blogi

  •  |  Written by Godziemba  |  2

    Antysowiecki ruch oporu w krajach bałtyckich jest jednym z najbardziej niedocenianych konfliktów dwudziestego wieku.

               

        Przejęcie krajów bałtyckich przez Sowietów po II wojnie światowej napotkało na zbrojny opór. W większości wypadków był to spontaniczny wyraz powszechnego gniewu, który szybko stłumiono. Czasami jednak opór przybierał bardziej zorganizowane formy.

     

         Ludność tych krajów doznawszy już krwawej sowieckiej okupacji w latach 1940-1941, wkroczenie wojsk sowieckich nie traktowała jako wyzwolenie, ale przekreślenie nadziei na niepodległość.

     

         Przez ponad dziesięć lat licząca dziesiątki tysięcy bojowników partyzantka toczyła przeciwko Sowietom skazaną na niepowodzenie wojnę w straceńczej nadziei, że Zachód przyjdzie im w końcu z pomocą. Ta wojna ciągnęła się jeszcze w latach pięćdziesiątych, a jej skutkiem były tysiące ofiar.

     

          We wszystkich trzech krajach bałtyckich partyzanci byli znani pod wspólną nazwą „leśnych braci”.

     

         Gdy jesienią 1944 roku Armia Czerwona przetoczyła się przez kraje bałtyckie, dziesiątki tysięcy Estończyków, Łotyszy i Litwinów zeszło do podziemia. Najpierw uczynili to członkowie różnych organizacji antykomunistycznych oraz struktur paramilitarnych, potem ich liczba powiększyła się o mężczyzn usiłujących uniknąć poboru do Armii Czerwonej, następnie dołączyły do nich rodziny uciekające przed deportacją, rolnicy opierający się kolektywizacji.

     

         Jednak centrum stanowiła silna, zorganizowana grupa żołnierzy, którzy, mówiąc słowami jednego z litewskich dowódców partyzanckich, „nie obawiali się oddać życia za ojczyznę”. Kierownictwo tej grupy nadzorowało podział ludzi na oddziały, zorganizowane na podobieństwo wojskowych, odpowiedzialne za kopanie bunkrów i budowanie leśnych schronień, za gromadzenie jedzenia oraz zapasów i – co najważniejsze – za organizowanie partyzanckich operacji.

     

        I tak np. na  północnym wschodzie Litwy oddziały partyzanckie, liczące 800 lub więcej ludzi, toczyły zażarte boje z Armią Czerwoną. W centrum grupy bojowników terroryzowały sowieckich funkcjonariuszy, a nawet przeprowadzały ataki na ich urzędy i budynki sił bezpieczeństwa w centrum Kowna. Na południu zastawiali skomplikowane zasadzki na oddziały NKWD, organizowali zamachy na komunistycznych przywódców, a nawet napadali na więzienia w celu odbicia schwytanych towarzyszy.

     

         Na Łotwie przygotowania do działań partyzanckich na wypadek zajęcia kraju przez Sowietów rozpoczęły się jeszcze w okresie okupacji niemieckiej. Niestety Niemcy aresztowali wielu członków sformowanych oddziałów. Ich dowódcy zostali rozstrzelani, a większość oficerów wysłano do obozów koncentracyjnych. Z tego powodu na Łotwie zabrakło scentralizowanej struktury dowodzenia, która mogłaby koordynować działalność ruchu oporu po zajęciu państwa przez Armię Czerwoną.

     

         Po 1945 roku łotewscy partyzanci działali w 135 gminach, najaktywniej w Dundaga, Taurkalne, Lubna, Aloja i Livni. Ostatnie niewielkie oddziały partyzanckie wyszły z lasów na przełomie 1956 i 1957 roku.

     

         W Estonii od początku okupacji sowieckiej ruch oporu narodził się spontanicznie, a większość członków oddziałów partyzanckich pochodziła z rodzin chłopskich. Po zakończeniu II wojny światowej „leśni bracia”, którzy dotąd koncentrowali się na ukrywaniu się, przeszli do aktywnego oporu – atakowali siedziby lokalnych organów sowieckiej administracji oraz komitetów partii komunistycznej, eliminując najbardziej zagorzałych zwolenników Moskwy. Wysoko na ich liście priorytetów znajdowały się ataki na areszty oraz konwoje przewożące aresztowanych członków oddziałów partyzanckich lub ich rodzin.W odwecie niszczenie przez Sowietów pomników estońskiej wojny o niepodległość wysadzali pomniki, upamiętniające żołnierzy Armii Czerwonej.

     

        Działalność partyzancka była najsilniejsza na terenach silnie zalesionych, szczególnie w powiatach Virumaa i Vorumaa oraz na wyspie Saaremaa.

     

         Po początkowych niepowodzeniach utworzenia scentralizowanej organizacji, w 1946 roku udało się powołać Ligę Zbrojnego Oporu, która stopniowo objęła swoim zasięgiem całą Estonię. Program organizacji określał Ligę jako ochotniczą, tajną organizację zbrojną narodowego oporu, służącą walce o honor i niepodległość Estonii”.

     

         Zlikwidowanie w początkach 1949 roku przez sowieckie służby bezpieczeństwa kierownictwa Ligi doprowadziło do zakończenia skoordynowanych działań partyzanckich w Estonii. Większość „leśnych braci” nie dążyła już do tworzenia większych struktur, lecz wolała działać samodzielnie.

     

         Po znacznym zwiększeniu podatków nałożeniu na właścicieli domów i gospodarstw „leśni bracia” zintensyfikowali ataki na transporty pieniędzy. Odzyskane w ten sposób pieniądze zwracali, gdy tylko mogli, prawowitym właścicielom. W rezultacie, jeszcze w 1949 roku sowieckie transporty poruszały się po kraju jedynie pod bardzo silną eskortą wojskową.

     

         Doceniając działalność bałtyckich antysowieckich partyzantów nie można zapominać, iż niektórzy z  ich wcześniej kolaborowali z Niemcami. I tak np. pułk „Żelazny Wilk” na Litwie powstał w czasie wojny jako organizacja faszystowska. Podobną genezę miały Legion Łotewski oraz Legion Estoński.

     

        Sowieci nie mogli pozwolić sobie na działania na swoich tyłach oddziałów partyzanckich. Latem 1944 roku Ławrientij Beria rozkazał oczyścić Litwę z partyzantów „w ciągu dwóch tygodni” i oddelegował do tego zadania jednego  ze swoich najbardziej zaufanych podwładnych, generała Siergieja Krugłowa. Wśród żołnierzy, jakimi dyspozycji, znajdowały się dwie jednostki, które dopiero co zakończyły przeprowadzanie masowych deportacji Tatarów krymskich do Kazachstanu.

     

         Krugłow szybko zrozumiał, że do antypartyzanckich operacji należy włączać lokalne litewskie bataliony, przede wszystkim w celu wywarcia wrażenia, że jest to bardziej wojna domowa aniżeli opór przeciwko sowieckiej okupacji. Równocześnie rozpoczął brutalną kampanię terroru, której celem było zastraszenie Litwinów i zmuszenie ich do zaprzestania udzielania pomocy partyzantom.

     

    CDN.

    5
    5 (5)

    2 Comments

    Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

    katarzyna.tarnawska
    Ta część historii współczesnej była mi dotychczas całkowicie nieznana.
    Ale pamiętam czas tuż po wojnie, gdy w Polsce o partyzantach, walczących o Wolną Polskę mówiło się LEŚNI .
    NB w 1946 wakacje spędziliśmy w domu sierżanta Jana Polańskiego, pseudonim Lis, w Łomnicy-Zdroju. Dom położny był nad dzisiejszym żródłem wody mineralnej Stefan, w pobliżu potoku Łomniczanka. W połowie sierpnia na posesji pp. Polańskich widziałam "zbiórkę" kilkunastu młodych mężczyzn, wyglądali na zaaferowanych i zdeprymowanych. Potem nasz gospodarz poszedł sam do pobliskiego lasu. A ja, jako "tropiciel" - pospieszyłam za nim. Lecz bardzo szybko, mój "obiekt obserwacji" dosłownie zapadł się pod ziemię. Zniknął. Dziś rozumiem - dlaczego i jak to się stało. Gdzieś w pobliżu jest dzisiaj ustawiony głaz pamiątkowy z inskrypcją o dwódcy oddziału - Julianie Zubku "Tatarze" i sierżancie Janie Polańskim - "Lisie".
    Co dziwne - gdy latem 2007 roku szukałam śladów pp. Polańskich - ówczesna pani sołtys w Łomnicy-Zdroju nie znała tego nazwiska. Żałowałam później, że nie poszłam do miejscowego proboszcza.
    Przepraszam za osobiste wspomnienie, ale to jedno ze wspomnień które zachowam w pamięci, do końca moich dni.
    Podobnie jak wspomnienie o innym 'LEŚNYM", spotkanym w 1947, w Smolajnach, w rejonie Ornety, w pobliżu dawnego Pałacu Biskupów Warmińskich, gdzie dziś jest chyba szkoła rolnicza. 
    Oni byli wśród nas i nikt im nigdy, za ich życia, nie oddał szacunku ani nie wyraził wdzięczności.
    Cześć i chwała bohaterom!
  •  |  Written by Marcin Brixen  |  0
    Właściwie wszystkiemu winna była mama Wiktymiusza, sąsiadka Hiobowskich z ich bloku. To ona namawiała mamę Łukaszka, aby na spotkanie osiedlowego klubu LGBT przyprowadziła jak najwięcej osób. "Jak najwięcej" oznaczało w tym przypadku dwie: Łukaszka i jego siostrę.
    - Ten to znowu jakąś katastrofę wywoła - kręciła nosem mama Wiktymiusza. - A mają być ważni goście na spotkaniu!
    - Nie będę się zadawał pytań przy gościach - zapewnił Łukaszek czytając pilnie ulotkę "Małżeństwo dwóch gejów z Irlandii jest w ciąży", w oczy jego były jakieś takie chytre.
    No i poszli.
    Było trochę ludzi, no bo czemu tu się dziwić - taka atrakcja! Niejeden chciał zobaczyć małżeństwo gejów w ciąży. Mama Łukaszka wraz z synem i córką zasiadła gdzieś w środku. Zaraz ich zauważyła mama Wiktymiusza, jedna z organizatorek, i pełna niepokoju siadła koło nich, tuż obok Łukaszka, żeby mieć na niego oko. Siostra Łukaszka zaczęła czytać ulotkę o spotkaniu
    - I jak tam? - zagaiła, bo przedłużało się oczekiwanie na gości. Widzowie poszeptywali między sobą.
    - Świetnie! - wypalił głośno Łukaszek. - Jesteśmy w Chorwacji!
    Ludzie ucichli i zaczęli się oglądać. Mama Wiktymiusza wybuchnęła śmiechem.
    - Dziecko, co ty gadasz! Jak to w Chorwacji! Przecież siedzicie tutaj!
    Całą sala zarechotała.
    - Nie jesteśmy w Chorwacji osobiście - uściślił Łukaszek. - Wynajęliśmy pewną panią i ona jest w Chorwacji za nas.
    Teraz zaczęła się śmiać cała sala, a śmiech przeplatał się z okrzykami "debil" i tym podobnymi.
    Nagle na scenę wyszła kierowniczka osiedlowego domu kultury i zapowiedziała, że goście już są. Wszyscy przycichli i się ożywili. Wyszli dwaj młodzi, przystojni panowie w towarzystwie jednej pani.
    - Tłumaczka - wyjaśniła do mikrofonu.
    - Obiecałeś nie zadawać pytań przy gościach - przypomniała Łukaszkowi groźnie mama Wiktymusza.
    - Pamiętam. Nie będę.
    Posypały się pytania z sali o ciążę. Który z panów jest w odmiennym stanie, czy obaj, nic nie widać, który miesiąc.
    - Technicznie rzecz biorąc żaden z panów nie jest w ciąży osobiście - wyjaśniła uśmiechając się nerwowo tłumaczka. - Panowie wynajęli pewną panią i ona jest w ciąży za nich.
    Zapadła martwa cisza przerwana jednym okrzykiem "debile", ton był wyjątkowo wesoły.
    - Obiecałeś się nie odzywać - pieniła się mama Wiktymiusza.
    - Obiecałem nie zadawać pytań - sprostował Łukaszek i zrelaksowanym ruchem założył ręce za głowę.
    Ostatni cios należał jednak do siostry Łukaszka. Wstała z oczami wpatrzonymi w ulotkę.
    - Ja tu czytam, że panowie wynajęli sobie jakąś panią, żeby panom dziecko urodziła. To prawda?
    Wszyscy jęknęli.
    - Tak, to prawda, przed chwilą to mówiłam - potwierdziła pani tłumacz.
    Siostra podniosła oczy znad ulotki i spytała przerażonym tonem:
    - Zaraz, to zrobiliście z kobiety inkubator? Jak w tym serialu o Podręcznej?
    5
    5 (3)
  •  |  Written by Danz  |  0

    Dziś w nocy o godzinie 1:30 zmarł Mogrns, mąż naszej koleżanki z portalu (a mojej wielkiej przyjaciółki) Katarzyny Tarnawskiej.
    Byli piękna, romantyczną, kochajacą się parą, Katarzyna opiekowała się Mogiem z wielkim poświęceniem...

    Odmówmy, proszę, "Wieczne odpoczywanie..."

    https://www.youtube.com/watch?v=RRB3X1P4RBs

    5
    5 (3)
  •  |  Written by Dixi  |  8

    Dziś w nocy o godzinie 1:30 zmarł Mogens, mąż naszej koleżanki z portalu (a mojej wielkiej przyjaciółki) Katarzyny Tarnawskiej.
    Byli piękna, romantyczną, kochajacą się parą, Katarzyna opiekowała się Mogiem z wielkim poświęceniem...

    Odmówmy, proszę, "Wieczne odpoczywanie..."

    https://www.youtube.com/watch?v=RRB3X1P4RBs

    5
    5 (3)

    8 Comments

    Obrazek użytkownika Dixi

    Dixi
    Widze, że to nie żaden portal (taki, jaki znałem) tylko blog Godziemby z lekkim dodatkiem Smoka Zasrańca...
    Szkoda, że nikt nie zechciał zauważyć, jak wielka stratę poniosła Katarzyna i nie raczył pomodlić sie za dusze Mogensa.
    PS
    Miałem rację, kiedy stąd odchodziłem - nie było po co zostawać.
    Katarzyno, ja odmówię kolejne "wieczne odpoczywanie", ty się trzymaj!
    --------------------------------------------
    "Dixi et salvavi animam meam"
    Obrazek użytkownika Danz

    Danz
    Zawsze możesz coś komentować na portalu Gawriona. Przymusu pisania nie ma.
    Pozdrawiam.
     

    Cytat:
    Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
    Empedokles

    Obrazek użytkownika Kazimierz Suszyński

    Kazimierz Suszyński

    Raczył się pomodlić, z tym, że info/wezwanie pochodziło nie z B-n-R a z TT (choć też od Ciebie). :(

    Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie. Katarzyno/... trzymaj się.
    Pozdrawiam serdecznie
    ks

    Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

    katarzyna.tarnawska
    A tak - na krótko przed odejściemJuż minęło prawie 4 tygodnie, staram się utrzymać równowagę ale ból jest ciągle taki sam.
    Tak wyglądał Mogens na krótko przed odejściem.
    Obrazek użytkownika Dixi

    Dixi

    To nie jest moment, żeby rozdrapywać stare rany, ale serce mnie zabolało jeszcze bardziej, kiedy zobaczylem spustoszenie na tej, jak sie wydawało, "Arce"...:(:(:(
    Wiesz, Danz, jaką sympatią darzę Ciebie - Właściciela, a takze Adminów - Maxa i Huna (choć kilka osób zboczyło, moim zdaniem, na manowce, a Szara Kotka... oszalała...).
    Wracam do tematu, którego (stąd moja desperacka reakcja) nikt nie raczył zauważyć, a przecież nieszczęście dotknęło naszą "stara" koleżankę - do odejścia Mogensa.
    Z "Katarzyną Tarnawską" (w cudzysłowie, bo to nick) z czasem połączyła mnie przyjaźń, także - "w realu", a Mogensa znałem dobrze z jej opowiadań.
    Znam jako jej wiernego, mądrego towarzysza życia, zazdrosnego kochanka (!!!), prawdziwego "samca alfa", ostrego kierowcę, wrażliwego artystę...
    Dodam, że początkiem znajomości (na Niepoprawnych, ktorzy nie byli wtedy "portalem Gawriona", tylko  n a s z y m i  Niepoprawnymi) okazało się coś, co mogło definitywnie zamknąć dalsze perspektywy naszej z "Katarzyną" znajomości, jako przykra wpadka - napisałem do niej na "priv" liścik, zaczynajacy się Szekspirowskim: "Kasiu, Kasiu...", nie zdając sobie sprawy (co też wiele mówi o samej "Katarzynie" - jej młodym duchu), że mam do czynienia z osobą dosłownie szacowną, starszą ode mnie (a będę w maju kończył 60 lat) o tyle, że mógłbym być jej dorosłym synem, lekarką, żoną profesora medycyny (dumnego Duńczyka)...
    Pisząc, że Katarzynę i Mogensa łaczyła miłość wielka i romantyczna, nie nadużyłem tych słów - była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale przypieczętowana związkiem małżeńskim... już na emeryturze (wcześniej na przeszkodzie stały im inne obowiązkimi zobowiązania), po czym spędzili szczęśliwie i w harmonii ponad 15 lat.
    To piękne, godne najwyższego szacunku i... pozazdroszenia w tak zwanych "dzisiejszych czasach".

    Katarzyna właściwie uratowała Moga przed sczeznięciem w jakims luksusowym domu opieki (gdzie umieściłaby go, jak sobie wyobrażam, rodzina, żeby pozbyć  się kłopotu i doczekać podziału majątku).

    Za daleko się posuwam, ale kieruje mną wielkie współczucie oraz chęć i potrzeba oddania hołdu tej wspaniałej kobiecie, tak kobiecej, ciepłej, mądrej i czułej, zdolnej do poświeceń, że podobnych chyba się już nie spotyka...:(:(:(
    Albo - tylko jako białe kruki (hobby "Katarzyny" jest fotografowanie ptaków)...
    Katarzyna wspierała i pielęgnowała 87-letniego męża, czasem upadała (dosłownie) pod jego cieżarem, leczyła uporczywie odnawiajacą się ranę na stopie (profesor doktor medycyny nie zniżał się do noszenia sportowego obuwia, stąpał godnie w "lakierach":):):)), z wielka determinacja i pomysłowością, używając całej dostępnej sztuki medycznej od "wynalazków" - jak preparety ze srebrem, po... jeszcze większe "wynalazki" - jak komora baryczna czy larwy much (te dwa ostatnie środki były w planach), aż wreszcie osiagnała sukces.
    Uleczyła stopę.
    Postawiła Mogensa na nogi.
    Prawie, bo wiele jeszcze bło do zrobienia...
    W międzyczasie przy pomocy Szwagra (też zmarłego niedawno na covid:(:(:(), wybudowała w Polsce dla Moga pracownię plastyczna, bo na emeryturze zaczął uprawiać sztukę malarską...
    Sielanka, "złota jesień życia"...
    I wreszcie - decyzja o podjęciu fizjoterapii (żeby było jeszcze szczęśliwiej, z większą swoboda poruszania się) w szpitalu przed powrotem (na jakiś czas, wyczekowanym przez Moga, bo pandemia "uwięziła" go 'na obczyźnie" i obiecanym) na Borholm, po czym krótka podróż, wymioty, brak sodu... gwałtowna zapaść na zdrowiu, OiOM i, po wypisaniu na własną prośbę, szybkie opuszczenie poprzedniej nocy
    tego "najlepszego ze światów"..
    I podróż do śwata jeszcze lepszego, stanowiącego cel pielgrzymowania po Ziemi, dodajmy...
    Pomódlmy się o spokój i szczęście jego duszy.
    I o siłę, o zdrowie dla "Katarzyny", która oby żyła nam i dla nas sto lat i dłużej.
    Teraz to ona, jak sadzę, potrzebuje wsparcia, choć o nie nie poprosi...

    PS
    Jesli coś spieprzyłem, "Katarzyno" wybacz, to ze wzruszenia i ze szczerej przyjaźni.
    Trzymaj się!

    --------------------------------------------
    "Dixi et salvavi animam meam"
    Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

    katarzyna.tarnawska
    Dzięki każdej Osobie, która poleciła Panu mnie i Mogensa.
    Jestem szczerze zażenowana Dixi twoim wpisem.
    Uważam, że mogłam zrobić więcej, a może nie należało "ruszać" Mogensa z naszego domu, gdzie miał opiekę, wygody, i otoczony był milością - zarówno moją, jak Rodziny i Przyjaciół. I On był raczej słabiutki, choć wciąż miałam nadzieję, że się wzmocni.
    Ciężko mi teraz, zwłaszcza  iż miałam nadzieję, że odejdę pierwsza.
    Próbuję ustalić sobie priorytety na przyszłość. A jeśli nie będę w stanie sprostać codzienności - będę prosić Pana, aby mnie także zabrał. Mój Tatko, po śmierci Mamusi "poszedł" za Nią 33 dni poźniej.
    I tak, jak obiecał - "powiedział" mi o tym, choć ja zrozumiałam dopiero po fakcie. Może dobrze, że tak, bo pewnie chciałabym Go zatrzymywać.
    Dziś jest 115 rocznica Jego urodzin.
    Myślimy, że na "rodzinnym przyjęciu" w Niebie - był wielopiętrowy tort, 115 świeczek i Honorowy Gość na tronie - Bóg Ojciec. A także - zmarły niedawno mój Szwagier - budowniczy oraz oczywiście mój Mąż. Jasiek - Szwagier - polecał i serwował atrakcyjne owoce i dania a Mogens - dobierał wina i muzykę. Tak żartobliwie - próbujemy się teraz pocieszać.
    Wzruszyło mnie gdy jedna z moich Siostrzenic zastrzegła - nie oddawaj Wujka do Danii - On jest nasz! A duński bratanek podtrzymał temat - mówiąc, że w jednej z rozmów Mogens stwierdził, iż chce być pochowany obok mnie. Ja także chcę być z Nim! Niechaj z nami będzie Pan, Alleluja!
    Obrazek użytkownika Dixi

    Dixi

    Ani tak nie mów, ani nawet nie myśl...
    Gdybyś nie "ruszyła" Moga, wyrzucałabyś sobie, że może rehabilitacja...
    A "druga połowę" Pan zabiera, kiedy uzna za stosowne...
    Wie lepiej, gdzie bardziej jesteś potrzebna.
    Mogens poczeka cierpliwie, zwłaszcza, że w Niebie jest Wieczność, a to znaczy, że czas... nie płynie, więc... nie ucieka:):):)
    Jesteś silna, więc trwaj na ziemskim posterunku.

    Ściskam.

    --------------------------------------------
    "Dixi et salvavi animam meam"
    Obrazek użytkownika Dixi

    Dixi
    "Zażenowana"...
    Nie masz powodu.
    --------------------------------------------
    "Dixi et salvavi animam meam"
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Ukraińskie oddziały partyzanckie działały na sowieckiej Ukrainie do początków lat 60.
     

        Na początku 1947 roku na Kremlu zaczął dojrzewać plan masowej akcji wysiedleńczej, która jednocześnie objęłaby wszystkie obwody Ukrainy zachodniej. Prawdopodobnie było to powiązane z ówczesnymi przygotowaniami polskich komunistów do akcji „Wisła”.
     

        10 września 1947 roku Rada Ministrów ZSRS przyjęła uchwałę  „o zesłaniu z zachodnich obwodów USRR do obwodów: karagandyjskiego, archangielskiego, wołogodzkiego, kiemierowskiego, kirowskiego, mołotowskiego, swierdłowskiego, tiumeńskiego, czelabińskiego i czytyjskiego członków rodzin «ouenowców» i aktywnych bandytów aresztowanych i zabitych w starciach”. Zaplanowano wysiedlenie 75 tys. osób, choć w KGB myślano o deportacji nawet 100 tys.
     
     
          Operacja o kryptonimie „Zachód” rozpoczęła się 21 października 1947 roku o godz. 6.00. W większości obwodów zakończyła jeszcze w tym samym dniu, jedynie w obwodzie czerniowieckim przedłużyła się do 23 października. W obwodzie tarnopolskim ponad 13 tys. osób wysiedlono w ciągu dziesięciu godzin!
     
     
         W kwietniu 1950 roku Rada Ministrów ZSRS wydała rozporządzenie zmieniające wysiedleńcom z Ukrainy zachodniej czas zesłania z określonego na dożywotni. Natomiast w sierpniu tego samego roku KC KP(b)U podjął decyzję o przymusowym przesiedleniu mieszkańców ok. 70 tys. pojedynczych chutorów położonych na skrajach wiosek do budynków kołchozowych. W ten sposób chciano utrudnić pozostałym partyzantom możliwość  znalezienia schronienia i zaopatrzenia w żywność.
     
     
         Akcja „Zachód” była wstępem do pełnego skolektywizowania rolnictwa na Ukrainie zachodniej. W jej skutek już w końcu października 1947 roku wyraźnie wzrosła liczba podań o wstąpienie do kołchozów.
     

        4 listopada 1947 r. Biuro Polityczne KC KP(b)U w kolejnej uchwale nakazało do 1 lutego 1948 roku odtworzenie wszystkich kołchozów, które powstały w latach 1939–1941 i po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej zostały rozwiązane.
     

        Opór Ukraińców przed kolektywizacją wynikał z obrony prywatnej własności. Wstąpienie do kołchozu oznaczało bowiem zrzeczenie się ciężko wypracowanego własnego dobytku: ziemi, krów, koni, trzody chlewnej, który w kołchozie szybko był marnotrawiony. W rękach prywatnych mogły pozostać jedynie pojedyncze sztuki zwierząt. Kołchoźnicy nie widzieli sensu w pracy na rzecz państwa, które nie płaciło pieniędzmi, ale produktami rolnymi (np. ziarnem), które do niedawna gospodarze sami bez problemu produkowali.
     

        O ile w końcu 1949 roku istniało na Ukrainie zachodniej ok. 6 tys. kołchozów obejmujących 61% gospodarstw, to 1 lipca 1950 roku  kolektywizacja objęła już 98,7% wszystkich gospodarstw Ukrainy zachodniej.
     

         Formalnym zakończeniem walki UPA był „Rozkaz nr 2” Naczelnego Dowódcy UPA Szuchewycza z 3 września 1949 roku, w którym zalecono: „Z końcem 1949 r., czasowo wstrzymać działalność wszystkich pododdziałów i sztabów UPA”.
     
     
    Prawdziwe „polowanie” Sowieci urządzili na dowódcę UPA i kierownika OUN-B Romana Szuchewycza „Tarasa Czuprynkę”. Sowieci działania mające na celu wykrycie „Wilka” — bo takim ochrzczono go określeniem — podjęli już w 1944 roku. Szuchewyczowi długo dawało się – dzięki rygorystycznemu przestrzeganiu zasad konspiracji - uniknąć wpadki. W 1948 roku Sowiecki schwytali jego czternastoletniego syna Jurko, który na wolność wyszedł dopiero w 1989 roku całkowicie ociemniały.
     
     
         Jednak trudne warunki życia podkopały jego zdrowie „Tarasa Czuprynki”. Chorował m.in. na reumatyzm. Latem 1948 i 1949 roku Szuchewycz pod przybranym nazwiskiem wyjeżdżał do sanatorium w kurorcie lermontowskim w Odessie.
     

        O świcie 5 marca 1950 roku rejon Biłohoroszczy został otoczony przez Sowietów. W akcji brało udział kilkuset żołnierzy 62 Dywizji Strzeleckiej WW MGB. Nad przebiegiem operacji czuwali osobiście gen. lejtn. P. Sudopłatow.
     
     
        Ok. godz. 8 grupa żołnierzy MGB podeszła do domu Koniuszyk, w którym ukrywał się przywódca UPA. Szuchewycz zabił jednego oficera, został jednak raniony przez innego. Ostatkiem sił dobił się strzałem z pistoletu. Ciało dowódcy UPA zostało przewiezione do Lwowa, po czym pochowano w nieznanym miejscu.
     

        Śmierć Romana Szuchewycza była potężnym ciosem dla podziemia. W czerwcu 1950 roku na naradzie Centralnego Prowidu OUN, na nowego przywódcę wybrano Wasyla Kuka „Łemisza”.
     

        Podstawowym celem członków podziemia stało się dotrwanie do nowej wojny. Ostatnią zorganizowaną akcję przeprowadzono w lutym 1950 roku, próbując utrudnić przebieg wyborów do Rady Najwyższej ZSRR. Jak wynika z dokumentów KC KP(b)U „miały miejsce wypadki napadów (...) na komisje wyborcze, niszczenie spisów wyborców, próby zastraszenia członków komisji wyborczych i wyborców”.
     

         Z każdym miesiącem liczba partyzantów malała. W sierpniu 1951 roku Sowieci poszukiwali jeszcze 1514 partyzantów, a w kwietniu 1952 roku oceniano, iż na całej Ukrainie zachodniej działa jeszcze „według niepełnych danych” 647 partyzantów. Trzy lata później działalność prowadziło jeszcze pięćdziesięciu „uzbrojonych bandytów”.
     

        Jedną z ostatnich potyczek, w której Sowieci ponieśli znaczne straty, był bój w chutorze Wygon na Wołyniu w końcu października 1953 roku.  Zlikwidowanie poszukiwanego od dawna  nadrejonowego prowidnyka H. Hruszeweća „Chomy” kosztowało Sowietów czterech zabitych, w tym ppłk MWD.
     

        Likwidacja resztek podziemia zbiegła się z tzw. odwilżą postalinowską, w czasie której nastąpiło ograniczenie represyjności systemu.
     

        Wobec powrotu z wysiedlenia wielu zesłańców, w listopadzie 1956 roku  Prezydium Rady Najwyższej USRR przyjęło ustawę zabraniającą byłym partyzantom ponownego osiedlania się w zachodnich obwodach Ukrainy.  Do końca 1956 roku spośród 60 tys. osób, które powróciły w rodzinne strony po zwolnieniu z łagrów, ok. 6 tys. zmuszono do ponownego wyjazdu.
     

        Działalność ukraińskich środowisk emigracyjnych wywołała irytację I sekretarza KC KPZR Nikitę Chruszczowa. Nakazał on Szelepinowi, szefowi KGB, zlikwidować kierownictwo emigracyjnego OUN. Cała operacja miała zostać przeprowadzona skrycie, za pomocą specjalnego pistoletu z trucizną, wywołującego u zamordowanego objawy podobne do ataku serca. Wykonanie zadania powierzono Bohdanowi Staszynśkiemu.
     

        Sowieci na pierwszy cel wybrali Lwa Rebeta, przywódcę OUN-z, który współpracował z CIA. 12 października 1957 roku Staszynśkyj zlikwidował L. Rebeta, a dwa lata później, 15 października 1959 roku Banderę. Przebieg likwidacji został wysoko oceniony przez „kierownictwo radzieckie”, które odznaczyło Staszynśkiego Orderem Czerwonego Sztandaru. Sprawa zapewne nigdy nie zostałaby wykryta, ale w 1961 roku Staszyński pod wpływem żony zbiegł do Niemiec i ujawnił prawdę, zamieniając sowiecki sukces w propagandową porażkę.
     

         Po likwidacji w 1960 roku ostatniej grupy zbrojnej OUN,  w terenie pozostali jedynie pojedynczy członkowie OUN i UPA, którzy ukrywali się latami w wymyślnych bunkrach. Jeden z nich Mykoła Mańowśkyj ukrywał się w gospodarstwie swojej żony we wsi Uhryn od 1947 roku do śmierci w lutym 1989 roku. Inny -. J. Hałaszczuk w kryjówce u siostry koło Tłumacza przetrwał 44 lata. Ujawnił się w sierpniu 1991 roku po ogłoszeniu niepodległości Ukrainy.
     

        „Walka OUN-UPA — pisze Jurij Kyryczuk — z władzą radziecką była pojedynkiem Dawida i Goliata. Jednak, niestety, nie zakończyła się ona zgodnie z biblijnym scenariuszem”. Bilans tych długoletnich zmagań był tragiczny. Oblicza się, że w trakcie zwalczania UPA Sowieci zabili 153 tys., aresztowali 134 tys. i deportowali ponad 203 tys. mieszkańców zachodnich obwodów Ukrainy. W tym czasie z rąk partyzantów zginęło ponad 30 tysięcy żołnierzy i funkcjonariuszy różnych służb sowieckich,
     
     
     
    Wybrana literatura:
     
    G. Motyka - Ukraińska partyzantka 1942-1960.  Działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii
    A.  Gogun -  Stalinowska wojna partyzancka na Ukrainie 1941–1944
    R. Torzecki - Polacy i Ukraińcy. Sprawa ukraińska w czasie II wojny światowej na terenie II Rzeczypospolitej
    S. Ciesielski, G. Hryciuk, A. Srebrakowski - Masowe deportacje ludności w Związku Radzieckim
    5
    5 (1)
  •  |  Written by sprzeciw21  |  0
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    Widzę że powstało trochę nieporozumień. Otóż podawane przeze mnie ilości żołnierzy obsadzających sprzęt to nie są etaty jednostki. Weźmy batalion czołgów który liczy 58 czołgów po 4 załogantów co daje 232 żołnierzy w załogach. Ale to nie wszystko, bo są tam też inni żołnierze i pojawia się kwestia ilu z nich można sobie dobrać w razie mobilizacji a ilu musi być cały czas? Rozkminianie tego jest uciążliwe bo trzeba szukać etatów.

    Dalej: brygada ukompletowana w 40% to jest jeden batalion tak naprawdę. Ale etatów dowódczych ma  4 zamiast jednego: 1 dowódca brygady i 3 dowódców batalionów. Powstała również kwestia taka: czym różni się brygada od pułku? Pułków u nas nie ma już a brygada to taki bardziej samodzielny pułk z dywizjonem artylerii, kompanią zwiadu, dywizjonem przeciwlotniczym. Batalionem logistycznym. Co z tego zostanie przy ukompletowaniu 40%? Bataliony też są bardziej samodzielne niż kiedyś i samodzielnością odpowiadają dawnym pułkom. Z kolei Ukraińcy mają w batalionie 31 czołgów i ich brygada pancerna liczy ok 100 czołgów jak widzę i odpowiada 2 batalionom naszych czołgów. Na przeliczaniu tego można zrobić niezłą karierę bo przekazaliśmy czołgi T 72 na Ukrainę o czym będzie.

    W każdym razie sens reformy Armii Nowego Wzoru jest taki, że trzeba przestać se robić jaja i urealnić stany i liczbę jednostek. Wszystkie czołgi powinny być obsadzone i działa samobieżne i bojowe wozy piechoty. Ale desantu może być połowa jednak co nie? Jeśli mamy wojska lądowe 60 000 to jaki procent z tego może być w jednostkach liniowych? 10%, 20%?

    Mamy tu pole do różnych takich obliczeń z których wynikało, że trzeba obniżyć liczbę jednostek, które będą miały jednak obsadę 100%. Powiedzmy sobie szczerze: jaki jest sens kupna 250 Abramsów jeśli 100 z nich pójdzie na magazyn i będzie dawcą części? Inne kraje aby zapewnić wysoką gotowość kupowanych Abramsów dobierają dodatkowo 50% silników, czyli w tym wypadku turbin gazowych. A myśmy ile kupili? 30. Czyli ilość czołgów w gotowości może drastycznie spaść. Jeśli batalion liczy 58 czołgów to 4 bataliony liczyć będą 232 maszyny a reszta do rotacji. 4 bataliony wystarczą dla dwóch brygad pancernych po 2 na brygadę. Brygada taka ma posiadać też batalion zmechanizowany na bewupach. BWP 1 się nie nadaje bo jest zużyty, Rosomak nie nadąży na kołach za czołgami a Borsuk będzie wchodził powoli. Po 50 sztuk rocznie. Krabów wystarczy teoretycznie ale czy one są przeznaczone na ten szczebel? Dalej mamy ok 250 Leopardów co daje również 2 brygady po 2 bataliony. Cztery Brygady czołgowe po 2 bataliony czołgów i jeden piechoty zmechanizowanej fikcyjnej bo na bewupach których nie ma.

    Dalej mamy 233 czołgi PT 91 Twardy które mogą brać udział w brygadach zmechanizowanych: po 1 batalionie czołgów i 2 batalionach zmechanizowanych na bewupach, których nie ma bo są zużyte. A Borsuki przy produkcji 50 sztuk rocznie to wiecie… Te 4 brygady są mocno problematyczne i mówiąc krótko są w dużej mierze fikcyjne z uwagi na brak sprzętu (czołgów zapasowych i BWP).

    Dalej mamy brygady na Rosomakach, już bez czołgów. Na asfalcie czołgi nie nadążą za KTO a w terenie KTO za czołgami. Rosomaki wymagają wozów wsparcia i artylerii samobieżnej na kołach. Mamy?

    Dalej jakieś lżejsze oddziały na Hamerach i Honkerach.

    W każdym razie Abramsy i Leopardy mają wg Bartosiaka stacjonować na wschodzie po tamtej stronie Wisły. Jeśli się nie mylę. I wg zamysłu jego mają tam mieć porządne buty i kurtki Goretexowe. Kamizelki kuloodporne i noktowizory. Drony i artylerię.

    Wnioski są takie, że na dziś nie jesteśmy sformować ani jednej brygady z uwagi na brak sprzętu. Do Leopardów nie mamy BWP, przybycie Abramsów ten deficyt pogłębi. Liczba gotowych Leo może być różna, część jest w modernizacji itp. Raport NiK powiada, że tylko 2 brygady mają u nas 90% stanów i faktycznie taka jest nasza siła. Pojawiają się publikacje o tym raporcie i komcionauci linkowali jakieś linki.

    II

    A teraz poszukajmy informacji w materiale Napieralskiego i Wolskiego:

     


    Mówią tam, że NATO obczajało już 2 lata temu że coś się szykuje. No ale nie zdołali zapobiec ruskiej inwazji, chociaż armię Ukrainy podszkolili. Muszą tam przyznać że pisiory zaczęły jakoś tam reagować, coś tam przyśpieszać ale pojawia się kwestia taka: skoro NATO wiedziało to i Unia Europejska wiedziała. I jak zareagowała na groźbę inwazji? Nijak. To po co nam ona skoro nie broni nas przed Rosją? I jest drugie pytanie: co robiła opozycja, która też coś powinna wiedzieć? Opozycja i Unia wspierały zgodnie Putina i próbowały osadzić w Warszawie rząd powolny żądaniom Putina.

    Dalej zauważają oni, że w kwestii uzbrojenia reżim powinien działać razem z opozycją żeby po wyborach i zmianie władzy nie wywracać wszystkiego do góry nogami. Jak to ma wyglądać skoro celem opozycji jest bezbronność Polski aby bezradnie musiała się przyglądać efektom ustaleń Niemcy-Rosja? Tego paradoksu nie tłumaczą.

    Zauważają jednak pewne problemy z zakupem sprzętu: że tak naprawdę rocznie 12 Krabów jesteśmy w stanie wprowadzić. Bo brakuje garaży które za 3 lata mogą być wprowadzone. Mamy tu kontynuację dokonań II RP w sumie i mogę takie punkty wprowadzić:

    1. Niedoszacowane koszty (o czym mówią) które są urealniane (rosną) w trakcie realizacji projektu.

    2. Przeszacowane możliwości finansowe.

    Dobrym przykładem jest tu projekt korwety Gawron (ORP Ślązak) – z 7 planowanych okrętów do służby wszedł 1 (słownie: jeden) i to bez podstawowego uzbrojenia. Jak już pisałem spodziewam się, że koszt fregat też zacznie rosnąć z 8 do 12, 16 czy nawet 24 miliardów a środki które będzie można przeznaczyć na Miecznika się wezmą i zmniejszą, nawet do np. 3 miliardów.

    III T 72

    Czołgi T 72 po niewielkiej moderce poszły na Ukrainę i tam będą walczyć. Prezydent tamtejszy zauważył, że część sprzętu okazała się popsuta co nie dziwi, panuje u nas postsowiecka mentalność jednak i sztuka jest sztuka. Kanibalizacja, czyli sprawne części są wymontowywane z zapasów magazynowych i montowane w używanych maszynach. Pompowanie stanów w meldunkach i wszelaka patologia znana z poczynań ruskiej armii u nas też jest obecna. Bez zmiany postsowieckich nawyków nie zdziałamy nic.

    IV Perspektywy

    Słusznie zatem wspomniany Jacek Bartosiak uważa, że efektywność poczynionych nakładów jest niska i armia jest nieadekwatnie słaba. Kaczor ogłosił że zwiększy nakłady na armię ale na co one pójdą? Czy na zwiększenie liczby jednostek ukompletowanych w 40%? Czy na przyśpieszenie produkcji Borsuka? Przez 20 lat chcą go produkować chyba. Tamtych dwóch z punktu wyżej wyznało, że dla przemysłu najlepsza jest intensywna i krótka produkcja: w 2 lata 240 Krabów, potem części przez rok i projekt zamknięty bierzemy się za coś innego. A nie taka manufaktura. I jakieś rewelacje że ktoś zapomniał kupić baterii do Spików i rakiety przeciwpancerne stały się bezużyteczne.

    PS: Przy tak niskich stanach tak naprawdę wojsko nie jest w stanie ćwiczyć i o to chodzi. O szkolenie. Bo zostaje dowódca, mechanik, kucharz, kapciowy i tyle.

    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Sowiecka operacja „Wielka Blokada” przetrąciła kręgosłup ukraińskiej partyzantce.
     
         Po zakończeniu II wojny światowej naradzie szefostwo OUN poleciło oddziałom partyzanckim w razie silnej presji ze strony Sowietów „przechodzić w bezpieczniejsze rejony, także na wschodnią Ukrainę, Białoruś, do Polski, Rumunii i Węgier, przy czym zalecano na tych terenach włączanie do walki z komunistami cudzoziemców. Akcje zbrojne na tych terenach miano prowadzić wyłącznie w obronie ukraińskiej ludności”.
     
         W ramach demobilizacji 20–25% partyzantów UPA skierowano do życia na „legalnej stopie”. Ujawnili się oni władzom i mieszkali jawnie w wioskach, a ich zadaniem było tworzenie głęboko zakonspirowanych grup. Miały one zbierać informacje wywiadowcze, stanowić rezerwę kadrową organizacji oraz materialne zabezpieczenie przebywających dalej w lesie.
     
         Nastawienie na długoletnią działalność podziemną sprawiło, iż większą wagę przywiązywano do wychowania ukraińskiej młodzieży. Zalecano rodzicom puszczanie dzieci i młodzieży do szkoły, ale jednocześnie wychowywanie ich w domu w duchu narodowym i religijnym. Jednocześnie starano się eliminować prokomunistycznych nauczycieli oraz wskazywano, aby szkolną młodzież „uczyć od małego walki” i zachęcać do bojkotowania pionierskich i komsomolskich organizacji, świąt komunistycznych, a z drugiej strony do śpiewania narodowych pieśni oraz odmawiania głośnych modlitw. „Nie możemy dopuścić, aby młodzież wyrwała się spod naszego wpływu” — powtarzano wielokrotnie w rozkazach.
     
         Niezależnie tych strat większość partyzantów nie zamierzała kapitulować. Pierwsze przykazanie nacjonalistycznego dekalogu „Zdobędziesz ukraińskie państwo, albo zginiesz w walce o nie” miało dla nich moc dogmatu. Uważali powszechnie, iż istniała jedynie alternatywa: zwycięstwo albo śmierć. To stanowisko spowodowane było nie tyle nacjonalistycznym fanatyzmem, ile przekonaniem, że w wypadku klęski UPA cały naród czeka zagłada. „Naród bez państwa — czytamy w jednym z tekstów podziemnych — skazany jest wcześniej czy później na śmierć”.
     
          Zimą 1945/1946 roku Sowieci postanowili ostatecznie zniszczyć ukraińskie podziemie.  10 lutego 1946 roku zaplanowali wybory do Rady Najwyższej ZSRR, w których udział mieszkańców Ukrainy zachodniej był dla partii komunistycznej ważnym badaniem opinii publicznej. Dla lokalnych przywódców partyjnych zbyt duża absencja wyborcza mogła się skończyć surowymi konsekwencjami, dlatego byli oni żywotnie zainteresowani wysoką frekwencją.
     
         W celu uniemożliwienia ukraińskiej partyzantce swobodnego poruszania się w terenie zdecydowano pokryć cały obszar Ukrainy zachodniej siecią garnizonów AC i WW NKWD. Miały one blokować partyzantom dostęp do wiosek, czyli do możliwości uzyskania od miejscowej ludności żywności, ciepłej odzieży oraz bezpiecznego schronienia.
     
        Operacja rozpoczęła się 10 stycznia 1946 roku. W czasie tzw. „Wielkiej Blokady” Armia Czerwona założyła ok. 3500 garnizonów. W poszukiwaniu ukrywających się  partyzantów Sowieci nieustannie przetrząsali gospodarstwa chłopów, niszcząc przy tym dobytek i dorobek wielu lat życia. Najmniejsze podejrzenie stawało się przyczyną aresztowania.
     
         UPA przystąpiła do kontrakcji, przeprowadzając tylko od 10 do 17 stycznia 1946 22 ataki na garnizony i  zabijając dziewięciu żołnierzy, a 33 raniąc.
     
          Do najważniejszej próby sił doszło w dniu wyborów 10 lutego 1946 roku.  Według danych NKWD USRR  w zachodnich obwodach Ukrainy ostrzelano 26 garnizonów WW NKWD i Armii Sowieckiej, w pięciu punktach głosowania podłożono miny, dokonano dwóch prób dywersji na kolei, w 28 miejscach rozklejono ulotki, zaś w piętnastu przerwano linie łączności.
     
          Jednak Sowieci byli zadowoleni z osiągniętych w trakcie „Wielkiej Blokady” wyników. W lutym 1946 roku Chruszczow na naradzie we Lwowie z zadowoleniem skonstatował, że UPA „już się nie podniesie” i że z niej „nic nie zostało oprócz pojedynczych grup terrorystycznych, złożonych z 1, 2, 3 i gdzieniegdzie do 20–30 bandytów”.
     
         Faktycznie „Wielka Blokada” pokazała, że w starciu z potężnym totalitarnym państwem nawet najlepiej zorganizowana partyzantka pozbawiona wsparcia z zewnątrz nie ma szans zwycięstwa. Nawet najcięższe straty Sowieci mogli bez trudu uzupełnić. Natomiast ponoszone przez partyzantkę były nie do odrobienia.
     
          W lipcu 1946 roku kierownictwo ukraińskiego podziemia postanowiło rozformować łatwe do odnalezienia oddziały UPA i cały ciężar dalszej walki przenieść do bojówek OUN. Demobilizację postanowiono prowadzić stopniowo. Najpóźniej zamierzano rozwiązać oddziały w Karpatach, gdzie warunki terenowe pozwalały im stosunkowo najłatwiej wytrwać.
     
          W skierowanym do „żołnierzy i dowódców UPA” rozkazie z  lipca 1946 r., Szuchewycz podkreślił, że UPA spełniła swój obowiązek, pomimo „nieustannego nacisku wroga”. Jednak przedłużający się stan „zbrojnego pokoju” pomiędzy państwami demokracji zachodniej a ZSRR wymusza konieczność zmiany taktyki walki z powstańczej na podziemno-konspiracyjną.
     
          Rok później katastrofalna susza doprowadziła do znaczącego zmniejszenia plonów na Ukrainie wschodniej, w Mołdawii oraz Rosji. Pomimo to władze sowieckie nie zrezygnowały z realizacji wyśrubowanych planów dostaw, ściągając siłą wyznaczone ich obowiązkowe normy. W rezultacie doszło do wielkiej fali głodu, w latach 1946-1947 zmarło z głodu na Ukrainie od 800 tys. do 1 mln osób. Śmierć przyniosła obfite żniwo także w innych sowieckich republikach.
     
         Wiele osób szukało ratunku na Ukrainie zachodniej, gdzie nie było suszy i nie pojawiła się klęska głodu. W jednym z meldunków podziemia czytamy: „tysiące głodujących ze wschodnich obwodów (...) zalewają zachodnie obwody Ukrainy. Jadą pociągami (...) idą pieszo. Pierwsi głodujący pojawili się już zimą. Ich liczba szybko wzrasta. Obecnie zjawisko to nabrało masowego charakteru. Co będzie dalej? Po prostu strach o tym myśleć. Czy znowu czekają nas miliony ofiar? Na stacjach kolejowych dzieją się dantejskie sceny. Enkawudyści odbierają wyżebrane kłosy zboża głodującym. Te nieszczęsne ofiary w takiej sytuacji często popełniają samobójstwo. (...) Enkawudowskie psy każdemu zabierają wszystko".
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
     
    Wprowadzony przez Sowietów terror skutecznie ograniczył działalność ukraińskiej partyzantki.
     
          O ile ofensywne plany ukraińskiej partyzantki skończyły się niepowodzeniem to taktyka obrony terenu przed sowieckimi wpływami przyniosła lepsze rezultaty. Rozkazy UPA nakazywały bojkot mobilizacji do Armii Czerwonej oraz oddawania kontyngentów. Zalecano niszczenie państwowych elewatorów i punktów przyjmowania zboża z kontyngentów oraz transportu kołowego wykorzystywanego do przewozu ziarna. W jednym z rozkazów podkreślono: „Nie dać z wioski ani jednego Ukraińca, ani jednego ziarna w ręce wroga. Wszystko odbierać. Dać odczuć okupantowi, że tutaj działa OUN i zmusić go do liczenia się z nami”.
     
          Równocześnie  Sowieci rozbudowywali siatki agentów, zmuszając ludzi do współpracy za szantażem lub kusząc sowitą zapłatą. Czasami wykorzystywano nawet niemieckich jeńców. Tajne instrukcje NKWD podkreślały: „Werbunek przeprowadzać różnymi sposobami. Na przykład: przez zastraszenie, przekupstwo, obiecankami i roztaczaniem wizji wielkiej kariery. Werbować także spośród przestępców. Werbunek przeprowadzać tak, żeby jeden informator o drugim znajdującym się w tej samej miejscowości nic nie wiedział. Robić to po to, by poprzez porównywanie ich meldunków mieć nad nimi lepszą kontrolę. Meldunki winny być składane w oznaczonym czasie: co tydzień lub co 10 dni”.
     
         NKWD na dużą skalę organizował również specgrupy udające UPA. Początkowo składały się z partyzantów sowieckich, szybko jednak zaczęto wykorzystywać tych członków OUN i UPA, którzy ujawnili się lub — rzadziej — zostali schwytani. W skład specgrup wchodzili pracownicy operacyjni NKWD. Mieli oni m.in. czuwać, aby przewerbowani upowcy nie zdezerterowali. Do tego ostatniego celu wykorzystywano spory frakcyjne między melnykowcami i banderowcami, którzy znalazłszy się w jednej specgrupie nawzajem siebie pilnowali.
     
         Z dostępnych danych wynika, iż na 20 czerwca 1945 r. działało na Ukrainie zachodniej 157 takich specgrup NKWD, liczących 1808 osób. Tylko od początku działalności do 20 czerwca 1945 r. zabiły one 1980 i schwytały 2013 „bandytów”.
     
         Metody śledcze NKWD  były zaskakująco skuteczne, sowieccy śledczy potrafili zmusić do mówienia znaczną część aresztowanych. Najbardziej spektakularny przykład złamania w śledztwie stanowi sprawa Jurija Stelmaszczuka, dzięki któremu Sowieci zlikwidowali „Kłyma Sawura”.
     
        W partyzantce zapanowała prawdziwa mania podejrzliwości. Nie pomagały odezwy podkreślające, iż „świadomie pracujący z NKGB jest psem. Psom — pieska śmierć, pogarda całego narodu i hańba na wieki. Śmierć stalinowskim psom — agentom NKGB”. Ofiarami podejrzeń padło szczególnie na Wołyniu wiele „niepewnych elementów”.
     
         Lata 1944–1945 były okresem najbardziej wytężonej działalności UPA w ZSRS. W tym czasie, według obliczeń sowieckich, ukraińska partyzantka przeprowadziła 6600 akcji zbrojnych, spośród których nie brakowało dużych akcji, w trakcie których np. opanowywano całe rejonowe miasteczka. O sile UPA świadczy fakt, iż jej oddziały potrafiły przyjmować regularne bitwy z WW NKWD. Jednak końcowy rezultat tej walki był łatwy do przewidzenia. Sowieci, według oficjalnych danych, przeciwko OUN i UPA przeprowadzili w latach 1944–1945 39 773 operacje, w trakcie których zabili ponad 100 tysięcy członków podziemia i partyzantów, zatrzymali 110 785 osób, ujawniło się 50 058 członków OUN i UPA. Aresztowano też 13 704 dezerterów i 83 284 uchylających się od służby w AC. Razem dawało to gigantyczną liczbę ponad 360 tysięcy.
     
        Sukcesy akcji likwidacyjnych prowadzonych w 1944 roku oraz gwałtowny rozwój sowieckich siatek agenturalnych sprawił, iż w czerwcu 1945 roku w instrukcji OUN wskazano: „Masowej likwidacji elementów wrogich OUN nie prowadzić. Bić tylko aktywnych agentów NKGB-NKWD”.  Poza agentami partyzanci UPA likwidowali . członków WKP(b), Komsomołu oraz wykazujących się aktywnością działaczy państwowych i samorządowych (np. przewodniczących i sekretarzy rad wiejskich).
     
        Za jedną z najskuteczniejszych metod zwalczania podziemia Sowieci uznawali deportacje w głąb ZSRS rodzin osób powiązanych z partyzantką. Deportacje zaczęły się na Ukrainie 7 maja 1944 roku. Początkowo przewidywano, że wysiedleniu podlegają rodziny ouenowców i aktywnych powstańców” aresztowanych i zabitych w walce. Potem rozszerzono kategorie wysiedlanych, rozciągając ją również na tych partyzantów, którzy pozostawali w lesie.
     
        Fatalne warunki podróży pogorszyły się z  nadejściem zimy. Zdarzały się transporty pozbawione piecyków. Z powodu mrozów np. w transporcie nr 49339 odprawionym z Tarnopola zmarło dwanaście dzieci, a wiele osób zachorowało. Wysiedleńców kierowano m.in. do republiki Komi i obwodu irkuckiego, gdzie zatrudniano ich przy wyrębie lasu i w górnictwie. Do końca 1944 roku deportowano około 13 tys. osób, a w  1945 roku prawie 17,5 tysiąca.
     
        Sowieci uciekali się również do organizowania publicznych egzekucji. Od grudnia 1944 roku zachodnie obwody USRS stały się widownią procesów i publicznych egzekucji. By osiągnąć odpowiedni efekt zastraszenia, Sowieci zmuszali miejscową ludność do przyglądania się egzekucjom. Nie wyłączano z tego także młodzieży szkolnej. „Cała szkoła musiała iść oglądać egzekucję. – opisywał egzekucję w Brzeżanach kilkunastoletni uczeń - Staliśmy tam, na rynku. Ja byłem jakieś 50 metrów od tego miejsca. Ten człowiek miał na piersiach deskę z nazwiskiem: Iwan Lew. Mówiono, że gdy go złapano, miał przy sobie trofea, 53 ludzkich uszu, odciętych zabitym, prawdopodobnie Rosjanom i Polakom. Pośrodku rynku zatrzymała się duża ciężarówka, studebaker. Na platformie, przy samym brzegu, stał mężczyzna w otoczeniu elegancko ubranych oficerów NKWD, w białych futrzanych kurtkach. Rosyjski sędzia odczytał wyrok. Samochód odjechał, a mężczyzna został na szubienicy. Jego ciało huśtało się w przód i tył. Wisiało tam jeszcze dwa dni”.
     
    CDN.
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Danz  |  0
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Po wkroczeniu na tereny tzw. zachodniej Ukrainy Sowieci przystąpili do likwidacji ukraińskiego podziemia.
     
          Na początku stycznia 1944 roku nacierająca Armia Czerwona przekroczyła przedwojenne wschodnie granice II Rzeczypospolitej, najpierw wchodząc na Wołyń, na których działała ukraińska partyzantka UPA.  Po przerwie, w końcu czerwca 1944 roku Sowieci wznowili natarcie, zajmując miesiąc później Lwów. Do końca października cała Ukraina Zakarpacka została zajęta przez Armię Czerwoną. Tym samym wszystkie tereny, na których działała UPA, znalazły się pod kontrolą sowiecką.
     
         Wkraczający do Galicji i na Wołyń Sowieci traktowali Ukraińców jako  obywateli ZSRS i masowo wcielali do Armii Czerwonej. Wszystkich podejrzewanych o udział w partyzantce  odsyłali na tyły do dalszego sprawdzania lub od razu kierowani do karnych kompanii, gdzie krwią mieli zmyć „swoje winy wobec Ojczyzny”.
     
         Nowo zmobilizowani po kilkudniowym przeszkoleniu trafiali od razu na pierwszą linię, gdzie traktowali byli jako „mięso armatnie”. Niezwykle ciężkie straty ponoszone przez niedoświadczonych rekrutów wskazują, iż władzom sowieckim chodziło o wyniszczenie niepewnych politycznie Ukraińców.
     
         Równocześnie na ukraińską ludność wiejską nałożono niezwykle wysokie, przewyższające niemieckie,  kontyngenty.  Obowiązek dostarczenia żywności obejmował także lata 1942–1943, a więc za okres okupacji niemieckiej.
     
         Sowieci dążąc do pełnego scalenia zachodnich terenów Ukrainy z ZSRS przywrócili wprowadzony w latach 1939–1941 podział administracyjny  na obwody i rejony. Ludność została poddana przymusowej brutalnej sowietyzacji. Tysiące agitatorów przekonywało miejscową ludność do dobrodziejstw sowieckiego ustroju i zniechęcało do „najgorszych wrogów ukraińskiego narodu — ukraińsko-niemieckich nacjonalistów”.
     
         Większość przybyłych ze wschodu przedstawicieli aparatu partyjnego i państwowego, a także funkcjonariuszy NKWD i NKGB oraz żołnierzy Armii Czerwonej, zachowywała się na Ukrainie zachodniej jak w podbitym kraju, traktując miejscową ludność jako bezwolną masę.  Jednocześnie władze sowieckie z iście rewolucyjną czujnością tropiły wszelkie przejawy ukraińskiego nacjonalizmu. Oddziały wojskowe niszczyły pamiątkowe kurhany. Usuwano wszelkie symbole uznawane za nacjonalistyczne. Zaliczono do nich również godło Ukrainy — tryzub. Stal się on znakiem zakazanym, podobnie jak niebiesko-żółta flaga narodowa. W swojej gorliwości sowieccy urzędnicy we Lwowie usunęli trójząb nawet z pomnika boga mórz — Neptuna.
     
         Ważnym zadaniem stało się zniszczenie Cerkwi greckokatolickiej, której zarzucono m.in. kolaborację z III Rzeszą. 11 kwietnia 1945 roku aresztowano metropolitę Slipego i wszystkich biskupów. Ich los podzieliło wkrótce wielu szeregowych księży. Trafili oni do łagrów, gdzie część zginęła. Jednocześnie sowieckie organa bezpieczeństwa stworzyły tzw. grupę inicjatywną, agitującą na rzecz „zjednoczenia” Cerkwi greckokatolickiej z prawosławną.  Ostatecznie w marcu 1946 roku doszło do zjazdu we Lwowie, który „zjednoczył” Cerkiew.
     
        Główny ciężar zwalczania podziemia spoczywał na organach bezpieczeństwa.  Jako pierwsze do zwalczania ukraińskiej partyzantki przystąpiły jednostki Smiersza. W związku ze skalą partyzantki na Ukrainie zachodniej (także na Litwie, Łotwie i w Estonii) 1 grudnia 1944 roku powołano Główny Zarząd Walki z Bandytyzmem, który miał  wydawać polecenia aparatowi republikańskiemu NKWD, kontrolować jego pracę, organizować i przeprowadzać działania agenturalno-wywiadowcze mające na celu rozpracowanie i likwidację największych — jak to określano — „formacji bandyckich”.
     
         Na Ukrainie szefem operacji przeciwko ukraińskiemu podziemiu był narkom Iwan Rjasnyj, jego zastępca Tymofiej Strokacz oraz narkom Sawczenko.
     
         Wiosną 1944 roku przeciwko UPA skierowano najpierw oddziały b. sowieckiej partyzantki, potem jednostki Wojsk Wewnętrznych NKWD (9 Ordżonikidzka i 10 Suchumska Dywizja), Pograniczne Wojska NKWD  oraz  tzw. istriebitielnyje bataliony.
     
         W tym czasie w  ponad stu sotniach znajdowało się 25–30 tys. partyzantów UPA, a uwzględniając siatki cywilne oraz sympatyków, Ukraińcy mogli zmobilizować  100 tys. ludzi.
     
         Władza komunistyczna była dla UPA władzą okupacyjną, a ukraińscy komuniści byli traktowani jako narzędzie w ręku moskiewskiego imperializmu. Kierownicy UPA byli przy tym przekonani, że Sowieci dążyli do „fizycznego zniszczenia” ukraińskiego narodu.
     
         Na III Zjeździe OUN zdecydowano, że oddziały partyzanckie przeczekają przejście frontu w masywach leśnych, a następnie przystąpią do działań zaczepnych. Zamierzano bronić się przed pobieraniem kontyngentów oraz mobilizacją do AC. Działania partyzantki miały zmobilizować ludność ukraińską  do walki o niepodległość.
     
        Poniesione w czasie przejścia frontu straty UPA okazały się mniejsze od oczekiwanych, co zdawało się być dobrym prognostykiem na przyszłość. Gdy tylko stopniały śniegi oddziały UPA rozpoczęły działania przeciwko sowieckiemu aparatowi administracyjnemu. W odpowiedzi Sowieci podjęli zdecydowane akcje przeciwpartyzanckie. Do największej bitwy w historii UPA doszło pod Hurbamy. Choć obydwie strony po jej zakończeniu odtrąbiły zwycięstwo, to jednak Sowieci zmusili Ukraińców do wycofania się.
     
        29 lutego 1944 roku oddział UPA śmiertelnie zranił w zasadzce gen. Watulina, dowodzącego 1. Frontem Ukraińskim. W efekcie czego Sowieci skierowali przeciwko partyzantom na Wołyniu ponad 30 tysięcy żołnierzy. Wedle sowieckim meldunkom, w trakcie operacji zabito 2018 i aresztowano 1570 osób. Sami partyzanci przyznali się do 136 zabitych i 75 rannych. Jest oczywiste, że obie strony zaniżyły własne straty, a podwyższyły nieprzyjaciela.
     
         Plany rajdów na wschód, które miały wywołać nową rewolucję i rozbić ZSRS, szybko legły w gruzach. Sowieckie obławy z kwietnia-maja 1944 roku okazały się na tyle skuteczne, że już w czerwcu kierownictwo UPA zadecydowało o prowadzeniu działań mniejszymi grupami.
     
    CDN.
    5
    5 (3)
  •  |  Written by Administracja  |  0
    W imieniu Redakcji blog-n-roll.pl, życzymy Państwu radości ze Świąt Wielkanocnych, światła w mroku rzeczywistości, nadziei na przyszłość i wiary w dobro.
    Redakcja.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    Zestrzelenie, tj pardon, zatopienie ruskiego krążownika Moskwa dało asumpt do debaty na temat naszych zamówionych fregat oznaczonych kryptonimem Miecznik. Mają one bowiem pełnić funkcję tzw białych słoni. Wspomniana zaś Moskwa była okrętem niemodernizowanym poważnie przez ok 40 lat. Możliwości zwalczania niskolecących rakiet przeciwokrętowych miała zatem mocno ograniczone. Dodatkowo operowała samotnie, bez okrętów eskorty. Takie chodzą słuchy. W wyniku tych zaniedbań zarobiła w trąbę 2 ukraińskimi rakietami przeciwokrętowymi Neptun i po paru godzinach  zatonęła. Mamy tu jednak szereg niejasności:

    Czy rosyjski komunikat o zdjęciu załogi oznacza, że wszyscy zginęli? Nie wiemy ilu marynarzy ocalało? Na żałobnej uroczystości załogi jedni naliczyli poniżej setki, inni 240, nie wiadomo, czy to faktycznie była załoga itp. Nie wiadomo czy kapitan zginął czy jednak przeżył? Nie wiemy ile rakiet wystrzelili Ukraińcy? Obietnica dostarczenia Harpoonów mogła ich skłonić do wystrzelania rakiet trzymanych na okoliczność desantu. Plany desantu ponoć bolszewicy dalej mają, ale skończy się on ich kolejną rzezią. Ile desantowców im zostało? Zaopatrzmy Ukrainę w pociski przeciwokrętowe też.

    image

    Tymczasem Rosja ogłosiła, że nie wiadomo co się stało, że pożar wybuchł itp. Z drugiej strony rusek drze mordę:

    https://twitter.com/KevinRothrock/status/1514846544700350474

    Lubie go słuchać bo nie zakumał że sowiet już od dwóch miesięcy prowadzi wojnę z Ukrainą gdyż kontynuuje swój nikczemny atak. Dajcie takich więcej. W każdym razie nie zauważył że to strata niebojowa wskutek awarii i drze się na Ukrainę, że to przez nią. Dowódca Floty Czarnomorskiej został ponoć przymknięty. Nie wiadomo tego dokładnie. Tego od Bałtyckiej też zamknijcie bo nie lepiej jest tutaj. Putin zaczął puszkować ponoć, poszła plotka o śmierci Szojgu nawet, ale to wszystko nic nie da bo fundamentalnym sprawcą tych nieszczęść jest sam wspomniany Putin, który siebie sam przecież nie aresztuje. I tak się będzie to toczyć teraz: skoro podjął idiotyczną decyzje zaatakowania Ukrainy to znaczy że dalej będzie idiotyczne decyzje podejmował. To on stworzył patologiczny system promujący lizusów i kłamców i degeneratów. Teraz widzimy skutki.

    II

    Odniosę się teraz do uwag z komciów pod poprzednimi notatkami: jak już wyjaśniałem obecnie na Bałtyku są 2 amerykańskie niszczyciele bo wojna jest nad Morzem Czarnym. Jak wojna będzie na Bałtyku to wyniosą się one na Morze Czarne czy gdzieś. Dalej: w niszczeniu NordStrima chodzi o wysadzanie rurociągu leżącego na dnie i tu by były skuteczne okręty podwodne.
    A teraz przechodzę do audycji Wolskiego o wojnie:

    https://youtu.be/4jKt_JavzIw

    Po co jest nam Marynarka Wojenna? Po co nam są fregaty rakietowe programu "Miecznik"? Czy to ma sens? Czy taki okręt łatwo zatopić? Odcinek w którym odpowiadamy na w/w pytania wraz z wybitnym ekspertem kmdr. por. Tomaszem Witkiewiczem (ponad ćwierć wieku wciąż w służbie MW RP) oraz Dawidem Kamizelą (NTW).[1]

    Wyobraźmy sobie okres wzmożonego napięcia międzynarodowego, połączonego z koncentracją wojsk radzieckich. Sytuacja lądowej obrony przeciwlotniczej będzie następująca:

    Może ona być rozśrodkowana, radary w jednym miejscu, rakiety w innym, pochowane po lasach, okopane, nawet w jakiś szopach poukrywane, w stodołach. Nie da się wyeliminować wszystkiego jedną rakietą. Może się skrycie przemieszczać w pewnym zakresie.
    Co jest jednak najważniejsze: możemy zestrzeliwać wszystko co wleci w naszą przestrzeń powietrzną i  aktywnie się bronić przed atakiem, bo wrogie rakiety samoloty wlecą w naszą przestrzeń powietrzną.

    Fregaty znajdą się tu w sytuacji odmiennej:

    Cała fregata musi być trzymana w kupie, nie da się jej rozśrodkować. Nie może się zamaskować i okopać. Schować. Może być wyeliminowana z walki jedną rakietą. Będzie pływać po wodach międzynarodowych. I tak se płynie a tu lecą se ruskie samoloty. Też nad wodami międzynarodowymi, czyli im wolno bo czemu mają se nie latać. I co będzie jeśli rozpoczną zaskakujący atak? Mogą podlecieć całkiem blisko i nasi nie mogą do nich strzelać bo jak strzelą to będzie akt agresji niesprowokowanej naszej i artykuł 5 nie będzie miał zastosowania bo to my wywołaliśmy wojnę. Fregaty mogą w takiej sytuacji odpowiedzieć ogniem dopiero jak ostaną zatopione.

    W sytuacji napięcia nie są w stanie pływać cały czas tylko muszą zawijać do portu też i wtedy są łatwe do zaatakowanie w porcie.

    Wróg ma swobodę w wyborze momentu ataku

    A broniący nie ma tu żadnej swobody i oczekuję od rozmaitych speców że podadzą jakieś rozwiązanie tego problemu? W którym momencie nasze fregaty mogą otworzyć ogień obronny zgodnie z planem, który powinni posiadać na taką okoliczność? Mają? No nie mają bo opowiadają bajki o efektorach i defektorach.

    III

    Ten problem wystąpił już w 1939 roku i rozwiązali go w sposób następujący: stwierdzili, że zaskakującego ataku nie będzie, że podobnie jak w 1 Wojnie Światowej najpierw przez kilka dni będzie trwać mobilizacja itp. i dopiero potem wybuchną walki. Tymczasem Niemcy wpłynęli Szlezwigiem-Holsztajnem do Gdańska jeszcze przed wojną i tak plany atakowania niemieckiej floty płynącej do Gdańska spełzły na niczym. Nie podjęli też próby desantu w Gdyni czy na Helu. Nasze okręty podwodne dostały rozkaz atakowania dopiero ok 10 rano podczas gdy Niemcy atakowali już gdzieś od piątej. W dzisiejszych czasach taka obsuwa spowoduje natychmiastową klęskę.

    Więc pytam się raz jeszcze: jak chcecie ten problem rozwiązać? Ruskie zaczynają wojnę od zaskakującego, nagłego ataku na fregaty, jednocześnie strzelając rakiety na naszą obronę opl i łączność. I co? Okręt podwodny se będzie pływał w zanurzeniu i da se radę, a fregata? Mówiąc szczerze to Bartosiak formułuje ten problem mówiąc o 15 minutach w których zostaniemy zniszczeni. W sensie fregaty.

    IV

    Być może fregaty nie zostaną zniszczone bo ich nie będzie. Program budowy Miecznika jest tak kosztowny że cięcia są tu wielce prawdopodobne. Skończy się tak jak z projektem korwety Gawron: powstanie jeden okręt i to bez uzbrojenia podstawowego który będzie kosztował w sumie tyle ile mają kosztować 3. Jeszcze raz: rzeczywisty koszt budowy jednego niecałego okrętu będzie taki jak przewidywany koszt 3 jednostek.

    Zauważam też, że nikt nie był w stanie odnieść się do uwag Bartosiaka o najnowszym krążowniku USA: jeśli zostanie on zaatakowany przez 10 środków napadu to 2 się przebiją przez obronę. Takie są szacunki amerykańskie. A możliwości przeciwlotnicze naszych fregat będą mniejsze niż takowego krążownika. Takie są wyniki analiz a nie czytania parametrów z tabelki.
    A co oznacza ów Peking? Tak przed wojną pisano nazwę stolicy Chin i tak nazwano plan ewakuacji naszych niszczycieli na zachód. O wspomnianych jednostkach: OORP Błyskawica, Grom, Burza jest zresztą mowa we wspomnianym materiale: przed wojną zbudowaliśmy niszczyciele aby spierniczyły do Anglii to teraz też musimy. I proponują nawet nie zmieniać nazwy tego planu Peking bo będzie jak znalazł.

    Zamówienie fregat czy też drogich dronów w sytuacji potwornych braków w wyposażeniu jest dość dziwne. Problemy mamy nawet z butami, kamizelkami kuloodpornymi itp. akcesoriami. O czym będzie mowa jeszcze.

    A tu kolejne tiktoki z Ukrainy: https://www.cda.pl/video/1061932180

    Na zdjęciu: ORP Błyskawica a to takie z wyrzutniami to wspomniana Moskwa.

    Przypisy:

    1 - odpowiadam na pytania:

    1 do defilad.

    2. żeby spierniczyły.

    3. nie.

    4. łatwo.

    5
    5 (1)
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    Czeka nas bitwa o Donbas i mamy spore szanse na wygranie jej. Nasi koncentrują spore siły. Pojawiło się mnóstwo tiktoków z pędzącymi ukraińskimi czołgami, bojowymi wozami piechoty, transporterami, ciężarówkami, samochodami osobowymi. Wszystko to po wygraniu Bitwy o Kijów mknie na wschód. Zauważcie że obrona przeciwlotnicza Ukrainy, która miała być zneutralizowana pierwszego dnia inwazji jest na tyle mocna że sowieckie lotnictwo nie jest w stanie tu interweniować i wszystko to jedzie bez krępacji w biały dzień. Jeśli wygramy Donbas to wojna będzie wygrana. Tymczasem w USA przewagę zyskuje bardziej radykalna klika. Pragnie ona zdecydowanej porażki Rosji i takie poczynania jak wskrzeszenie ustawy Lend-Lease są dowodem pewnego zdecydowania Ameryki.

     

    U nas natomiast ktoś (pisiory?) musiał coś wiedzieć, bo zdecydowano się na ograniczoną modernizację czołgów T 72. Zwiększa ona niedostatecznie możliwości bojowe tego czołgu natomiast dla Ukraińców jest on jak znalazł. Nie wiem czy dadzą radę obłożyć je swoim pancerzem reaktywnym? Dobrze by było. Ponoć dostarczyliśmy im te czołgi, wyrzutnie rakietowe Grad (katiusze) i jakieś Goździki. Z jednej strony chciałbym, aby te rewelacja zostały potwierdzone, aby obecność amerykańskich brygad na wschodniej granicy została potwierdzona ale właśnie. Lepiej aby ta pomoc została tajemnicą na razie, bo jest ona cenna i może przeważyć razem z amunicją. Z tego co widzę to Ukraińcy potrzebują też transportu, jakieś furgonetki by się przydały stare żeby mogli sobie dojechać. Takie żeby trzy tankowania do pełna wytrzymały a później i tak polegną. Zanim 800 000 000 dolarów pomocy dotrze tam to muszą sobie radzić. Osobówki też mogą być. Betoniarki nie.

    W każdym bądź razie nawet sobie płyną:

    https://www.tiktok.com/@nikita220596/video/7085238421161020677?is_from_webapp=1&sender_device=pc&web_id=7018172176520300038

    i szykują motocykl:

    https://www.tiktok.com/@pumma08/video/7081037893547969797?is_from_webapp=1&sender_device=pc&web_id=7018172176520300038

    II

    Tymczasem różne moskiewskie indywidua kwiczą. Niejaki Wielomski roni krokodyle łzy za wspomnianymi czołgami. Tą część wpisu kierują dlatego do różnej swałoczy która robi na kredyt, bo ruska kaska z Moskwy może nie dotrzeć: dlaczego wasz jazgot jest nieskuteczny:

    Wiecie ilu Polaków to Ukraińcy? Otóż mnóstwo. Otóż na kresach szlachta rusińska się polonizowała i przyjmowała obyczaj polski. Podobnie magnateria. Mieliśmy nawet ukraińskiego króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, który jaki był taki był ale był. I mnóstwo ludzi repatriowanych do nas z kresów to są Ukraińcy z pochodzenia którzy przyjęli nasz obyczaj i język. Dalej: nasze relacje z Ukraińcami są fazowe: raz szli z nami na Moskwę a raz był konflikt, powstanie i wojna. Teraz mamy fazę zgody dlatego różne kwiki pozostają bez echa.

    Poczytajcie sobie o powstaniu Ententy, która zapoczątkowała zgodę angielsko-francuską. Anglia i Francja były wrogimi sobie krajami od kilkuset lat tocząc rozliczne wojny. Nawet krwawe. A tu porozumienie i zgoda mimo że Anglicy mają rozlicznych bohaterów antyfrancuskich a Francuzi antyangielskich. Anglia zawsze popiera drugie pod względem siły państwo na kontynencie przeciw pierwszemu. Jaki mamy teraz w zasadzie układ sił u nas w Europie? Ktoś to analizował? Bartosiak wiem. A różne tuzy myślenia kaczofobicznego skompromitowanego? Nie. Powinne one zakumać że pisiory są na coś dogadane z USA, Ukrainą i Anglią ale nie kłapią paszczą o konkretach. Z Turcją jesteśmy dogadani na punkt przeładunkowy Bayraktarów.

    image

    Rosja zaś zorientowała się czym grozi ten cały Lind Lis i jej zdegenerowane kierownictwo pokrzykuje że to że sio. Zauważcie jak się rozwija pomoc: początkowo szła na Ukrainę broń lekka, ręczne rakiety przeciwpancerne i przeciwlotnicze itp. Potem strefowa obrona przeciwlotnicza. Teraz coraz powszechniej się mówi o czołgach, artylerii, rakietach przeciwokrętowych. Mówię wam że nasze MiGi  też pójdą i jest to żadna strata bo nie ma dla nich części. Lepiej w to nie wnikać i dezinformować bolszewika, wciskając mu ciemnotę. W końcu dojdzie do pomocy zbrojnej zgodnej z enuncjacjami Kaczora, który się zna. Nie ma innej rady niż takie dobicie Putina.

    Amerykanie zostawili w Afganistanie uzbrojenie za miliardy to i u nas mogą zostawić. A trochę gratów możemy odkupić od Talibów. Trzeba by się z nimi jakoś dogadać.

    Wracając do różnych tam takich indywiduów: Z ruskimi mamy porachunki większe, począwszy od rozbiorów, potem inwazja po I Wojnie Światowej, potem Ribbentrop-Mołotow. Potem okupacja prlowska. Wywózki, Sybir, represje, Katyń. Paskiewicz, Rzeź Pragi. Ponoszą oni też odpowiedzialność   za wszelakie rzezie w czasie II Wojny Światowej, doprowadzili bowiem do jej wybuchu. Przypominam  że Wołyń był wskutek tego okupowany przez Niemców. Sytuacja pod ich okupacją była ciężka co doprowadziło do ludobójstw. Moskwa natomiast przeprowadzała swe występki całkowicie suwerennie.

    image

    Ukraińcy pojmą, że na Niemcach nie można polegać bo ich wystawili i że z nami muszą trzymać. Część już zresztą wraca a ci co zostaną nauczą się języka i w parę lat przejmą nasz obyczaj, bo jest on podobny do ukraińskiego.

    Lewaki zaś wpadają w furię bo mamy do czynienia z prawdziwymi uchodźcami: kobiety, dzieci uciekające przed wojną do pierwszego bezpiecznego kraju. A faceci w drugą stronę jadą walczyć. Dlatego Ochojska kwika coś co chwilę i nie tłumaczy, czemu kolesie z granicy białoruskiej przedzierają się do Niemiec zamiast w drugą stronę: do krajów rodzinnych z kałachem aby tam walczyć z wrogiem? Ano właśnie. Inne lewaki podnoszą, że Ukraińcy nie mogą się uczyć po naszemu bo to ich wynarodowi i w ogóle jest sprzeczne z czymś. Przyjechali do nas to są u nas a nie żadne kraje dwujęzyczne. Już to knuje żeby rozdźwięk wprowadzić ale Ukraińcy nie nadają się do wprowadzania multikulti. Robić im się chce. Wiem bo przyjechali zakładać instalacje gazowe u mnie w domu.

    Co tam jeszcze mamy? Bezpłatne przejazdy pociągami i autobusami. Była to duża pomoc dla nich, bo uciekali bez niczego i nie mają pieniędzy najzwyczajniej. Też mi powód do zazdrości. Ludzie potracili wszystko: domy, dorobek całego życia, bliskich a tu kwik że bezpłatnie pociągiem se gdzieś pojadą, do miejsca pomocy. Kataryna z kolei zazdrości Bąkiewiczowi że dostał kasę bo przyjął Ukraińców. Na konkretnych ludzi dostał i to niewystarczająco. I tak dokładać musi. Co za porażka.

    Dzieci po nocach płaczą, chowają się po szafach bo boją się bombardowań itp.

    III

    Jest wojna, której jesteśmy stroną. Nie ma się co oszukiwać. Polska i okoliczne kraje ma dość agresji rosyjskiej i coś z tym trzeba zrobić. Jeśli chcemy pokonać Moskwę to tylko razem z Kozakami, jak to zwykle bywało. Innej rady nie ma i taki jest nasz strategiczny interes. Co nie znaczy że nie możemy się  domagać np. odsłonięcie Lwów Lwowskich na cmentarzu Orląt Lwowskich i tym podobnych gestów. Sytuacja na Zachodzie też wymaga uporządkowania. Oto CEP Brudziński oświadcza, że wierzy w dobre intencje urzędników europejskich. Ogólnie premier Morawiecki i pisowcy mniemają, że jak będą  takimi prymusami i że jak będą realizować gorliwie europejskie urojenia to w końcu tamte ich zaakceptują. Nic bardziej błędnego. Oni chcą nas zarąbać co rozumieją Węgrzy. „Kopnij chama to cię pogłaszcze, pogłaszcz chama to cię kopnie”. Powinniśmy teraz urągać unijnym i zdecydowanie piętnować ich występki. Jedynie CEP Jaki realizuje ten plan. Z Solidarnej Polski jest, dlatego  na nich będę głosował a na Konfederację nie.

    Mam bowiem dość dezinformacji, tak jak tej że PESEL uprawnia do głosowania w wyborach i innych pierdół. Fejsbuń zablokował liczne konta prowadzone przez białoruską bezpiekę. Coś cicho się tam zrobiło na grupach politycznych, dlatego tutaj wolę pisać. Na Tłiterze odobserwowywuję też różnych gawędziarzy opowiadających kocopoły.

    IV

    Zastanawiam się też nad podziałem Obwodu Kaliningradzkiego. Królewiec z portem trzeba by dać Litwinom, bo nie mają fajnego portu. Magistrale kolejowe z Ukrainy by tam trzeba pociągnąć aby pociągami eksportować zboże przez Bałtyk. Kształtuje się u nas w regionie takie poczucie, że ruskich mają wszyscy dość i nikt nie chce z nimi sztamy trzymać. Sowieci opowiadają zaś, że wcale nie chcieli zająć Kijowa, tylko tak sobie w sumie tam zabłądzili. Łatwo mogli też uniknąć oskarżeń o zbrodnie wojenne. Wystarczyło nie atakować Ukrainy.

    Jest jednak możliwość że odwali im do reszty i totalnie przejdą na gospodarkę wojenną, zrobią mobilizację generalną i pójdą na Zachód, czyli na nas. Półtora miliona żołnierzy powołają, T 34 pościągają z Syberii, inne wynalazki. Trzeba się przygotować już na teraz bo to porąbane jest. Jako uzasadnienie inwazji rozdadzą sołdatom Gazetę Wyborczą, z megafonów na czołgach puszczać będą TVN. O tym już było ale warto przypominać.

    A tu kolejny Mix tik Toków z Ukrainy. Jest sporo nagrań z okopów, sporo przemieszczających się wojsk zmechanizowanych. Są zniszczenia. Trzeba będzie to wszystko odbudować, innej rady nie ma:

    https://www.cda.pl/video/10568504e3

    Na zdjęciu prezydent Andrzej Duda oglądający zniszczenia w Irpieniu.

    PS: Kto się spodziewał że Pink Floyd takim pięknym akcentem zwieńczy karierę swą?

    PS2: Na początku wieku 19 Francja ruszyła do walki o Europę, na początku wieku 20 Niemcy ruszyły do walki o Europę, a teraz Rosja ruszyła. Każdy z tych krajów miał przeciw sobie Wielką Brytanię.

     

    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Wielu zachodnich pożytecznych idiotów pomogło Stalinowi w ukryciu rozmiarów ludobójstwa na Ukrainie.
     
         W latach 30. wielu z lewicujących intelektualistów, w pogrążonym w wielkim kryzysie świecie z nadzieją i uznaniem patrzyło na sowiecki „eksperyment”. Zagraniczni pisarze zwiedzający kołchozy i fabryki z zachwytem pisali o sowieckich osiągnięciach. George Bernard Shaw w 1931 roku fetowany w Moskwie razem z członkinią brytyjskiego parlamentu Nancy Astorn na bankiecie urodzinowym, dawał odpór antysowieckim „plotkarzom”, a  w jednym z wywiadów powiedział: „nie widziałem absolutnie nikogo, kto by w Rosji cierpiał od niedojadania, tak z młodych jak i starych ludzi. Czy ich zapadłe policzki rozciągnęli od środka kauczukiem?”.

        Pożyteczni idioci z wielkimi nazwiskami bardzo się Moskwie przydawali.
     
         Bez stempla sowieckiego biura prasowego dziennikarze zagraniczni nie mogli nadać żadnej depeszy, a te wysyłane kontrolowali cenzorzy z MSZ, ingerując w treść. Sowieccy cenzorzy dopuszczali eufemizmy: „deficyt żywności”, „choroby wynikające z niedożywienia”, „ograniczenia w dostępie do żywności”, w żadnym razie głód, a tym bardziej śmierć głodowa. Nie było mowy o swobodnym podróżowaniu: trzeba było przedłożyć plan wyjazdu, otrzymać nań zgodę, tolerować przydzielonych opiekunów.
     
         A prawdę dziennikarze znali. Korespondent agencji United Press Eugene Lyons po latach przyznał:  „Dochodzenie zmierzające do ustalenia istnienia rosyjskiego Wielkiego Głodu byłoby równie niepotrzebne, jak dochodzenie zmierzające do ustalenia istnienia amerykańskiego Wielkiego Kryzysu. (...) W prywatnych rozmowach, jakie prowadziliśmy w hotelach czy po domach, głód był uznany za niezbity fakt”.
     
         Największym sojusznikiem Stalina był Walter Duranty, w latach 1922–36 moskiewski korespondent „New York Timesa”, który za serię artykułów o sukcesach kolektywizacji i planu pięcioletniego otrzymał w 1932 roku Nagrodę Pulitzera.
     
         Duranty ostro zareagował, gdy nieznany nikomu Walijczyk Gareth Jones na konferencji prasowej w Berlinie w marcu 1933 roku oświadczył, że w ZSRR trwa klęska głodu. Jones inteligentnie wjechał do ZSRR jako prywatny sekretarz byłego brytyjskiego premiera Lloyda George’a, a na Ukrainę dostał się dzięki zaproszeniu niemieckiego konsula generalnego w Charkowie do obejrzenia tamtejszej fabryki traktorów. Wysiadł z pociągu 60 km przed miastem i wędrował kilka dni wzdłuż torów przez wymierające wsie i kołchozy. Znajomość rosyjskiego i brak eskorty umożliwiły mu swobodne rozmowy z ludźmi. Po powrocie z ZSRS opublikował kilkanaście demaskatorskich tekstów w prasie brytyjskiej, cytowano go w „New York Evening Post”, „Chicago Daily News”. Niewiele brakowało, aby świat mu uwierzyłby.
     
        Duranty przyznając rację Jonesowi musiałby tym samym zaprzeczyć własnym pochlebnym artykułom, za które dostał Pulitzera, a także porzucić wygodne życie w Moskwie (duże mieszkanie, samochód, kochankę). Już dzień po konferencji prasowej Jonesa, w apogeum Wielkiego Głodu na Ukrainie, ogłosił w „New York Timesie”: „Rosjanie głodni, ale nie głodują”. Opinia publiczna mu uwierzyła. O Jonesie szybko zapomniano, szczególnie, że  w dwa lata później został zamordowany w trakcie zbierania materiałów do reportażu w Mandżukuo.
     
        Do Polski dotarły listy niewyłapane przez cenzurę, raporty z konsulatu w Kijowie oraz nieliczni uchodźcy, co dało wystarczający obraz sytuacji. Posłowie mniejszości ukraińskiej podjęli temat Wielkiego Głodu w polskim sejmie, pisano o nim w ukraińskiej prasie, kapłani grekokatoliccy zbierali datki na głodujących.
     
        Informacje o Wielkim Głodzie nadsyłane z placówek dyplomatycznych w Kijowie czy Moskwie oraz od pracowników wywiadu docierały do najwyższych szczebli rządowych Europy i Ameryki. I tam pozostawały, ukryte przed opinią publiczną. Stany Zjednoczone Franklina D. Roosevelta w 1933 roku na tyle obawiały się wzmocnienia Japonii i Niemiec, że w ZSRR upatrywały sojusznika, z którym warto nawiązać pełne stosunki dyplomatyczne. Benito Mussolini liczył na wymianę handlową z Rosją. Czytał raporty o sytuacji na Ukrainie, ale we wrześniu 1933 r. podpisał ze Stalinem porozumienie o nieagresji.
     
         Niemcy przyglądali się sytuacji dyskretnie pomagali mniejszości niemieckiej, ale nie zabierali głosu. Rząd brytyjski, mający niezłą sieć informatorów, uznał za wiarygodny raport Andrew Cairnsa, który w 1932 roku jako agronom jeździł po Ukrainie, jednak ministerstwo spraw zagranicznych uważało, że „wszystko, co związane z ukraińskim nacjonalizmem, działa na sowieckie władze jak płachta na byka”.
     
        Początkowo papież Pius XI najpierw kazał opublikować w „L’Osservatore Romano” anonimowe listy z Ukrainy opisujące Wielki Głód, potem jednak zachowywał powściągliwość, choć do Stolicy Apostolskiej napływały kolejne doniesienia.
     
        Komitety pomocy powołane przez Ukraińców w Brukseli, Pradze, Bukareszcie, Genewie, Paryżu, Londynie i Sofii niczego nie wskórały, mimo że próbowały nagłośnić tragedię.
     
        Pomimo zmowy milczenia szczątkowe informacje wyciekają na zewnątrz. Na przykład „New York Evening” opublikował 18 lutego 1933 roku przekonujące świadectwo Amerykanina, który był w wiosce położonej ok. 30 kilometrów od Kijowa. Świadek potwierdził, iż  jej mieszkańcy zjedli wszystkie tamtejsze psy i koty. „W jednym z domów gotowano coś w kotle, co było trudne do określenia — opowiada — wystawały jakieś kości, chwasty, a nawet podeszwa od buta. Ci ludzie wpatrywali się łapczywie w garnek, a ich twarze wyrażały stan ich głodu”.
     
        We wrześniu przedstawiciel Norwegii w Lidze Narodów zażądał, by rada tej organizacji wpisała głód na Ukrainie do porządku obrad. Ambasadorka ZSRS w Oslo Aleksandra Kołłontaj natychmiast ripostowała, iż „ W tym roku zbiory są większe, niż były przez wiele ostatnich lat. A chłopi, którzy w ubiegłym roku dopuszczali się sabotażu, w tym roku uczciwie wywiązali się ze swych zobowiązań. W związku z tym nie ma już mowy o głodzie”.
     
        Jednocześnie ze zniszczeniem rolnictwa Stalin rozpoczął pełną rusyfikację Ukrainy, chcąc  zlikwidować elitę intelektualną kraju i oderwać naród od jego kultury. Zgodnie z wyobrażeniem Stalina naród ukraiński to wróg, ponieważ składa się z kułaków, którzy byli uosobieniem wroga klasowego. Pomieszanie tych dwóch kategorii, niemożność oddzielenia jednej (narodu) od drugiej (klasy), wskazuje na etniczno-narodowe podłoże tej masowej zbrodni.
     
         Wszystkie instytucje kulturalne oczyszczone zostały z tak zwanych elementów nacjonalistycznych. W Narodowej Akademii Nauk codziennie ogłaszano nazwiska członków wykluczonych z powodu „sabotażu”, „wrogości ideologicznej”, „kontaktów z wrogami ludu”.
     
        Jednocześnie ze zniszczeniem ukraińskiego chłopstwa Moskwa rozpoczęła intensywną rusyfikację Ukrainy. Wszystkie instytucje kulturalne oczyszczono z tak zwanych elementów nacjonalistycznych. W Narodowej Akademii Nauk codziennie ogłaszano nazwiska członków wykluczonych z powodu „sabotażu”, „wrogości ideologicznej”, „kontaktów z wrogami ludu”.
     
        „Oczyściliśmy Ludowy Komisariat Oświaty z 2000 elementów nacjonalistycznych, w tym 300 naukowców i pisarzy - chwalił się Paweł Postyszew  - Osiem centralnych instytucji radzieckich zostało oczyszczonych z ponad 200 nacjonalistów zajmujących stanowiska kierowników wydziałów i inne tego rodzaju”.
     
        Szacuje się, że spośród 240 autorów piszących na początku lat trzydziestych XX wieku w języku ukraińskim przeżyła zaledwie czterdziestka. Podobnie spośród 84 wybitnych językoznawców, jakich liczył ten kraj, zlikwidowanych zostało 72.
     
        „W ciągu ubiegłego roku unicestwiliśmy nacjonalistyczną kontrrewolucję — ogłosił Postyszew z trybuny XVII  zjazdu partii komunistycznej w lutym 1934 roku. — Zdemaskowaliśmy i zniszczyliśmy odchylenie nacjonalistyczne”.
     
         Kultura ludowa nie została potraktowana łagodniej. Dmitrij Szostakowicz w swych „Wspomnieniach” opowiada, jak na jakiś zjazd zaproszono pieśniarzy chodzących od wioski do wioski i śpiewających ballady oraz stare pieśni ludowe. Następnie tych ludzi aresztowano i rozstrzelano.
     
         Ludobójstwo, do którego doszło na Ukrainie, jest jedną z największych tego typu zbrodni, jakich kiedykolwiek dopuszczono się w historii.
     
        W swym klasycznym opracowaniu na temat kolektywizacji w ZSRS, zawierającym większość dostępnych danych, Robert Conquest szacował, że w trakcie rozkułaczania na całym terytorium sowieckim, w latach 1930–1937, śmierć poniosło 13 milionów ludzi — jest to suma ofiar w ludziach, jakie zebrał głód na Ukrainie, w Kubaniu, Kazachstanie, oraz zmarłych w ramach deportacji.
     
        Tak olbrzymie koszty ludzkie wcale jednak nie pomogły zsocjalizowanemu rolnictwu urosnąć w siłę. Podczas II zjazdu najlepszych kołchoźników, który odbył się w Moskwie w lutym 1935 roku, Stalin ogłosił,  że 98 procent ziem uprawnych zostało już skolektywizowanych. Nie wspomniał natomiast, że produkcja rolna spadła o 15 procent w stosunku do wyników z ostatnich lat NEP-u ani że liczba zwierząt hodowlanych osiągnęła 60 procent poziomu z 1928 roku.
     
     
    Wybrana literatura:
     
    T.Wolton  - Historia komunizmu na świecie. Kaci
     
    R. Conquest  –  Wielki terror
     
    A. Applebaum  – Czerwony głód
    S. Kulczycki -  Hołodomor. Wielki Głód na Ukrainie w latach 1932–1933 jako ludobójstwo – problem świadomości
    R. Kuśnierz  - Ukraina w latach kolektywizacji i Wielkiego Głodu (1929–1933)
    R. Dzwonkowski – Głód i represje wobec ludności polskiej na Ukrainie (1932-1933, 1946-1947)
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Organizując ludobójstwo na Ukrainie Moskwa zadbała o zachowanie tego w ścisłej tajemnicy.
     
         Równocześnie z mianowaniem Postyszewa odpowiedzialnym za zniszczenie wsi ukraińskiej, Stalin podpisał tajny okólnik nakazujący przerwanie exodusu chłopów uciekających z Ukrainy i Kubania pod pretekstem szukania chleba. „Komitet Centralny i rząd mają dowody, że ta masowa ucieczka organizowana jest przez wrogów władzy sowieckiej, kontrrewolucjonistów i polskich agentów — napisał Stalin  — w celu rozwinięcia propagandy zwłaszcza przeciw systemowi kołchozowemu, a ogólnie przeciw władzy sowieckiej”. W następstwie ogłoszenia tego okólnika szef OGPU Gienrich Jagoda, wysyłał do podległych mu dowódców terenowych rozkaz rozmieszczenia na drogach i dworcach specjalnych patroli mających przechwytywać uciekinierów.
     
         Schwytanych należało deportować albo odwieźć do miejsca pochodzenia, co w obu wypadkach równało się dla nich wyrokowi śmierci. Ukraina została w tym momencie odizolowana, odcięta od reszty kraju: jej dramat może się rozgrywać przy zamkniętych drzwiach. „Żadnej litości” — nakazał swym oddziałom Postyszew.
     
         „Brygady szturmowe” komsomolców w sposób bezlitosny odbierały znalezione w garnkach na kuchni lub w piecu resztki pożywienia i niszczyły je, podobnie jak znalezione żarna i drewniane stępy, mogące służyć do jego przygotowania, wybijały okna i demolowały chaty. Towarzyszyło temu fizyczne i moralne znęcanie się na ludźmi . Członkowie tych brygad otrzymywali kartki żywnościowe na obiady w jadłodajniach strzeżonych przez uzbrojoną milicję. Ludność nazywała ich krasnaja mietła – „czerwona miotła”
     
        „Wszędzie słychać było szloch – wspominała jedna z uratowanych - . Ci, którzy rekwirowali ziarno, byli bezlitośni. Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak jeden człowiek uciekł, porzucając żonę i troje dzieci. Zabrali absolutnie wszystko: krowy, świnie, wszystko. Żonie nic już nie pozostało. Odesłała dzieci, by sobie radziły same, podpaliła dom i powiesiła się”.
     
        Każdy podejrzewany o ukrywanie choćby ziarenka zboża (które gnije w hałdach pod gołym niebem) był natychmiast rozstrzelany. głodującym ludziom nie pozwalano zjadać nawet zwierząt, które padły z braku paszy -  były one natychmiast palone. Drzewa owocowe spryskiwano środkami chemicznymi, pod których wpływem owoce nie nadawały się do jedzenia. W tej sytuacji jedynym sposobem na przetrwanie pozostał kanibalizm. Pierwszymi ofiarami stały się najmłodsze dzieci.
     
        Gdy podczas plenum Komitetu Centralnego przywódca partii komunistycznej z Charkowa ze wzburzeniem opowiedział o tej hekatombie, niewzruszony Stalin mu odpowiedział: Mówiono nam, towarzyszu Tieriechow, że jesteście dobrym mówcą, a tymczasem jesteście po prostu dobrym gawędziarzem. Opowiadać takie bajki o głodzie! Chcieliście nas przestraszyć, ale wam się to nie uda. byłoby lepiej, gdybyście zrezygnowali ze stanowiska sekretarza ukraińskiego KC i wstąpili do Związku Pisarzy: będziecie wymyślać bajki, a durnie będą je czytać”.
     
        Tieriechow nie został ponownie wybrany na dotychczasowe stanowisko. Oficjalnie głodu nie było — nawet na forum wewnątrzpartyjnym.
     
        Do zatuszowaniu Wielkiego Głodu zablokowano przepływ informacji (kontrola listów, wystąpień publicznych), sfałszowano dane (lekarzom do aktów zgonu nie wolno było wpisywać śmierci głodowej), zniszczono dokumentację (na przemiał szły rejestry zgonów).
     
       Gdy w 1937 roku przeprowadzono spis powszechny okazało się, że w stosunku do poprzedniego ubyło 6 mln mieszkańców. Wyników nie upubliczniono, a szef urzędu statystycznego Iwan Krawal i jego najbliżsi współpracownicy zostali rozstrzelani. Stracono też kijowskiego redaktora „Sowieckiej Statistiki” i szefa instytutu ekonomii w Ukraińskiej Akademii Nauk. Nowe kadry statystyków przeprowadziły nowy spis powszechny, opublikowany w 1939 roku, odpowiednio zawyżający liczbę ludności. Tak więc w Związku Radzieckim oficjalnie śmierci z głodu nie było.
     
        Moskwa robiła wszystko, aby ukryć prawdę o tragedii na Ukrainie przed zagranicą. Podczas gdy miliony ludzi ginęły z głodu, ZSRS nadal eksportował zboże, co miało świadczyć o doskonałym stanie sowieckiego rolnictwa.
     
        Gdy wiosną 1933 roku Wielki Głód osiągnął apogeum, uwaga świata koncentrowała się na Adolfie Hitlerze, świeżo obranym kanclerzu Rzeszy. Jego coraz bardziej agresywna polityka zamykała usta potencjalnym krytykom Stalina.
     
        Ambasador Francji w Moskwie Charles Alphand w swoich notach dyskredytował wszelkie świadectwa mówiące o głodzie na Ukrainie. „Jeśli, wbrew sowieckim zaprzeczeniom, w niektórych regionach Ukrainy, w szczególności w okresie przednówka, faktycznie wydaje się ujawniać wielki niedostatek — pisał ambasador — to najwyraźniej waga problemu została zdecydowanie przeszacowana na użytek wrogiej reżimowi sowieckiemu kampanii (jak się wydaje, o inspiracji niemieckiej)”.
     
         W sierpniu 1932 roku Moskwa zorganizowała mu podróż na Ukrainę, którą odbył z przyjacielem Kremla, byłym francuskim premierem Edouardem Herriotem, przywódcą Partii Radykalnej.

        Władze sowieckie zorganizowały im spotkania z partyjną inteligencją, ze starannie dobranymi  robotnikami i kołchoźnikami. Wszędzie widzieli czyste ulice, dobrze zaopatrzone sklepy, i ludzi wynoszących z nich chleb w sposób rzucający się w oczy. Wszystko to było przygotowaną w szczegółach reżyserią.
     
         W kołchozie, do którego ich przywieziono wszystko zostało umyte, a „z kijowskiego teatru przywieźli meble i wstawiono je do miejscowego klubu. Przywieziono też firanki, portiery, serwety. Jedną część budynku przekształcono na jadalnię, stoły upiększyli kwiatami [...] Zabili kilka byczków i świń, dostarczyli zapas piwa.[…] Zwołali ogólne zebranie kołchoźników i ogłosili, że odeskie studio filmowe wykonywać tu będzie ujęcia filmowe. Ci którzy zostaną wybrani do statystowania wyjdą do pracy, a pozostali powinni siedzieć w domu. Świeżo upieczonym aktorom wydali nową odzież: ubrania, sukienki, kapelusze, skarpety, chustki, obuwie. […]  Następnego dnia, kiedy Herriot miał przyjechać, kołchoźnicy już siedzieli za stołami. Zjadali ogromne kęsy mięsa, zapijając piwem i nie bardzo się z tym ociągali”.
     
          W podobny sposób przygotowano przyjęcie E. Herriota w stołówce przy fabryce traktorów w Charkowie. Wpisał on po niej do pamiątkowej księgi następujące słowa: „Mogłem się osobiście przekonać, że jedzenie jest tu wyśmienite. Jeśli wszystko jest tak dobre, to restauracja ta mogłaby się znaleźć w Lyonie, które to miasto słynie ze swoich smakoszy
     
     
    CDN.
    5
    5 (4)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Na początku lat 30. Rosja sowiecka doprowadziła do wielkiego głodu na Ukrainie, w wyniku którego zginęło kilka milionów chłopów ukraińskich.
     
          Po wprowadzeniu tzw. NEP-u sytuacja aprowizacyjna w bolszewickiej Rosji uległa szybkiej poprawie. Istnienie prywatnego rolnictwa było jednak niezgodne z doktryną komunistyczną.
     
         Ponadto przygotowując w końcu lat 20.proces szybkiego uprzemysłowienia kraju, Moskwa potrzebowała wielkich środków finansowych. Można je było uzyskać jedynie z rolnictwa po jego ubezwłasnowolnieniu i pełnym uzależnieniu wsi od aparatu partyjnego. Droga do tego prowadziła przez kolektywizację rolnictwa.
     
          Forsowna kolektywizacja rozpoczęła się w 1929 roku, a począwszy od 1931 roku, była już realizowana w sposób coraz bardziej bezwzględny. Masowy terror związany z akcją rozkułaczenia, a następnie przymusowymi deportacjami objął cały ZSRS, w tym szczególnie Ukrainę.
     
         Zakładanie kołchozów w ZSRS napotykało na Ukrainie na największy opór ludności, szczególnie ludności polskiej, której liczne skupiska istniały w obwodach: żytomierskim, winnickim i kamieniecko-podolskim. Tylko w 1930 roku GPU odnotowało na Ukrainie 14 tys. zamieszek i buntów chłopskich. Władze sowieckie za opór  przeciwko kołchozom obciążały duchowieństwo prawosławne i katolickie.
     
         W tajnym dekrecie wydanym 12 lutego 1930 roku Stalin żądał, by kułakom uniemożliwiano opuszczanie wsi i podejmowanie pracy w fabrykach. Z chwilą wprowadzenia paszportyzacji w grudniu 1932 roku kolejny dekret uściślił, że należy „oczyścić miasta z kułaków”. Jedynym „przedsiębiorstwem”, które miało skorzystać na nadwyżce siły roboczej uwolnionej przez kolektywizację, był gułag.
     
         W 1931 roku władze sowieckie skonfiskowano 42 procent ziarna, co zmusiło kołchozy na Ukrainie do znacznego zmniejszenia przyszłych zbiorów. Na wiosnę 1932 roku Moskwa zażądała dostarczenia 7,7 miliona ton zboża, czyli ponad połowy spodziewanych zbiorów. Komuniści ukraińscy, którzy znali sytuację swoich rolników, uznali tak wyznaczony cel za nierealny
     
         Do Kijowa Stalin wysłał  więc Mołotowa i Kaganowicza, którzy mieli wyegzekwować ustalone limity zboża. „W realizacji zadania wyznaczonego przez partię i władzę radziecką nie będzie żadnych ustępstw ani wahań” — uprzedzał Mołotow.
     
         11 sierpnia 1932 roku Stalin w liście do Łazara Kaganowicza, swego przedstawiciela na Ukrainie podkreśla, iż  „najważniejsza jest teraz Ukraina. Sprawy na Ukrainie idą źle. Źle po partyjnej linii. Mówią, że w dwóch obwodach Ukrainy (chyba w Kijowskim i dniepropietrowskim) około pięćdziesiąt komitetów rejonowych sprzeciwiło się planom obowiązkowych dostaw zboża, uznając je za nierealne. W innych komitetach rejonowych sprawy stoją, jak zapewniają, nie lepiej. do czego to jest podobne? To nie partia, a parlament, karykatura parlamentu. […] Źle po linii sowieckiej. […] Źle po linii GPU. […] jeżeli nie weźmiemy się teraz za naprawę sytuacji na Ukrainie, to Ukrainę możemy stracić”.
     
         Na zakończenie listu Stalin nakazał: „Trzeba w jak najkrótszym czasie przekształcić Ukrainę w prawdziwą fortecę ZSRS, w republikę naprawdę wzorcową. Nie szczędzić środków”.
     
         Tandem Mołotow–Kaganowicz sprawował niepodzielną władzę na Ukrainie. To oni podejmowali decyzje, w wyniku których głód szerzył się z prędkością ognia. Najpierw nakazali wstrzymanie zaopatrzenie w wyroby przemysłowe w obwodach, które nie dostarczyły ustalonych ilości zboża w ramach rekwizycji. Jednocześnie siła zmuszali ukraińskich chłopów do wstępowania do kołchozów, opornych aresztowali i zsyłali do łagrów.  Następnie wydali rozkaz zbiorowego wywożenia wszystkich mieszkańców zbuntowanych wiosek.
     
         Dowodem bezwzględności władz bolszewickich w realizowaniu planu kolektywizacji był dekret z 7 sierpnia 1932 roku o karze śmierci i więzienia „za wszelką kradzież lub roztrwonienie socjalistycznej własności”, nazwany przez ludność wiejską „prawem pięciu kłosów”. Z nastaniem lata ludzie nocami usiłowali ścinać kłosy dojrzewającego zboża lub potajemnie je zbierać na polu, już po jego skoszeniu i zebraniu, by zdobyć odrobinę pożywienia. Władze zrobiły jednak wszystko, by to uniemożliwić. Nakazano postawić na polach wieże strażnicze, na których dzień i noc czuwali uzbrojeni ludzie.
     
         Próby zdobycia pożywienia na polu kończyły się schwytaniem i wyrokiem skazującym, często karą śmierci. Dekret dotyczył również dzieci i spełnił ludobójczą rolę, ponieważ uniemożliwiał ludziom ratowanie si ę przed śmiercią głodową. Ustanowiono nagrody w postaci racji żywności za donosy na tych, którzy w jakikolwiek sposób naruszyli zarządzenia władz lub krytycznie się o nich wyrazili. „Bohaterem” walki o kolektywizację wsi został Pawlik Morozow, aktywista Komsomołu, który zadenuncjował ojca jako wroga władzy sowieckiej, ponieważ ukrył on zboże, zamiast oddać je władzom. Pawlika mieli później zamordować z zemsty jego krewni.
     
         Od sierpnia 1932 roku do grudnia następnego roku za naruszenie wspomnianego wyżej dekretu skazano w sumie 125 tys. osób, w tym 5400 na karę śmierci.
     
         Pod koniec lata 1932 roku cel został osiągnięty, żądane ilości zboża zostały dostarczone, ale ukraińskim chłopom w oczy zagląda śmierć. W tym momencie Ukraina jest najbardziej skolektywizowaną republiką w ZSRS: 70 procent tamtejszych chłopów jest już w kołchozach, podczas gdy w pozostałej części kraju jest ich 59,3 procent.
     
        W grudniu 1932 roku Mołotow i Kaganowicz w majestacie prawa rozpoczęli systematyczną konfiskatę ziarna ponad ustalony wcześniej kontyngent. . Pierwszemu sekretarzowi partii komunistycznej w regionie dniepropietrowska, zaniepokojonemu znikaniem ostatnich rezerw zboża z kołchozów, Mołotow odpowiedział: „Wasze stanowisko jest głęboko niesłuszne i niebolszewickie. My, bolszewicy, nie możemy postawić potrzeb państwa — potrzeb ustalonych dokładnie przez uchwały partii — ani na dziesiątym, ani nawet na drugim miejscu, by zaspokoić potrzeby kołchozów. Prawdziwy bolszewik powinien stawiać potrzeby państwa proletariackiego na pierwszym miejsc”.
     
         Jako uzasadnienie konfiskaty resztek żywności bolszewicy wymieniali wrogą działalność „kułaków”, agentów polskich i innych tzw. kontrrewolucyjnych elementów na wsi.
     
         W styczniu 1933 roku głód na ukraińskiej wsi przybiera rozmiary ludobójstwa. Na początku tego roku Stalin mianował Postyszewa odpowiedzialnym za rekwizycje oraz  rusyfikację Ukrainy. Do pomocy przydzielił mu nowego przewodniczącego GPU, Wsiewołoda Bałyckiego. Kilka lat później, gdy  Bałycki trafił do łagru, opowiadał, jak podczas spotkania na Kremlu, Stalin polecił Postyszewowi:  „Ty, Pasza, mówi Stalin, my cię tam mianowaliśmy gławgołem [dosłownie: głównodowodzącym głodu], więc uzbrojony w ten tytuł, zrobisz więcej niż Budionny, mimo że on ma więcej kawalerii. Kosior [sekretarz generalny KC Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy] zaczął trochę brnąć, natomiast ty, ty masz żelazną rękę; nie ma co zwracać uwagi na te fajtłapy”.
     
        Nadając mu tytuł  gławgoła Stalin sparodiowany akronim Pomgoł, który oznaczał komitet wzajemnej pomocy głodującym w Rosji — podczas klęski głodu w latach 1921–1922 . Tym razem nie chodziło o pomoc ofiarom głodu, lecz ich dobicie.
     
     
    CDN.
    5
    5 (3)
  •  |  Written by Godziemba  |  0

    Próba utworzenia po I wojnie światowej państwa ukraińskiego skończyła się porażką.

     

          Upadek państwa hetmana Skoropadskiego i wycofanie się wojsk niemieckich z Ukrainy rozpętało anarchię, której władze Ukraińskiej Republiki Ludowej nie umiały opanować. Krajem nie rządził nikt. Walczyli wszyscy ze wszystkimi. Jednym ze skutków tej anarchii były pogromy i masakry ludności żydowskiej, spośród których najbardziej znana stała się masakra żydowskich mieszkańców Płoskirowa.

     

          Nie ma podstaw, by obciążać kierownictwo URL, w tym Petlurę odpowiedzialnością za poszczególne pogrom. Wbrew insynuacjom bolszewików Petlury nie było w  Płoskirowie podczas pogrom, a lokalne władze Republiki z trudem, ale doprowadziły do przerwania rzezi. Oszczerczym oskarżeniom, że Petlura nakazał ten mord: przeczą temu słowa Semesenki, który twierdził, że mord w  Płoskirowie miał m.in. wymusić na Petlurze porzucenie przychylnego stanowiska wobec Żydów.

     

          Na czele URL stali socjaliści, a w kolejnych rządach  byli ministrowie ds. żydowskich, a tekę tę powierzano reprezentantom lewicowych partii żydowskich (kolejno Mojżesz Zylberfarb, Wulf Łackij i Abraham Rewucki. Antysemityzm obcy był ukraińskim socjalistom, wierzącym w „republikę pracy”, która rozwiąże wszystkie sprzeczności społeczne. Widzieli w Żydach po części sojuszników, po części – ofiary starego reżimu, zasługujące na wyzwolenie

     

          Po ostatecznym wycofaniu się z Ukrainy wojsk niemieckich bolszewicy wysłali jednostki Armii Czerwonej, rozpoczynając interwencję zbrojną zmierzającą do przyłączenia ziem ukraińskich utraconych w wyniku traktatu brzeskiego do państwa bolszewickiego.

     

          W efekcie kolejnych działań zbrojnych Armii Czerwonej, 16 stycznia 1919 roku Dyrektoriat URL oficjalnie wypowiedział wojnę Rosji bolszewickiej. W tym czasie armia ukraińska liczyła najwyżej kilkanaście tysięcy ludzi.

     

          W obliczu sukcesów wojsk bolszewickich, którym udało się w lutym 1919 roku zająć Kijów, oraz w atmosferze oskarżeń o nieudolność, stojący na czele Dyrektoriatu Wołodymyr Wynnyczenko został odsunięty od władzy, a ster rządów przejął Symon Petlura.

     

          Po zajęciu Kijowa, rząd URL ewakuował się na Wołyń, gdzie trwały jednocześnie walki z wojskiem polskim, a następnie do Kamieńca Podolskiego. W maju 1919 roku władze ukraińskie zawarły rozejm z Polską, co pozwoliło na reorganizację armii i przeprowadzenie skutecznego kontrataku. Doprowadził on do wyzwolenia Kamieńca. Jednocześnie jednak ofensywa Armii Ochotniczej pod dowództwem generała Antona Denikina doprowadziła do zajęcia Kijowa przez białych.

     

          Wraz z rozpoczęciem kolejnej ofensywy bolszewickiej, Armia Denikina zmuszona została do wycofania się na południe. W konsekwencji stolica państwa ukraińskiego przeszła ponownie w ręce czerwonoarmistów, a wojska ukraińskie zostały oblężone w rejonie Kamieńca Podolskiego.

     

         Na północy Ukrainy rozlokowane były jednostki bolszewickie, na wschodzie i południu białogwardziści, na zachodzie zaś stacjonowały siły polskie, z którymi kilka miesięcy wcześniej URL zawarła zawieszenie broni. Oblężone wojska ukraińskie dodatkowo  dziesiątkowała szerząca się epidemia tyfusu.

     

         W tej sytuacji część zdolnych do walki oddziałów ukraińskich pod wodzą generała Mychajły Omelianowycza-Pawłenki przeszła do walki półpartyzanckiej na tyłach bolszewików i Armii Ochotniczej, rozpoczynając tzw. I pochód zimowy. Symon Petlura udał się natomiast do Warszawy szukać porozumienia z Polakami.

     

         Sojusz z państwem ukraińskim odpowiadał planom federacyjnym Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, pozwalał bowiem osłabić Rosję przez „rozcięcie” jej po szwach narodowościowych oraz utworzyć pod egidą Polski blok państw sprzymierzonych między Bałtykiem a Morzem Czarnym.

     

          Warunkiem jego zawarcia było zrzeczenie się przez Ukraińców wszelkich praw do Galicji Wschodniej i zachodniego Wołynia. Jednocześnie strona polska deklarowała rezygnację z roszczeń do ziem sięgających wschodniej granicy Rzeczpospolitej Obojga Narodów z 1772 roku.

     

           Nie mając wyjścia  Petlura zaakceptował te warunki  i w nocy z 21 na 22 kwietnia 1920 roku podpisano umowę polsko-ukraińską, do której dołączona została również konwencja wojskowa.

     

           Już na przełomie grudnia 1919 roku i stycznia 1920 roku podjęto pierwsze kroki współpracy wojskowej. W pierwszej kolejności należało uregulować status około 15 tysięcy żołnierzy ukraińskich przebywających w polskich obozach jenieckich. Do tego dochodziło blisko 20 tysięcy żołnierzy wojsk białogwardyjskich. Wśród nich niemało było Ukraińców, których władze URL zamierzały wcielić do Armii Czynnej URL.

     

          W grudniu 1919 roku powołano Sekcję Wojskową przy Ukraińskiej Misji Dyplomatycznej w Polsce. Na początku stycznia 1920 roku polskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych uznało żołnierzy ukraińskich za „personel wojskowy zaprzyjaźnionego państwa” i wkrótce przystąpiono do formowania ukraińskiego wojska. Podstawą do działań w tym kierunku była instrukcja Głównego Atamana Symona Petlury z 25 lutego 1920 roku. Przedstawiony w niej schemat organizacyjny opierał się na zasadzie „trójek” – trzy sotnie stanowiły podstawę kurenia, trzy kurenie brygady, trzy brygady zaś – dywizji strzelców. W jej skład wchodziły poza tym również brygada artylerii, pułk konny oraz oddziały gospodarcze i techniczne.

     

          Na miejsce formowania armii ukraińskiej wyznaczono Łańcut – tam bowiem znajdował się obóz jeniecki skupiający najwięcej jeńców z armii URL. Na polecenie Józefa Piłsudskiego powołano do życia Ekspozyturę Ministerstwa Spraw Wojskowych do Spraw Ukraińskich z kapitanem Juliuszem Ulrychem na czele i powierzono jej zadanie szkolenia i uzbrojenia powstających oddziałów ukraińskich.

     

          Na początku lutego 1920 roku w Łańcucie rozpoczęto tworzenie 1., a później i 6. Siczowej Dywizji Strzelców pod dowództwem pułkownika Bezruczki. Wkrótce, z powodu szerzącej się w obozie łańcuckim epidemii tyfusu i dezenterii, formowanie ukraińskiej dywizji przeniesiono do Brześcia nad Bugiem.

     

          Jednocześnie w Kamieńcu Podolskim rozpoczęto formowanie 4. Brygady Strzelców, a na terenach powiatu mohylowskiego i jampolskiego – Samodzielnej Brygady Strzelców. Ostatecznie 20 marca jednostki te połączono w 2. Dywizję Strzelców pod dowództwem pułkownika Ołeksandra Udowyczenki.

     

          Pod koniec kwietnia obie dywizje osiągnęły stan 556 oficerów, 3348 żołnierzy, 11 armat i 65 karabinów maszynowych.

     

          25 kwietnia 1920 roku połączone siły polsko-ukraińskie przystąpiły do ofensyw. Po wyparciu bolszewików z Żytomierza, Berdyczowa i Winnicy, 6 maja wkroczyły do Kijowa, zaś 9 maja odbyła się para wojsk polskich i ukraińskich z okazji wyzwolenia stolicy Ukrainy.

     

          Rozbudowa armii ukraińskiej napotykała na olbrzymie przeszkody, a ogłoszony pobór zakończył się porażką.

     

          Rozpoczęta na początku czerwca 1920 roku ofensywa 1. Armii Konnej Siemiona Budionnego przełamała linię frontu na południe od Kijowa, a po tygodniu zajęła miasto. W następnej kolejności bolszewicy doszli do linii Zbrucza, zajęli Brody i Tarnopol. W tej sytuacji Ukraińcy wycofali się za Dniestr, a Polacy do Lwowa. Dopiero kontrofensywa znad Wieprza doprowadziła do klęski bolszewików. Amia Konna Budionnego została rozbita w okolicach Zamościa, w czym odznaczyła się szczególnie 6. Siczowa Dywizja Strzelców.

     

          W połowie września ukraińskie jednostki zadały bolszewikom duże straty w walkach pod Dżurynem, Trembowlą i Tarnopolem, a 21 września zajęły Kamieniec Podolski. Dalsze działania zbrojne przerwało podpisane w Rydze zawieszenie broni.

     

          Pomimo tego Petlura postanowił kontynuować walkę. Dowództwo armii URL planowało przejść do natarcia 11 listopada 1920 roku, jednak bolszewikom udało się wyprzedzić działania Ukraińców. Zaatakowali 10 listopada. Oddziały ukraińskie nie były w stanie powstrzymać  natarcia bolszewików. 14 listopada rozpoczęto ewakuację Kamieńca Podolskiego, 18 listopada padł Płoskirów a 21 listopada jednostki ukraińskie wycofały się na terytorium Polski.

     

          Rok później Ukraińcy podjęli próbę wznowienia walk, organizując w listopadzie 1921 roku  tzw. II pochód zimowy pod dowództwem generała Jurija Tiutiunnyka. Rajd ten zakończył się jednak klęską. 359 Ukraińców wziętych do niewoli zostało rozstrzelanych przez bolszewików w pobliżu miejscowości Bazar na Polesiu. Egzekucja ta stanowiła brutalne zakończenie walki Ukraińców o niepodległość.

     

          Ostatnim akcentem ukraińskiego ruchu niepodległościowego było powstanie w kijowskim Więzieniu Łukjanowskim. Zorganizowali go weterani II pochodu zimowego, pojmani podczas zjazdu atamanów we wrześniu 1922 roku, będącego prowokacją bolszewickiej agentury. Skazani na śmierć 2 lutego 1923 roku  nie zechcieli czekać na rozstrzelanie i 9 lutego wzniecili bunt. Rozbroili grupę strażników, zdobyli broń, ale nie zdołali uciec za mury więzienia. Walczyli prawie cztery godziny, a gdy wyczerpała się amunicja popełnili samobójstwo. W sumie w tym buncie zginęło trzydziestu ośmiu Ukraińców.

     

     

    Wybrana literatura:

     

    T. Olszański – Ukraińskie stulecie 1914-2014. Szkice historyczne

    S. Kamiński - Lata walk i zamętu na Ukrainie 1917-1921

    N. Pachroń - Jak Ukraińcy walczyli z Rosjanami sto lat temu

    A. Rukkas - Razem z Wojskiem Polskim. Armia Ukraińskiej Republiki Ludowej w 1920 roku

    S. Szajdak - Polsko-ukraiński sojusz polityczno-wojskowy w 1920 roku

    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0

    Ogłoszenie w końcu listopada 1917 roku niepodległości przez Ukrainę skłoniło bolszewików do agresji na nowo powstałe państwo.

     

          17 marca 1917 roku, kilkanaście dni po abdykacji cara Mikołaja II,  Ukraińcy powołali organ autonomicznej władzy – Ukraińską Centralną Radę, zdominowaną przez przedstawicieli lewicowych ugrupowań, która wydała szereg uniwersałów, dotyczących organizacji autonomicznego rządu.

     

           Ukraińska Centralna Rada z Wołodymyrem Wynnyczenką i Symonem Petlurą na czele stała na pozycjach autonomistycznych. Gdy więc  latem   1917 roku gen. Skoropadski zukrainizował podległy mu 34 Korpus Armijny oraz rozpoczął budowę tzw. Wolnego Kozactwa, pospolitego ruszenia, które mogło stać się podstawą nowej armii, został przez Centralną Radę  zdymisjonowany, a jego korpus zdemobilizowany (w przededniu najazdu bolszewickiej Rosji!).

     

          Dopiero po zamachu bolszewickim w Rosji, 29 listopada 1917 roku Ukraińska Centralna Rada ogłosiła powstanie niepodległej Ukraińskiej Republiki Ludowej.

     

          Akt ten spotkał się  natychmiast z reakcją bolszewików, którzy rozpoczęli przygotowania do wojny.  Planowali oni zająć Ukrainę przy pomocy zrusyfikowanej ludności miejscowej oraz zrewoltowanych rosyjskich garnizonów. 11 grudnia 1917 roku wybuchło, inspirowane z Moskwy powstanie w Kijowie. Zostało one  jednak szybko stłumione. Kilka dni później, 17 grudnia, Rada Komisarzy Ludowych w Piotrogrodzie wystosowała do Ukraińców ultimatum żądające podporządkowania się Rosji bolszewickiej i nie czekając na odpowiedź – zaatakowała.

     

          Bolszewicy posiadali na Ukrainie wojska byłego Frontu Zachodniego, oddziały Czerwonej Gwardii stworzone z miejscowych ukraińskich bolszewików oraz rosyjskie, nacierające z północy. Z kolei Ukraińska Rada Centralna mogła wystawić jedynie nieliczne oddziały złożone z ochotników oraz kilka kureni Wolnego Kozactwa.

     

          W Boże Narodzenie, 25 grudnia 1917 roku armia bolszewicka pod dowództwem Władimira Antonowa-Owsiejenki zaatakowała największe miasta ukraińskie. Miesiąc później, 29 stycznia 1918 roku wybuchło w Kijowie probolszewickie powstanie. W tej sytuacji władze ukraińskie opuściły miasto.

     

         Walki trwały do momentu podpisania 9 lutego 1918 roku traktatu brzeskiego, między Cesarstwem Niemieckim, Austro-Węgrami a Ukraińską Republiką Ludową. Na mocy tego porozumienia oddziały ukraińskie, pod dowództwem m.in. atamana Symona Petlury, wraz z wojskami niemieckimi i austro-węgierskimi uderzyły na bolszewików i po kilku dniach walk zmusiły ich do wycofania się z Kijowa, a potem całej lewobrzeżnej Ukrainy.

     

         Dzięki pomocy państw centralnych władze URL odzyskały terytorium swojego państwa, jednak nie były w stanie zapanować nad chaosem w kraju. Zaniepokojeni Niemcy wsparli gen. Pawło Skoropadskiego, który 28 kwietnia 1918 roku dokonał przewrotu politycznego – w jego wyniku zlikwidowano republikę i utworzono Państwo Ukraińskie, zwane potocznie Hetmanatem. Skoropadski przyjął tytuł hetmana, uzurpując sobie władzę niemal  monarszą.

     

          Chociaż udało mu się względnie ustabilizować sytuację w kraju, nie cieszył się większym poparciem społecznym, tym bardziej, że jego władza opierała się na wsparciu  Niemców i Austriaków, uznawanych przez ludność ukraińską za okupantów.

     

           Podjęta przez niego próba rozbudowy armii ukraińskiej została storpedowana przez Berlin, który nie chciał dopuścić do wzmocnienia państwa ukraińskiego.

     

           Nie można jednak zapominać, iż tworzył on ukraińskie uniwersytety w  Kijowie (na bazie starego, rosyjskiego) i Kamieńcu Podolskim, Ukraińską Akademię Nauk oraz kilka jeszcze innych instytucji kulturalno-naukowych, które przetrwały jego upadek.

     

           Paweł (Pawło) Skoropadski był potomkiem kozackiej arystokracji, potomkiem (w bocznej linii) Iwana Skoropadskiego, ostatniego w niezależnego hetmana Ukrainy Lewobrzeżnej z początku XVIII w. Arystokrata, wielki właściciel ziemski, zawodowy wojskowy, który odznaczył w I wojnie światowej.

     

          Wbrew lewicowej propagandzie Skoropadski nie dążył do władzy monarszej. Postrzegał raczej swoją rolę – jak później Piłsudski - jako o „naczelnika państwa”, który ma je ustabilizować, zapewnić bezpieczeństwo, a potem przekazać elitom cywilnym.

     

          Jednocześnie widział przyszłość swego kraju w  takim czy innym związku z „białą” Rosją. Możliwe więc, że chciał nawiązać do w roli, jaką odgrywał w  XVIII w. jego przodek – udzielnego władcy, podporządkowanego Imperatorowi Wszechrosyjskiemu.

     

          W Imperium Rosyjskim cała prawica skupiała się wokół idei jednej i niepodzielnej Rosji. Nawet liberałowie, których demokratyzm, zgodnie ze znanym, choć późniejszym powiedzeniem „kończył się tam, gdzie zaczynały się granice Ukrainy”. W związku z tym ruchy emancypacyjne, niepodległościowe zwracały się ku ideom socjalistycznym.

     

          Skoropadski był przeciwnikiem radykalnej reformy rolnej, kwestia rolna była kluczowa dla przyszłości Ukrainy. Głoszone przez bolszewików hasła wywłaszczenia wielkiej i średniej własności rolnej oraz obdzielenia ziemią małorolnych i parobków zyskiwały znaczne poparcie na Ukrainie. Niezdecydowane stanowisko hetmana, a wcześniej Centralnej Rady w tej sprawie działało na korzyść bolszewików.

     

          Po klęsce Niemiec w wojnie światowej, 14 listopada 1918 roku , wydał proklamację o udziale Ukrainy we „Wszechrosyjskiej Federacji”. Ten akt przypieczętował kres jego władzy: następnego dnia przedstawiciele ukraińskiech partii politycznych, tworzących  Ukraińską Centralną Radę ogłosili powołanie Dyrektoriatu Ukraińskiej Republiki Ludowej i rozpoczęli powstanie skierowane przeciwko Skoropadskiemu. Stosunkowo szybko, siłami Strzelców Siczowych, udało im się obalić rządy Hetmanatu  i 26 grudnia 1918 roku przywrócono Ukraińską Republikę Ludową. Skoropadski wyjechał do Berlina, korzystając ze wsparcia wciąż obecnej na Ukrainie armii niemieckie.j

     

         Pokonanie Skoropadskiego nie oznaczało jednak końca walk – wkrótce przyszło im znowu zmierzyć się z bolszewikami.

     

    CDN.

    5
    5 (3)
  •  |  Written by Danz  |  0
    5
    5 (1)