółowo pisemnie uzasadniać swoją decyzję. Ministerialni urzędnicy mieli przy tym pełne prawo zakwestionować decyzję władz uniwersytetu i wydać nakaz zatrudnienia osoby wcześniej zwolnionej za wspieranie nazizmu.
     
     
          Już na jesieni 1951 roku na wyższe uczelnie Dolnej Saksonii wróciło ponad 20% profesorów wcześniej usuniętych ze stanowisk. Jednocześnie  profesorowie przybyli z emigracji po 11 maja 1951 roku pozbawieni zostali w większości szans powrotu na uczelnie niemieckie.
     
     
           Dobrym przykładem jest los profesora matematyki Ottona Friedricha, który opuścił III Rzeszę, ponieważ zdecydował się na ślub z Żydówką. Gdy postanowił  wrócić do Niemiec i postarał się o przywrócenie mu stanowiska profesora. Ministerstwo Kultury Dolnej Saksonii odrzuciło jego podanie 18 marca 1954 roku, uznając, że  „nie ma żadnych podstaw, żeby twierdzić, że prof. Friedrich był w III Rzeszy prześladowany. Gdyby nie wyemigrował z Niemiec w 1937 roku, to do jego małżeństwa z mocy ustawy o ochronie niemieckiej krwi i czci z 15 maja 1935 roku nigdy by nie doszło. Zakazywała ona bowiem związków z osobami pochodzenia żydowskiego. I nie byłoby też powodów do jego dyskryminowania […]. Zatem nie ma podstaw do przywrócenia mu profesury, z której w 1937 roku zrezygnował dobrowolnie”.
     
     
     
    CDN.
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Kazimierz Suszyński  |  1

    Marian Hemar, O wielkim bojowniku.

    (...)

    Bezdomni i Podziemni, jak w bajce szli widmowi.

    Z niczyjego rozkazu, z własnego wyboru.

    Już tylko na te próby męstwa i honoru.

    Już tylko, by tych prochów nie oddać wrogowi.(...)



    Schyłek roku 1951. 

    Komuniści coraz skuteczniej kształtują rzeczywistość. Niegdyś przyjazna Puszcza Knyszyńska, za ich sprawą zmieniła się w ziemię pacyfikowaną. Wytresowane ideologicznie, a szkolone bojowo wyłącznie do zwalczania polskiego oporu, wojska białostockiej brygady KBW okazały się niewystarczające. Rozpoczęta wczesną jesienią, operacja „Narew”, w ramach której z głębi już  ujarzmionej Polski sprowadzono dodatkowo ponad 3.000 żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego – swoistych janczarów systemu - zdecydowanie pogorszyła sytuację niedobitków zbrojnego podziemia. Trwają karne ekspedycje sił przyjezdnych. 

    Zaprawionego w bojach, unikach i różnorodnych formach przetrwania, doświadczonego partyzanta jakim był Edward Topczewski nie udało się zniszczyć zasadzkami, ani obławami organizowanymi po lasach i wsiach. Jednak miejscowa ludność, sprzymierzeńcy partyzantów, odczuwa tę sytuację jako nieznośną. Zmusza to  oddział do porzucenia macierzystych terenów Puszczy Knyszyńskiej. Pojawiają się jeszcze nieraz w okolicach Czarnej Wsi – choćby w celu utwierdzania UB w przekonaniu o ciągłej obecności na dawnym terenie, ale faktycznie od zimy bazują już w okolicach Suchowoli. 

    Bezpiece pozostały wytrwałość i przypadek albo tzw. kombinacje operacyjne. 

    Antoni Pańkowski, ówczesny szef powiatowego UB w Białymstoku, prawie ćwierć wieku później, w tajnym opracowaniu napisał

    W tej sytuacji Wydział III-ci WUBP w porozumieniu z PUBP w Białymstoku, który dnia 14.V.1952r przejął sprawę agenturalnego rozpracowania krypt."Wisła" do dalszego prowadzenia, mając na uwadze uaktywnianie powyższego rozpracowania doprowadzającego do likwidacji działającej bandy "Toporka" zakłada szereg istotnych kombinacji operacyjnych takich jak :

    „ - wyprowadzenie bandy na dokumentach legalizacyjnych z rejonu ich działania na teren Zielonej Góry;

    - wyprowadzenie d-cy bandy "Toporka" - Topczewskiego Edwarda na teren Warszawy, pozbawiając tym samym bandę trzonu kierowniczego;

    - wprowadzenie tajnych współpracowników do wewnątrz bandy i za ich pośrednictwem doprowadzenie do jej końcowej likwidacji.”

    Dalej, w tym samym opracowaniu, Pańkowski opisuje działania, które podjęto:

    Dnia 6 czerwca 1952r w wyniku przeprowadzonej jednej kombinacji operacyjnej przez Z-cę Naczelnika Wydz.III-go WUBP w Białymstoku kpt. Koperka, zostaje tajnie zatrzymany i pozyskany do współpracy pod ps."Szczygieł" jeden z aktywnych pomocników bandy "Toporka". Wymieniony otrzymuje zadanie wstąpienia do bandy. Zadanie to wykonuje ….

    w dniu 28 sierpnia 1952r za pośrednictwem uprzednio wyprowadzonego członka bandy "Toporka" nawiązuje zerwany kontakt z UBP przekazując informację o pobycie "Toporka" i jego dwóch członków na jednej z melin pow. sokolskiego.

    Kilkuset funkcjonariuszy UB, KBW i MO nocą 29/30.08.1952 wyrusza w kierunku wsi pod Suchowolą

     

    Nieco ponad tydzień później powstaje tajny meldunek do MBP, który, w specyficzny sposób, opisuje co zaszło - innych relacji nie mamy.

    Białystok, dnia 9 IX 1952r.-

    Ściśle tajne

    ------------

    Do

    Naczelnika Wydziału I-go

    Departamentu III-go M. B. P.

    w Warszawie

    ------------------------------

    MELDUNEK SPECJALNY

    ----------------------

    Melduję, że w dniu 28 VIII 52r na podstawie przeprowadzonej kombinacji przez Wydz.III-ci WUBP w Białymstoku za pośrednictwem wyprowadzonego członka bandy "Toporka" PUCHALSKIEGO Wiktora został nawiązany kontakt z agentem "Szczygłem", który to od chwili zawerbowania poszedł do bandy "Toporka" z którą chodził do końca miesiąca czerwca b.r.

    Po nawiązaniu kontaktu z ag. "Szczygłem", stwierdzono, że w dalszym ciągu starał się nas okłamywać i nie chciał zapodać obecnego pobytu bandy "Toporka", ani melin na których melinował się wraz z bandą podczas jego pobytu w bandzie "Toporka".

    W związku z czym ag. "Szczygieł" został zatrzymany który to z koleii w trakcie śledztwa zapodał sześć melin bandy na których melinował się wraz z bandą "Toporka".

    Na podstawie uzyskanych wyjsc w trakcie śledztwa zatrzymanego KOZBIELA Edwarda ps. "Szczygieł" w dniu 30.8.52r przy pomocy wojska KBW przeprowadzono szczegółową rewizję melin bandy "Toporka" w międzyczasie zastało przeprowadzone, śledztwo przez Z-cę Naczelnika Wydziału III-go z GNIEDZIEJKO Henrykiem s.Jana zam. na kol. wsi Pokośna gm. Suchowola pow.Sokółka, który to przyznał się, że do jego zabudowań, w dniu 29 VIII 52r około godz. 20-ej przyszła trzy osobowa banda pod d-ctwem "Toporka", która zjadła kolację, a następnie wym. bandyci wzięli, kożuch i poszli spać na strych do stodoły. W związku z czym zaprzestano przeprowadzania rewizji w zabudowaniach, a następnie bandyci zostali wezwani do poddania się za pośrednictwem gospodarza u którego się melinowali t.j, GNIEDZIEJKO Henryk, jednak bandyci nie chcieli się poddać, a jeszcze oddali serię z automatu PP-sza w kierunku do gospodarza którego chcieli zabić gdyż podejrzewali go o to, że ich wydał. Jednak z powodu zacięcia się automatu wym. gospodarz zdołał wycofać się nie ponosząc żadnych poszkodowań.

    W związku z czym oddano kilka serii z RKM-u do bandytów chcąc ich zmusić do poddania, jednak bandyci nie chcieli się zdać o czym świadczyła wspólna wymiana strzałów pomiędzy wojskiem a bandą. Na wskutek dalszej, wymiany strzałów bandyci zostali zabici.

    Wynik oględzin zwłok przez lekarza wykazał, że bandyci w trakcie wymiany strzałów zostali ciężko ranni, a następnie sami popełniali samobójstwa z posiadanej przez nich broni.

    Po zakończonej akcji na podstawie rozpoznania świadków potwierdzono, że zabitymi bandytami są:

    1/ D-ca bandy TOPCZEWSKI Edward ps."Toporek"s.Konstantego i Marii z d. Kundzinowskich ur.4.6.1925r. we wsi Wodziłówka gm. Knyszyn pow. Białystok

    2/ ORŁOWSKI Stanisław ps.”Piorun” s.Antoniego i Bronisła-wy z d. Anuszkiewicz - ur.9.XI.19l9, we wsi Fiedorowizna gm.Sztabin pow. Augustów b. d-ca bandy z terenu pow. augustowskiego.

    3/ Imię Czesiek nazwisko nieznane pochodzi zza "linii Curzona"

    (...)
    Podczas likwidacji bandy zdobyto następującą broń:

    1. automat PP-sza Nr. 887;

    2. automat PPS Nr. 2717

    3. trzy pistolety jeden TT i dwa "Parabellum"

    4. trzy granaty i sto sztuk amunicji do automatu PP-sza.

    Naczelnik Wydziału III - go WUBP

    w Białymstoku

    / - / Więckowski, mjr.-


    Ciała oblano wodą z wiader ,częściowo spłukując krew, po czym sfotografowano, podobnie jak miejsce i zdobyte wyposażenie. Następnie zabitych rzucono na brony, które pociągnięto za samochodem. Wierni swej służbie zginęli w mundurach Wojska Polskiego, do których posiadania przykładali tak wiele starań.
    Po tryumfalnym objeździe i okazywaniu świadkom, zwłok pozbyto się gdzieś zagrzebując bądź wrzucając. Podobnie jak niemal we wszystkich takich przypadkach, nie znamy tego miejsca i ofiary wciąż nie mają grobów! Nie wiemy też nic o Curzoniaku. Urodzony na przełomie lat 20-tych i 30-tych XX stulecia, pochodził najpewniej z terenów zaniemeńskich skąd uciekł przed sowietami pod koniec lat czterdziestych. Pozostało zdjęcie, na którym łatwo daje się zidentyfikować Cześka – jak również zwracano się do niego. Potrzebni są jednak świadkowie z tamtych miejsc i czasów, albo opisane czytelne fotografie.

    Dnia 14 września 1952r zaniechano i złożono w archiwum Wydziału "C" KWMO Białystok sprawę agenturalnego rozpracowania krypt.”Wisła”, a akcję odstrzału patrolu „Toporka wciągnięto na niezbyt długą listę sukcesów trwającej rok operacji „Narew”

    * * *

    Jeszcze spinająca klamra, bardziej sprzączka – nawiązanie do tytułu całego cyklu.

    Na początku opowieści, w pierwszej części, wspominałem fotografię, jej pochodzenie i rewers. Od 2009r. mam jeszcze jedno zdjęcie Edwarda Topczewskiego, z treściwym rewersem. Format i wielkość - legitymacyjne – jednak wykonane nie na potrzeby dowodu tożsamości, nie pochodzi też z wizyty „Jaguara” w zakładzie fotograficznym. Przedstawia umundurowanego Edwarda Topczewskiego – ufna twarz, czapka z orzełkiem, płaszcz wojskowy. Wszystko wskazuje na wykadrowanie podobizny z jakiegoś nieznanego mi wcześniej zdjęcia zbiorowego. Tę fotografię też przechowywano latami, jednak nie wśród hołubionych pamiątek lecz wśród trofeów Urzędu, a następnie Służby Bezpieczeństwa. No i ten rewers – zupełnie obcego pochodzenia – stanowi go odręczny opis: …

    Topczewski Edward

    ps. Toporek

    dowodca bandy o zabarwieniu WiN

    działał w okresie

    1948-1952

    zabity

    Tak opisane zdjęcie najpewniej posłużyło lub miało posłużyć do zilustrowania jakiejś publikacji o czynie zbrojnym bezpieki, wspomnień ważniejszego ubowca albo resortowej wystawy okolicznościowej.


    Najpewniej w niedługim czasie opublikuję Appendix do tego cyklu. Materiały są, potrzeba jednak jakiegoś ujęcia.

                Poprzednie odcinki:

    odc.1. 
    odc.2.  
    odc.3.

    5
    5 (1)

    1 Comments

    Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

    katarzyna.tarnawska
    znalazł się wpis, w którym wspomniano również partyzanta o pseudonimie Toporek. Ponieważ bloger Kles ma zastrzeżenia do wiarygodności wpisu - usuwam mój komentarz dotyczący tamtego tekstu.
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    W trakcie pobytu w Polsce angielscy członkowie misji „Feston” rozmawiali zarówno z żołnierzami AK, jak i z żołnierzami Narodowych Sił Zbrojnych oraz  przedstawicielami Armii Ludowej.
     
     
           Ochraniający ich por. „Twardy” wspominał po wojnie, że „charakter ich zamiarów, jak i zainteresowanie było różnolite, począwszy od naszego tj. polskiego życia, bytowania, a skończywszy na zainteresowaniach politycznych. Wypytywali się o wszystko, a nie tylko mnie, ale kogo spotkali, obojętnie czy to był partyzant, wieśniak czy robotnik, inteligent, czy Akowiec, czy Bechowiec, NSZ-towiec, AL-owiec, [...] chodziło im przede wszystkim o nasz ogólny stosunek do Rosji  Rozmawiali także z rosyjskimi skoczkami oraz ze zbiegłymi jeńcami rosyjskimi, znajdującymi się w oddziale .
     
     
           W dniu 3 stycznia w leśniczówce Zacisze w nadleśnictwie Gidle członkowie misji "Freston" spotkali się z Komendantem Głównym AK gen. Leopoldem Okulickim „Niedźwiadkiem”, dowódcą Okręgu „Jodła” AK płk. Janem Zientarskim i szefem sztabu Komendy Głównej AK płk Januszem Bokszczaninem „Sękiem”.
     
     
           Wedle relacji płka Hudsona: „Jedyną wątpliwością Dowódcy Armii Krajowej w stosunku do komunizmu jest jego służebna rola w stosunku do Rosji. AK ma dosyć dobre stosunki z radzieckimi oficerami, ale on osobiście nie miał szczęścia w radzieckim świecie. Stwierdził, że tragedią dla Polski będzie, jeśli rosyjskie projekty są ograniczone do niej samej, ale jest mocno przekonany, że po pokonaniu Niemiec (co jest kwestią najwyżej kilku miesięcy) Brytyjczycy i Amerykanie będą zmuszeni do ogromnego wysiłku, by pokonać rosyjską agresję. Cokolwiek by się działo, AK zamierza zachować własną tożsamość.
     
     
       Z kolei Antoni Pospieszalski wspominał: „[Gen. Okulicki] wskazał na przykłady, jak współpraca z Armią Czerwoną po wykonaniu zadania kończyła się z reguły tragicznie dla żołnierzy AK. Dlatego w nadchodzącej ofensywie sowieckiej zmobilizowane oddziały AK będą nadal wspierać siły rosyjskie, ale nie ma mowy o otwartej współpracy i dekonspirowaniu się wobec Rosjan. Z chwilą objęcia terenu przez wojska rosyjskie, oddziały Armii Krajowej będą po prostu rozwiązane”.
     
     
          Z uwagi na to, że dokumenty przesłane przez Brytyjczyków stronie sowieckiej informowały o sześciu jej członkach, a na skutek odwołania Aluna Morgana powstał wakat, postanowiono w skład grupy włączyć polskiego oficera -  por. Szymona Zarembę „Jerzego”, na którego wyrok śmierci wydała AL.
     

          W trakcie spotkania brytyjską misją gen. Okulicki zauważył, że „zabezpieczenie bezpieczeństwa Misji, nie przygotowanej do pracy konspiracyjnej, napotyka na duże trudności i jest bardzo wątpliwe . […]  Pułkownik Hudson zgodził się ze mną, że w tej sytuacji pobyt oficerów brytyjskich u nas jest bardzo trudny i prosił ze swej strony o wysłanie do jego dyspozycji mjr. Kennedy [Romana Kowerskiego] i Krystyny [Krystyny Skarbek-Giżyckiej „Folkstone], zamiast jednej podkomisji”.
     
     
           Po rozpoczęciu się styczniowej ofensywy sowieckiej, cała misja znalazła się na tyłach Armii Czerwonej. Wtedy, na prośbę członków ekspedycji, osłaniający ich oddział AK, oddalił się.
     
     
           Szef misji postanowił nawiązać kontakt z przedstawicielami Armii Czerwonej.  Wcześniej przebrano Szymona Zarembę „Jerzego” w mundur angielski i przemianowano, tymczasowo, na Aluna Morgana. W ten sposób w skład grupy wszedł kolejny zakonspirowany Polak.
     

          W dniu 16 stycznia grupa się rozdzieliła. Curie i Solly-Flood pojechali do Żytna pod  Radomskiem, do majątku Stefana Siemieńskiego po znajdującą się tam radiostację . Reszta pozostała w Katarzynowie. Jadący po radiostację członkowie misji napotkali patrol sowiecki, który zawiózł ich do kwatery dowódcy, mieszczącą się w Żytnie. Tam też po raz pierwszy zostali przesłuchani. Następnego dnia, pod eskortą przewieziono ich do Katarzynowa, gdzie przebywała reszta członków misji wraz z płk. Hudsonem.
     

          Po rozmowach w sztabie wojsk sowieckich, skonfiskowano im sprzęt radiowy i broń. Zostali aresztowani jako podejrzani o szpiegostwo.
     

          21 stycznia zostali przewiezieni do Radomska, potem do Jędrzejewa, 26 stycznia do więzienia w Częstochowie . Stamtąd  wystosowali list protestacyjny do marszałka Iwana Koniewa. Jednocześnie interwencję w ich sprawie podjęła ambasada brytyjska w Moskwie. Po kolejnej turze, więzienie zamieniono im na areszt domowy i postanowiono o przewiezieniu ich do Moskwy.
     

         11 lutego wszyscy zostali przetransportowani drogą lotniczą do Mielca, gdzie mieli możliwość kontaktu z Polakami. Zauważyli, jak bardzo małym autorytetem cieszył się rząd lubelski i że wszystkie decyzje są uzależniane od dyrektyw sowieckich.
     

         Dwa dni później zostali przewiezieni samolotem do Lwowa, a kolejnego dnia rozpoczęli podróż koleją do Moskwy, dokąd dotarli rankiem 17 lutego.  Tam też, po zwolnieniu z aresztu, oddano ich brytyjskiej misji wojskowej w Moskwie, a stamtąd 16 marca zostali odesłani okrężną drogą do Londynu, przez Baku, Teheran, Kair i Gibraltar. W Wielkiej Brytanii znaleźli się 21 marca 1945 roku.
     

         Jeden z uczestników misji por. Szymon Zaremba, podający się za Aluna Morgana, musiał pozostać w Moskwie - Sowieci zorientowali się w mistyfikacji i zażądali dodatkowych informacji na jego temat. Ze względu na słabą znajomość języka angielskiego Polak pozostał jeszcze jakiś czas w ambasadzie brytyjskiej, przeżył dwa zamachy NKWD na swoje  życie i dopiero po pół roku wraz z ambasadorem udał się drogą lotniczą do Londynu
     

         Po przybyciu do Londynu członkowie misji sporządzili raport, zawierający ocenę stosunków politycznych, społecznych i militarnych na ziemiach polskich. Raport ten trafił do archiwum, gdyż wcześniej w lutym na konferencji w Jałcie  Polskę pozostawiono w   sowieckiej sferze wpływów, przesądzając tym samym o tragicznym losie tysięcy żołnierzy AK.
     

           W 1995 roku ambasador Wielkiej Brytanii zaprosił kilkunastu żołnierzy AK, ochraniających niegdyś misję „Freston”, na spotkanie z królową Elżbietą II. W maju 2003 roku w nadleśnictwach Złoty Potok, Gidle i Radomsko przebywała delegacja oficerów z Kwatery Głównej NATO , oddając honory i składając kwiaty na okolicznych cmentarzach, gdzie pochowano żołnierzy AK.
     
     
    Wybrana literatura:
     
    J. Durka – „Freston” – brytyjska misja wojskowa SOE w Polsce. Przygotowania-przebieg-fiasko
     
    Drogi cichociemnych
     
    Armia Krajowa w dokumentach 1939-1945
     
    D. Stafford  - Wielka Brytania i ruch oporu w Europie (1940-1945). Zarys dziejów Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE) oraz wybór dokumentów.
    Ilustracja: https://www.outono.net/elentir/2017/02/14/armia-krajowa-75-years-ago-was...
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    W końcu grudnia 1944 roku wylądowała w okupowanej Polsce brytyjska misja wojskowa, o kryptonimie „Feston”
     

                W obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej do przedwojennych granic Rzeczypospolitej, Mikołajczyk zwrócił się w lutym 1944 roku do  Churchilla z propozycją  wysłania do Polski misji wojskowej, która miała koordynować pomoc militarną aliantów dla Armii Krajowej oraz uczestniczyć w ujawnianiu przed Sowietami ośrodków Polskiego Państwa Podziemnego. Rząd brytyjski nie podjął jednak tematu.
     

                Wrogi stosunek Sowietów do żołnierzy AK oraz przedstawicieli państwa podziemnego, aresztowania, mordy i wywózki Polaków w głąb ZSRS sprawiły, iż w końcu marca 1944 roku szef Oddziału Specjalnego Sztabu Naczelnego Wodza płk. Michał Protasewicz w piśmie do szefa Sekcji Polskiej Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE – Special Operations Executive) ppłk. Perkinsa zaapelował o przysłanie komisji międzyalianckich w związku z likwidowaniem oddziałów AK na Wołyniu przez dowódców Armii Czerwonej.
     
     
                 W kolejnych tygodniach Mikołajczyk poruszał ten temat w trakcie rozmów z Churchillem oraz zastępcą sekretarza stanu USA Edwardem Stettiniusem. Brytyjczycy uzależniali jednak wysłanie takiej misji od wcześniejszego porozumienia rządu RP z władzami sowieckimi. Mikołajczyk miał nadzieję, iż obecność w Polsce Brytyjczyków może spowodować zmianę postępowania Sowietów wobec Polaków.
     

              Dopiero w dniu kapitulacji powstania warszawskiego, 2 października 1944 roku rząd brytyjskim zgodził się wysłać ww. misję do Polski.  Trzy dni później ppłk Harold Perkins poinformował zastępcę szefa sztabu Naczelnego Wodza, gen. Stanisława Tatara, o postanowieniu natychmiastowego wysłania do Polski misji, składającej się z trzech oficerów, pod kierownictwem doświadczonego w podobnych operacjach na terenie Jugosławii płk. Ouane'a T. Hudsona.  W grupie tej miał znaleźć się też polski „cichociemny", por. Antoni Nikodem Pospieszalski.
     

            Ppłk Perkins podkreślał, iż „Jesteśmy przygotowani, że po przybyciu tych obserwatorów do m[iejsca] p[ostoju] Nacz[elnego] Dowództwa Armii Krajowej i rozejrzeniu się w sytuacji, będą oni musieli powołać dalszych obserwatorów dla stworzenia podośrodków obserwacyjnych w głównych ośrodkach oporu AK. To jednakże będzie zależeć od rozwoju sytuacji i informacji, które od nich otrzymamy”.
     

               Natychmiast potem gen. Tatar rozpoczął przygotowania do zorganizowania zrzutu z misją brytyjską. 13 października 1944 roku przerzucono drogą lotniczą uczestników misji do bazy w Brindisi na południu Włoch. W nocy z 16 na 17 października zrzucono pod Piotrkowem płk. Romana Rudkowskiego „Rudego”, który miał poczynić przygotowania do przyjęcia misji w Polsce.


                Tymczasem sytuacja nagliła. Informacje z Polski były coraz bardziej dramatyczne. Szef sztabu Okręgu Lublin pisał: „Stałe obławy milicji obywatelskiej dla oczyszczenia terenów z żołnierzy AK w powiecie lubelskim. Bez sądu rozstrzelała 38 żołnierzy AK. Propaganda PKWN nazywa nas bandytami, mordercami, faszystami, pachołkami Hitlera itp. Oficerowie i żołnierze AK internowani w Brześciu, wywiezieni do Kazania względnie Riazania. Terror NKWD taki sam jak Gestapo. Interwencja konieczna. Sowieci mówią, że wojna z Polakami i z Anglią nieunikniona. Rabują mienie państwowe i prywatne, wywożąc na wschód. Oburzenie i rozgoryczenie ludności bardzo duże, może dojść do walki”.
     

            W związku z przebywaniem w Częstochowie gen. Okulickiego, z którym misja aliancka miała się spotkać, zrzut planowano zrealizować w pobliżu tego miasta. Ostatecznie wybrano zrzutowisko „Ogórek” na polach wsi Bystrzanowice.


              Częstochowscy partyzanci mieli spore doświadczenie w przyjmowaniu zrzutów. Tą drogą otrzymywali często broń, amunicję, lekarstwa, radiostacje nadawczo-odbiorcze, sprzęt saperski, mundury oraz pieniądze. Zrzutowiska ochraniane były przez doświadczone oddziały leśne. Zrzucony z samolotów ładunek zabierano do ukrytych bunkrów.
     
     
                Zadaniem alianckiej misji było ustalenie, jakie stosunki panują między AK a Armią Czerwoną oraz dołożenie starań do ewentualnej ich poprawy. Brytyjczykom nie wolno było brać udziału w walkach, chyba że w obronie własnej. W skład grupy wchodzili: płk Duane T . Hudson, kpt. Tonny Currie (Antoni Pospieszalski), mjr Peter Solly-Floock, mjr Peter Kemp, mjr Alun Morgan oraz st. sierż. Donald Galbraith
     
     
                 W nocy z 21 na 22 października podjęto pierwszą próbę dokonania zrzutu. Jednak ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne próba okazała się nieudana. Podobnie zakończyła się druga próba w dniu 18 listopada.
     
     
                  Po dymisji Mikołajczyka rząd brytyjski czasowo (27 Xl-22XII) wstrzymali przylot ich misji do Polski. Nowy polski premier Tomasz Arciszewski nie był politykiem takim uległym wobec Brytyjczyków, jak jego poprzednik.
     

                W Boże Narodzenie 1944 roku podjęto kolejną próbę zrzutu misji. Samolot, który wystartował z bazy w Brindisi we Włoszech, doleciał nad Polskę. Jednak krążący blisko godzinę nad „Ogórkiem” i lotniskami zapasowymi pilot „Liberatora” Edmund Ladro i jego załoga, w której znajdował się wybitny polski lotnik gen. Ludomił Rayski, nie dostrzegli świateł placówek, musieli zawrócić.
     

                Dopiero następnej nocy z 26 na 27 grudnia udało się zrzucić nad Bystrzanowicami wszystkie zasobniki i paczki. Wyskoczyli też skoczkowie (pięciu, gdyż mjr Alun Morgan został wycofany z misji ze względu na stan zdrowia).
     
     
                W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, w kilka minut po godzinie 21 por. Franciszek Makuch „Roman” (kierownik referatu przerzutów powietrznych AK) przyjął na zrzutowisku o kryptonimie „Ogórek” w Bystrzanowicach Brytyjską Misję Wojskową w Polsce "Freston”. Polscy partyzanci pomogli przybyszom zwinąć spadochrony, szybko zgasili rozpalone na zrzutowisku ogniska i załadowali na wozy pojemniki z bronią, zrzucone przez „Liberatora”.
     
     
                   Do pierwszej osłony Brytyjczyków został przydzielony oddział por. Stanisława Wencla „Twardego”, liczący wówczas około 40 osób, w tym kilku Anglików - jeńców zbiegłych ze Stalagu 334 Lamsdorf (Łambinowice).
     

                „ Lądowanie nie odbyło się całkiem bez przygód. – wspominał potem Antoni Pospieszalski -  Hudson i Kemp potłukli się na zamarzniętej grudzie, ja wyskoczyłem o parę sekund za wcześnie i wylądowałem sam jeden w polu daleko poza placówką. Ale po niespełna godzinie znaleźliśmy się wszyscy nie tylko na placówce pod serdeczną opieką oddziału por. Twardego, ale i w przestronnym wiejskim domu, przy suto zastawionym stole, w towarzystwie całej masy ludzi, żołnierzy i cywilów, starych i młodych, dostojnych pań i uroczych dziewcząt. Nie wyglądało to bardzo konspiracyjnie. A jednak czuliśmy się całkiem bezpiecznie, brytyjski mundur (bo byliśmy w battledressach) zdawał się rzeczą tak samo naturalną jak w Anglii. Na samym wstępie przekonaliśmy się namacalnie, że noc w okupowanej Polsce jest polska. Moi brytyjscy towarzysze byli bardziej zdumieni niż ja. Ponieważ na okres zimowy w oddziałach pozostali tylko dobrze umundurowani i uzbrojeni żołnierze, a dowództwo przed odbiorem tak ważnych gości wyposażyło ich dodatkowo w nowe mundury, broń i amunicję, płk Hudson już na wstępie miał powiedzieć: Kiedy startowaliśmy [... ] żegnała nas polska kompania wojsk regularnych, po wylądowaniu wita nas polska kompania partyzancka. Nie widzę między nimi różnic”.
     
     
    CDN.
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Kazimierz Suszyński  |  0

    Puszcza Knyszyńska - listopad 1946.

    Dla Edka - splot znaków i wydarzeń. Na początku miesiąca, w zasadzce KBW, ginie „Czarek” - kolega jeszcze z czasów plutonu „Słucz” - jedyny spośród nich, po półtorarocznych zmaganiach, poległy w walce. W dodatku został śmiertelnie raniony na terenie, który dotąd zawsze należał do partyzantów. 17 listopada, po raz drugi w ciągu niespełna miesiąca, UB-owcy pospołu z KBW zdobywają obóz oddziału. „Jaguar” i koledzy muszą uciekać i to we własnej Puszczy. Las, ponad 3 lata służący Edkowi za absolutny azyl, przestaje być pewnym schronieniem. Jego własna broń, PPSza, przez wiele miesięcy stanowiąca oparcie w działaniu, została rozstrzelana w walce, biorąc na siebie kule przeznaczone dla niego, a podziurawiony płaszcz nakazywał pokorę.

    Edward Topczewski - „Jaguar” zwątpił i opuścił oddział, który, jak się nawet mogło początkowo wydawać, poszedł w rozsypkę. Pozostawił też jednego z ranionych w obławie, kolegów. Musiał uciec, wyrwać się z, trwającego kilka lat, ale teraz boleśnie uzmysłowionego, położenia łownej zwierzyny.

    Początkowo zaszył się w rodzinnych okolicach, ale już się przekonał, że nie na długo zapewni mu to spokój. Przy najbliższej sposobności przedostał się do Warszawy. Tam udało mu się znaleźć punkt zaczepienia – korzystając z fałszywej tożsamości, jako Edward Wierzbicki, uzyskał dach nad głową w odremontowanej kamienicy Mulmanów - naprzeciwko Hali Mirowskiej - i rozpoczął pracę w pobliskiej, należącej do Mazurkiewicza, Wytwórni Artykułów Gospodarstwa Wiejskiego i Zabawek na ul. Żelaznej.

    Odbywają się wybory, których jawnie sfałszowane wyniki jak i sam przebieg z zupełną obojętnością przyjmuje tzw. wolny świat.

    Jest luty 1947 roku, tryumfujący komuniści, poprzez nowowybrany Sejm, ogłaszają amnestię.

    Edek widuje kroniki filmowe, czyta doniesienia prasowe. Nie jest naiwny, ale pragnie wrócić do normalnego życia i swej tożsamości, a byłoby to możliwym wedle litery i oficjalnego ducha ustawy. Choć z dala od oddziału, to przecież wciąż trapiony jest niepewnością, wręcz strachem. Być może samodzielnie, a może po jakichś kontaktach z bliskimi podczas Świąt Wielkanocnych, postanawia spróbować i wykorzystać szansę. Na własną rękę 16 kwietnia udaje się do Białegostoku. Tam w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa składa deklarację ujawnienia. Broni nie zdaje wyjaśniając, że utracił ją podczas ostatniej napaści UB i KBW. W formularzu, który zobowiązany jest wypełnić podaje aktualne dane związane z pobytem w Warszawie. Po czym, jako, że na wsi akurat przednówek, wraca do stolicy, gdzie nadal będzie mógł pracować.|


    Prawdopodobnie w okresie zaduszkowym znowu odwiedza Wodziłówkę i podróżując pociągiem na trasie Warszawa – Białystok, poznaje współpasażerkę. Stara się jakoś oczarować kobietę, wywrzeć silne wrażenie. Jak to bywa w podobnych wypadkach chełpi się więc swymi dokonaniami i możliwościami, wzbudzając niekłamane zainteresowanie napotkanej, z tym, że wynikające z zupełnie odmiennych, niż jego, przesłanek. Ową interesującą, czy może raczej zainteresowaną, nieznajomą kobietą jest „Czarna” - agentka na kontakcie warszawskiego UB. Kilka dni później sążnisty donos trafia na biurka stołecznych funkcjonariuszy. Wkrótce z zaciekawieniem zapoznali się z nim ich koledzy z Białegostoku.

    Tymczasem w kraju mamy bitwę o handel, która pod koniec 1947r. jest już w zaawansowanym stadium. Skutek jest taki, że pomimo gigantycznych potrzeb rynkowych wyniszczonej wojną Polski, prywatne firmy przestają istnieć, zostają upaństwowione albo karłowacieją do rozmiarów rzemieślniczego warsztatu. Pracownicy, a często i pracodawcy idą na bruk. Odpowiedzialni za nabór kadr w przedsiębiorstwach państwowych unikają zatrudniania ujawnionych żołnierzy powstania antykomunistycznego. W ten sposób Edward traci oparcie materialne w stolicy i wraca do Wodziłówki. Co z tego, że jest robotny i inteligentny. Żadnego konkretnego wykształcenia nie ma, a choćby nawet miał, to z papierów widać, że lepiej go omijać. Próbuje ufnie spoglądać w przyszłość. Wymyślił więc sobie, że musi zdobyć umiejętności na które będzie zapotrzebowanie. Pracując z ojcem na roli dojeżdża do Ełku - miasta gdzie jest nieznany - aby jeszcze w 1948r ukończyć kurs wodno-melioracyjny. Tak zdobywa bardzo przydatny w tamtym czasie i terenie fach, którym nikomu nie zdąży się przysłużyć.

    Jesienią tego samego roku, pod zarzutem rabunku dokonanego na szkodę, tu UWAGA: nieznanej z imienia i nazwiska nauczycielki, „Jaguara” zatrzymuje milicja z Knyszyna. Podobno chodziło o zegarek oraz rower. I tutaj znowu UWAGA – zatrzymawszy, MO natychmiast odstawia go do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Białymstoku – jakby bezpieka była właściwym organem dla szukania skradzionych rowerów. O co wtedy naprawdę chodziło, dlaczego został zatrzymany?

    Ledwie kilka miesięcy wcześniej, towarzysz broni z pddziału "P-8" - Gabriel Oszczapiński czyli „Dzięcioł” - zaszczuwany przez UB, porzucić musiał świeżo założoną rodzinę oraz z trudem zdobytą pracę i zaczął się ukrywać. Gdy zatrzymywano "Jaguara", łączył już swe siły z innym, też już ukrywającym się kolegą z oddziału - Zdzisławem Kruszyńskim czyli Tygrysem”, inaczej „Szczygłem” lub „Lalusiem”.

    Był to również okres intensywnych zabiegów UB o postawienie w stan oskarżenia Leona Suszyńskiego czyli „P-8” - ujawnionego ich dawnego dowódcy - które to starania po roku uwieńczono fałszywymi zeznaniami, sfabrykowanymi zarzutami i wieloletnim wyrokiem.

    Dzisiaj możemy tylko snuć przypuszczenia co do przebiegu i faktycznej przyczyny ówczesnego zatrzymania, a następnie wypuszczenia, Edka. Czy chodziło o kombinację operacyjną przeciwko kolegom, czy o próbę wydobycia fałszywych zeznań obciążających „P-8”? I choć tego raczej nigdy się nie dowiemy, to mamy pewność, że nie dał się wykorzystać w przedsięwzięciach UB. Bezpieka była przekonana, że Edward posiada ukrytą broń - może więc chciano go tylko zastraszyć? Dość, że zaraz po wypuszczeniu, widząc naokoło aresztowania - „Jaguar” kolejny już raz znika – początkowo próbuje w Warszawie, ale tamte kontakty sam odkrył przed UB w deklaracji ujawnienia - stały się więc bezużyteczne. Nie znajdując nowych punktów zaczepienia, wraca w rodzinne strony. Puszcza, może już nie tak pewna jak dawniej, jednak zawsze swojska, zapewniająca dyskretną więź z bliskimi – a tej na pewno potrzebował.

    Właściwie cały 1949 rok pozostawał w ukryciu, w przyjaznym kręgu, sondując otoczenie, możliwości, sytuację. Informowali go o pozostawionej broni, o innych rozbitkach bez powrotu, tych co dotąd uniknęli więzień i śmierci. Był ostrożny. Tymczasem oczekiwane zmiany w kraju i na świecie nie tylko nie następowały, wręcz jakby się oddalały - stawały się coraz mniej realne. W tym samym mniej więcej okresie działający w pobliżu patrol ponownie zepchniętych do podziemia - „Dzięcioła” i „Szczygła”, został rozpracowany i zlikwidowany przez UB, zanim Edek zdecydował uaktywnić się jako epigon WiN-owskiego podziemia.

    Mimowolnie stawał się ciężarem dla utrzymujących go gospodarzy – bo cena była wysoka - ponosili koszty materialne melinowania, mieli zupełnie zdezorganizowane życie, a na dodatek nadstawiali karku.

    Nie chciał pogodzić się ze statusem wyłącznie ukrywającego się, zdanego jedynie na łaskę wiecznego uciekiniera. Pamiętał jak będąc u „P-8” pojawiali się umundurowani dbając o porządek i bezpieczeństwo, regulując należności, a gospodarze karmili, pomagali, a jeśli trzeba było bez oporów dawali schronienie. To budowało przyjazną atmosferę, dawało realne obustronne oparcie. Edwardowi droga ta i teraz wydała się najwłaściwsza. Dawniejszy „Jaguar” obiera nowy pseudonim. Teraz jest to „Toporek”. Do współdziałania pozyskuje i zaprzysięga Wacława Sadowskiego ps.„Chętny” – poszukiwanego rozbitka z patrolu „Dzięcioła”. Tak powstaje patrol „Toporka”. Bronią już dysponują, niezbędne stają się mundury,.

    Pierwsze akcje dotyczą gajówek – zdobywają tam mundury, pasy, torby polowe. Następny krok, choć niechciany, jest nieunikniony i tragiczny. W czerwcu 1950r. coś, a raczej ktoś, naprowadza MO do zabudowań we wsi Grądy gdzie melinują się Edward i Wacław. Milicjanci penetrują pomieszczenia, jeden z nich odkrywa ukrytego „Toporka”, Te jednak jest szybszy i oddaje śmiertelny strzał. Z bronią zabitego uciekają. Miesiąc później z ich rąk ginie ORMO-wiec - uzbrojony członek PZPR. Dochodzi do kilku starć z wypadami milicji – bez ofiar w ludziach.

    Starając się przetrwać siłą rzeczy, dokonują ekspropriacji – kosztem PZU, Gminnych Spółdzielni, partyjnych działaczy oraz Lasów Państwowych – trzeba mieć czym się odwdzięczać – za potrzebne produkty, za wikt i opierunek – jeśli nie pieniędzmi, to choćby towarem. Umundurowanie Wojska Polskiego rzeczywiście otwiera drzwi i serca, w tym serca młodych panien. Pomimo komunistycznego terroru mają wśród zastraszonej ludności sporo sympatyków. Aby to sobie wyobrazić, zauważmy, że w słabo zaludnionym terenie, wg suchych raportów, w ciągu 2 lat, bezpieka odnotowała przynajmniej 281 osób zatrzymanych jako współpracowników oddziału. Przeciętnie oznacza to kolejnego pomocnika częściej niż co trzy dni!

    W trosce o bezpieczeństwo własne oraz pomagających ludzi , w miarę możności, starają się o kwatery poza zamieszkałymi gospodarstwami. Doświadczenie wyniesione z oddziału „P-8” uczyło przetrwać w takich warunkach – podczas swojej działalności zbrojnej patrol „Toporka” wykonał przynajmniej 6 świetnie zamaskowanych bunkrów ziemnych.

    Skład oddziału zwiększa się i zmienia – obowiązuje przysięga, ale trafiają ludzie przypadkowi, zmuszeni sytuacją zbiegowie poszukiwani za przechowywaną broń lub udzielaną pomoc. Urząd Bezpieczeństwa zarejestrował przynajmniej 11 partyzantów – członków bandy „Toporka” - jak to odnotowywali. Nie była to już jednak zdyscyplinowana formacja typu wojskowego. Raczej tworzyli garstkę straceńców. Grupą liczniejszą niż 2-3 osoby praktycznie się nie pojawiali, kwaterowali najczęściej też podzieleni. Beznadziejność położenia wpływa na życie codzienne. Zdarza się nawet pijaństwo, nie do pomyślenia w czasach gdy „Toporek” był „Jaguarem”. Miało to i bezpośrednie tragiczne konsekwencje - 29.07.1951r., ujęto podpitego „Chętnego” - Wacława Sadowskiego, a następnie skazano na śmierć i stracono.

    Przeciwko oddziałowi „Toporka”, niemal od początku istnienia, KW MO w Białymstoku, zakłada a następnie nadzoruje, sprawę agenturalnego rozpracowania o krypt."Wisła". Powołuje specjalną G.O., która przejmuje kontakty z 17 tajnymi współpracownikami, nie licząc osób zaufanych – jak to sami określali. Ponadto, niezależnie od tej grupy 25 UB-owców i 17 milicjantów prowadzi kolejnych 75 tajnych współpracowników.

    Na podstawie pozyskiwanych w ten sposób danych, na trasach przemarszu, w masywach leśnych oraz u pomocników patrolu i członków ich rodzin zorganizowano przynajmniej 21 zasadzek.

    Są też dwie sprawy zupełnie osobliwe, obydwie prowadzone w ramach tego rozpracowywania operacyjnego krypt. „Wisła”, obydwie łączy śmierć za przyczyną funkcjonariuszy bezpieczeństwa.

    W ramach tegoż rozpracowywania i owych wspomnianych zasadzek odnotujmy dwa przypadki dość szczególne, osobliwe, jeśli patrzeć na nie z naszego obecnego punktu widzenia, ale już niekoniecznie tak postrzegali je ludzie tamtych okolic i czasów. To takie wydarzenia stwarzały ówczesną atmosferę okresu zwalczania reakcyjnego podziemia.

    Telefonogram

    od KW MO w Białymstoku

    do KG MO w Warszawie, oddz.III, wydz. I.

    Będąc w zasadzce od dnia 26-I-51 do 28-I-1951, godz. 24:00 z zadaniem likwidacji bandy „Toporka”, która to miała przybyć w dniu 28-I-51r. do Oświecińskiej Honoraty zam.we wsi Grądy gm.Knyszyn, pow. B-stok, w składzie Topczewskiego Edwarda i Sadowskiego Wacława. Więc w dniu 28-I-51r. O godz. 20:00 stwierdzono, że do Oświecińskiej Honoraty przybyło kilku członków rodziny bandyty Sadowskiego oraz że przybyło 2-ch osobników zgodnych z rysopisem w/w bandytów, wobec czego została zerwana zasadzka i przeprowadzona akcja w celu ich likwidacji. Po dostaniu się do wewnątrz mieszkania Oświecińskiej i zawezwaniu rąk do góry jeden z osobników tego nie uczynił, na wskutek czego została użyta broń w wyniku której jeden z nich został zabity. Jak potem okazało się był to Przytulski Tadeusz syn Henryka zam. kol.Jaskra gm.Kalinówka pow.B-stok. Przy zabitym broni nie znaleziono.

    Tyle milicyjnego telefonogramu do Komendy Głównej

    Dodajmy dla pełniejszego obrazu – strzelającym był niejaki Kujawa - z-ca nacz.wydziału KWMO, a zabitym – Tadek Przytulski, chłopiec, który kilkanaście dni wcześniej skończył 16 lat.

    To była jedna z zasadzek, ale równolegle prowadzono sprawę agenturalnego rozpracowania krypt. „Wisła”, która „wyznaczała kierunki działania po wcześniejszym rozpoznaniu”. Przejrzyjmy obszerne fragmenty wewn.Raportu bezpieki z 30 października 1951r.

    R A P O R T

    W dniu 15 września 1951r. o godz. 9-tej grupa operacyjna pracowników Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku (…) pod kierownictwem por. Świątka Kazimierza od Szefa PUBP w Białymstoku kpt.Pańkowskiego Antoniego otrzymała zadanie tajnego zdjęcia meliniarza bandy "Toporka" Bugielskiego Romana(…)

    Grupa operacyjna (…) ubrana w mundury milicyjne udała się do wsi Kopiski, gdzie pod pozorem sprawdzenia stanu sanitarnego i przeciwpożarowego miała ustalić w drodze wywiadu, czy Bugielski Roman jest w domu i czy posiada własnego konia. W wypadku gdyby w/w był w domu i posiadał własnego konia grupa operacyjna miała zażądać od niego furmanki celem odwiezienia ich do najbliższego post. MO, skąd natychmiast mieli przywieźć w/w do PUBP w Białymstoku i przystąpić do śledztwa. W wypadku gdyby w/w przyznał się do współpracy z bandą "Toporka", planowano wykorzystać go operatywnie i zwolnić celem dalszego rozpracowania bandy "Toporka. Po przybyciu na miejsce do wsi Kopiski w drodze wywiadu ustalono, że Bugielskiego Romana w mieszkaniu nie ma, gdyż było ono zamknięte na klucz. W/w zaś w tym czasie był opodal swego mieszkania na polu i kopał ziemniaki. Bugielski zauważywszy na swoim podwórku milicjantów sam przyszedł do por. Świątka K., który prowadził z nim rozmowę na tematy różne. Por. Świątek w/w nie zatrzymał, lecz kazał w/w spowrotem iść kopać kartofle, a pracownikom polecił pójść przez wieś i zaczekać na skraju na niego. Przy odejściu por. Świątek powiedział, że on sam "zdejmie" Bugielskiego i przez las doprowadzi Bugielskiego wiążąc mu ręce pasem.

    Jak wynika z otrzymanych danych w tej sprawie por. Świątek w/w zatrzymał najprawdopodobniej, związał mu ręce własnym pasem, gdyż takowego przy sobie nie posiadał i prowadził go lasem około trzech kilometrów, gdy do umówionego miejsca pozostało około 500 metrów. W pewnej chwili Bugielski najprawdopodobniej rozwiązał sobie ręce i rzucił się na por. Świątka, którego dusząc za gardło zabrał mu pistolet maszynowy (…) wraz z magazynkiem, z którego wystrzelił do por. Świątka w pierś. Na odgłos strzału stawili się pozostali pracownicy na miejsce wypadku, lecz mniemając, że Bugielski zbiegł i że za nim strzelił por. Świątek wszczęli poszukiwanie w lesie i na koloniach gdzie napotkali gajowego Halickiego, który oświadczył im, że przed chwilą był u niego w mieszkaniu w/w Bugielski Roman z automatem PPS i prosił o wypożyczenie mu marynarki. Gdy gajowy mu takowej nie wypożyczył Bugielski udał się w stronę lasu. Ze słów gajowego Halickiego pracownicy zorientowali się, że był to automat por. Świątka i natychmiast dali znać szefowi PUBP w Białymstoku kpt.Pańkowskiemu, który wraz z grupą operacyjną i KBW po przybyciu na miejsce odnaleźli zamordowanego por.Świątka leżącego w lesie. Zwłoki w/w zostały zabrane i przywiezione do III-go Miejskiego Szpitala w Białymstoku, gdzie po dokonaniu sekcji zwłok zostały pogrzebane na cmentarzu wojskowym w Białymstoku.

    Przesłuchani na powyższe okoliczności świadkowie przechodzący w przedmiotowej sprawie zeznali, że winę za powyższe ponosi sam por. Świątek Kazimierz ponieważ „ujęcie” Bugielskiego Romana przeprowadził „na własną rękę”, że śmierć por.Świątka Kazimierza wynikła jedynie z lekceważenia obowiązków służbowych przez niego samego. (...)

    W okolicznościach przytoczonych w raporcie 20-letni rolnik, Roman Bugielski zabił funkcyjnego ubowca i mimowolnie stał się członkiem patrolu „Toporka”. Zastraszany człowiek prowadzony pod bronią, w głęboki las z dala od ludzi tylko jednoznacznie może zinterpretować taki bieg wypadków. Gdy nadarzyła się okazja spróbował ucieczki – mógł to zrobić na jeden sposób. Wewnętrznie udręczony, po kilku miesiącach w oddziale, popełnił samobójstwo.

    W końcu 1951 roku do patrolu dołącza „Piorun” - Stanisław Orłowski wypłoszony z obszaru augustowskiego, wartościowy partyzant, właściwie weteran - były dowódca kilku niedużych oddziałów, które rozbito. Prawdopodobnie w tym okresie przyłącza się też Czesiek, zwany Curzoniakiem, którego nazwiska nie znamy – obaj zostaną z „Toporkiem” do samego końca.

    Trudno w pełni oszacować siły rzucone do zwalczania oddziału. Poczynając od października 1951 roku przez rok czasu na terenie części woj. białostockiego ma miejsce najdłuższa, wielka operacja KBW o kryptonimie „Narew”. Oznacza to, że oprócz zaangażowania lokalnych struktur MO, UB i KBW, trwa permanentna pacyfikacja obszaru przez działające częściowo niezależnie, a sprowadzone z głębi kraju bataliony KBW. Dysponując wyłącznie danymi bezpieki wiemy, że wobec „Toporka” przeprowadzono przynajmniej 17 dużych operacji w których uczestniczyło: 60 funkcjonariuszy UB, 364 milicjantów, 7 żołnierzy WOP i 1060 żołnierzy KBW.

    Sytuacja ta zmusiła oddział do odskoczenia z rejonu w słabo rozpoznane okolice Suchowoli.

    Gdy u schyłku wiosny 1952 roku, bezpieka rozważa dalsze przedsięwzięcia wobec patrolu bierze pod uwagę wyłącznie prowokacje typu kombinacji operacyjnych.
                                                                                                                        ciąg dalszy wkrótce
    odc. 1. - https://blog-n-roll.pl/pl/podobizny-i-ich-rewersy-cz1
    odc. 2. - https://blog-n-roll.pl/pl/podobizny-i-ich-rewersy-ii-etopczewski-jaguar-...
    odc. 4. - https://blog-n-roll.pl/pl/podobizny-i-ich-rewersy-iv

    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Sowiecka decyzja o bojkocie igrzysk w Los Angeles nie przyniosła Moskwie żadnych korzyści politycznych.
     
     
          Równocześnie z ogłoszeniem bojkotu przez Moskwę działania mające na celu jak najpowszechniejsze uczestnictwo podjęli organizatorzy igrzysk z Peterem Ueberrothem na czele.  Szybko pojawiły się pierwsze sukcesy, bo 12 maja 1984 roku o swoim udziale zapewniła Chińska Republika Ludowa, zaś kilka dni później o zamiarze wysłania drużyny do Los Angeles poinformowała Rumunia.
     
     
         Decyzja Bukaresztu o wysłaniu reprezentacji do Kalifornii była  niespodziewanym wyłomem spośród państw, leżących w sowieckiej strefie wpływów, które solidarnie podjęły decyzję o bojkocie. Za ten krok rumuńscy sportowcy otrzymywali w Los Angeles szczególne owacje. Drugim europejskim państwem komunistycznym obecnym na igrzyskach była Jugosławia, która jednak nie leżała w sowieckiej strefie wpływów.
     
     
         NKOl Niemieckiej Republiki Demokratycznej podjął na przykład decyzję o niewysyłaniu reprezentacji do Los Angeles już 10 maja 1984 r., a więc dwa dni po ogłoszeniu decyzji radzieckiej. Zwlekały nieco Polska i Węgry, które początkowo brały pod uwagę wysłanie na igrzyska drużyn narodowych. Miałby one startować pod flagą olimpijską, tak jak miało to miejsce w przypadku kilku państw zachodnich uczestniczących w igrzyskach w Moskwie.
     
     
         Ostatecznie jednak do tego nie doszło. Węgry wycofały się z tej koncepcji 14 maja, a Polski Komitet Olimpijski miał podjąć ostateczną decyzję podczas posiedzenia 17 maja 1984 r., jako ostatni spośród krajów bloku wschodniego. W trakcie posiedzenia PKOl nie doszło do głosowania,   a decyzję podjął samodzielnie Marian Renke, prezes PKOl, chociaż miał to uczynić,  jak obłudnie twierdził, „z wyraźnym bólem”. Jak wspominał Tadeusz Olszański, ówczesny członek zarządu PKOl, nie miał on jednak wątpliwości, że „decyzja już zapadła. Gdzie indziej”.
     
     
        Nacisk ze strony Moskwy można było dostrzec w nadesłanych materiałach promocyjnych na temat Igrzysk Przyjaźni, które miały się odbyć w zastępstwie igrzysk olimpijskich i w których miała wziąć udział Polska.
     
     
         Ostatecznie poza Związkiem Radzieckim na udział w igrzyskach w Los Angeles nie zdecydowały się: Afganistan, Bułgaria, Kuba, Czechosłowacja, NRD, Węgry, Laos, Mongolia, Korea Północna, Polska, Południowy Jemen i Wietnam. Łącznie zatem w bojkocie wzięło udział 14 krajów. Jego wymiar nie był więc tak dotkliwy jak cztery lata wcześniej.
     
     
        W igrzyskach w USA wzięło tymczasem udział aż 140 Narodowych Komitetów Olimpijskich.
     
     
        Ceremonia otwarcia igrzysk miała iście hollywoodzką oprawę, a do największych atrakcji należał przelot człowieka z plecakiem odrzutowym. Jej zamierzonym przesłaniem było udowodnienie wyższości zachodniego, kapitalistycznego, demokratycznego, wolnego amerykańskiego kierunku rozwoju nad opresyjną, wschodnią, komunistyczną, totalitarną drogą sowiecką.
     
     
         Zdecydowana większość autorów przychyla się  do opinii, że decyzja Moskwy była odwetem za bojkot igrzysk w Moskwie. Należy jednak zwrócić uwagę na  zmiany w kierownictwie KPZR w tym okresie. U steru władzy na Kremlu podczas zbojkotowanych przez państwa zachodnie igrzysk w Moskwie stał Leonid Breżniew. Po jego śmierci w 1982 roku zastąpił go Jurij Andropow, wieloletni szef KGB.  Gdy on zmarł w  lutym 1984 roku, na czele KPZR stanął bliski współpracownik Breżniewa, Konstantin Czernienko.
     
     
       Z jego wyborem można było zaobserwować zmianę stosunku Moskwy do igrzysk w Los Angeles.  Konstatację tę potwierdzają częściowo słowa Juana Antonio Samarancha, który powiedział, że, jego zdaniem „gdyby żył Andropow (…) w 1984 r. nie mielibyśmy problemu”.
     
     
        Z kolei Peter Ueberroth wspominał, że po ogłoszeniu amerykańskiego bojkotu jeden z dygnitarzy sowieckich miał mu powiedzieć: „Czasem nazywacie nas niedźwiedziem, wielkim niedźwiedziem. Teraz możecie nazywać nas słoniem, ponieważ nie zapominamy”.
     
     
        Jednym z możliwych powodów takiej decyzji Związku Sowieckiego była chęć osłabienia Ronalda Reagana przed wyborami prezydenckimi w USA. To się nie udało, gdyż amerykański prezydent z łatwością uzyskał w 1984 roku reelekcję.
     
     
        Nie udało się także uderzyć pod względem ekonomicznym w pierwsze w historii komercyjne igrzyska olimpijskie. Nieoczekiwanie osiągnęły one sukces finansowy i wyznaczyły tym samym standardy organizacji igrzysk olimpijskich w przyszłości. Takim nowym elementem było chociażby oparcie budżetu igrzysk na sprzedaży praw transmisyjnych. Opłaty z tego tytułu stanowiły jedną trzecią przychodów organizatorów igrzysk.
     
     
         Kreml dokonał  swoistego rewanżu na Amerykanach za zbojkotowanie igrzysk w Moskwie. Jednak poza prestiżowym obniżeniem doniosłości igrzysk w Los Angeles i częściowym obniżeniem poziomu sportowego, bojkot nie przyniósł stronie sowieckiej większych korzyści politycznych.
     
     
     
    Wybrana literatura:
     
     
    M. Kobierecki – Sportowa wojna światowa. Implikacje polityczne międzynarodowej rywalizacji sportowej w okresie zimnej wojny
     
     
    Sport i polityka w dwudziestowiecznych państwach totalitarnych i autorytarnych
     
     
    D. Miller -  Historia igrzysk olimpijskich i MKOl. Od Aten do Pekinu 1894–2008
     
     
    J. Ferenc - Sport w służbie polityki
     
     
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Sowiecki bojkot igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 1984 roku był swoistym rewanżem za amerykański bojkot olimpiady w Moskwie.
     
     
          W 1978 roku MKOl  przyznał Los Angeles prawo organizacji letnich igrzysk olimpijskich w 1984 roku.  Miasto aplikowało o organizację igrzysk zarówno w 1976 roku, jak i cztery lata później, za każdym razem jednak przegrywając.
     
     
          Ewentualność bojkotu igrzysk olimpijskich w Los Angeles zaczęto rozważać w ZSRS od momentu, kiedy Jimmy Carter po raz pierwszy ogłosił swoją intencję zbojkotowania igrzysk w Moskwie w styczniu 1980 roku.  
     
     
          Przewidywano więc , że igrzyska olimpijskie w Los Angeles mogą stać się areną bojkotu sportowego jako swoisty rewanż ze strony Moskwy. Jednak pomimo początkowych sugestii co do możliwości retorsyjnego zbojkotowania igrzysk w USA, sprawa ta przez ponad trzy lata nie była w ogóle poruszana. Co więcej, w 1983 roku, podczas Sesji MKOl w Delhi, Roman Kisielow z sowieckiego NKOl-u zapewniał o przybyciu reprezentacji jego kraju na igrzyska do Stanów Zjednoczonych.
     
     
         Jedynie w sowieckiej prasie podnoszono kwestię niskiego poziomu bezpieczeństwa, dużych odległości między obiektami oraz smogu nad Los Angeles.
     
     
         W dniu 1 września 1983 roku sowiecki myśliwiec zestrzelił południowokoreański samolot pasażerski, który naruszył radziecką przestrzeń powietrzną nad Sachalinem. W katastrofie zginęło  249 pasażerów i 23 członków załogi. Władze ustawodawcze Kalifornii, stanu w którym leży Los Angeles, wydały rezolucję potępiającą Związek Sowiecki. Zawierała ona klauzulę nawołującą do zakazania Związkowi Sowieckiemu uczestniczenia w letnich igrzyskach w 1984 roku. Co prawda, szybko ją unieważniono, jednak ZSRS zareagował wycofaniem swoich sportowców z planowanych w 1983 roku imprez sportowych w Los Angeles.
     
     
         Równocześnie dochodziło do spotkań sowieckich działaczy z organizatorami amerykańskiej olimpiady.  W grudniu 1983 roku delegacja sowiecka złożyła kilkudniową wizytę w Los Angeles. W je trakcie członek sowieckiej delegacji Marat Gramow wyraził swój pozytywny stosunek do igrzysk w 1984 roku oraz uznał, iż nie widzi powodów, dla których miałoby na nich zabraknąć reprezentacji Związku Sowieckiego.
     
     
         W lutym 1984 roku w Sarajewie odbyła się Sesja Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, która poprzedzała zimowe igrzyska w tym mieście. W jej trakcie sowiecki członek MKOl Konstantin Adrianow zaskoczył wszystkich stwierdzeniem, że komitet organizacyjny igrzysk w Los Angeles wykonał „świetną pracę” oraz że, pomimo faktu, iż Związek Sowiecki „był krytyczny w przeszłości” odnośnie do igrzysk w Los Angeles, obecnie może „pogratulować komitetowi organizacyjnemu”. Większość członków MKOl-u uznało to za deklarację, że sportowców ZSRS nie zabraknie na letnich igrzyskach.
     
     
         Kilka dni później zmarł jednak sowiecki gensek lider Jurij Andropow, a jego miejsce zajął Konstantin Czernienko. Zdarzenia te mogą być postrzegane jako moment przełomowy, jeśli chodzi o stosunek Związku Sowieckiego do kwestii uczestnictwa jego sportowców w igrzyskach w Los Angeles.
     
     
           Na początku kwietnia 1984 roku  w sowieckiej prasie w zaczęła się pojawiać silniejsza niż do tej pory krytyka przygotowań do igrzysk w Los Angeles. Szczególnie duży nacisk kładziono na kwestię bezpieczeństwa sowieckich sportowców. Punktem kulminacyjnym stało się oświadczenie sowieckiego Narodowego Komitetu Olimpijskiego z 9 kwietnia 1984 roku, w którym stwierdzono, że w USA narosła kampania skierowana przeciwko sowieckiemu uczestnictwu w igrzyskach, charakteryzująca się groźbami przemocy fizycznej i prześladowania sportowców reprezentujących ZSRS. Jednocześnie żądano zorganizowania nadzwyczajnego spotkania Komisji Wykonawczej MKOl, aby upewnić się, że Stany Zjednoczone będą przestrzegać norm zawartych w Karcie.
     
     
          W dniu 24 kwietnia 1984 roku w siedzibie MKOl w Lozannie doszło do wspomnianego spotkania Komisji Wykonawczej Komitetu. Stronę organizatorów igrzysk reprezentował Peter Ueberroth, sowiecką zaś Marat Gramow, który niedawno został przewodniczącym radzieckiego Narodowego Komitetu Olimpijskiego oraz ministrem sportu ZSRR. Na konferencji prasowej Gramow powiedział, że pewne problemy, których nie wymienił, wciąż muszą zostać rozwiązane, zanim zapadnie decyzja o udziale Związku Radzieckiego w igrzyskach. Stwierdził również: „Otrzymujemy teraz w Komitecie Olimpijskim wiele deklaracji i listów od rożnych nacjonalistycznych i terrorystycznych grup i organizacji, które nam grożą”.  Spotkanie w Lozannie nie doprowadziło do żadnych decyzji.
     
     
          29 kwietnia 1984 roku Gramow wysłał tajny list do Komitetu Centralnego KPZR, w którym pokreślił, iż  istnieje niebezpieczeństwo stosowania przez antysowieckie organizacje przemocy i zachęcania sowieckich sportowców do przechodzenia na ich stronę. Równocześnie wskazywał, iż „ nieobecność ZSRR i krajów rozwijających się doprowadzi pierwsze „komercyjne igrzyska” do ekonomicznej katastrofy (…) jeśli warunki [bezpieczeństwa] nie zostaną spełnione, wstrzymamy się od udziału”.
     
     
         W następstwie tego 8 maja 1984 roku sowiecki Narodowy Komitet Olimpijski wydał oświadczenie, że nie weźmie udziału w igrzyskach olimpijskich w Los Angeles. Jego przedstawiciele stwierdzali, iż  „W Stanach Zjednoczonych narosła antyradziecka histeria. Ekstremistyczne grupy i ugrupowania rożnego typu, otwarcie starające się stworzyć „niemożliwe do zaakceptowania” warunki pobytu radzieckiej delegacji i występu radzieckich sportowców, zdecydowanie zwiększyły swoją aktywność. (...) Strona amerykańska jednak pokazuje, że nie ma zamiaru zapewnić bezpieczeństwa sportowcom, respektować ich praw i godności ludzkiej oraz tworzyć normalnych warunków przeprowadzania igrzysk. W tych warunkach Narodowy Komitet Olimpijski Związku Radzieckiego jest zmuszony zadeklarować, że uczestnictwo radzieckich sportowców w igrzyskach jest niemożliwe”.
     

         Pomimo, iż formalną decyzję podjął NKOl.,  to  rozstrzygający dokument podpisał sekretarz generalny  Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego Konstantin Czernienko. Decyzja  miała zapaść zatem na Kremlu, a nie  w formalnie władnym decydować w tej sprawie Narodowym Komitecie Olimpijskim.
     
     
           W dniu, w którym  sowiecki NKOl wydał oświadczenie o bojkocie igrzysk, a więc 8 maja 1984 roku, prezydent USA Ronald Reagan przekazał przewodniczącemu MKOl Juanowi Antonio Samaranchowi list z zapewnieniami, że Stany Zjednoczone będą stosować się do wszystkich zasad Karty Olimpijskiej oraz że bezpieczeństwo sowieckich sportowców i działaczy będzie w pełni zapewnione. Przewodniczący MKOl, prawdopodobnie licząc na zmianę decyzji władz ZSRS, pragnął osobiście wręczyć list Czernience. Podczas pobytu w Moskwie 30 maja 1984 roku nie został przyjęty ani przez Czernienkę ani przez szefa sowieckiej dyplomacji Gromykę. Przyjął go jedynie Marat Gramow.  Wizyta delegacji MKOl-u zakończyła się więc fiaskiem.
     
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Niezależnie od bojkotu, niektóre kraje, które wysłały swoje reprezentacje do Moskwy, zbojkotowały ceremonię otwarcia igrzysk.
     
     
          Podobnie jak w Wielkiej Brytanii, także we Włoszech, Belgii, Irlandii, Danii i Szwecji  narodowe komitety olimpijskie, wbrew swoim rządom, postanowiły opowiedzieć się za udziałem w moskiewskich igrzyskach.
     
     
          Przeciwni bojkotowi właściwie od początku byli Francuzi. W tym przypadku zarówno prezydent Valery Giscard d’Estaing  jak i NKOl opowiadały się za przyjęciem sowieckiego zaproszenia.
     
     
          Z kolei zachodnioniemiecki NKOl w głosowaniu 15 maja 1980 roku opowiedział się za bojkotem igrzysk w Moskwie (wynik głosowania 59:40). Należy przy tym pamiętać, iż niemieccy sportowcy zajęli  drugie w klasyfikacji medalowej podczas dwóch poprzednich igrzysk letnich.
     
     
         Niejednolite było stanowisko pozaeuropejskich państwach sojuszniczych USA. Izrael, przykładowo, postąpił zgodnie z wolą Amerykanów i 22 maja izraelski Narodowy Komitet Olimpijski zdecydował się nie wysyła do Moskwy swoich sportowców. Dwa dni później podobną decyzję podjęła Japonia. Australijski NKOl zdecydował się natomiast wysłać sportowców do Moskwy, chociaż przesądził o tym tylko jeden głos przewagi (wynik głosowania wyniósł 6 głosów za i 5 przeciw).
     
     
          Igrzyska zbojkotowała także Chińska Republika Ludowa, która miała napięte stosunki ze Związkiem Sowieckim. Bojkot został poparty przez państwa muzułmańskie, które solidaryzowały się z Afganistanem.
     
     
          Ostatecznie, gdy 27 maja 1980 roku upłynął termin przyjmowania zaproszeń na igrzyska, 27 NKOl-i odrzuciło je, a 29 było niezdecydowanych.  Sprawa była zatem wciąż otwarta, jednak już wówczas stało się jasne, iż dojdzie do największego w historii bojkotu igrzysk olimpijskich.
     
     
         Jednocześnie Międzynarodowy Komitet Olimpijski zdecydował, że odpowiedzi na zaproszenia do udziału w igrzyskach  pozostaną otwarte aż do rozpoczęcia zawodów. Wydaje się, że do końca liczono na zmianę decyzji różnych państw lub ich narodowych komitetów olimpijskich.
     
     
          Decydując się na interwencję w Afganistanie, prawdopodobnie nie zakładano bojkotu igrzysk olimpijskich jako ewentualnej odpowiedzi Zachodu. Świadczy o tym początkowy brak reakcji na pierwszą sugestię Jimmy’ego Cartera z 4 stycznia 1980 roku w kwestii bojkotu. Dopiero tydzień później  Władimir Popow, jeden z organizatorów igrzysk, stwierdził w opublikowanym w „Izwiestiach” artykule „Zbliżają się olimpijskie dni”: „Obecnie niektórzy politycy wykorzystują aktualną sytuację światową, aby tworzyć pomysły bojkotu. (...) utoną oni pod falami mętnych wód, które sami stworzyli”.
     
     
          W kolejnych dniach sowieckie gazety podkreślały, iż prawdziwym powodem bojkotu jest to, iż ZSRS jest państwem socjalistycznym, a prezydent Carter postanowił zakończyć epokę odprężenia, aby doprowadzić do optymalizacji swojej popularności. Ponadto sugerowano, że bojkot igrzysk wpłynie na pogorszenie relacji Wschód–Zachód. Równocześnie zaczęły się pojawiać sugestie o bojkocie igrzysk w Los Angeles w 1984 roku.
     
     
          Stanowisko Moskwy zostało wsparte przez kraje satelickie. I tak np.  Przewodniczący Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Marian Renke, we wstępie do książki prezentującej polską drużynę olimpijską na igrzyska w Moskwie stwierdził na przykład: „Jesteśmy zdecydowanie przeciwni wszelkim przejawom nadużywania sportu i igrzysk olimpijskich dla doraźnych celów politycznych, przeciwni wszelkim próbom ich zakłócenia”. Cztery lata później zapomniał o tych swoich słowach.
     
     
         Równolegle z działaniami o charakterze propagandowym, organizatorzy igrzysk podejmowali odpowiednie działania dyplomatyczne. Miały one na celu „przekonanie niezdecydowanych”, aby wzięli udział w zawodach. W tym celu zdecydowano się na prosty, ale skuteczny krok – Moskwa ogłosiła, iż zapewni darmowy transport na igrzyska i powrót z nich sportowców do swoich krajów, a także zakwaterowanie dla każdego Narodowego Komitetu Olimpijskiego, który wyrazi taką chęć. Niektórym NKOl-om oferowano ponadto sowiecki sprzęt sportowy oraz pomoc trenerów w przygotowaniu się do igrzysk.
     
     
         Ostatecznie w trwających od 19 lipca do 3 sierpnia 1980 roku igrzyskach olimpijskich w Moskwie wzięło udział 80 reprezentacji. Była to najniższa liczba reprezentacji od 1956 roku. W igrzyskach moskiewskich nie uczestniczyło 67 państw, z czego 45 do 50 ze względu na zainicjowany przez Amerykanów bojkot.
     

        Międzynarodowy Komitet Olimpijski wprowadził pewne zmiany w protokole, zgodnie z którym NKOl-e nie musiały brać udziału w paradzie podczas ceremonii otwarcia i zamknięcia igrzysk w pełnym składzie, gdyż wystarczyło oddelegować do tego jedną osobę. Zdecydowano ponadto, że narodowe komitety będą mogły występować pod własną nazwą zamiast kraju oraz wykorzystać własną flagę lub białą z kołami olimpijskimi. Podczas ceremonii medalowych zwycięzcom można było ponadto odgrywać hymn olimpijski zamiast narodowego.
     
     
         Z takiego rozwiązania, skorzystało 16 państw, które podczas ceremonii otwarcia igrzysk maszerowały pod flagą olimpijską lub też Narodowego Komitetu Olimpijskiego zamiast pod narodową. Należały do nich: Andora, Australia, Belgia, Dania, Francja, Wielka Brytania, Irlandia, Włochy, Luksemburg, Holandia, Portugalia, Puerto Rico, San Marino, Hiszpania, Szwajcaria i Nowa Zelandia.
     
     
         Sowieccy realizatorzy telewizyjni starali się usilnie, aby kamery uchwyciły tabliczkę z nazwą kraju, ale by nie było widać olimpijskiej flagi zamiast narodowej lub pojedynczego przedstawiciela danej drużyny. Osiągnięto to poprzez pokazywanie widoku panoramicznego ceremonii w momentach przemarszu tych krajów.
     
     
         Okazało się zatem, że maszerujący samotnie podczas ceremonii otwarcia sportowiec z danego kraju był nierzadko widoczny, w oczywisty sposób wyrażając protest przeciw sowieckiej agresji w Afganistanie.
     
     
     
     
    Wybrana literatura:
     
     
    M. Kobierecki – Sportowa wojna światowa. Implikacje polityczne międzynarodowej rywalizacji sportowej w okresie zimnej wojny
     
     
    Sport i polityka w dwudziestowiecznych państwach totalitarnych i autorytarnych
     
     
    D. Miller -  Historia igrzysk olimpijskich i MKOl. Od Aten do Pekinu 1894–2008
     
     
    J. Ferenc - Sport w służbie polityki
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Danz  |  0

    W zapiskach Cypriana Kamila Norwida możemy znaleźć znamienną myśl-zadumienie nad pięknem petersburskiego baletu, który zawitawszy do XIX-wiecznego Paryża, objawił poecie nadziemską urodę rosyjskiego tańca. Jakże niepojętą dla autora „Fortepianu Chopina”, znającego nieco odmienny portret skąpanego we krwi, dzikiego rosyjskiego żołdaka, z zawziętością niszczącego jakiekolwiek przejawy kultury. To poznawcze rozdwojenie jaźni jest kamieniem węgielnym, na którym posadowiona została Rosja, a zarazem fundamentem błędnego postrzegania Rosji i Rosjan przez siebie samych i postronnych.

    Kacap, czyli rzeźnik

    Mało kto zauważył, iż Rosja to zdumiewający fenomen wzniesiony na krańcowo brutalnym, azjatyckim archetypie władzy odzianym w… najsubtelniejsze szaty bizantyjskiego kanonu kultury. Na dwóch fundamentach stanowiących wobec siebie antypody ludzkiej cywilizacji. Azjatycki model władzy oznacza totalne samodzierżawie, istniejące same dla siebie, dla którego społeczeństwo jest zwykłą biomasą, jaką można ściąć, a rżysko zaorać i wysiać na nowo, jak ze znawstwem swej pozycji Wielkiego Mogoła czynił to Stalin w latach wielkich czystek, archipelagu GUŁag, tambowskiego i ukraińskiego gołodomorów.

    Ale takie właśnie permanentne ludobójstwa są immanentną częścią cywilizacji Wschodu, tylko my, tu na Zachodzie, nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wschód nie zna, a właściwie świadomie odrzucił biblijne, objawione boskie pojęcia dobra i zła, miłosierdzia i miłości. W ich miejsce wykuł ziemskie, porządkujące chaos przyrody pojęcie harmonii wzniesionej na drabinie hierarchii. Drabinie „Niebiańskiego spokoju”, inaczej „Niebiańskiej pacyfikacji”, gdzie każdy wyższy stopień ma totalną władzę nad niższym, a na samym szczycie istnieje ostateczny, nadludzki pan i prawodawca, nieznający żadnych granic, pojęć zbrodni i kary. To choć krańcowo okrutne, jednak pozwalające na opanowanie chaosu, więc w pełni akceptowane przez władców, jak i… poddanych.

    To prawdziwie „Nie-boska komedia”, o której cóż wie nasza europejska cywilizacja wychowana na boskich, objawionych „z góry” wersach Biblii, strofach Ewangelii, w których władcy – jak Chrystus dla Kościoła – mają być sługami swoich poddanych. Nie zawsze było to u nas regułą, ale odstępstwa od tej zasady były zawsze potępiane i ostatecznie odrzucane, a zbrodnie, jeżeli już miały miejsce, to głównie na obcych, a nie własnych narodach.
    Całość: https://www.gazetapolska.pl/27609-rosja-czyli-rozdwojenie-jazni

    5
    5 (2)
  •  |  Written by Danz  |  0
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Danz  |  0
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Agresja sowiecka na Afganistan doprowadziła do zbojkotowania igrzysk w Moskwie przez Stany Zjednoczone i niektórych ich sojuszników.
     
     
          W dniu 21 stycznia 1980 roku rząd amerykański wystosował ultimatum skierowane do władz politycznych ZSRS, w którym żądano wycofania wojsk sowieckich z Afganistanu, a w przypadku niespełnienia tego warunku zapowiedziano bojkot letnich igrzysk olimpijskich w 1980 roku.  Także 21 stycznia Izba Reprezentantów poparła stosunkiem głosów 386 do 12 prezydencką propozycję bojkotu.
     
     
          Tego samego dnia Jimmy Carter w liście do  przewodniczącego Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego Roberta Kane’a poprosił, aby „doradził Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu, że jeśli wojska radzieckie nie wycofają się całkowicie z Afganistanu w ciągu miesiąca, Moskwa stanie się niewłaściwym miejscem na festiwal, który pomyślano, aby celebrować pokój i dobrą wolę”. Zasugerował także możliwość przeniesienia „igrzysk w inne miejsce, takie jak Montreal, lub w kilka miejsc, albo też odwołanie ich w tym roku”.
     
     
          Jednocześnie Carter wysłał osobistą wiadomość do szefów rządów stu państw, prosząc ich o zbojkotowanie igrzysk, jeśli Związek Sowiecki nie wycofa się z Afganistanu do 20 lutego.
     
     
          Zatem niespełna trzy tygodnie po pierwszym oficjalnym napomknieniu o możliwości bojkotu Amerykanie znacznie usztywnili swoje stanowisko, formułując konkretne ultimatum wraz z konkretnym terminem jego spełnienia. Ewentualny bojkot igrzysk w Moskwie ze strony USA stawał się coraz bardziej realny, jednak do ostatecznej decyzji było jeszcze daleko.
     
     
          28 stycznia 1980 roku Komitet Spraw Zagranicznych Senatu jednogłośnie zaaprobował rezolucję wzywającą Stany Zjednoczone do zbojkotowania letnich igrzysk, jeśli będą się odbywały w Moskwie. Dzień później Senat przyjął rezolucję Komisji wynikiem głosowania 88:4
     
     
         Rezolucja Kongresu USA nie wiązała jednak Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego, którego przewodniczący, Robert Kane, początkowo negatywnie odniósł się do listu Cartera, stwierdzając, że „jeśli zaczniemy stawiać polityczne sądy, będzie to koniec igrzysk”. Jednak już wkrótce potem zmienił stanowisko, stwierdzając: „Nie mogę sobie wyobrazić, kiedy w grę wchodzi interes narodowy, aby USOC (United States Olympic Comitee) był na innej pozycji niż Kongres Stanów Zjednoczonych”.
     
     
          Mimo pojedynczych początkowych odmiennych opinii, czy to ze strony Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego, czy też niektórych sportowców, głosy za udziałem w igrzyskach w Moskwie oraz za odizolowaniem polityki od sportu były znacznie słabsze w porównaniu z dość powszechnym poparciem pomysłu bojkotu.
     
     
          W końcu stycznia 1980 roku w Stanach Zjednoczonych tempa nabierała kampania na rzecz bojkotu igrzysk w Moskwie. Sytuację tę postanowił wykorzystać grecki prezydent Constantin Karamanlis, który wyszedł z inicjatywą, aby Ateny stały się stałym gospodarzem igrzysk olimpijskich. Propozycja taka została przekazana do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, który poważnie wziął ją pod rozwagę. Świadczy o tym wysłanie przez Komitet do Grecji stosownej inspekcji. Z czasem jednak pomysł porzucono. W MKOl przeważyło zdanie, że  możliwość docierania do nowych rejonów świata poprzez rozgrywanie igrzysk w rożnych miejscach jest dla ruchu olimpijskiego lepszym rozwiązaniem.
     
     
          Amerykanie zwrócili się także do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. W tym celu do Dublina udał się Lloyd Cutler, doradca Jimmy’ego Cartera, aby spotkać się z przewodniczącym MKOl lordem Killaninem. Lloyd Cutler domagał się odłożenia lub odwołania igrzysk. Szef MKOl  odpowiedział, iż niezależnie od działań politycznych umowa z Moskwą jest prawnie wiążąca. Jednocześnie przypomniał, że igrzyska odbywały się, kiedy USA toczyły wojny w Korei i Wietnamie.
     
     
         W tym też momencie, 13 lutego 1980 roku rozpoczęły się w Lake Placid zimowe igrzyska olimpijskie. Kreml szybko podjął decyzję, że nie będzie bojkotował zimowych igrzysk w USA. Jak podał  „Sowietskij sport”: „Związek Radziecki wyśle swoich sportowców do Lake Placid na zimowe igrzyska w przyszłym miesiącu niezależnie od tego, co Stany Zjednoczone zrobią odnośnie do letnich igrzysk w Moskwie”.
     
     
          Podczas Sesji MKOl  w Lake Placid  amerykański sekretarz stanu Cyrus Vance zapytał się „czy igrzyska powinny się odbywać w kraju, który popełnia poważne naruszenie międzynarodowego pokoju.  Zasugerował ponadto, że  „preferowanym rozwiązaniem byłoby przeniesienie igrzysk z Moskwy w inne miejsce lub miejsca”. MKOl pozostał jednak nieugięty i podtrzymał swoją decyzję zorganizowania letnich igrzysk w Moskwie.
     
     
         W dniu 20 lutego 1980 roku, kiedy upływało amerykańskie ultimatum wobec ZSRS, Biały Dom wydał oświadczenie, w którym Carter potwierdził swoje stanowisko o niewysyłaniu amerykańskiej reprezentacji do Moskwy.
     
     
          Ostatecznie 12 kwietnia 1980 roku Amerykański Komitet Olimpijski stosunkiem  głosów 1604 do 797 postanowił nie brać udziału w igrzyskach olimpijskich w Moskwie. Decyzja ta został przejęta z aprobatą przez zdecydowaną większość Amerykanów.
     
     
          Jednocześnie Waszyngton podjął kroku mające na celu skłonienie krajów sojuszniczych do przyłączenia się do  bojkotu. Spośród polityków europejskich Amerykanie otrzymali poparcie zachodnioniemieckiego kanclerza Helmuta Schmidta, który zobowiązał zrobić wszystko, aby Niemcy „znaleźli się po właściwej stronie”.
     
     
          Decyzję  amerykańskiego prezydenta zaaprobowała najszybciej brytyjska premier Margaret Thatcher, uzyskując 24 stycznia 1980 roku poparcie Izby Gmin. Margaret Thatcher podkreśliła przy tym, iż „najskuteczniejszą rzeczą, jaką moglibyśmy zrobić przeciwko ZSRR, jest zapobieżenie wykorzystania przez nich zbliżających się moskiewskich igrzysk olimpijskich do celów propagandowych”.
     
     
          Zmiana rządu w Kanadzie opóźniła decyzję tego kraju.  Nowy premier Pierre Trudeau konsultował się w tej sprawie z innymi państwami, zaś kanadyjska Izba Gmin zdecydowała się opowiedzieć za bojkotem dopiero 22 kwietnia. Kanadyjski Komitet Olimpijski poparł stanowisko swojego rządu i zdecydował się zbojkotować igrzyska.
     
     
          Jednak wiele Narodowych Komitetów Olimpijskich nie podporządkowało się sugestiom rządów swoich państw. Najbardziej charakterystyczna sytuacja miała miejsce w Wielkiej Brytanii, w której Brytyjskie Stowarzyszenie Olimpijskie, wynikiem głosowania 18:5, zdecydowało się jednak wysłać do stolicy Związku Sowieckiego reprezentację Zjednoczonego Królestwa. W odpowiedzi Margaret Thatcher nie zezwoliła na wyjazd na igrzyska sportowców zatrudnionych w wojsku. Niektóre brytyjskie federacje, takie jak żeglarska, hokeja na trawie czy jeździecka, także zdecydowały się na bojkot igrzysk.
     
     
          Brytyjski NKOl podjął tym samym samodzielną decyzję, zgodną z wykładnią prawną Karty Olimpijskiej, co pozwoliło mu nie podporządkować się presji politycznej ze strony swojego rządu.
     
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Decyzja o przyznaniu stolicy ZSRS prawa organizacji letnich igrzysk olimpijskich od samego początku budziła liczne kontrowersje.
     
     
         Moskwa ubiegała się o organizację igrzysk w 1976 roku, jednak przegrała rywalizację z Montrealem. W międzyczasie doszło do wydarzeń, które mogły uniemożliwić przyznani  igrzysk sowieckiej stolicy. W trakcie Światowych Igrzysk Akademickich, które odbywały się w Moskwie w 1973 roku,  izraelscy sportowcy byli wyszydzani i nękani przez sowieckich kibiców. Stało się to powodem licznych protestów wobec kandydatury Moskwy jako ewentualnego gospodarza igrzysk olimpijskich.
     
     
         Decyzja o przyznaniu igrzysk Moskwie  zapadła w 1974 roku, w okresie odprężenia w stosunkach między komunistycznym Wschodem i kapitalistycznym Zachodem. W 1974 roku doszło do współpracy między nimi w ramach Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Niewątpliwie miało to wpływ na niektórych członków MKOl  i ostatecznie przesądzić o poparciu  kandydatury Moskwy jako gospodarza igrzysk w 1980 roku.
     
     
         Członkowie MKOl, tłumacząc swój kontrowersyjny wybór przekonywali także o wielkich sukcesach sportowych Związku Sowieckiego. Od momentu olimpijskiego debiutu w Helsinkach w 1952 roku kraj ten za każdym razem zajmował czołowe miejsca w klasyfikacji medalowej, zarówno w czasie igrzysk letnich, jak i zimowych, niejednokrotnie ją wygrywając. Sam przewodniczący MKOl lord Michael Killanin miał powiedzieć, że głosowano za Moskwą wyłącznie ze względów sportowych, mianowicie w uznaniu sowieckich obiektów i profesjonalnego podejścia do kwestii organizacyjnych. Nadmienił przy tym, że gdyby głosowanie odbywało się z uwzględnieniem przesłanek politycznych, jego wynik mógłby być inny, ponieważ MKOl był w zasadzie organizacją konserwatywną.  
     
     
        Lord Michael Killanin wyraził również nadzieję, iż „igrzyska pokonują wszystkie polityczne i ideologiczne bariery. Dziś, dzięki ruchowi olimpijskiemu, kraje posiadające bardzo rożne poglądy polityczne, religijne i społeczne mogą razem w pokoju rywalizować w sporcie”. Natomiast Wojciech Lipoński uważa, celem tej decyzji  było „zaniesienie znicza olimpijskiego w miejsca konfliktowe, tak aby przez sport dany konflikt załagodzić, a przynajmniej miejscowej władzy i społeczeństwu uświadomić, że istnieje międzynarodowa platforma współpracy. Idea olimpijska była tu traktowana jako substytut zbliżenia, tam gdzie tego zbliżenia w nadmiarze nie było”.
     
     
        Były to pierwsze w historii igrzyska olimpijskie rozgrywane w totalitarnym państwie  komunistycznym.   W przeszłości, gdy igrzyska odbywały się w totalitarnej  Trzeciej Rzeszy, ruch na rzecz ich bojkotu był znamienny.
     
     
         Było rzeczą pewną, że igrzyska zostaną wykorzystane dla ukazania rzekomego  rozkwitu Związku Sowieckiego i systemu komunistycznego w ogóle. W zachodniej prasie ostrzegano, że  igrzyska w ZSRS staną się powtórnym tryumfem propagandy, podobnie jak podczas igrzysk w Berlinie.
     
     
         Wśród rządów państw zachodnich dominowało jednak przeświadczenie, że przyznanie igrzysk Moskwie mogło doprowadzić do pogłębienia procesów odprężeniowych. Nie można więc w żadnym wypadku stwierdzić, iż  bojkot igrzysk w Moskwie planowany był przez sześć lat, od czasu wyboru tego miasta na gospodarza kolejnych igrzysk. Był to ewidentnie efekt późniejszych wydarzeń, nie zaś samego faktu przyznania igrzysk stolicy Związku Sowieckiego.
     
     
         Kreml postawił sobie za cel zorganizowanie najlepszych zawodów w historii. Za przygotowania  odpowiedzialna  była specjalnie powołana agencja rządowa Goplan. Wizytówkami igrzysk miały być: odremontowany stadion im. Lenina, mogący pomieścić 100 tyś.  widzów, na którym można było jednocześnie rozgrywać zawody w 27 dyscyplinach, a także wielofunkcyjny Pałac Sportu oraz wioska olimpijska.  Goście mieli zobaczyć dobrze rozwiniętą, tradycyjną i elitarną kulturę oraz wygodny standard życia mieszkańców stolicy ZSRS.
     
     
         W planach tych można było odnaleźć wiele analogii do zamiarów Trzeciej Rzeszy przed igrzyskami w Berlinie, w których chodziło o pokazanie światowej opinii publicznej pokojowego nastawienia Niemców.
     
     
         Waszyngton bacznie obserwował przygotowania Związku Sowieckiego do organizacji igrzysk. W grudniu 1979 roku. amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) sporządziła stosowny raport, w którym dokonano przeglądu i oceny postępujących prac. W raporcie nie było mowy o bojkocie igrzysk przez kraje  Zachodu. Pojawił się jedynie zapis na temat obaw organizatorów przed bojkotem ze strony państw Trzeciego Świata w razie obecności reprezentacji RPA na igrzyskach.
     
     
         Pod koniec 1979 roku nastąpiła agresja sowiecka na Afganistan. Specjalna jednostka spadochroniarzy, dokonała zamachu na prezydenta Afganistanu Hafizullaha Amina. Na czele nowego rządu Sowieci postawili swoją marionetkę  Babraka Karmala. W tym samym czasie sowieckie wojska lądowe zaczęły wkraczać do Afganistanu przez rzekę Amu-Daria.
     
     
         Militarne zaangażowanie ZSRS postrzegane było jako dowód, że po latach epoki détente kraj ten ponownie przyjął strategię ofensywną. W prasie zachodniej pojawiały się nagłówki: „imperium kontratakuje” czy „czerwone legiony maszerują”.
     
     
         Sowiecka agresja stała się okazją do swoistego „wykazania się” na forum międzynarodowym amerykańskiego prezydenta Jimmy’ego Cartera, krytykowanego za ciągłe ustępstwa wobec Moskwy. Było to dla niego istotne w obliczu mających się odbyć w 1980 roku wyborów prezydenckich. Carter potrzebował więc okazji do pokazania się w roli silnego i zdecydowanego przywódcy.
     
     
          Spośród najbliższego otoczenia Cartera szczególnie Zbigniew Brzeziński – doradca ds. bezpieczeństwa – dostrzegał w sowieckiej interwencji poważne zagrożenie.  Jego zdaniem „radziecka okupacja Afganistanu jest pierwszą od 1945 r. sytuacją, kiedy Związek Radziecki użył swoich sił militarnych bezpośrednio, aby zwiększyć swoją potęgę”, a  „Afganistan jest siódmym krajem, w którym od 1975 r. komunistyczne partie doszły do władzy przy użyciu radzieckich pistoletów i czołgów”.
     
     
         Sowiecka agresja została niemal powszechnie potępiona, w  połowie stycznia 1980 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło stosunkiem głosów 104:18 rezolucję potępiającą ZSRS i wzywającą do wycofania jego wojsk.
     
     
          Pomysł bojkotu igrzysk w Moskwie pojawił się  po raz pierwszy podczas nadzwyczajnej sesji NATO w Brukseli 1 stycznia 1980 roku. Z taką propozycją wystąpił  delegat zachodnioniemiecki Rolf Pauls.
     
     
         Wkrótce potem Jimmy Carter  w przemówieniu do narodu z 4 stycznia 1980 roku przestrzegał: „Mimo że Stany Zjednoczone wolałyby nie wycofywać się z igrzysk olimpijskich (...) Związek Radziecki musi zdać sobie sprawę, że jego kontynuowane agresywne akcje zagrożą zarówno udziałowi sportowców, jak i podroży kibiców do Moskwy, którzy normalnie chcieliby uczestniczyć w igrzyskach olimpijskich”.
     
     
         Trudno definitywnie stwierdzić, czy amerykańska groźba miała jedynie wpłynąć na Kreml, aby wycofano wojska z Afganistanu, czy też rzeczywiście od początku zakładano możliwość odmowy wysłania sportowców do Moskwy.
     
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Sowiecki debiut na igrzyskach olimpijskich w 1952 roku stał się początkiem swoistej „zimnej” wojny w sporcie.
     
     
         W klasyfikacji medalowej ekipa sowiecka uplasowała się na drugiej pozycji, tuż po reprezentacji amerykańskiej. Amerykanie zdominowali zawody lekkoatletyczne (zdobyli 14 złotych medali), pływackie i bokserskie. Natomiast sowieccy sportowcy przeważali w sportach siłowych (zapasy, podnoszenie ciężarów) oraz strzeleckich, a  także gimnastyce.
     
     
        Klasyfikacja medalowa obejmowała zestawienie wszystkich medali, jakie dana reprezentacja zdobyła podczas igrzysk. Wysoka pozycja w klasyfikacji medalowej miała dla Moskwy duże znaczenie propagandowe, stąd też stała się ona jednym z najważniejszych przejawów upolitycznienia sportu okresu zimnowojennego.
     
     
         Ogółem sportowcy amerykańscy zdobyli 40 złotych, 19 srebrnych i 17 brązowych medali,  a sowieccy  odpowiednio 22 medale złote, 30 srebrnych i 19 brązowych. Na dalszych miejscach znaleźli się kolejno Węgrzy, Szwedzi i Włosi. Wysokie miejsce Węgier wynikało z dużych wcześniejszych tradycji sportowych tego kraju i w żadnym wypadku nie można tego  z objęciem w nim władzy przez komunistów.
     
     
        Analizując osiągnięcia reprezentantów ZSRS na igrzyskach w Helsinkach zwracano uwagę na bardzo dobrą postawę kobiet. Fakt ten doprowadził do wzrostu znaczenia sportu kobiecego także w państwach zachodnich.  Dotąd bowiem,  sport kobiecy w USA i innych państwach zachodnich był niedoinwestowany, a panie rywalizujące na olimpijskim poziomie nie otrzymywały prawie żadnego wsparcia finansowego i treningowego.
     
     
        Światowa prasa poświęcała bardzo wiele uwagi „starciu gigantów” w czasie igrzysk w Helsinkach , publikując każdego dnia aktualną tabelę medalową. Warto dodać, że do ostatniego dnia prowadził w niej olimpijski debiutant Związek Sowiecki i dopiero wówczas Amerykanie zapewnili sobie zwycięstwo dzięki medalom w pływaniu i boksie.
     
     
        Klasyfikacja medalowa igrzysk olimpijskich nosiła miano „nieoficjalnej”, wynikało to z zasad nowożytnego olimpizmu, takich jak odseparowanie sportu od polityki. Tymczasem tworzenie klasyfikacji medalowej zawsze miało wydźwięk polityczny. Komitet wydał nawet stosowną rezolucję odnoszącą się do liczenia punktów podczas igrzysk olimpijskich w 1952 roku., w której stwierdzono między innymi: „Igrzyska Olimpijskie są zawodami między jednostkami. Zaprojektowano je jako radosny festiwal młodzieży świata. Igrzyska nie są, i nie mogą zostać, zawodami pomiędzy narodami, co byłoby całkowicie sprzeczne z duchem ruchu olimpijskiego i z pewnością doprowadziłoby do katastrofy.”
     
     
         Popularny podczas igrzysk w Helsinkach był także sposób liczenia zaprezentowany w Biuletynie olimpijskim. Była to tzw. Klasyfikacja punktowa, zgodnie którą w każdej rozgrywanej konkurencji przydzielało się punkty za pierwszych sześć miejsc. Za miejsce pierwsze przyznawano siedem punktów, za drugie – pięć, za trzecie – cztery, za czwarte – trzy, za piąte – dwa i za szóste – jeden. Według tej klasyfikacji Związek Sowiecki zremisował ze Stanami Zjednoczonymi – oba kraje uzyskały 494 punkty.
     
     
         Publikowana w prasie na całym świecie klasyfikacja medalowa igrzysk olimpijskich w Helsinkach stała się dogodnym polem dla rywalizacji propagandowej ZSRS i USA.
     
     
         Zwycięstwo sportowe to okazja dla danego państwa do wykazania swojej wyższości nad innym. Sport stał więc areną, na której Związek Sowiecki mógł, dzięki przeznaczeniu olbrzymich środków finansowych oraz umiejętnemu stosowaniu środków dopingujących dążył do wykazania swojej wyższości w tym zakresie rzeczywistości.
     
     
          Jak stwierdzono w rozdziale „Sport i socjalizm” dzieła zbiorowego „Gwiazdy  sportu”, przygotowanego wspólnie w siedmiu krajach bloku wschodniego, „współzawodnictwo dwóch systemów społecznych w ekonomice i kulturze zakłada – rzecz jasna – także współzawodnictwo na polu sportu”.
     
     
        W czasie igrzysk olimpijskich w Helsinkach w 1952 roku nadszedł czas na weryfikację ich skuteczności. Jak wspominał przewodniczący Wszechzwiązkowego Komitetu ds. Kultury Fizycznej i Sportu Nikołaj Romanow: „Kiedy zdecydowaliśmy się brać udział w międzynarodowych zawodach, byliśmy zmuszeni do zagwarantowania zwycięstw, inaczej „wolna” burżuazyjna prasa obrzuciłaby błotem cały nasz naród i naszych sportowców. Żeby uzyskać zgodę na wyjazd na międzynarodowe zawody, musiałem wysłać specjalną notę do Stalina, gwarantując zwycięstwo”.
     
               
         Jak zauważył Jakub Ferenc: „Sportowcy radzieccy, wychowani w systemie komunistycznym, będący jego dziećmi i najbardziej wiarygodnymi ambasadorami, swymi sukcesami mieli udowodnić wyższość tego systemu nad ustrojem kapitalistycznym. Swymi zwycięstwami mieli zaprezentować światu siłę Kraju Rad”.
     
     
        Rywalizacja sportowa pomiędzy sportowcami sowieckimi a zachodnimi stała się niejako „wojną zastępczą”.  Ubolewał nad tym  Avery Brundage, wskazując, że „jeśli igrzyska przerodzą się w zmagania pomiędzy wynajętymi gladiatorami rożnych narodowości z założeniem budowania narodowego prestiżu i udowadniania, że jeden system rządów jest lepszy niż inny, zatracą one swoje założenia”.
     
     
         Niestety miał rację i wkrótce igrzyska zatraciły swoje założenia, zaś olimpijski debiut ZSRS w 1952 roku można uznać za swego rodzaju początek zimnej wojny w „świecie sportu”.
     
     
     
    Wybrana literatura:
     
     
    M. Kobierecki – Sportowa wojna światowa. Implikacje polityczne międzynarodowej rywalizacji sportowej w okresie zimnej wojny
     
     
    Sport i polityka w dwudziestowiecznych państwach totalitarnych i autorytarnych
     
     
    D. Miller -  Historia igrzysk olimpijskich i MKOl. Od Aten do Pekinu 1894–2008
     
     
    J. Ferenc - Sport w służbie polityki
     
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Marcin Brixen  |  0
    Hiobowscy wchodzili właśnie do bloku, w którym mieszkali, gdy w drzwiach zetknęli się z pewną rodziną z Ukrainy. Od czasu napaści Rosji na Ukrainę mieszkali też w tym samym budynku. Na dodatek jeszcze przy drzwiach dogoniła ich mama Wiktymiusza spiesząca do domu z reklamówką w ręce. Wszyscy weszli razem do środka i stanęli przed windami.
    W oczekiwaniu na przyjazd windy wywiązała się rozmowa.
    - To już pięć lat jak tu mieszkamy w Polsce - powiedziała pan z Ukrainy i westchnął. - Smutno, oj smutno.
    - To nic! - mama Wiktymiusza objęła go ramieniem i uścisnęła. - Wasze życie może być wesołe!
    Hiobowscy spojrzeli na nią z uznaniem.
    - Jak ona dzielnie podtrzymuje ich na duchu - szepnęła mama Łukaszka.
    - Nasz dom, nasze miasto, wszystko zniszczone, spalone, rozgrabione - załkała nagle pani z Ukrainy i sięgnęła po chusteczkę. - Nie mamy do czego wracać!
    Zjechała pierwsza widna, wysiedli z niej ludzie i stanęli przyglądając się.
    - Nic to! - mama Wiktymiusza przytuliła ją serdecznie. - Wasze życie może być wesołe!
    Dzieci z Ukrainy też zaczęły płakać.
    - Dziadkowie zginęli... Nasi koledzy i koleżanki...
    Zjechała druga winda, tłum gęstniał.
    - Co tu się dzieje? - zaczęli pytać niektórzy.
    - Jakaś dzielna kobieta pociesza rodzinę uchodźców - wyjaśniła inna osoba.
    - Nie martwcie się. - Mama Wiktymiusza zaczęła głaskać ukraińskie dzieci po głowach. - Wasze życie może być wesołe!
    - Pani tak mówi i mówi, a to niełatwe - pani z Ukrainy otarła łzy.
    - Wręcz przeciwnie, to bardzo proste.
    - Jak? - zapytał pan z Ukrainy.
    Mama Wiktymiusza rozejrzała się po gęstniejącym tłumie.
    - Nie wiem, czy wiecie, ale każda kobieta ma taką szufladę, taką torebkę, takie rzeczy, które są jej największym sekretem. I nikomu ich nie pokazuje.
    - Do widzenia - rzekł pospiesznie tata Łukaszka, który zorientował się w którą stronę to zmierza i chciał odejść.
    - Stop! - mama Wiktymiusza złapała go za rękaw. - Ja wam te rzeczy sekretne kobiety pokażę. Wszystkim.
    - Ale my nie chcemy...
    - Mówię, że pokażę, to pokażę! - mama Wiktymiusza wysypała zawartość reklamówki na podłogę. Kilka przedmiotów różnego kształtu, koloru i materiału.
    - Co to jest? - spytała dziwnym głosem pani z Ukrainy.
    - To są zabawki intymne - poinformowała z satysfakcją mama Wiktymiusza. - Można ich używać solo, we dwójkę, w trójkę, a nawet w większych grupach. I wasze życie jest wesołe.
    - Ale my ich nie używamy - wyjąkał pan z Ukrainy.
    Mama Wiktymiusza przygasła. Zacisnęła usta, nachyliła się i zaczęła zbierać gadżety z podłogi. Rzuciła krótko:
    - W takim razie wasze życie musi być smutne.
     
    4.2
    4.2 (5)
  •  |  Written by katarzyna.tarnawska  |  1

    Odszedł Mogens. Pisałam o Nim na blogu jako o moim Duńczyku.

    Poznaliśmy się w roku 1963, we wrześniu bieżącego roku minęłoby 59 lat. Jeden krótki moment na korytarzu szpitalnym i "miłość od pierwszego wejrzenia".

    Ujął mnie wówczas pogodą ducha, odwagą, wytrwałością. Mimo iż miał  wrodzony problem zdrowotny, tzw. tarń dwudzielną - nie oczekiwał ani specjalnego traktowania ani nie epatował nikogo swoją "inną" sprawnością. Żył jak wszyscy. Miał plany, marzenia, miał talenty które rozwijał. Było w tym bardzo wiele zasługi Jego Rodziców. Oboje nauczyciele, oboje prawicowcy, oboje o otwartych sercach i umysłach. Matka, do ósmego roku życia tego młodszego syna przerwała pracę zawodową - aby zająć się dzieckiem. Sekundowały Jej dwie Ciotki - pielęgniarki.

    Od czwartego roku życia - zaczął malować - dzięki Ojcu, również malarzowi. Następną pasją była ornitologia - gdy chłopak, z powodu jakiejś choroby czy operacji został na pewien czas unieruchomiony - Rodzice nauczyli Go oglądać i podziwiać ptaki. 

    Mały miał wówczas marzenie, że gdy dorośnie - będzie mógł grać w piłkę.

    Z tego okresu pochodzi Jego motto życiowe, zdobyte zresztą w śmiesznych okolicznościach.

    Był, jako czterolatek w czytelni bibliotecznej, do której zabrała Go Matka. Wiedział, że tam należy zachować ciszę, ale - na korytarzu spotkał starszego nieco chłopca z trąbką. Zapytał więc nowopoznanego kolegę, czy trąbka gra. - Nie wiem - odparł starszy. - To spróbuj - po duńsku PROV (prou).  Próba okazała się "udana". Matki obu malców wyskoczyły na korytarz, Mogens oczywiście "niewinny". Od tego jednak czasu PRÓBUJ stało się jego hasłem życiowym.

    Nauczył się jeździć na rowerze, pływać... 

    Jako pięciolatek przeżył, m. in. bolesną "lekcję polityczną".

    Jeździł na rowerze, do pobliskich sklepów. W spożywczym - zamawiał sobie, na kredyt, po jednej cytrynie dziennie, zaraz ją zjadał, po tygodniu - dosyć zaskoczona Mama zapłaciła rachunek.

    Inny odwiedzany sklep to masarnia, jej właściciel okazał się germanofilem. Dziecko oczywiście nie miało pojęcia co to oznacza, a gdy sklepikarz nauczył go hasła "Heil Hitler" (w roku 1940), dając Mu przy tym 20 øre - zaczął jeździć rowerkiem  wokół sklepu, pozdrawiając tym hajlitla wszystkich przechodzących. Duńczycy na ogół odwracali się z niesmakiem, natomiast niemieccy oficerowie dali Mu również jakieś monety. Ostatecznie wrócił do domu - przynosząc "majątek" - chyba ponad jedną duńską koronę. Gdy jednak pozdrowił w ten sposób Rodziców - Ojciec uderzył go w twarz tak, że chłopak przewrócił się. Potem dopiero przyszło tłumaczenie...

    Od września 1942 szkoła i przyjaciele Ojca z Ruchu Oporu...

    Zabawy z dziećmi, sąsiadka - koleżanka, którą pokochał, która Mu w jakiś sposób "matkowała" i która umarła...

    Sąsiad, który Go wyśmiewał... Przebyte operacje i chirurg ortopeda, który prorokował Mu, że zostanie lekarzem...

    W szkole - śpiew w chórze, szkolne przedstawienie do którego robił scenografię, nauka gry na wiolonczeli, rysunek, malarstwo, korespondencja - do czasopisma ornitologicznego...

    Nauka przychodziła Mu łatwo, ale poświęcał na nią wiele czasu. Nauka języków - angielskiego, niemieckiego, szwedzkiego, włoskiego, francuskiego... Początkowo - wakacje z Rodzicami i bratem - na Bornholmie. Później Rodzice, aby nie trzymać synów "pod kloszem" kupili motocykl z przyczepą, którym wraz ze starszym bratem pojechali obaj, przez Niemcy, na południe, do Włoch. Brat był kierowcą, Mogens - kronikarzem wyprawy. Nie obyło się bez wypadku - wywrotki, ale bez poważnych konsekwencji.

    Po maturze - studia na wydziale lekarskim, praktyka lekarska - w Szwecji.

    Kolekta studencka w 1956 - na pomoc walczącym z Moskalami Węgrom.

    "Praca" każdorazowo na Sylwestra - nocne odwożenie ludzi do domów własnym samochodem - bo większość kierowców była wtedy "pod dobrą datą".

    Spotkanie ze mną - podczas praktyki lekarskiej, podyplomowej w Szpitalu w Hillerød... 

    Planowane małżeństwo i dwukrotny przyjazd Mogensa do Polski, mimo żelaznej kurtyny. Podczas pierwszego pobytu - załatwienie wizy polskiej w Szczecinie. Tutaj Mog. wykazał się determinacją i skutecznością. Podczas pierwszego pobytu - zatrzymał się w naszym domu, a ja, właśnie wówczas - chorowałam na odrę. Moja Rodzina mogła Go poznać, ja - chorobę przeżyłam, ale - nie byliśmy wtedy razem. Podczas drugiego pobytu - brak zgody moich Rodziców na małżeństwo, więc zerwanie... Bolało... Jako powód zerwania - protestanckie wyznanie Mogensa, a w podtekście - chyba świadomość ograniczeń żelaznej kurtyny - presja jaką wywierała SB na osobę wyjeżdżającą "na Zachód" - poprzez szantażowanie pozostałej w Polsce Rodziny. Na pożegnanie - widok z Asyżu - obraz Mogensa.

    Później - Jego Małżeństwo, udane ale bezdzietne.

    Moje Małżeństwo - jedna córka, rozwód.

    Po kilkudziesięciu latach moja dorosła Córka, żona brytyjskiego lekarza, Irlandczyka, kierując się inskrypcją na obrazie z Asyżu - odnalazła duńskiego profesora, Mogensa Dam.

    Wysłałam list, po niemiecku.

    W tym czasie nie żył już mój Mąż, zmarli oboje Rodzice, zmarła wkrótce, śmiertelnie chora (po raz drugi w życiu, na nowotwór) żona Mogensa. W następnym roku spotkaliśmy się - wtedy zapadła decyzja o naszym ślubie.

    "Ach! Co to był za ślub!" Była Rodzina i Przyjaciele Mogensa, podobnie - z mojej strony. Jedna z małych wówczas córeczek mojej najstarszej Siostrzenicy także wspominała - "Nigdy nie byłam na tak eleganckim ślubie" wink!

    Przeszłam na emeryturę, zamieszkaliśmy w Kopenhadze, zaczęliśmy realizować plany podróżne Mogensa. Ekwador, Ukraina - Lwów, Francja - Château de Haux, Taize, Walia, kilkakrotnie Izrael, dwukrotnie Jutlandia - Flensburg a potem Park Narodowy Vadehavet i przeloty ptaków, podróże po Danii i Polsce, Gruzja, Armenia, Iran, Austria, Szwecja, Australia - Tasmania, Kostaryka, Birma, Włochy, Hiszpania, częste przyjazdy do Polski przez Szwecję, budowa polskiego domu. Malowanie obrazów - widoków z podróży, wystawy malarskie...

    Przed ślubem - podróż do norweskich fiordów, ostatnie podróże to - Alaska, Islandia i ponownie Norwegia. 

    Przez szereg lat - abonament na koncerty w Filharmonii i premiery teatralne.

    Spotkania w kręgu przyjaciół, w tzw. Filozoficznym Klubie Dyskusyjnym, gdzie omawiano pozycje z literatury i filozofii, spotykając się w kolejnych domach na ciekawych dyskusjach, z dobrym jedzeniem i wyborowymi napojami oraz trunkami.

    Dwukrotnie, podczas naszego małżeństwa, zorganizowane wystawy własnego malarstwa.

    Zaufanie Bogu, również w tzw. sprawach drobnych. Udowadniał to, na przykładzie, własnym przyjaciołom.

    Przeżyliśmy kilkakrotnie incydenty choroby Mogensa, każdorazowo "dawał się" wyleczyć.

    I ostatni rok - choroba która Go "położyła". Dawniej - doskonały kierowca, moje Siostry nazywały Go piratem drogowym, choć przepisów nie przekraczał, malarz o sokolim wzroku, dobry pływak, znawca muzyki klasycznej, amator dobrych potraw i dobrego wina. Od roku samochodem nie jeździł. Teraz - cierpiący bez skargi, wdzięczny za pomoc i opiekę. Osoby, które Go spotykały wspominają, że był dobry, pogodny, uśmiechnięty.

    Dbający o elegancki wygląd, kulturalne zachowanie, właściwe formy towarzyskie. Ujmująco wdzięczny, pamiętający o uroczystościach rodzinnych. Zazdrosny o mnie choć nie dawałam Mu powodów... Bardzo dobry, szlachetny człowiek, partner, towarzysz. Miał nadzieję w czerwcu pojechać do Danii, co spowodowało, że zdecydował się na intensywną rehabilitację

    Zrobił dużą karierę zawodową, był neurologiem, ordynatorem klinicznego oddziału w Hvidovre Hospital, parę lat w Rigshospitalet w Kopenhadze, potem profesorem Uniwersytetu i ordynatorem Kommunehospitalet w Aarhus, prezydentem Europejskiej Ligi do walki z Padaczką, redaktorem naczelnym magazynu Acta Neurologica Scandinavica.

    Nie był zachłanny - wiedział, że idąc TAM "nie zabieramy nic do kieszeni".

    Do końca interesował się polityką, zmienił swoją "optykę" w spojrzeniu na Unię Europejską, zauważył lewacki mobbing wobec Polski, prosił o codzienne relacje z wojny rosyjsko-ukraińskiej.

    Jego śmierć była niespodziewana, choć patrząc wstecz dostrzegam coś, co wypierałam z mojej świadomości - od ok. miesiąca był "rozjaśniony" - tak, jak ludzie którzy odchodzą, a ja zastanawiałam się - czy to może anemia.

    Brakuje mi Go, a równocześnie pocieszam się, że On może już grać w piłkę, może szybko biegać, tańczyć jeśli zechce, może malować, może podziwiać rajskie ptaki, może wędrować po górach...

    A Dobry Ojciec przytulił Go do swego kochającego serca i uleczył wszystkie rany, wszystkie ciosy, wszystkie bóle. Wierzę, że się spotkamy i że będzie to spotkanie pełne radości i miłości.

    Wierzę, że spotkał Agnete, pierwszą żonę, którą zapamiętano jako osobę dobrą, szlachetną, uczynną...

    Dziękuję Wszystkim, którzy mieli cierpliwość by przeczytać to wspomnienie.

    Niechaj z nami będzie Pan, Alleluja!
    Tekst wpisu, nieznacznie różny od obecnego, ukazał się na blogu Niepoprawnych w dniu 6 maja b.r.

     

     

    5
    5 (4)

    1 Comments

    Obrazek użytkownika Dixi

    Dixi
    Przepiękne wspomnienie, brakuje mi słów...
    I równie piękny życiorys.
    Ściskam gorąco!!!
    --------------------------------------------
    "Dixi et salvavi animam meam"
  •  |  Written by Godziemba  |  0
     W 1952 roku w Helsinkach sowiecka reprezentacja zadebiutowała na igrzyskach olimpijskich.
     
     
          Sportowcy sowieccy nie brali udziału w okresie międzywojennym w międzynarodowych zawodach sportowych. Sowiecka propaganda określała je jako „sport burżuazyjny”, podczas gdy w ZSRS rozwijany był, jako konkurencyjny dla zachodniej kultury fizycznej, „sport socjalistyczny”.
     
     
           Po zakończeniu II wojny światowej Stalin zaczął dostrzegać wielkie potencjalne korzyści propagandowe, jakie mogłaby przynieść międzynarodowa rywalizacja sportowa ZSRS z reprezentantami państw zachodnich. Sowieccy zawodnicy mogliby demonstrować zagranicznej publiczności przewagę sowieckiego systemu społecznego Sprzyjał temu też fakt, że pod kontrolą Moskwy znalazły się takie kraje, jak na przykład Polska, Węgry czy Czechosłowacja, z bogatymi tradycjami sportowymi, dobrą infrastrukturą oraz sportowcami na światowym poziomie.
     

          Głównym powodem rezerwy przed udziałem w międzynarodowych zawodach była obawa przed kompromitacją. Zgodnie natomiast z propagandowymi założeniami, zwycięstwa sportowe miały udowadniać wyższość ZSRS  nad państwami kapitalistycznym.
     
     
         Moskwa nie popierała idei ruchu olimpijskiego, doceniającej sam udział w sporcie. Dla Stalina liczyły się wyłącznie zwycięstwa.
     
     
         Pomimo zaproszenia ze strony MKOl Związek Sowiecki nie wziął udziału w letnich igrzyskach olimpijskich, które odbyły się w 1948 roku w Londynie . Według wspomnień przewodniczącego Wszechzwiązkowego Komitetu ds. Kultury Fizycznej i Sportu, Nikołaja Romanowa, władze sowieckie rozważały przystąpienie do społeczności olimpijskiej od razu po wojnie, ale przeważył pogląd, że „uczestnictwo w igrzyskach olimpijskich w 1948 r. było niemożliwe ze względu na brak wystarczającej ilości czasu na przygotowanie się do nich”.
     
     
         Po zakończeniu igrzysk, 27 grudnia 1948 roku  Komitet Centralny  WKP(b)  podjął uchwałę „O toku wykonania przez komitety do spraw kultury fizycznej i sportu wskazówek partii i rządu w sprawie rozwoju masowego ruchu wychowania fizycznego i sportu i podwyższenia mistrzostwa sowieckich sportowców”, w którym wskazano, że poprawa wyników w sporcie wyczynowym powinna być osiągnięta poprzez masowe uczestnictwo w sporcie amatorskim. Stwierdzono, że wszystkie instytucje powinny rozpowszechniać kulturę fizyczną i sport, aby „radzieccy sportowcy mogli w jak najbliższej przyszłości osiągnąć światową dominację w głównych dyscyplinach sportowych”.
     
     
         Przyjęto zatem założenie, że drogą do sukcesu ZSRS w międzynarodowym sporcie miało być masowe uczestnictwo w kulturze fizycznej, umożliwiające selekcję najbardziej utalentowanych sportowców wśród grupy ćwiczących. Były to działania analogiczne do tych, które miały miejsce w Trzeciej Rzeszy. Hitler uznał, że najlepszą drogą po sportowe tryumfy podczas igrzysk w Berlinie w 1936 roku było postawienie na powszechne uczestnictwo w sporcie. Sukcesy sportowe miały służyć uzyskaniu  konkretnych korzyści propagandowo-politycznych, gdyż sport był doskonałą wizytówką państwa.
     
     
         Jak miał powiedzieć  Stalin: „Czemu nie mielibyśmy współzawodniczyć? Rywalizujemy z burżuazją na gruncie politycznym, rywalizujemy we wszystkich dziedzinach. Dlaczego więc nie mielibyśmy rywalizować w sporcie? Toż to oczywiste, tylko głupiec tego nie rozumie”.
     
     
          W 1950 roku zainicjowano proces  „otwierania się sportu radzieckiego na świat”. Jednak najistotniejszą kwestią pozostawało przystąpienie Związku Sowieckiego do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.
     
     
        Głównym zastrzeżeniem MKOl względem przyjęcia ZSRR do „olimpijskiej rodziny” była kwestia respektowania przez Moskwę zasady amatorstwa. Jak pisał przewodniczący MKOl Sigfrid Edstrom: „Z zachodniego punktu widzenia musimy zastanowić się, czy rosyjscy sportowcy mogą być uznawani za amatorów. Musimy zmierzyć się z faktem, że wielu z nich jest zawodowcami. Mamy zatem inne rozumienie sportu w Europie Wschodniej i na Zachodzie”.
     
     
          Część członków MKOl uważała, że najlepszym rozwiązaniem byłoby uniknięcie ww. problemu poprzez odmówienie ZSRS przyjęcia do Komitetu.  Inni jednak wskazywali, że jeśli udałoby się osiągnąć z Kremlem porozumienie, zgodnie z którym przestrzegano by tam zasad olimpijskich, to skorzystałby na tym cały ruch olimpijski. Całą tę sytuację Alfred Senn podsumował następująco: „Edstrom i Brundage, którzy w tym czasie kształtowali politykę MKOl, nie ufali gigantycznej superpotędze Europy Wschodniej, ale obaj zdawali sobie sprawę że nie mogą dłużej jej ignorować”.
     
     
         W MKOl obawiano się, że reprezentanci ZSRS mogą pojawić się na igrzyskach mimo braku zaproszenia i członkostwa w MKOl, jak miało to miejsce w 1946 roku podczas mistrzostw Europy w lekkoatletyce.
     
     
         W końcu 1950 roku Związek Sowiecki wyraził gotowość  wzięcia udziału w igrzyskach olimpijskich. W kwietniu 1951 roku władze sowieckie poinformowały MKOl o utworzeniu Narodowego Komitetu Olimpijskiego, a także formalnie poprosiły o przyjęcie. Komitet zajął się sprawą w maju 1951 roku na Sesji MKOl w Wiedniu. W trakcie dyskusji podnoszono obawy w kwestii przestrzegania przez ZSRR zasady amatorstwa, z drugiej jednak strony zdawano sobie sprawę z tego, że „olimpijski kodeks fair play i gentlemańskiej rywalizacji” miałby pozytywny wpływ na młodzież sowiecką. Ostatecznie przegłosowano przyjęcie ZSRS do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (31 głosów za, 3 wstrzymujące się), ponadto na członka MKOl wybrano Konstantina Adrianowa (24 głosy za, 5 przeciw, 4 wstrzymujące się).
     
     
         Przed wyborem sowieckiego przedstawiciela do MKOl Stalin zażądał, aby NKOl ZSRS jednostronnie wytypował „swojego” członka do MKOl, którym miał zostać Konstantin Adrianow. Była to próba naruszenia protokołu olimpijskiego, co spowodowało przeciw przewodniczącego MKOl Sigfrida Edstroma, który jednak potem ustąpił, a MKOl dokonał wyboru Adrianowa na nowego członka MKOl.
     
     
         W dniach 14–25 lutego 1952 roku odbyły się zimowe igrzyska olimpijskie w Oslo. Związek Sowiecki nie zdecydował się wziąć w nich udziału. Do stolicy Norwegii wysłano jedynie obserwatorów.
     
     
         Jednak Moskwa wysłała swoich sportowców na letnią olimpiadę do Helsinek. Miasto to miało być miejscem igrzysk olimpijskich w 1940 roku, po odebraniu tego zaszczytu Tokio, jednak po wybuchu II wojny światowej zawody zostały odwołane.
     
     
         Igrzyska olimpijskie w Helsinkach przeszły do historii jako swego rodzaju początek zimnowojennego starcia wschodniego bloku geopolitycznego z zachodnim.
     
     
         Jeszcze przed ich inauguracją Stalin nie zgodził się na wytyczenie trasy sztafety olimpijskiej przez terytorium ZSRS.  Zażądał także, aby sowieccy sportowcy nie zamieszkali w wiosce olimpijskiej, gdzie mogliby swobodnie kontaktować się z kolegami z innych państw, ale w oddzielnej kwaterze w wiosce Otaniemi, nieopodal sowieckiej bazy morskiej Porkkala, wraz ze sportowcami z innych krajów „demokracji ludowej”.
     
     
     
    CDN.
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  2

    Ostatni antysowieccy partyzanci w krajach bałtyckich przetrwali do lat 70. XX wieku.

     

           Od jesieni 1945 roku partyzanci, którzy ponieśli ciężkie straty,  stopniowo ograniczali swoje akcje przeciwko jednostkom NKWD, koncentrując się na likwidacji przedstawicieli sowieckiej administracji oraz milicji.  

     

           W marcu 1946 roku w estońskim miasteczku Osula partyzanci przypuścili atak na miejscowy „batalion niszczycielski” lub inaczej milicję ochotniczą. Partyzanci sporządzili listę winnych funkcjonariuszy, jednak w trakcie rozprawy z sowieckimi kolaborantami zabili także niektórych członków rodzin milicjantów.

     

          Usiłując powstrzymać reformę rolną, litewscy partyzanci atakowali czasami chłopów, którym przyznano ziemię z rozparcelowanych majątków. Według sowieckich raportów z prowincji Alytus,  w sierpniu 1945 roku partyzanci napadli z tego powodu trzydzieści jeden rodzin i zabili czterdzieści osiem osób.

     

          Takie akcje niewątpliwie zmniejszały wsparcie miejscowej ludności dla ruchu partyzanckiego.  Pod koniec lat czterdziestych donoszenie na grupy partyzanckie stało się coraz bardziej powszechne, robili to nie tylko płatni informatorzy ale także zwykli ludzie.

     

         W 1948 roku rozpoczęli deportację tysięcy mieszkańców krajów bałtyckich. Między 22 a 27 maja 1948 roku z Litwy wywieziono ponad 40 tysięcy ludzi; w marcu następnego roku dołączyło do nich kolejne 29 tysięcy. W tym samym czasie z Łotwy wywieziono 43 tysięcy ludzi. Deportacje pozbawiły partyzantów wsparcia lokalnych mieszkańców. Od tego momentu partyzanci nie mogli już polegać na tym, że okoliczna ludność dostarczy im żywność i inne zapasy. Musieli teraz wyjść z ukrycia i rekwirować to, czego potrzebowali, informując tym samym władze o swojej obecności.

     

         Ostateczny cios partyzanckim liniom zaopatrzeniowym zadała kolektywizacja, która zlikwidowała prywatne gospodarstwa. Tylko w ciągu 1949 roku skolektywizowano 62 procent litewskich gospodarstw rolnych. W Estonii i na Łotwie, gdzie partyzantka nie była tak silna, a opór był mniej zorganizowany, skolektywizowano odpowiednio 80 i 93 procent gospodarstw.

     

          Po zniszczeniu sieci wsparcia partyzantów w kraju jedynym ich ratunkiem była pomoc z Zachodu. Jednak wysiłki takich emisariuszy jak Litwin Juozas Lukša, który przeszedł granicę z Polską i na początku 1948 roku dotarł do Paryża, by wzbudzić zainteresowanie Zachodu dla jego sprawy, spełzły na niczym.

     

           W 1950 roku, kiedy Lukša wrócił na Litwę, toczyła się tam walka o przegraną sprawę. Rzesze partyzantów, którzy zapełniali lasy między 1944 a 1947 rokiem stopniały do zaledwie dwóch tysięcy. Do lata 1952 roku pozostało ich prawdopodobnie jedynie pięciuset.

     

          Sam Lukša został zdradzony przez byłego przyjaciela, wciągnięty w zasadzkę i zastrzelony. Taki sam los spotkał – jednego po drugim – wszystkich leśnych dowódców na Litwie. W 1956 roku, dwanaście lat po rozpoczęciu zmagań, ostatnie partyzanckie grupy zostały ostatecznie zlikwidowane.

     

          Jednak nawet po schwytaniu w 1956 roku ostatniego wielkiego dowódcy Adolfasa Ramanauśkasa – pseudonim Vanagas („Jastrząb”)  w litewskich lasach pozostało około czterdziestu pięciu partyzantów. Jeszcze w 1965 roku milicja otoczyła dwóch pozostałych na wolności partyzantów: zastrzelili się, by uniknąć uwięzienia. Ostatniemu litewskiemu partyzantowi, Stasysowi Guidze, ukrywanemu przez ponad trzydzieści lat przez pewną wieśniaczkę, udało się uniknąć pojmania aż do śmierci w 1986 roku.

     

           Dwaj bracia, Estończycy Hugo i Aksel Mõttus, zostali w końcu schwytani przez milicję w 1967 roku. W lecie 1974 roku partyzant Kalev Arro został zastrzelony przez sowieckich funkcjonariuszy w wiosce Võrumaa. Ostatni estoński partyzant, August Sabbe, zginął dopiero cztery lata później, kiedy w sierpniu 1978 roku próbowało go aresztować KGB. Sabbe chciał uciec, wskakując do rzeki Võhandu, ale utonął.

     

           Pomimo nieuchronnej klęski antysowieckiej partyzantki, pamięć o niej nie wygasła. W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych mieszkańcy państw bałtyckich chociaż nigdy nie podnieśli ponownie broni przeciwko Sowietom, wciąż pamiętali o powojennych bojownikach. Bez końca opowiadano leśne historie; w domach śpiewano partyzanckie pieśni, co znalazło później odzwierciedlenie w tallińskiej „śpiewającej rewolucji”. Powielano i rozpowszechniano pamiętniki partyzantów, takie jak autorstwa Juozasa Lukšy „Partizanai”, który się stał bestsellerem na Litwie krótko po ogłoszeniu przez nią niepodległości w 1990 roku.

     

          Po latach historia bitwy pod Kalniškės przeniknęła do folkloru, powstały pieśni unieśmiertelniające batalię. W latach osiemdziesiątych byli partyzanci wrócili do Kalniškės i wznieśli sanktuarium dla poległych towarzyszy, w którym odprawiono uroczystości w rocznicę bitwy. W 1989 roku stało się to źródłem napięć w stosunkach z Sowietami.

     

          Stacjonujący w pobliskim sowieckim garnizonie żołnierze celowo odbywali ćwiczenia w czasie rocznicowych obchodów i strzelali nad głowami zgromadzonych ludzi. W nocy zniszczyli świątynię. Jednak po uzyskaniu przez Litwę niepodległości wzniesiono nowy pomnik, a ciała poległych pod Kalniškės partyzantów ekshumowano i godnie pochowano. Dzisiaj bitwę wciąż upamiętniają doroczne uroczystości, w których uczestniczą byli partyzanci i ich rodziny, przedstawiciele litewskiego rządu i wojska, a także lokalni politycy i uczniowie. Wydarzenie urosło do rangi symbolu nie tylko bohaterstwa partyzantów, ale i zmagań o niepodległość Litwy, które trwały niemal pół wieku.

     

         Na Łotwie, gdzie dużą rolę w tworzeniu partyzantki miały  osoby współpracujące wcześniej z Niemcami, oraz z uwagi na znaczną liczbę ludności rosyjskojęzycznej, pamięć o “leśnych braciach” nie jest pamięcią głównego nurtu. Jest kultywowana przez organizacje społeczne, ale nie jest wykorzystywana jako kapitał polityczny przez partie. W Estonii przede wszystkim Związek Ojczyzny i Res Publiki odwołuje się do tej tradycji, a  historia „leśnych braci” odgrywa zdecydowanie większą rolę niż na Łotwie.

     

          Uważa się, że w latach 1944–1956 w ruch oporu na Litwie było zaangażowanych około 100 tysięcy ludzi – a w Estonii  i na Łotwie  kolejnych 20–40 tysięcy.

     

           Nie należy lekceważyć zmagań „leśnych braci” jako bezsensownego poświęcenia. Ich skazana na porażkę walka stała się także częścią historii, którą wieńczy odzyskanie niepodległości przez wszystkie trzy kraje bałtyckie. Mimo dziesiątków tysięcy zabitych  oraz wegetujących na uchodźstwie obywatele Litwy, Łotwy i Estonii widzą w czynach „leśnych braci” sprawę wartą zachodu i źródło narodowej dumy.

     

    Wybrana literatura:

     

    K. Lowe – Dziki kontynent

    M. Laar – Wojna w lesie. Walka Estończyków o przetrwanie 1944-1956

    R. Wnuk - Leśni bracia. Podziemie antykomunistyczne na Litwie, Łotwie i w Estonii 1944-1956.

    5
    5 (3)

    2 Comments

    Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

    katarzyna.tarnawska
    Nie można pozwolić, aby pamięć o nich zaginęła - tak w Polsce, jak też w krajach bałtyckich!
    Dziękuję Godziembo,
     
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    Musiało dojść do wojny aby Eurowizję wygrała jakaś normalna piosenka i normalny zespół/twórca. O czym to jest właściwie? Właściwie jest o matce czyli temat niepoprawny i nietrendy. Muzycy się stylizują na kozaków czyli wątki historyczne wprowadzają:
    https://youtu.be/Z8Z51no1TD0

     

    Ale się gównoburza zrobiła przy okazji bo Ukraińcy nie dali nam punktów a my im daliśmy. To jest taka patologia jak konkursy dla dzieci z głosowaniem. Rodzice mobilizują jak największą liczbę krewnych i znajomych żeby głosowali na ich pociechę. Nikt się jakością pracy nie kieruje. W takich sytuacjach muszę postawić pytanie dlaczego na ich dziecko mam głosować skoro inne mają ładniejsze prace? I się obrażają i mam spokój.

    Wzmożenie jest spore z którego mam bekę. Nawet notka na Salonie24 jest. Minister przeprasza. Ale paranoja. Zespół Kalush Orchestra zwrócił się o pomoc dla Azowa i Mariumpola i Azowstalu. I to powinien być główny temat rozważań tzw. Europy i eurokratów: ratunek dla Mariumpola. I opozycja nasza powinna jakieś pomysły przedstawić skoro jest taka mądra i chce przejąć władzę. Pisiory wiadomo nic nie wymyślą bo to pisiory i tylko czołgi wysłali, ale Budka z Biedroniem, Tuskiem, Leszczyną, Gasiuk-Pihowicz, wsparci Timmermansem i Gujem od razu powinni rozwiązanie zaproponować i to skuteczne. W ten sposób przekonają do siebie elektorat i wygrają wybory. Budka to tylko umie palnąć że Izbę Dyscyplinarną trzeba zlikwidować.

    Dawno nie było nic o kulturze więc teraz uzupełniam. Artysta, niejaki Madis, wydał płytę:

    https://youtu.be/p0iWpRSf3xg

     

    Jest on nazywany niekiedy Zenkiem Jarre. To tyle o muzyce, przechodzę do trailerów:
    II Trailery

    Pojawił się trailer 3 sezonu Orville:

    https://youtu.be/G982GjpWZDU

     

    Tak powinien wyglądać trailer serialu gwiezdnowojennego: latają po kosmosie i się biją. Dlatego teraz tzw. trekkerzy będą pozdrawiać się słowami „niech moc będzie z wami”. Beka bo Mercer rzuca ten zwrot na odwal się co jest parodią Gwiezdnych Wojen, gdzie z namaszczeniem wypowiadają. W Łotrze 1 np. Serial ten przeniósł się na platformę Hulu która jest własnością Disneja. Jak odniesie sukces to K. Kennedy go wykończy zakulisowymi intrygami, bo ona robi raczej badziewie w Lucasfilmie. I na tle Orville Lucasfilm wypada blado. Wyszedł kolejny trailer serialu Kenobi. I jak to wygląda? Jakieś prymitywy, gdzie tam wojny w kosmosie są? Ludzie lubią mieczyki świetlne to dajmy dużo mieczyków świetlnych. Filmy bez mieczyków się nie podobają, chociaż Mandalorianin sezon 1 się przyjął. Będzie Vader to się sprzeda. Retconować mają pojedynki Vadera i Kenobiego. Wygląda to siermiężnie:

    https://youtu.be/TCooHOswSu4

     

    I jest to produkcja z cyklu Kennedy kontratakuje (Kathleen Kennedy kontratakuje czyli KKK czyli wszystko jasne). Szefowa LucasaFilma próbuje odzyskać pozycje utracone po fiasku sekłeli na rzecz Favreau i Filoniego. Zobaczymy. Oczywiście siedzą w epoce przed Nową Nadzieją bo nic specjalnego się wtedy nie może wydarzyć. Epoki po sekłelach nie ruszają świadomi swojej klęski. Czemu nie ma dalszego ciągu przygód Rey? Są jacyś chętni na nie? No właśnie.

    Na co przepalają budżet w nie wiem. Trailer Kenobiego nie ma startu do trailera Orville. Disneju wstydź się cały: i frakcjo Favreau i frakcjo Kennedy. Favreau powinien wrócić do korzeni orvilowych jeśli chce ocaleć. I odrzucić sekłelozę.

    III Spoilery

    Star Trek Discovery 4 sezon. Nie oglądałem tego, tylko jeden odcinek. Odeszli z Netflixa więc nie katuję się tym czymś. Na Amazonie Primie jest za to Star Trek Picard sezon 2. Oglądałem to zbyt nieuważnie aby dać kompletną recenzję. Mamy do czynienia z chaosem, dłużyznami, fatalną fabułą. Przypominam że w finale 1 sezonu wykończyli Picarda na śmierć i zamienili go androidem. Ale w 2 sezonie wyraźnie zapomnieli o tej egzekucji i Picard jest człowiekiem a nie PseudoPicardem. Można się długo znęcać nad tym serialem ale zachowali podstawowe zasady działania Q. Q knuje intrygę wielowarstwową jak to on chcąc zmusić Picarda do odwalenia czarnej roboty. W TNG odstawił cyrk z procesem ludzkości aby uwolnić meduzę np. I tak to działa dlatego jednak serial ten oceniam na plus. 1 sezon balansował na granicy ale fatalne zakończenie zepchnęło go pod kreskę. 2 sezon rzutem beretem wyszedł nad kreskę. Oni tam mają chyba jakiegoś gościa który pilnuje żeby nie wyszło za dobrze. Inaczej się tego nie da wytłumaczyć co się tam odwala. W 3 sezonie ma się pojawić załoga Enterprajsa z TNG. Rychło w czas się pokapowali że przygody tej ekipy ludzie chcą po latach oglądać a nie jakiś randomów. Gdzie jest policja czasu się pytam? Więcej nie zdradzę poza informacją, że zakończenie ratuje sezon. Został syn Q jednak który występował w Vojadżerze chyba? Q był osobnikiem dziwnym jednak na tle swojej rasy.

    Red Letter Media omawia:

     

     

    Czy ktoś nagrywa po naszemu recenzje Star Treka? Chyba nie. Co za porażka.

    IV

    Seriale udane były ostatnio m. i. takie: Peacemaker w uniwersum DC. Prosta recepta na sukces została zastosowana: ekipa zaburzona psychicznie, obciążona, wyautowana, musi walczyć o ocalenie Ziemi. Zmaganie się ich z wewnętrznymi demonami zajmuje cały sezon. I z zewnętrznymi demonami. Coś jak Kubuś Puchatek czy Muminki. I daje to radę, drewniak John Cena pcha serial i zaciekawił mnie on. Nie pisałem nic o nim? Muszę napisać coś więcej.

    https://youtu.be/9fCG_HIMVEg

     

    Drugim fajnym serialem jest serial „Strażnicy Sprawiedliwości” nieoczekiwanie na Netflixie. Jest to dzieło pochodne względem wspomnianego DC (Supermany, Batmany, Wonder Womeny 1984, Aquamany, Zack Snyder wersje reżyserskie, etc). Bohaterowie mają zmienione imiona, wyglądają trochę inaczej ale wiadomo o co chodzi. Dekonstrukcja mitu superbohatera następuje.

    Obciążenia z którymi się zmagają ryja beret, mają słabości, rożne afery ukrywane. Zdrady. Knują. Wciąga i się świetnie ogląda. Chyba przez zależność od DC musieli poziom utrzymać a Netflixowi się nieczęsto udaje. Polecam.

    Krakowskich potworów nie widziałem z braku czasu, Podobnie Dr Strange 2/Doktor Strange w multiwersum obłędu. Ogólnie teraz mało oglądam bo Ukraina zajmuje mnóstwo czasu. Czy to różne audycje Bartosiaka, Zychowicza, Szewko. Czy nawet Tik-Toki z wojny. Tik Toki z Ukrainy są ciekawsze niż te wszystkie seriale. Tradycyjnie mixy TikToków przedstawiam:

    https://www.cda.pl/video/1083161226

    https://www.cda.pl/video/1083160954

    https://www.cda.pl/video/10759822a2

    https://www.cda.pl/video/10698733f5

    W zbliżającym się okresie będą recenzje z Kenobiego i Orville jednak. Równoległe.


    PS: Wyszedł jeszcze Star Trek Strange New Word który jest niedostępny po naszemu i w ogóle u nas w kraju. Widziałem jeden odcinek i poczekam aż będzie u nas. Jeszcze serial Reacher na Amazonie jest fajny.

    A na koniec garść linków:

    https://www.salon24.pl/newsroom/1227437,eurowizja-oburzenie-po-decyzji-ukrainskiego-jury-minister-kultury-przeprasza

    https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1204004,zdradzam-zakonczenie-ksiegi-boby-fetta-uwaga-spoilery

    https://www.salon24.pl/newsroom/1227381,afery-z-glosami-ciag-dalszy-sytuacje-komentuje-szef-ukrainskiego-parlamentu

    https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1080416,orville-the


     

    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0

    Od początku ponownej okupacji państw bałtyckich Sowieci wprowadzili brutalny i krwawy terror.

     

         Osoby aresztowane przez Sowietów był tak brutalnie bite, iż wedle raportów z jednego z okręgów 18% aresztowanych zmarło w trakcie śledztwa. Oprócz bicia, aresztowanych rażono prądem, przypalano papierosami oraz podtapiano. Pewną kobietę torturowano tak samo jak bohatera Roku 1984 George’a Orwella: Eleonorę Labanauskienė zamknięto w toalecie wielkości budki telefonicznej z pięćdziesięcioma szczurami. Stosowanie takich metod metod było wspierane przez Kreml, a sam Stalin stwierdził, że stosowanie tortur jest „absolutnie właściwe i pożyteczne”, gdyż „przynosi rezultaty i znacznie przyśpiesza demaskowanie wrogów ludu”.

     

           Nic więc dziwnego, że  „leśni bracia” woleli zginąć, niż się poddać. Wedle  jednego raportu sowieckiej milicji ze stycznia 1945 roku oddziały NKWD otoczyły dom z dwudziestoma pięcioma partyzantami, którzy odmówili poddania się nawet po tym, gdy dom został podpalony. Pięciu z nich wyrwało się na zewnątrz i czołgało po polu w kierunku załogi karabinu maszynowego, usiłując go uciszyć. Zostali zastrzeleni jeden po drugim, ale nie zrezygnowali z zadania. Reszta oddziału nadal strzelała z płonącego budynku, aż ten w końcu zapadł się i ich pogrzebał. Pewność, że będą torturowani, a  także obawa przed tym, co mogliby ujawnić w trakcie przesłuchania, dostarczała partyzantom silnej motywacji, by nie dać się wziąć żywcem.

     

          Do innych sposobów zastraszania ludności stosowanych przez Sowietów należały publiczne egzekucje przez powieszenie miejscowych przywódców partyzantki, deportacje podejrzanych o powiązanie z ruchem oporu i wystawianie na pokaz zwłok na rynku. W swoim pamiętniku Jozuas Lukša podaje sześć przypadków, kiedy trupy partyzantów wystawiono w wioskach, niekiedy w obscenicznych pozach, w celu sterroryzowania ludności. Czasami enkawudziści zmuszali mieszkańców, by przyszli i przyglądali się zabitym, przy czym reakcję widzów obserwowano, by stwierdzić, po czyjej stronie stoją. Jeśli widzieli, że przechodzący obok zwłok ludzie okazywali smutek lub żałość, aresztowali ich i torturowali, żądając ujawnienia imion i nazwisk zabitych”.

     

        Inną metodą Sowietów było palenie domów i zagród  osób podejrzewanych o przynależność do partyzantki. Niekiedy wraz z nimi palono ludzi. Na przykład 1 sierpnia 1945 roku dowodzony przez starszego lejtnanta Lipina pluton NKWD podłożył ogień pod dom w wiosce Švendriai w pobliżu Šiauliai. Według zachowanej relacji: „Szeregowiec Janin podpalił dom z zewnątrz. Kiedy stara kobieta, robiąc znak krzyża, wyszła z budynku, a za nią dziewczyna, Lipin kazał im wrócić. Kobiety zaczęły uciekać. Lipin wyjął pistolet i zaczął do nich strzelać, ale chybił. Jeden żołnierz zastrzelił starą, podczas gdy Lipin pobiegł za dziewczyną i strzelił do niej z bliska. Potem rozkazał dwóm żołnierzom, by wzięli ciała i wrzucili przez okno do domu. Żołnierze złapali staruszkę za ręce i nogi i wrzucili do płonącego budynku, a potem zrobili to samo z ciałem dziewczyny. Niebawem przez inne drzwi wybiegł z wnętrza stary mężczyzna i syn. Żołnierze otworzyli ogień, ale nie trafili. Potem mnie i dwóm innym żołnierzom rozkazano złapać i zabić syna, ale nie udało się nam to, gdyż było ciemno i tamten uciekł. Wracając, zaczęliśmy przeczesywać pole żyta. Znaleźliśmy starszego mężczyznę; był ranny i czołgał się w zbożu. Jeden z żołnierzy go dobił i zanieśliśmy zwłoki do domu”.

     

         Od 1946 roku Sowieci organizowali oddziały fałszywych partyzantów w celu schwytania tych prawdziwych. Takie grupy udawały, że pochodzą z innego rejonu kraju, i podczas umówionego spotkania z prawdziwymi partyzantami zabijały ich oraz wszystkich świadków. Mordowano także i okradano cywilów, podszywając się pod partyzantów i przysparzając im tym samym złej sławy.

     

         Oprócz tworzenia fałszywych oddziałów Sowieci umieszczali agentów w oddziałach partyzanckich. Czasami wykorzystywali w tym celu komunistów ale zazwyczaj usiłowali zwerbować członków ruchu oporu, by zwrócić ich przeciwko dawnym towarzyszom broni. Największym źródłem agentów były amnestie z 1945 i 1946 roku. Wbrew ich warunkom enkawudziści grozili ujawniającym się partyzantom deportacją, jeżeli nie zgodzą się szpiegować swoich towarzyszy, oraz powrócić do oddziałów partyzanckich w roli agentów NKWD. Niektórzy uginali się jednak pod naciskiem i zaczynali donosić na byłych przyjaciół.

     

          Jednym z największych sowieckich sukcesów była infiltracja centralnej organizacji litewskiego ruchu oporu. Wiosną 1945 roku NKWD zwerbowała lekarza nazwiskiem Juozas Markulis, który stał się jednym z najcenniejszych agentów. W trakcie następnych miesięcy Markulis zdołał przekonać partyzantów, że przewodzi podziemnej grupie wywiadowczej; zaczęto mu ufać do tego stopnia, że kiedy partyzanci próbowali stworzyć nową zwierzchnią organizację, Demokratyczny Ruch Oporu (Bendras Demokratinis Pasipriešinimo Sąjūdis, BDPS), Markulis został wybrany na jednego z przywódców. Obietnicą fałszywych dokumentów udało mu się zdobyć listę członków partyzantki, a nawet ich zdjęcia. Dzięki temu aresztowano lub zabito kilku regionalnych dowódców, niekiedy zastępując ich agentami Markulisa.

     

         Jedną z najsłynniejszych stoczonych przez Litwinów potyczek z Sowietami była bitwa o Kalniškės, do której  doszło w lesie na południu Litwy dokładnie tydzień po oficjalnym zakończeniu wojny. Rozegrała się ona między licznym oddziałem NKWD z pobliskiego garnizonu w mieście Simnas a małą, lecz zdeterminowaną grupą partyzantów dowodzonych przez Jonasa Neifaltę, pseudonim Lakūnas („Lotnik”).

     

          Neifalta był byłym oficerem armii litewskiej, który walczył zarówno z Niemcami jak i Sowietami. Już w czasie pierwszej okupacji sowieckiej znajdował się na specjalnej liście osób do likwidacji. Schwytano go w 1944 roku i został postrzelony w pierś, ale zdołał uciec ze szpitala, w którym Sowieci umieścili go pod strażą. Po wyzdrowieniu wraz z żoną Albiną uciekli do lasu. Następne pół roku spędzili na zbieraniu ludzi, szkoleniu ich i przeprowadzaniu błyskawicznych operacji przeciwko Sowietom i ich współpracownikom.

     

          W celu złapania Neifalty, 16 maja 1945 roku do lasów Kalniškės została skierowana silna jednostka NKWD. Otoczyła ona obszar, na którym Neifalta się ukrywał, i zaczęła zaciskać pierścień okrążenia. Neifalta ze swoimi żołnierzami wycofali się na wzgórze i przygotowali się do bitwy. Bronili się bohatersko, zadając znaczne straty Sowietom – według partyzantów było ich ponad 400. Po wyczerpaniu się amunicji Neifalta z dwoma tuzinami swych towarzyszy przebili się przez sowieckie linie i uciekli, znajdując schronienie na pobliskich bagnach Žuvintas. W potyczce zginęło 44 Litwinów, w tym żona Neifalty.

     

         Jednak Sowieci mogli sobie pozwolić na stracenie w jednej bitwie dziesiątków, a nawet setek ludzi. A partyzanci – nie.

     

         Taktyka Sowietów była prosta - lokalizowali pojedyncze grupy partyzanckie i likwidowali  jedną po drugiej. Po likwidacji przez NKWD zimą 1944/1945 kierownictwa ruchu, nikt nie koordynował działalności poszczególnych oddziałów partyzanckich. Lokalni dowódcy mieli znikomy kontakt z dowódcami z innych regionów i walczyli o czysto lokalne cele.

     

         Bitwa pod Kalniškės pokazuje wszystkie słabości litewskiego ruchu oporu: niedostatek zasobów, wysoki wskaźnik strat, błędną taktykę oraz brak spójnej strategii na poziomie narodowym. Jedyną ich przewagą było oddanie dla sprawy, o którą walczyli, oraz wręcz straceńcza odwaga.

     

         W listopadzie 1945 roku Neifalta oraz kilku jego kolegów zostali  kolejny raz otoczeni w odosobnionej zagrodzie i zginęli w wymianie ognia.

     

    CDN.

    5
    5 (3)