blogi

  •  |  Written by Marcin Brixen  |  0
    Tata Łukaszka wyniósł po południu śmieci do śmietnika koło bloku, w którym mieszkali Hiobowscy, gdy zauważył niecodzienną scenę. Na parkingu, koło nowego samochodu stoi rodzina sąsiada z parteru: ojciec, matka oraz rosły syn.
    - Nowy nabytek? - zapytał zaciekawiony. 
    - Ano tak, teraz młody będzie jeździć - westchnęła matka. - Aut przybywa, a parking nie jest z gumy.
    - Nie wiedziałem, że syn zrobił prawo jazdy.
    - Nie zrobił.
    - No to... Jak...
    - Zaprosiliśmy dziś na egzamin szefa ośrodka szkoleniowego. Żeby młody zdał egzamin na kierowcę wobec niego.
    - Obawiam się, że szef ośrodka nie przyjdzie - wyraził swoje zdanie tata Łukaszka, na co bardzo żywiołowo zareagował ojciec kierowcy:
    - Jeśli się nie zjawi, to znaczy, że traktuje poważnie swoich obowiązków i tak naprawdę abdykował. Podał się do dymisji! Ale to oczywiście niczego nie zmienia. Spiszemy to ślubowanie na papierze i wyślemy od ośrodka pocztą. 
    - Humory jednego starego dziada nie będą blokować kariery naszego syna! - wtórowała matka. - Zwłaszcza teraz, kiedy wziął rozwód i rozpoczyna nowe życie! Kariera czeka! Nauka! Stanowiska!
    - Rozwód? - tata Łukaszka nie nadążał.
    - Dziś rano wypowiedziałem nasze małżeństwo wobec żony - oznajmił dumnie syn.
    - I co ona na to?
    - Ano nic, nie wróciła jeszcze z pracy. Jak wróci to się dowie.
    - To jej przy tym nie było?
    - Oczywiście, że nie. Rozwód brałem nie przy niej, tylko wobec niej. Jej obecność nie jest do tego potrzebna. Wiem o tym, bo jestem prawnikiem...
    - Prawnikiem? Nie pamiętam żebyś studiował...
    - Bo nie studiował - wtrąciła matka. - Zaprosiliśmy tylko rektora, żeby przyszedł by młody zdał egzamin na magistra wobec niego. I nie zgadnie pan co się stało!
    - Nie przyszedł?
    - Skąd pan wie?
    - Zgadłem.
    - To oczywiście nie zmienia tego, że młody jest prawnikiem. Został legalnie przyjęty na studia, temu nikt nie zaprzeczy. Dyplom to czysta formalność. Papierek. No nic, synu - ojciec zerknął na zegarek. - Idziemy do domu. Lepiej żebyś wyspał się przed drogą.
    - A dokąd to?
    - Do Płocka. Zaprosiliśmy premiera na dziewiątą, żeby odebrał od młodego ślubowanie na prezesa Orlenu wobec niego.
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Marcin Brixen  |  0
    Hiobowscy w napięciu wpatrywali się w ekran telewizora. Polska flota, z lotniskowcem ORP Dżdżownica w składzie, wpływała do cieśniny Ormuz.
    - To się chyba nie wydarzyło od nigdy – wymamrotał mało składnie tata Łukaszka.
    - Sprawczość premiera Tunalda-Doska – oznajmiła z dumą mama Łukaszka.
    - Sprawczość – prychnęła babcia Łukaszka – Niemcy mu kazali i tyle. Sami mieli wysłać też flotę i co?
    - Przedwczoraj przypłynął przecież niemiecki okręt – Łukaszek zajrzał do gazety. – Nawodny okręt podwodny Eisenhuttenstadt.
    Tata Łukaszka zakrztusił się herbatą.
    - Jak to: nawodny okręt podwodny?
    - Formalnie jest to okręt podwodny, ale Bundesmarine boryka się z taką ilością usterek, że nic by w zasadzie nie mogło pływać. A on pływa, tylko się nie zanurza. To znaczy mógłby się zanurzyć, ale tylko raz.
    - No i widzicie – triumfowała mama Łukaszka. – Polska flota lepsza.
    - Aż dziwne, że Niemcy jej jeszcze nie zabrali i nie wcielili do jakiejś Euroflotylli – zauważył sarkastycznie dziadek Łukaszka.
    - W każdym razie, dzięki akcji polskiej floty, paliwo wreszcie powinno być tańsze – zacierała ręce mama Łukaszka. – Dzięki panu premierowi.
    - Czego ten człowiek nie zrobi, żeby nic nie robić – pokręciła głową babcia Łukaszka. – Wystarczyłaby jedna prosta decyzja, żeby obniżył cenę. To nie, woli posłać całą flotę, gdzieś daleko. Ile to kosztuje? Stać nas na to? Służba zdrowia ledwo zipie. Kobiety z Bieszczad, żeby rodzić, muszą jeździć do Głębokiego.
    - To niedaleko, wioska pod Krosnem – rzuciła mama Łukaszka.
    - Chodzi mi o dzielnicę Szczecina.
    - Jest wojna, a dlaczego paliwa drożeją w czasie wojny? – zapytała mama Łukaszka.
    - Ja wiem! – zawołała uradowana siostra Łukaszka. – Bo Orlen w nieuzasadniony sposób zawyża marżę!
    Mama spojrzała na nią złym spojrzeniem i spróbowała ją wyrzucić za drzwi.
    - Co ja powiedziałam nie tak?! – darła się siostra trzymając się oburącz i obunóż fotela. – Za poprzedniej wojny tak było!
    - Ćśś! – syknął Łukaszek. – Już płyną!
    Na ekranie pojawiła się woda i rozległ się głos znanego komentatora sportowego:
    Witam państwa serdecznie na relacji z udziału Polskie Marynarki Wojennej z odblokowania cieśniny Ormuz. Już mogę państwu na wstępnie powiedzieć, że polska flota jest najliczniej tu reprezentowana w regionie. Wielka Brytania, na którą tak liczono, przysłała wczoraj zaledwie trzy okręty. Okręt do ewakuacji dzieci „Prince Andrew”, okręt zapasowy „Prince Harry” i krążownik walki elektronicznej „Meghan Markle”.
    A tymczasem płynie polska flota, na samym przedzie nasza najnowsza duma, lotniskowiec ORP Dżdżownica. Za nim płyną krążowniki lotniskowe Chrabąszcz, Chrząszcz i Świerszcz. Pokłady mają zastawione najlepszym sprzętem latającym najnowszych generacji i wszystko to krajowej produkcji. Mamy więc i bombowce Żuraw, myśliwce Jastrząb, szturmowce Gżegżółka, samoloty szkolno-bojowe Droździk, zwiadowcze Piegża i helikoptery Krzyżodziób.
    Dalej mamy całą flotyllę okrętów wsparcia logistycznego: Grzegorz Brzęczyszczykiewicz, Stanisław Żółkiewski, Jan Czochralski i Barbara Trzetrzelewska.
    W szyku torowym płyną nasze cztery najnowsze pancerniki: Brzoza, Jarzębina, Miłorząb i Wierzba. Za nimi suną lekko trzy okręty przeciwlotnicze: ORP Jeżyna, Porzeczka i Żurawina.
    Następnie mamy zespół krążowników: Żmigród, Szczebrzeszyn, Pieniężno, Brzyskorzystewko, Szymankowszczyzna, Jazgarzewszczyzna, Murzasichle, Trzcianka, Ejszeryszki, Żdżanne, Dzierżążno Wielkie, Małe Swornegacie i Pcim 
    Dalej płyną kutry rakietowe Kostrzewa, Trzęślica, Turzyca, Przęśl, Rdest, Kiścień, Ostrężyna, Nibyparrocja,  Świdośliwa, Wawrzynek, Bukszpan, Grochodrzew, Piżmian i Róża,
    Tak, taka flotylla wymaga olbrzymich ilości paliwa, płyną też więc i tankowce: Żużel, Żwir i Szuter.
    Najważniejszymi okrętami tutaj będą jednak te, co zbierają miny, czyli trałowce. Oto i są: Bakłażan, Rzeżucha, Anyż, Cząber, Szałwia, Ciecierzyca, Rzodkiew, Szczypior, Wężymord i zamykający szyk Żółtodrzew Pieprzowy.
    Ich ochroną zajmą się niszczyciele: Żyzny, Żwawy, Przeszedłszy, Bywałszy, Chętniejszy, Obszedłszy, Bezwzględny, Szczęsny, Ćmiący,  Szczęśliwy, Rzężący, Rżący, Rozżalony, Rozszczelniony, Naczczy i Szczwany.
    Na wypadek akcji na lądzie płyną okręty desantowe: ORP Deszcz, Burza, Szadź, Lodoszreń i Zmarzlina. Na nich są nasi chłopcy, nasza duma. USA ma Foki, Wielka Brytania SAS, Rosja Specnaz, a my mamy formację, która nie boi się niczego, a inni boją się nawet ich nazwy. To Żółtobrzeżki. Nazwa to część sukcesu, a druga część to sprzęt. Nasi korzystają z najlepszego. Noktowizor Patrzałki, karabin Drzazga, wóz opancerzony Paździerz, granat Trzonek, drony Źdźbło.
    W ogóle nasze wyposażenie bojowe stoi na światowym poziomie. Warto wspomnieć torpedy Przewiert, rakiety Strzała, armaty Potrzask, systemy łączności radiowej Małżowina, bomby głębinowe Szczeżuja, radar Nietoperz, miny morskie Jeżozwierz, czy pociski powietrze powietrze Pszczoła.
    Następnie płyną okręty podwodne oceaniczne: Trzcina, Trzmielina, Żarnowiec, Szczodrzeniec, a za nimi płyną cztery okręty szpitalne: ORP Bandaż, Szczepionka, Strzykawka i Zastrzyk.
    Państwo pytają, gdzie te wszystkie okręty stacjonują w kraju, w Gdyni czy w Szczecinie. Proszę państwa! Polska dysponuje wielką siecią portów, Mrzeżyno, Świnoujście, Trzebież, Chrząszczewo, Kołobrzeg, Dziwnów, Unieście, Jastrzębia Góra, Elbląg i Hel - jedno l ! Bo Iran w kółko pisze dwa! 
    Skoro już o Iranie mowa, to na wieść o przypłynięciu naszej floty władze irańskie w kółko przysyłały noty protestacyjne do polskiego ambasadora w Teheranie. Ale nasz ambasador w kółko odrzuca noty protestacyjne Iranu twierdząc, że okręty wymienione w nocie nie są polskimi, nie istnieją lub są źle zapisane. Irańczycy mają szalone problemy z zapisaniem nazw naszych jednostek. I nie tylko z zapisaniem. Nie potrafią ich wykrzyczeć przez megafony na swoich okrętach, kiedy próbowali dziś rano zabronić nam wpłynięcia do cieśniny. Nadawanie morsem kończą najdalej po pięciu wyrazach. Nie potrafią zidentyfikować naszych jednostek. Ponoć ich systemy lokacyjne wyświetlają błędy i krzaki w miejsce polskich nazw. Rakiety z samolotów błądzą smutno po niebie zastanawiając się czy „h” czy „ch” zamiast szukając celu..
    Pytają państwo o kolejną grupę okrętów płynącą na samym końcu. Nie, to nie są polskie okręty. To okręty Watykańskiej Papamarine. W ramach konkordatu stacjonują w Polsce, w Chrząszczewie, koło Kamienia Pomorskiego i teraz płyną razem z nami. Płyną kolejno: Głębia Wszechrzeczy, Murzynowo Kościelne, Wieczfnia Kościelna, Drzewo Życia, Różdżka Jessego i Feretron. Akurat Feretron również jest trałowcem, a poza tym wszystkie jednostki są wyposażone w pociski zasłony dymnej Trybularz.
    - Znowu ten Watykan – oświadczyła kwaśno babcia Łukaszka. – To już chyba przesada.
    - Miał płynąć z nami okręt ukraiński – przypomniała sobie mama Łukaszka.
    - Owszem, miał, niszczyciel dronów Sotnia – poinformował tata Łukaszka. Ale kiedy wyszedł z portu w Odessie nagle skończyło mu się paliwo, chociaż miał mieć pełne zbiorniki. I okazało się też, że nie ma ani jednej sztuki świeżo podarowanej z Polski amunicji. Więc nie popłynął.

     
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by sprzeciw21  |  0

     Światowy Dzień Zdrowia - 9 kwietnia 2026

    Redakcja portalu www.zyciestolicy.com.pl z wielką przyjemnością informuje, że mamy zaszczyt objąć patronatem medialnym wyjątkowe i niezwykle ważne wydarzenie organizowane przez Wyższą Szkołę Inżynierii i Zdrowia w Warszawie al. Jerozolimskie 195a, Kampus 2 https://wsiiz.pl/events/swiatowy-dzien-zdrowia-iii-edycja/.

    "ŚWIATOWY DZIEŃ ZDROWIA", którego 3 edycja odbędzie się już 9 kwietnia 2026

     

    Głównym partnerem wydarzenia jest 6. Mazowiecka Brygada Obrony Terytorialnej

    Poniżej zamieszczamy Program "Światowego Dnia Zdrowia" i zachęcamy do wzięcia aktywnego udziału:

    Program

    „Światowy Dzień Zdrowia”

    9 kwietnia 2026 r. godzina 10:00 otwarcie „Światowego Dnia Zdrowia”

    Wyższa Szkoła Inżynierii i Zdrowia zaprasza na „Światowy Dzień Zdrowia

    Zdrowie to najcenniejszy skarb, dlatego warto o nie dbać każdego dnia. Świadome podejście do profilaktyki, zdrowego stylu życia i odpowiedniej opieki medycznej może znaczenie poprawić jakość naszego życia oraz zmniejszyć ryzyko wielu schorzeń. Z myślą o lokalnej społeczności oraz wszystkich osobach zainteresowanych szeroko pojętym zdrowiem, Wyższa Szkoła Inżynierii i Zdrowia w Warszawie organizuje „Światowy Dzień Zdrowia”.

    Wydarzenie to będzie okazją do skorzystania z bezpłatnych badań profilaktycznych, wysłuchania inspirujących wykładów oraz uczestnictwa w praktycznych warsztatach poświęconych zdrowemu trybowi życia.

    Inicjatywa ta skierowana jest do wszystkich, którzy chcą zadbać o swoje zdrowie, zdobyć nową wiedzę oraz skorzystać z profesjonalnych konsultacji. W programie wydarzenia znajdzie się szereg atrakcji, począwszy od badań diagnostycznych, przez warsztaty z pierwszej pomocy, po symulacje medyczne. Zapraszamy do udziału wszystkich, którym zależy na zdrowym i świadomym stylu życia.

    Program „Światowego Dnia Zdrowia”

    10:00 – 14:00

    W programie zaplanowano:

    Badania podstawowe

    Konsultacje trychologiczne

    Badania przesiewowe słuchu

    Konsultacje psychologiczne

    Aparaturowa diagnostyka skóry

    Pierwsza pomoc przedmedyczna

    Diagnostyka otyłości, pomiar masy ciała

    Nauka samobadania piersi na fantomach

    Analiza żywności, ocena azotynów, prezentacja preparatów biologicznych

    Warsztaty z chemii kosmetycznej przygotowanie własnego kosmetyku

    Dodatkowo w programie:

    Warsztaty z medycyny taktycznej tamowanie masywnych krwotoków

    Pokaz symulacji medycznej – opieka nad pacjentem po spożyciu narkotyków i dopalaczy

    14:00 Zakończenie „Światowego Dnia Zdrowia”

    To doskonała okazja, aby zadbać o swoje zdrowie, skorzystać z bezpłatnych badań i poszerzyć wiedzę na temat profilaktyki oraz leczenia różnych schorzeń

    9 kwietnia bądźcie z nami w Wyższej Szkole Inżynierii i Zdrowia w Warszawie!

    Galeria zdjęć z poprzednich edycji:

           

    Patronat:

     

     

     

     

     

    Partnerzy:

    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Marcin Brixen  |  0
    Mama Łukaszka bardzo często odwiedzała swoją znajomą, mamę Wiktymiusza, która mieszkała w tym samym bloku co Hiobowscy. Próbowała zabierać ze sobą poszczególnych członków jej rodziny ale prędzej czy później wszyscy rezygnowali.
    - Oni nie są na bieżąco - tłumaczył Łukaszek. - Nadal myślą, że rządzi Karosław Jaczyński.
    - I w kółko śpiewają tę piosenkę - dodała siostra Łukaszka. - No ten hymn ośmiu gwiazdek.
    Mama Łukaszka chciała coś odpowiedzieć, ale do drzwi ktoś zastukał. 
    - Łukasz, idź otwórz.
    Łukaszek po chwili wrócił do kuchni idąc tyłem. Na twarzy miał wyraz szoku. Za nim weszli mama Wiktymiusza i tata Wiktymiusza. Na ich twarach z kolei mieszkał ię wyraz przerażenia i zdegustowania. mieli na sobie t-shirty z gwiazdkami, ale czy mamę Łukaszka nie myliły oczy? Przeliczyłą jeszcze raz. W gornym wyrazie było ich pięć, ale w dolnym...
    Cztery...
    - Dziewięć gwiazdek?
    - Właśnie - szepnęła mama Wiktymiusza. - Czy... Czy mają państwo pożyczyć psa?
    - Daj spokój! - szarpnął się tata Wiktymiusza. - Nie! Ja nie dam rady!
    - Chcesz, żeby do władzy wrócił Karosław Jaczyński? - oczy mamy Wiktymiusza miotały gromy. - Musimy to zrobić!
    - Zrobić co? - spytała słabo mama Łukaszka.
    - To przekaz dnia - szepnęła mama Wiktymiusza i pokazała mamie swój telefon. Na ekranie widniał pies. Do góry było znajome pięć gwiazdek.
    - O Boże - wyjąkała mama Łukaszka. - Chyba nie zamierzacie...
    - Trzeba ufać premierowi Tunaldowi Doskowi...
    Łukaszek puknął na telefon palcem, podgląd obrazka w komunikatorze powiększył się na cały ekran. Okazało się, że podgląd obciął obrazek i nie pokazał wszystkiego. Do góy był jeszcze napis "odgadnij rebus", a na dole skreślone "E".
    - Rebus? To tylko rebus? - ożywił się tata Wiktymiusza. - To już nie muszę...
    - Bez e? Czyli jednak nie pies, a... - przerwała mu z ulgą mama Wiktymiusza.
    - Skąd państwo dostaliście ten rebus? - zapytał Łukaszek.
    - Z Kłodzka, a bo co?
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by sprzeciw21  |  0

    W dniach 21–22 marca w EXPO XXI przy ul. Prądzyńskiego w Warszawie odbędzie się wyjątkowe wydarzenie dla miłośników kultury Azji – Tokyo x Seoul – Targi Azjatyckie. Festiwal połączy inspiracje z Japonii i Korei Południowej, prezentując bogactwo azjatyckiej kuchni, popkultury, sztuki oraz tradycji.

     

    Strefa zakupów i smaków

    Na odwiedzających czekać będą liczni wystawcy z azjatyckim street foodem, strefa zakupów z produktami inspirowanymi kulturą Japonii i Korei, a także program sceniczny z pokazami, warsztatami i występami tanecznymi. Wydarzenie stworzy przestrzeń do odkrywania smaków, trendów i pasji związanych z Azją.

     

    Na wydarzeniu pojawi się też specjalna strefa z machą i bubble tea.

     

    Tokyo x Seoul – Targi Azjatyckie to okazja do spotkania społeczności fanów azjatyckiej kultury oraz spędzenia weekendu pełnego atrakcji, smaków i inspiracji w samym sercu Warszawy.

     

    TOKIO X SEUL Targi Azjatyckie

     

    Warszawa - EXPO XXI 21–22 marca 2026

     

    Bilety: https://tobilet.pl/tokio-x-seul-targi-azjatyckie.html

     

    Dwie metropolie. Dwie kultury. Jedno wydarzenie.

     

    Poczujecie energię Tokio i Seul w samym sercu Warszawy!

     

    https://www.facebook.com/events/1414709496804716?active_tab=about

     

     

     

     

    Portal https://zyciestolicy.com.pl objął patronatem powyższe wydarzenie.

    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Marcin Brixen  |  0
    Mama Łukaszka wpadła do kuchni, kiedy cała rodzina Hiobowskich jadła właśnie kolację. Mama cieszyła się, skakała i klaskała w dłonie.
    - Coś się stało? - zapytała w końcu babcia Łukaszka.
    - A stało, stało! - zaśpiewała radośnie mama Łukaszka. - Dwóch gejów wzięło w Polsce ślub kościelny!
    Zapadła niezręczna cisza.
    - W kościele katolickim? - upewniał się tata Łukaszka.
    - A jakże, nawet to było w naszej parafii! Wobec proboszcza!
    Rodzina była skonfundowana, mama triumfowała do momentu kiedy odezwał się Łukaszek.
    - Chodźmy do kościoła i zapytajmy proboszcza. 
    Pewność siebie mamy Łukaszka runął jak budżet rządu Tunalda-Doska.
    - On może o tym nie wiedzieć - wybąkała. 
    - To w jaki sposób złożyli przed nim ślub? - chciała wiedzieć siostra Łukaszka.
    - Nie ślubowanie, a ślub, i nie przed nim a wobec niego - sprostowała mama.
    - Jak to "wobec" wyglądało? - odezwał się dziadek.
    - No, on był na plebanii, a oni stali na podwórku pod oknem i zawarli ślub ze sobą wobec niego...
    Hiobowscy zaczęli krzyczeć jedne przez drugiego, że tak się nie liczy, bo ksiądz musi jednak być przy, przed, przytomny i świadomy.
    - Ale tak to on by się nie zgodził! - krzyknęła mama Łukaszka i załamała ręce. - Chociaż właściwie po co ksiądz? Przecież to ludzie zawierają ślub między sobą a on jest tam tylko i wyłącznie ceremonialnie. On musi przyjąć ten ślub.
    - Nie musi - odparli Hiobowscy.
    - Musi, musi, bo inaczej... - mamie Łukaszka nagle zaokrągliły się oczy i runęła do pokoju po swój telefon.
    - Halo, kuria? Hiobowska mówi. Chciałabym zgłosić, że nasz proboszcz automatycznie przestał być proboszczem, ponieważ odmówił wykonywania obowiązków. Ale spokojnie, moja znajoma przejmie jego obowiązki. Halo? Halo!
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0
    Kompradorscy niby nie są interesującym obiektem zainteresowania ale jednak muszą sfiksować do reszty od udawania antyrosyjskości. Podczas gdy towarzysze moskiewscy to ich druzja i towarzysze. I taki jest naturalny ich odruch pochwalny. A to Czarzasty opiewający Armię Czerwoną, a to Pawlak sprzedający infrastrukturę rurową, a to Trzaskowski wywodzący, że Nord Strim to biznesowy projekt. A to nawet oddanie sprzedaży paliwa do warszawskich autobusów. Ale pod naciskiem faktów dokonanych muszą opowiadać te różne śmieszne opowieści, które opowiadają. Robią jednak swoje. To dwójmyślenie jest charakterystyczne dla obozu totalnych, który wywodzić się chce od różnych staliniąt. Musi się to rozdwojenie jaźni skończyć ciężką schizą i zaburzeniami. Przy okazji tzw SAFE jest to szczególnie widoczne, bo oni przez dekady blokowali naszą obronność, o czym pisałem niejednokrotnie. Nagle jak Niemiec zapragnął kasiorki to się na odwyrtkę odwróciło i przenicowało. 

    Prezydent Karol Nawrocki fortunnie zawetował ten twór, będzie zatem gorąco bo ci żądają a pan każe, sługa musi. Redaktor Ziemkiewicz wysnuwa tu insynuację, że kasa na spłatę czołgów i artylerii z Korei Płd. się rozeszła i muszą szukać jakiegoś finansowania. 

    Przejdźmy jednak do kosztów, które totalni pomijają jakoś. Widziałem na Kanale Zero audycję, w której funkcjonariuszka reżimu od SEFE nie wie ile będziemy musieli oddać. Aż poszukałem tej audycji, o proszę:

    https://youtu.be/YJf-1AgAg5g?si=aXRVibsFDB331hx2&t=647

    Powiedzcie mi czy kredytodawca musi podać pełne koszty kredytu, czyli kwotę, którę kredytobiorca mu spłaci? Są jakieś uregulowanie prawne tutaj? Grok mówi, że są. Jak wyszła sprawa SAFE to ludzie zaczęli robić szacunki różne i ja też zrobiłem wykorzystując wspomnianego Groka:

    https://grok.com/share/c2hhcmQtMw_b9e70270-848e-4b23-b550-31827dc828b8

    Grok nadaje się do takich rzeczy, trzeba jednak sprawdzać na wszelki wypadek. Jak ma dane i wzory to policzy. Nowoczesna technologia kurna. Wywołał on furię u totalnych, w sensie nie u wszystkich, tylko u niektórych. Oporni na nowoczesne technologie są. Dodatkowo Grok to bat na psychofanów. Psychofany psioczyli tu, albo i na Bastionie Star Wars, że niejasno wywodzę, że mętnie, że niezrozumiale. No to sprawdzam i wrzucam dany text do Groka i on wszystko rozumie. Jak rozumie to kto jest tępy? No chyba jednak wy. Analfabetyzm funkcjonalny prezentujecie. Wstyd. Ale kończę tą dygresję i przechodzę do ryzyka kursowego:

    SAFE jest w Euro co może mieć skutki opłakane: o problemech z kredytem w obcej walucie przekonali się frankowicze. Jak widzę obecnie wiadomo, że banki wiedziały że kurs franka szwajcarskiego jest utrzymywany przez reżim szwajcarski na niskim poziomie. I jak im się odwidzi to waluta ta poszybuje w górę i ludziom rata wzrosną, ale i kompletna kwota zadłużenia. No i się zaczęło. Wbrew wynurzeniom Radzia w Sejmie sytuacja jest groźna gdyż:

    1. Jeśli Złoty się umocni względem Ojro to będzie to miłe, bo raty spadną. Ale:

    2. Jeśli Złoty się osłabi względem Ojro to możemy spłaty nie dźwignąć. Podobnie jak frankowicze, wkręceni przez banki, które ich nie informowały.

    Zastanówmy się teraz nad przyczynami wprowadzania przepisu, że trzeba podać pełną kwote spłaty. Zrozumiemy wtedy, dlaczego Tusk tego nie zrobił. Otóż wcześniej konsumenci byli masowo oszukiwani / niedoinformowani, a rynek kredytowy działał na zasadzie „kto ma lepszego copywritera w reklamie, ten wygrywa” (tak prawi Grok). Tusk i jego pańcia-expertańcia nie mówią tego bo robią wałek. Zatajają pełną kwotę spłaty, bo jest to potworny koszt drugie tyle. Temat do rozwinięcia. Jeśli dostaniemy 43 miliardy ojro to oddamy 86, albo i 90 miliardów. A pańcia-expertańcia rżnie głupa zamiast podać konkretną liczbę. Tu mamy kolejny przyczynek do obsadzania przez Tuska stanowisk niekompetentnymi osoboosobami z podstawowymi niedoborami intelektualnymi. Tylko takie są w stanie przepychać interes niemiecki.

    Mamy też argument, że jest inflacja i się opłaci długi okres spłaty. Najlepiej jakby była hiperinflacji jak w latach dwudziestych ubiegłego stulecia. To cały kredyt bym spłacił sam za 2 pensje. Nie jest on na pewno jakoś denominowany o kwotę inflacji? Na pewno? Tusk nie powiedział. Dalej mamy opowieści o wzroście PKB i rozwoju. Że PKB będzie rósł i w stosunku do niego raty będą mniej warte i łatwiejsze do spłaty. A jak będzie kryzys? PKB Unii spadło względem PKB USA o ile? Mamy Zielony Ład więc czeka nas dramatyczne zubożenie raczej. To jest temat na inny wpis zresztą. Widzieliście kanclerza RFN Merza oglądającego w Chinach pląsające roboty? (I hejlujące?). No właśnie. Jest ta technologia poza zasięgiem Niemiec, AI też nie może być konkurencyjne bo żre prąd jak smok, a w UE prąd jest drogi. Od dekad ograniczają paliwa kopalne żeby wiatraczki pracowały bo wzrośnie konkurencyjność. No nie wzrasta, tylko spada.

    Mamy też ryzyko polityczne: nie ukrywają, że SAFE jest kaczofobiczne i jak Kaczor wróci do władzy (co jest nieuchronne) to SAFE obetną. Tusk nie powiedział, czy będziemy musieli oddawać kaskę, którą nam wstrzymają? Albo nie wykorzystaną? Może być tak, że dostaniemy 20 miliardów a oddamy 90? Chyba może. Nie wiemy. Niewiele wiemy. A że stosowne wypowiedzi towarzyszy unijnych nie są podnoszone to nie moja wina. Też nie podnoszę. I mamy wreszcie rojenia o momencie hamiltonowskim: Hamilton wziął wspólny kredyt dla 13 czy 14 stanów USA i to je scaliło i powstało USA. Na tej zasadzie ma powstać IV Rzesza. I tu jest konflikt międzykontynentalny bo w XX wieku Niemcy dwukrotnie chciały opanować Europę i USA im przeszkodziły. Czy zrobią to po raz trzeci teraz?

    Totalne zachowują się nieelegancko i nieetycznie pomijając te aspekty, czym paraliżują dialog społeczny i wprowadzają swój ulubiony totalizm. Prawdę powinni powiedzieć.

    Np. nie jesteśmy kredytobiorcami SAFE. Kredytobiorcą jest UE, która tym zarządza i decyduje. Jest to sytuacja taka, jakbyś brał kredyt na mieszkanie i przychodzi gościu i proponuje ci, że on weźmie ten kredyt na siebie i będzie wydzielał ci kasę. Będzie decydował o mieszkaniu, które chcesz kupić, o meblach, farbach itp. A jak coś mu się nie spodoba to w ogóle nic ci nie da ale będziesz musiał spłacac i tak. Każdy normalny człowiek zwietrzy wałek, a totals nie końiecznie. Weźcie gościa który całe życie spłaca auto ratą 8000 miesięcznie: wziął auto w lizing na 3 lata, rata wychodzi wtedy 7500 zł miesięcznie. Po trzech latach to oddaje i znowu ma do spłaty 7500. Tak to działa? Całe życie, miesiąc w miesiąc. Kufnia.

    Z tej perspektywy tak mętne rozwiązanie jak SAFE może się wydawać korzystne. Już nie wnikam w terminy składania wniosków. Nie ma zbyt wielu szczegółów.

    W odróżnieniu od SAFE pisowce brały czytelny i jasny kredyt na konkretny sprzęt, bez jakiejkolwiek decyzyjności po stronie dającego kasę. A kto wstrzymał fabrykę czołgów K2? Nie Tusk przypadkiem? A polonizacja do K2PL? Co się z nią stało? 2 dodatkowe koła miały być, jedno z lewej a drugie z prawej.

    Podsumowyjąc: jest tu wiele niejasności, do których dołożyć trzeba skompromitowanie UE jako wiarygodnego partnera. Powinni wpłacić wadium 45 miliardów na wypadek jakby zaczęli coś odwalać. Wtedy z wadium byśmy mogli se pobierać kaskę należną.

    PS: Inna jest sytuacja jak idę po kredyt bo poczebuję a inna jak bank dzwoni z propozycją. Jak bank chce mi wepchnąc kredyt którego nie potrzebuję w sumie to mogę se grymasić, co nie?

    PS2: Wynurzenia Groka na różne tematy z notki kompletne, daję linka:

    https://grok.com/share/c2hhcmQtMw_7fd5caca-680b-4892-aa02-10dabcbf4ed7

    NA zdjęciu pańcia - twarz SAFE. Ona się nazywa Magdalena Sobkowiak - pełnomocnica rządu ds. Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy. Niech rzuci konkretną kwotę i weźmie za to odpowiedzialność.
     
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by alchymista  |  0
    Markery ukrytej opcji prorosyjskiej: zbrojenia, CPK, atom, Ukraina. Wśród ekspertów ds. wojska i OSiNTowców panuje, przynajmniej z pozoru, znaczne zróżnicowanie poglądów, które tworzy wrażenie wymiany myśli i debaty publicznej. Zadziwiające jest jednak to, że gdy pojawił się projekt SAFE, zaczęli oni niemal jednomyślnie projekt ten popierać, i to popierać entuzjastycznie. Poczucie, że "polski świat wojskowości" jest jednoznacznie ZA programem SAFE potęgowały ich latami wypracowane zdolności marketingowe i zasięgi.
    Głosy rozsądku takich ekspertów jak Przemysław Żurawski vel Grajewski, Maciej WIlk czy Grzegorz Kuczyński tonęły a wręcz nikły w zalewie dobrze przemyślanej, mikrotargetowanej kampanii propagandowej zwolenników SAFE. Paradoksalnie ta wyjątkowa skuteczność propagandowa ma jednak tę dobrą cechę, że obnażyła coś, co nazywam markerami ukrytej opcji prorosyjskiej lub "pożytecznego idiotyzmu".
    Spełnienie tylko jednego z tych markerów to wyraźny dzwonek ostrzegawczy dla każdego rozważnego polskiego patrioty. Nie oznacza to, że dany ekspert wykazujący ten marker jest rosyjskim agentem (może być też na przykład czyimś lobbystą), oznacza jednak, że jego sposób myślenia może być zainfekowany lub sponsorowany. Może to być także marker głupoty, jednakże wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne. Część ekspertów będących zwolennikami SAFE jest być może intelektualnie uczciwych, lecz skażonych wielowiekowym "syndromem sztokholmskim" - Polski jako państwa peryferyjnego, zaściankowego, poddanego brutalnej grze mocarstw, w której my "maluczcy" musimy grać grubo poniżej swoich możliwości: tak, jak to robią Czesi lub Litwini.
    MARKER ZBROJEŃ EUROPEJSKICH
    Ekspert takowy często kładzie nacisk na standaryzację europejską i potencjał przemysłowy Niemiec czy Francji. Argumentuje, że Polska musi być wpięta w europejski krwiobieg zbrojeniowy, by mieć serwis i logistykę na miejscu. Ignoruje całkowicie kontekst polityczny: budowę Nord Stream 1 i 2 oraz wieloletniego spiskowania Berlina (i innych krajów Zachodniej Europy) z Moskwą kosztem krajów Międzymorza. Wykorzystuje antytrumpizm do uderzania w USA. W Polsce antyamerykańskość jest silnym markerem rosyjskim, dlatego ekspert taki chętnie kryje się za parawanem antytrumpizmu. Ignoruje fakt, że chociaż Trump nie umiał znaleźć wspólnego języka z Zeleńskim, to jednak główne kierunki jego ofensywy dyplomatycznej i działania militarne skierowane są przeciw kluczowym sojusznikom rosji i Chin w różnych częściach świata.
    MARKER ANTY-CPK
    Ekspert taki twierdzi, że CPK to projekt polityczny, nieekonomiczny, który uderza w istniejącą strukturę lotnisk. Często podkreśla, że „lepiej modernizować to, co mamy” (czyli model rozproszony), co w praktyce oznacza, że głównym hubem przesiadkowym dla Polaków na trasach międzykontynentalnych pozostaje Berlin lub Frankfurt (Lufthansa). Ignoruje znaczenie CPK dla logistyki wojskowej (transporty wojska z USA, podciągnięcie ropociągu z paliwem dla lotnictwa wojskowego USA) i zyski płynące z obsługi ruchu lotniczego o tej skali dla budżetu państwa.
    MARKER ATOM-ANTY-USA
    Ekspert ów stosuje wypróbowaną od lat strategię opóźniania przez komplikowanie. Często podkreśla, że wybór USA to "zakup polityczny", a nie technologiczny, i że Polska powinna bardziej integrować się z europejskim rynkiem energii. Brak entuzjazmu dla atomu z USA, przy jednoczesnym braku krytyki dla niemieckiej polityki Energiewende, która przez lata uzależniała Europę od rosyjskiego gazu.
    MARKER ANTYUKRAINIZMU
    Ten marker jest najbardziej nieoczywisty i skomplikowany, jak wszystko w relacjach polsko-ukraińskich. Najszerzej rzecz ujmując jest to marker "antymiędzymorski". Istnieje rzesza ekspertów pozornie proukraińskich, jednak ich proukraińskość jest częścią szerszej "proniemieckości" i "europejskości". są w ten sposób ubezpieczeni przed zarzutami o prorosyjskość. Trąbią od czterech lat o strasznej rosji i wspaniałej Ukrainie, czym uwiarygadniają się w oczach dobrych Polaków, często instynktownych zwolenników idei Intermarium i sojuszu polsko-ukraińskiego. Istnieje też wielu ekspertów otwarcie antyukraińskich. Eksperci takowi często wytykają Ukrainie błędy w dowodzeniu, straty w sprzęcie i problemy z mobilizacją. Szerzą czarnowidztwo i pesymizm. Promują "egoizm narodowy", w sposób obsesyjny podnoszą trudne kwestie historyczne (Wołyń) oraz gospodarcze (rolnictwo).
    ARGUMENTY PRZECIW MOJEJ KONCEPCJI MARKERÓW
    Influencerzy OSINT-owi opanowali do perfekcji mechanizmy przyciągania uwagi: clickbaitowe miniatury (obrazy płonących czołgów, wielkie napisy "KONIEC UKRAINY?" czy "TRUMP NAS SPRZEDA?"), narrację filmową (talk-show), budowanie wspólnoty wyznawców. Do tego dochodzą algorytmy YT i X, które promują treści budzące silne emocje – strach, gniew lub poczucie wyższości. Jeśli którykolwiek z ekspertów-influencerów nagle zmieni poglądy i zrobi fikołka o 180 stopni, wówczas algorytm to skwapliwie poniesie w górę, bo wpis taki lub wypowiedź zagwarantuje korzystną burzę w komentarzach. Tony "realizmu politycznego" również przyciągną zarówno zwolenników, jak i wściekłych przeciwników.
    PUŁAPKA MODELU BIZNESOWEGO
    Oznacza to, że algorytmy mogą promować "markery ukrytej opcji prorosyjskiej" jako korzystne strategie biznesowe i może to być częściowo przyczyna, dla której świat OSiNTu wydaje się podejrzany. Uzależnienie jednak od modelu biznesowego i spięcie go z prorosyjskością może z czasem prowadzić do uwewnętrznienia przez internetowych "ekspertów" poglądów prorosyjskich. Inaczej mówiąc forma może łatwo nadać duszę treści. "Ekspert" taki, sam tego nie wiedząc i nie rozumiejąc, będzie stopniowo dryfował w stronę jawnej opcji rosyjskiej, gdyż będzie to dla niego korzystne finansowo. Zanim zrozumie w czym rzecz, znajdzie się w pułapce bez wyjścia.
    PODSUMOWANIE
    Podkreślam jeszcze raz: każdy z tych czterech markerów wskazuje na ukrytą opcję prorosyjską. Tylko konsekwentny instynkt niepodległości w dłuższej perspektywie (mimo wahań i błędów) gwarantuje pozostanie w obrębie polskiej wspólnoty narodowej. Od zarania naszych dziejów, od czasów Mieszka i Chrobrego, Polska lawiruje między opcją "atlantycką" (papiestwo, sojusznik zamorski, egzotyczny), a opcją "europejską" (cesarstwo, sojusznik-sąsiad, senior-partner). Opcja sojusznika egzotycznego jest w zasadzie stała, niezlaeżnie od tego czy prezydentem jest lewak Biden, czy prawak Trump. Opcja europejska jest... opcjonalna. Wszystko zależy od stanowiska Niemiec: Niemcy Ottona są pożądanym senior-partnerem, ale Niemcy Henryka są po prostu agresorem. Dodatkowo Polska od zawsze próbuje mieć wpływ na obsadę tronu w Kijowie, aby zabezpieczyć się od wschodu. Polska też co najmniej od XIV wieku uczestniczy w odpieraniu zagrożenia zza Dniepru, które stało się egzystencjalnym zagrożeniem dla naszej państwowości. Sojuszników Polska poszukuje z reguły na osi północ-południe (Szwecja, Węgry, Turcja), aby nie wejść trwale do jarzma "Ligi Świętej" lub innego "Koncertu Północnego". Trzymając się wytycznych naszych antenatów nie zawsze mamy szansę na zwycięstwo i przetrwanie państwa, ale doświadczenie historyczne wskazuje, że z reguły mamy szansę na przetrwanie jako narodu.
    Jakub Brodacki
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0
    Komcionauta Kompendium1 był łaskaw się rozpruć pod moją poprzednią notką, że niby jak wina PiS? Co prawda na Xsie są wina Mazurka ale mamy u nas obóz kompradorski, który jest niesamodzielny bo jest kompradorski. Nie ma więc sensu o nim pisać bo nie ma nic do gadania. Pisowce nie mogą natomiast używać terminu »kompradorski« bo wprowadził go do użytku Stanisław Michalkiewicz, demonstrując tym swój prymat intelektualny. Pisowce nie mogą zatem tu nic powiedzieć i to jest ich problem, powodujący obniżenie procentów sondażowych.

    Generalnie nie umią oni w przekaz, o czym kilka zdań teraz nastąpi:

    Do tej pory nie wprowadzili terminu na określenie wrzucania szczura do ustaw itp. Na potrzeby tej dyskusji użyję tu terminu »bźdźiągwa«. Celem jest używanie przez pisowców tzw setek: krótkich wypowiedzi z których nie da się niczego wyciąć. Dodatkowo specyfika mediów masowego rażenia jest taka, że o percepcji decyduje pierwsze 15 sekund, które kaczysty marnują na jakiś mętny wywód. Na pytania o powód veta trzeba odpowiadąc krótko: nie ma zgody na bźdźiągwę. Tymczasem oni wywodzą mętnie, że to, że sio. Że wprowadzono zapisy które są słabe. Coś jak Acta.

    Dały one se też wcisnąć praworządność i prorosyjskość. Zwróćcie uwagę na tamtych: mieli kilka haseł które konsekwentnie używali i które były uznawane przez pisowców. Oczywiście, kupowanie tez o prorosyjskości Kaczora jest przejawem krańcowej intelektualnej degrengolady i żałosnego lekceważenia rozmówcy ale: tamte nie wiedzą o niczym bo do ich bańki nie docierały informacje o różnych działaniach premiera Morawieckiego, który jeździł, montował itp. Nie łączą kropek operacji Śluza (wciskanie nam nachodźców) i popierania jej przez totalsów. Takie są ich parametry i nie poradzisz na to nic. Niemniej nie są one żadnym usprawiedliwieniem dla PiS i jego pomiagierów. Mają oni skłonność do kwękolenia i kwiczenia. Lamentowania i labidzenia.

    Względem Ukrainy to doprowadziły one do sytuacji, w której nie mogli się pochwalić czymkolwiek na zasadzie: daliśmy czołgi ale w zamian mamy to i to. Nawet nie mogli powiedzieć, że dzięki temu mogą kupic nowy sprzęt. Nie mogli się bowiem przyznać, że nie są w stanie poradzić sobie z procesem decyzyjnym. Odrzucają tez transakcyjną naturę rzeczywistości.

    Jak już jesteśmy przy Ukrainie to zastanówmy się jaką emisję dwutlenku węgla powoduje agresja Rosji? Pisowce tego nie opracowały (a miały czas i kasę) i nie wprowadziły do narracji. Czy przypadkiem ograniczanie emisji CO2 przez Unię nie ma sensu bo tam się wydobywa? Czy zamiast wiatraczków i zakazowi aut trzeba by się skupić na produkcji czołgów i amunicji? Nie. Na byciu prymusem Morawiecki się skupiał. Nie na przekierowaniu środków z GLOBCIA na Ukrainę.

    Zwracam uwagę na manię cierpiętnictwa. Pokazywanie ludziom, jak to są biedne i ich bija. W ten sposób zachęcają do głosowania na siebie. Żeby ludzie dostawali razem z nimi. A ludzie nie chcą dostawać i wolą trzymać ze zwycięzcą. Zwróćcie uwagę że do tej pory pisowce nie sformułowały maksymalistycznych warunków powrotu praworządności. Albo postulatu wprowadzenia warunkowości, ale przy spłacaniu owego SAFE. Czyli my oceniamy praworządność działań UE i jak są niepraworządne to nie spłacamy. Niech v. d. Leyen spłaca ze swoich z Tuskiem. Ale o Unii w kolejnych notkach. Przecież pisowce nie sformułowały nawet dyrektywy, żeby zarządzenia unijne wprowadzać w sposób najmniej destrukcyjny i jak najmniej, żeby koszt społeczny był najniższy. I koszt państwowy też. A mogli. No i dlaczego nie?

    Jedyny pozytyw to chyba wyznaczenie Nawrockiego na prezydenta. Głębia tego posunięcia przekracza standardowe znamiona geniuszu. 

    PS: Będzie jeszcze o obawach ludzi: skoro PiS uważa Powstanie Warszawskie za sukces to zafunduje taki sam sukces teraz, i Warszawa znowu spłonie. A ludzie, co tam mieszkają chcą jednak żyć. Ja jestem jednak tim Bitwa Warszawska + Powstanie Wielkopolskie + Powstania Śląskie. Patriotyzm pozwala zrealizować ludziom ich interesy.
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0
    Komcionauta Kompendium1 był łaskaw się rozpruć pod moją poprzednią notką, że niby jak wina PiS? Co prawda na Xsie są wina Mazurka ale mamy u nas obóz kompradorski, który jest niesamodzielny bo jest kompradorski. Nie ma więc sensu o nim pisać bo nie ma nic do gadania. Pisowce nie mogą natomiast używać terminu »kompradorski« bo wprowadził go do użytku Stanisław Michalkiewicz, demonstrując tym swój prymat intelektualny. Pisowce nie mogą zatem tu nic powiedzieć i to jest ich problem, powodujący obniżenie procentów sondażowych.

    Generalnie nie umią oni w przekaz, o czym kilka zdań teraz nastąpi:

    Do tej pory nie wprowadzili terminu na określenie wrzucania szczura do ustaw itp. Na potrzeby tej dyskusji użyję tu terminu »bźdźiągwa«. Celem jest używanie przez pisowców tzw setek: krótkich wypowiedzi z których nie da się niczego wyciąć. Dodatkowo specyfika mediów masowego rażenia jest taka, że o percepcji decyduje pierwsze 15 sekund, które kaczysty marnują na jakiś mętny wywód. Na pytania o powód veta trzeba odpowiadąc krótko: nie ma zgody na bźdźiągwę. Tymczasem oni wywodzą mętnie, że to, że sio. Że wprowadzono zapisy które są słabe. Coś jak Acta.

    Dały one se też wcisnąć praworządność i prorosyjskość. Zwróćcie uwagę na tamtych: mieli kilka haseł które konsekwentnie używali i które były uznawane przez pisowców. Oczywiście, kupowanie tez o prorosyjskości Kaczora jest przejawem krańcowej intelektualnej degrengolady i żałosnego lekceważenia rozmówcy ale: tamte nie wiedzą o niczym bo do ich bańki nie docierały informacje o różnych działaniach premiera Morawieckiego, który jeździł, montował itp. Nie łączą kropek operacji Śluza (wciskanie nam nachodźców) i popierania jej przez totalsów. Takie są ich parametry i nie poradzisz na to nic. Niemniej nie są one żadnym usprawiedliwieniem dla PiS i jego pomiagierów. Mają oni skłonność do kwękolenia i kwiczenia. Lamentowania i labidzenia.

    Względem Ukrainy to doprowadziły one do sytuacji, w której nie mogli się pochwalić czymkolwiek na zasadzie: daliśmy czołgi ale w zamian mamy to i to. Nawet nie mogli powiedzieć, że dzięki temu mogą kupic nowy sprzęt. Nie mogli się bowiem przyznać, że nie są w stanie poradzić sobie z procesem decyzyjnym. Odrzucają tez transakcyjną naturę rzeczywistości.

    Jak już jesteśmy przy Ukrainie to zastanówmy się jaką emisję dwutlenku węgla powoduje agresja Rosji? Pisowce tego nie opracowały (a miały czas i kasę) i nie wprowadziły do narracji. Czy przypadkiem ograniczanie emisji CO2 przez Unię nie ma sensu bo tam się wydobywa? Czy zamiast wiatraczków i zakazowi aut trzeba by się skupić na produkcji czołgów i amunicji? Nie. Na byciu prymusem Morawiecki się skupiał. Nie na przekierowaniu środków z GLOBCIA na Ukrainę.

    Zwracam uwagę na manię cierpiętnictwa. Pokazywanie ludziom, jak to są biedne i ich bija. W ten sposób zachęcają do głosowania na siebie. Żeby ludzie dostawali razem z nimi. A ludzie nie chcą dostawać i wolą trzymać ze zwycięzcą. Zwróćcie uwagę że do tej pory pisowce nie sformułowały maksymalistycznych warunków powrotu praworządności. Albo postulatu wprowadzenia warunkowości, ale przy spłacaniu owego SAFE. Czyli my oceniamy praworządność działań UE i jak są niepraworządne to nie spłacamy. Niech v. d. Leyen spłaca ze swoich z Tuskiem. Ale o Unii w kolejnych notkach. Przecież pisowce nie sformułowały nawet dyrektywy, żeby zarządzenia unijne wprowadzać w sposób najmniej destrukcyjny i jak najmniej, żeby koszt społeczny był najniższy. I koszt państwowy też. A mogli. No i dlaczego nie?

    Jedyny pozytyw to chyba wyznaczenie Nawrockiego na prezydenta. Głębia tego posunięcia przekracza standardowe znamiona geniuszu. 

    PS: Będzie jeszcze o obawach ludzi: skoro PiS uważa Powstanie Warszawskie za sukces to zafunduje taki sam sukces teraz, i Warszawa znowu spłonie. A ludzie, co tam mieszkają chcą jednak żyć. Ja jestem jednak tim Bitwa Warszawska + Powstanie Wielkopolskie + Powstania Śląskie. Patriotyzm pozwala zrealizować ludziom ich interesy.
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by sprzeciw21  |  0

    Po rozłamie w Polsce 2050 Szymona Hołowni i faktycznego rozpadu, uznaliśmy że czas na nowy sondaż preferencji wyborczych. Przyjęliśmy że rozłamowcy z Centrum pójdą razem z Koalicją Obywatelską, a Polska 2050 Katarzyny Pełczyńskiej Nałęcz na listach Lewicy. Na razie uwzględniamy odrębnie Polskie Stronnictwo Ludowe, które deklarowało na ostatnim kongresie, iż pójdzie samodzielnie. Wprawdzie mamy co do tego wątpliwości, ale przyjmujemy deklarację jako wiążącą.

    Przypominamy że w poprzednim sondażu, zwyciężyła Korona Polska przed Konfederacją i PISem.

    GŁOSUJ W SONDAŻU

    redakcja Życie Stolicy.

    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    Gwiezdne Wojny urodziły się razem z nami, żyją razem z nami i umrą, kiedy my umrzemy. Nie powinniśmy zatem bezrefleksyjnie przejść do porządku dziennego nad rezygnacją Kathleen Kennedy, szefowej Lucasfilmu, która odeszła i została zastąpiona przez duet Dave Filoni i Lenwyn Brennan/ Filoni ma być odpowiedzialny za stronę kreacyjną a Brennan za pieniądze. Za czasów Kennedy nie było osoby zajmującej się kreacyjnością, która była puszczona samopas. Produkcje miały być łołkowe (ang. woke) i to była jedyna, ogólna dyrektywa. Zatrudnieni scenarzyści i im podobni reżyserzy mieli stworzyć spójną opowieść na zasadzie sublimacji wśród totalnego chaosu. Kennedy zatrudniała różnych ludzi obiecując im gruszki na wierzbie, po czym byli oni kasowani. Wykończyła ona Indiane Jonesa, Willowa a Gwiezdne Wojny wpędziła w ciężki kryzys. 

    Etap bowiem się zmienił a razem z nim mądrość etapu. To co kiedyś było postępowe stało się reakcyjne, podobnie jak Martina Navratilowa. Franczyzy LucasFilmu są jednak patriarchalne a na tapet weszło zwalczanie patriarchatu, którego elementem jest kapitalizm. Tak w jednym zdaniu można opisać sedno problemu: publika ma w głębokim poważaniu zwalczanie patriarchalizmu i jest tak niedojrzała i niewyrobiona rewolucyjnie, że jej patriarchat nie przeszkadza. Ceni sobie klasyczne zalety kina nowej przygody, jak heros jako bohater i panienka u jego boku. No i nie chce kaski wydawać na rewolucję. 

    Dobra, nie zamierzam się tu roztkliwiać nad przeszłością, czyli działalnością Kennedy. Zastanowię się nad perspektywami jakie otwiera przed nami Filoni. Pretensie do niego są o fanserwis: chodzi tu o kontynuację: podobnie jak Lucas w Imperium Kontratakuje przedstawia dalsze losy bohaterów Nowej Nadziei (a nie wywala ich do kosza żeby wstawić taką Holdo), tak Filoni konsekwentnie rysuje losy bohaterów Wojen Klonów, jakiejś Ahsoki, Bo Katan itp. Produkcje jego poprawiały po Lucasie, czyli prostowały różne tam takie te z Prekłeli, jak przejście Anakina na ciemną stronę itp. Przyznam się, że nie oglądałem tego, dopiero teraz, po Mandalorianinie. Jest tam sporo nawiązań biblijnych, a w Ahsoce to w ogóle jest figura chrztu, wyboru życia itp. Przy czym podczas gdy osoba szołranerska ta od Akolity wprost opowiadała o gejowskich Gwiezdnych Wojnach itp. to Filoni siedzi cicho i robi swoje. A tamte nie są zbyt lotne więc się nie pokapowały że Gwiezdne Wojny Filoniego są tradycjonalistyczne i patriarchalne. Mają jednak jakieś dysonase, coś tam przeczuwają, coś im nie gra i dlatego pyszczą. Werbalizuje się ten niepokój jako narzekanie na fanserwis. Fanserwis to jest sytuacja, że w Imperium Kontratakuje mamy bohaterów z Nowej Nadziei a nie jakiś leszczy. 

    Problem jest tu taki, że oceny krytyki rozjeżdżają się z ocenami widzów. Krytyka punktuje walke z patriarchatem a publika fajny film. Więc Filoni musi tak kombinować, żeby krytyka nie zaczęła po nim jechać a widzowie byli zadowoleni. Fani też nie są jednorodni, bo taki Akolita ma grupkę zwolenników jednak. Co do zasady lewakom podoba się Ostatni Jedi i Akolita a prawakom Mandalorian. Unaoczniają bowiem te produkcje stosowne wartości ideowe. Holdo np. jest niekomunikatywna i głupia. 

    Generalną próbą Filoniego będzie film Mandalorian i Grogu. Niesie on za sobą poważne ryzyko: może być zbyt hermetyczny dla widza nieznającego seriali. Podobna bolączka dotyka produkcji startrekowych. Odbiorcy seriali to jednak grupa mniejsza niż odbiorcy filmów. Dodatkowo pojawił się pewien wkurz w narodzie po Xiędze Bobusia, po Ahsoce, po 3 sezonie Mandalorianina. Nie mówię, że jest słuszny czy coś. Zauważam tylko, że jest. Jeśli w filmie wyskoczy znienacka Cara Dunn to odniesie on sukces, a jak nie to nie wiem.

    Co do Andora to ponoć nie miał imponującej widowni, ale wysokie noty. Czyli oglądali go tylko ci, którym się podobał. Co jest jakimś osiągnięciem (w sensie dobre opinie) i przykładem dobrej polityki wydawniczej. Mam nadzieję, że takie mniej udane, ale niszowe seriale będą dalej powstawać. 

    Ahsoka zaś (i Spock) zachowują się jak Jedi przez co nie nadają się na głównych bohaterów. Są za spokojni. Musi być ktoś bardziej emocjonalny na pierwszym planie. W OT mieliśmy Luka, który stawał się dopiero, w prekłelach zaś Anakina, który był dziwny. Nietypowy. (W Akolicie dlatego robili cyrk) Drugim problemem jest konieczność dekanonizacji sekłeli: jeśli wszystko ma się skończyć Snołkiem to nie da się opowiedzieć kompletnej historii. 

    Tak to widzę z grubsza na początek. 

    O Ahsoce:

    https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1326192,ahsoka-biala

     

    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Marcin Brixen  |  0
    Hiobowscy siedzieli sobie spokojnie w mieszkaniu i skreślali pierwsze zrealizowane noworoczne postanowienia, gdy do kuchni wpadła z krzykiem mama Łukaszka. 
    - Kierownik osiedla właśnie wygłasza noworoczne orędzie!
    Hiobowscy zachowali spokój.
    - Jest trzynasty stycznia - babcia Łukaszka spojrzała na kalendarz. - Nasz kierownik tradycyjnie zaspał i zawalił terminy.
    - To wina poprzedniego kierownictwa osiedla, które mu zostawiło stary kalendarz - tłumaczyła mama Łukaszka.
    - No to zobaczmy to orędzie - dziadek Łukaszka sięgnął po pilota od telewizora. 
    - W telewizji go nie ma! Kierownik wygłasza je na żywo pod osiedlowym domem kultury - poinformowała mama. - Musimy iść je zobaczyć!
    I tak ich męczyła, że w końcu zgodzili się pójść zobacz to orędzie.
    Pod domem kultury był tylko kierownik osiedla z wiernymi urzędnikami i wierną telewizją. 
    - Nie jesteście czasem z tej złej telewizji? - zdenerwował się.
    - Nie. Przyszlismy posłuchać co pan ma nam, mieszkańcom do oznajmienia - oświadczyła zadowolona mama Łukaszka.
    - Kupujemy pługi śnieżne - rzekł z namaszczeniem kierownik osiedla.
    - Teraz? Jest połowa zimy - zauważyła babcia Łukaszka.
    - To wina poprzedniej ekipy, która zostawiła nam dwa lata temu zepsuty pług. Teraz kupimy nowy!
    - Niemiecki - dodał złośliwie tata Łukaszka. - Firmy Schnnestaffel. Już się tym chwalą w internecie.
    - Nieprawda! - zaprotestowała żywo mama Łukaszka. Pan kierownik jest patriotą gospodarczym i kupi na pewno polski pług! Prawda, panie kierowniku?
    - Prawda - przytaknął kierownik. - Kupimy najlepszy pług jaki jest na rynku. To dla was, nasi mieszkańcy. Jesteśmy dwudziestą potęgą osiedlową w mieście. Kupimy pług, który potrafi jeździć trzysta kilometrów na godzinę!
    Zapanował konsternacja.
    - Przecież pługi jeżdżą wolno, kiedy odśnieżają - powiedział dziadek Łukaszka. - Po co nam taki szybki?
    - Szybko odśnieży całe osiedle!
    Hiobowscy popatrzyli po sobie, po czym Łukaszek zapytał:
    - A jakiś polski pług potrafi jeździć tak szybko?
    - Niestety nie - odparł zasmucony kierownik. - Ale nasi niemieccy sąsiedzi produkują takie. To prawie jakby był nasz.
    - Jaka firma? - zapytał taka Łukaszka.
    - Schneestaffel, a bo co?
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by sprzeciw21  |  0
    Zamiast zająć się kupnem Carrefoura, sanacją finansów, Krajowa Grupa Spożywcza zajmować się będzie równością płci i różnorodnością Grupy.

    Jak informuje:

    https://zyciestolicy.com.pl/kgs-uchwala-rownosci-roznorodnosci-plci/https://zyciestolicy.com.pl/kgs-uchwala-rownosci-roznorodnosci-plci/

    najbliższe Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zajmie się:

    Powiadomieniem akcjonariuszy o wynikach postępowań kwalifikacyjnych na członków zarządu, podjęcie uchwał w sprawie określenia wykonywania prawa głosu na Zgromadzeniach Wspólników spółek zależnych, w których Krajowa Grupa Spożywcza S.A.  posiada ponad 50% udziałów, w sprawie dokonania zmian w Radach Nadzorczych tych spółek oraz zmiany w radzie nadzorczej KGS. Tego należało się spodziewać, ale ósmy punkt porządku dziennego świadczy o całkowitym oderwaniu od rzeczywistości.
     

    Uchwała ws. polityki równości płci i różnorodności Grupy KGS

    Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy będzie bowiem obradować nad punktem:

    Podjęcie uchwały w sprawie zatwierdzenia „Polityki Równości Płci i Różnorodności Grupy Kapitałowej Krajowej Grupy Spożywczej S.A.”.

    Zaskoczeni?
     

    Plan Równości Płci czyli Gender?

    Na stronie KGS w zakładce społeczeństwo można znaleźć, oto takie stwierdzenia:

    Grupa Kapitałowa Krajowej Grupy Spożywczej S.A. wspiera realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ, w szczególności Celu 5 – Równość płci, promując równe szanse, różnorodność oraz integrację społeczną zarówno w miejscu pracy, jak i w relacjach z interesariuszami.

    Grupa Kapitałowa Krajowej Grupy Spożywczej S.A. realizuje założenia Agendy 2030 ONZ, uznając równość płci za priorytet – wyrazem tego podejścia jest opracowywany Plan Równości Płci (Gender Equality Plan, GEP).

    a w zakładce ESG

     Priorytetem w jej działaniach związanych z ESG są cztery cele Agendy 2030 ONZ, obejmujące odpowiedzialną konsumpcję i produkcję, czystą energię, czystą wodę oraz równość płci.

    Nie wiemy czy równość i różnorodność będzie dotyczyć tylko 2 płci (męska, żeńska) czy też pozostałe 5 tożsamości płciowych (według klasyfikacji europejskiej) czyli m.in. nieznana, inna, między, zróżnicowana i otwarta, a może wszystkich 56 płci według ideologii gender?
     

    KGS zajmuje się Gender a produkcja buraka staje się nieopłacalna?

    Na posiedzeniu Sejmowej Komisji Rolnictwa przedstawiciele organizacji rolniczych wytykali te absurdy:

    do niedawna członkiem zarządu była pani Adamkiewicz … na stronie KGSu można było się dowiedzieć o jej wyjazdach słuzbowych, wyjeżdżała za pieniądze KGSu na konferencje … do Brukseli, konferencje które miały tematy odnośnie płci … nie wiem czy to jest zadanie Krajowej Grupy Spożywczej tego typu konferencje. Mało tego pracownikom zrobiła ankietę jak czują ogólnie mówiąc ze swoją płcią (Marek Wroński – zastępca przewodniczącego ZZR Samoobrona)

    I oczywiście absurdalne regulacje m.in. dotyczące płci, kolega Marcin Wroński o tym wspominał (Daniel Alain Korona, były prezes Elewarr, pełnomocnik ZZR Ruch Młodych Farmerów)


    Prymat ideologii nad wynikiem finansowym?

    Gdy spółki zaczynają realizować ideologie zamiast biznes, zazwyczaj źle na tym wychodzą. Przekonało się o tym wiele spółek w USA i w Europie Zachodniej.

    W sytuacji gdy KGS zamknął rok obrotowy 2024/25 stratą ponad 330 mln zł, a także w roku bieżącym strata szacowana jest na ponad 100, sto kilkadziesiąt milionów złotych, i to pomimo obniżonych cen surowca (buraka cukrowego), kiedy wiele spółek zależnych także wykazało wyniki finansowe ujemne, kiedy perspektywy rynku cukrowego czy zbożowego do pozytywnych raczej nie należą, Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy i Spółka, zajmuje się polityką równością płci i różnorodnością Grupy Kapitałowej KGS SA., co oznacza że kryteria kompetencji, fachowości, cel jakim jest rozwój i zysk spółki zejść mają na dalszy plan.

    Jak mówi znane powiedzenie:

    miłosierdzie Boskie i głupota ludzka są nieskończone:

    – konkluduje portal Życie Stolicy

     
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0
    Z pewnym niepokojem przechodzę do strefy ekspresji smokofobicznej. Anna Brzezińska wypuściła bowiem powieść (?) „Mgła” w której zanurza nas po raz kolejny w klimacie włoskiego średniowiecza. O ile „Wody głębokie jak niebo” niosły poważny ładunek poetyki, melancholii, liryczności, przeżyć, uczuć, mistycyzmu nawet o tyle „Mgła” stylistyką nawiązuje do plugawych wynurzeń Jacka Piekary. Nie jest też zupełnie oryginalna, smok Griaule powstał bowiem dużo wcześniej. Uwaga: dalej będą pewne spoilery, więc nie czytaj jak nie chcesz spoilerów. 
    Co to jest w ogóle ta „Mgła”?
    Autorka przenosi nas do alternatywnej wersji średniowiecza. Tu uwaga dla literaturoznawców: to naprawdę alternatywna wersja, religia np. została wymyślona i okruchy teologii tamtejszej wyławiamy w toku narracji. Tj wy nie wyłowicie bo jesteście za ciency na to. Inkryminowana książka z łatwością przekracza zaś sferę percepcji teoretyków literatury która to sfera jest zresztą niewielka. Stosunki społeczne w świecie przedstawionym odpowiadają z grubsza średniowiecznym, mamy ultramontan, cesarz wjeżdża z północy itp. Mamy kupiectwo i rzemiosło. Z drugiej strony czarownicy są zaledwie wspomniani, demony ponoć są, smoki są i symbolizują. 
    Obraz świata przedstawionego podobnie jak u Piekary w Inkwizytorze jest skrajnie wypaczony. Autorka epatuje wszelakim występkiem i niegodziwością, skupiając się na barwnie opisywanych okazjonalnych ekscesach. Coś jakbyśmy poznawali rzeczywistość poprzez lekturę kroniki policyjnej. 
    Smok jest zaś tu symbolem wszelakiego bestialstwa, które trzeba ubić, ale nie można ubić definitywnie. Co jakiś czas potwór się odradza i jakiś heros go powala, nie spotykając się czasem z wdzięcznością ziomków. Motyw smokobicia występuje w twórczości Brzezińskiej dość często, co wzbudza mój głęboki niesmak. 
    Podobnie zresztą jak góry. Saga o Zbóju Twardokęsku dała nam Przełęcz Zdechłej Krowy i fatum, które ciąży nad jej mieszkańcami. Są tam zresztą różne krainy, wg mnie wzorowane na Polsce w różnych okresach. Jest średniowieczna, jest rzplita szlachecka, itp. Tutaj zaś góry, z natury swojej niedostępne, cechują się tytułową mgłą, z której wyłażą demony i w której czai się smok. Kogo oblazła mgła na Babiej Górze ten wie o co chodzi. Tam 3 kroki nie w tą stronę i można zginąć zabłądziwszy. Mamy zatem czytelny symbol, będący jednak wykastrowaniem rzeczywistości. 
    II
    Na lubimy czytać jeden odbiorca się skarży:
    Książka składa się z naprawdę długich zdań, niekiedy stanowiących cały rozdział. Niestety, wymaga to od czytelnika maksymalnego skupienia. 
    No i kufnia tak ma być. Dzieło ma wymagać wysiłku, a nie być prostackie i jałowe. Dodatkowo mamy narrację pierwszoosobową 2 bohaterów i nie ma podane wprost, który akurat ma głos. Trzeba się domyślać. I rozkminiać. Leszcze zatem odpadają, podobnie jak lemingi od mojego bloga. 
    Mamy zatem lekturę wartą uwagi, a po drugie primo celującą we wyrafinowanego odbiorcę. No czytajcie sobie. Dodam, że nie zdradzam o czym to jest żebyście mieli zaskoczenie na które nie zasługujecie. 
    Mgła; Anna Brzezińska; Wydawnictwo Literackie 2024
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    W związku z incydentem zaistnienia audycji ☩ Fodder ☩ Karnkowski ☩ Kożuszek ☩ Pęzioł. Cztery szabelki przeciw czołgom realnej geopolityki  na kanale Krzysztof Karnkowski uznałem za niezbędne napisanie kilku zdań wyjaśnień przedstawiających głos sensu przezwyciężający opary nonsensu zawarte w owej publikacji multimedialnej:

    Chcemy żeby Polska wygrała, i to wygrała w kategoriach klasycznych i normalnych. Tak jak w piłce nożnej wygrywa drużyna która strzeli więcej bramek, jak bieg wygrywa zawodnik najszybszy itp. Odróżnia nas to od dyskutantów, przedstawiających swoje wynurzenia w rzeczonym kanale. Wyjaśnię to na prostym przykładzie nieoryginalnym:

    Bitwa Warszawska versus Powstanie Warszawskie

    Głównymi obchodami powinny być obchody Bitwy Warszawskiej, bo wtedy wygraliśmy. Pokazujemy w ten sposób że patriotyzm jest skuteczny, bo pozwala obronić integralność cielesną obywateli, umożliwić im naukę, pracę, inne aktywności, w ogóle życie. Że warto jest być patriotą bo wychodzi się na patriotyzmie lepiej, niż na niepatriotyzmie. Tymczasem pisowce potrafiły jedynie spłodzić tu projekt pomnika przedstawiającego wielki penis, co prawda skierowany na wschód. Przy wielkim Muzeum Bitwy Warszawskiej (które powstanie) powinien być oddział poświęcony Powstaniu Warszawskiemu, bo o Powstańcach trzeba pamiętać. Ale znowu prym tu wiedzie Sabaton.

    Przyjęty obecnie kult Powstania pokazuje ludziom, że jak będziesz patriotą to zabiją cię, rodzinę wymordują, zgwałcą, exterminują a miasto zbombardują i spalą. No to nic dziwnego, że po takim dictum nie chcą ludzie być patriotami. Dobra kończę ten przykład bo nie zostanie zrozumiany, tłumaczenie AI se puśćcie, Grok wam wytłumaczy.

    Bardziej konkretnie na przykładzie ostatnich wydarzeń (przykład drugi, o rozumieniu jw.): to rząd Polski powinien decydować co robimy, ustalić działania i dysponować odpowiednimi środkami. Tymczasem i jedni i drudzy jedyne co umieją to spłakać się i polecieć z płaczem do Trumpa, do UE, do Niemiec, do Francji żeby tamci zrobili wszystko za nas. Postraszyli Putina, powiedzieli nam co trzeba robić bo nie wiemy. Dr Bartosiak skomentował w tym duchu atak dronów w radio Wnet, potem przylaz tam jakiś pisior i tak lał wodę, tak niekonkretnie opowiadał że aż wstyd. Dalej: politycy powinni  ćwiczyć takie sytuacje i społeczeństwo powinno być o tym informowane. Bo oni nie wiedzą co robić i panikują i kwilą.

    W inkryminowanej audycji najgorszy jest Kożuszek.  On chyba wyłapuje tylko wartości emocjonalne wypowiedzi ludzkich: czy ktoś drze mordę, czy chwali, czy gani. Ale kogo, dlaczego, z jakich pozycji – tego już nie łapie. Dodatkowo mamy tam wyzwiska. Jakby wyciąć wyzwiska to może 15 minut nagrania zostanie. Podnoszą tam np., że nie tłumaczymy czemu Francuzi chcą trzymać z Moskwą. Ale akurat tłumaczymy wprowadzając skomplikowane pojęcie mapy mentalne. Wprowadzamy koncepcję taką, że Europą mogą rządzić Niemcy albo Francja, a o tym kto decyduje Rosja. Dlatego się jej podlizują. 

    My zaś chcemy nawiązania współpracy z przemysłem ukraińskim i rozpoczęcia masowej produkcji taniego uzbrojenia masowego, jak drony, systemy antydronowe itp. Postawea ta spotyka się z zarzutami ojkofobii, czyli tłumacząc z kożuszkowego na nasze: nienawidzimy Polski gdyż chcemy ją uzbroić w drony. Chcemy też abyśmy mieli możliwość odpowiedniej reakcji na ruskiego drona, czyli ukarania Rosji. 

    Stańcie zatem do równej walki cykory.

    https://youtu.be/DmlV8rqVkW8?si=H_yChRNep9-nIcJd

    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0
    Poprzednia notka o pancerniku King George V poucza nas m. i. o istnieniu parametrów wymiernych oraz niewymiernych. I ich znaczeniu. Jest to konstatacja ułatwiająca orientowanie się w rzeczywistości. Obecnie też ten problem się pojawia w opisie technicznych urządzeń. Ale chwileczkę – mamy problem matury z polskiego. Tam też są elementy wiedzy maturzysty które można łatwo pomierzyć testem wielokrotnego wyboru. Są jednak takie, które umykają próbie podobnego zabiegu (który można ciekawie nazwać – jak?). Próba ujednolicenia, obiektywizacji kryteriów prowadzi do rozlicznych patologii, jak tzw. klucz, który eliminuje wiedzących zbyt dużo. Eliminują tam aspekty słabo wymierne, skupiają się na drugorzędnej teorii językoznawczej itp. co łatwo można dostrzec na podstawie wiedzy o pancernikach.
    Dodatkowo łatwo wyrobić w sobie umiejętność dostrzegania wciskania ściemy: sytuacji, w której ktoś koncentruje się na wymiernych aspektach pomijając te drugie. Ma to olbrzymie znaczenie np. przy kupnie auta, mieszkania, dyskusji o wiatrakach, dronach itp. Jeśli potrafisz myśleć abstrakcyjnie to od razu wychwycisz ściemniacza. Totalni nie myślą więc nie wychwycą i będą mi tu marudzić w komentarzach.
    Zanim przejdę do wspomnianych dronów, prezydenta Trumpa i ogólnej naszej mizerii wspomnę o pracy prof. Wojciecha Mazura, której oczywiście nie czytałem, gdyż jeszcze nie wyszła. Wspomina o niej jednak Podcast Wojenne Historie w audycji ciekawszej niż ta o pancernikach:
    https://youtu.be/HFdabrrwWxs?si=OkjdT7kjO1a0MHE7

    Dlaczego polsko-francuskie ustalenia sojusznicze w 1939 roku były pełne niedomówień? – Taki tytuł nosi. Gdzie tam były jakieś domówienia? – takie pytanie trzeba lepiej zadać. W ramach wstępu opiszę generalny sposób prowadzenia dyskusji tematycznej:

    Jeśli dyskujesz gen. Rayskiego to jego obrona zwala winę na marszałka Rydza-Śmigłego. Ale jak dyskutujesz o owym Rydzu-Śmigłym to on jest niewinny a winę ponosi ktoś inny, np. KSUS. Ale jak dyskutujesz o owym KSUS to on też jest niewinny, zwalają np. na ministerstwo. Tak żonglują ową odpowiedzialnością, żeby nie dało się jej uchwycić w danym momencie. Jest też tak, że obrona Rayskiego obciąża Rydza-Śmigłego, a obrona Rydza-Śmigłego obciąża Rayskiego. Kto te zależności pojmie, ten łatwo odnajduje się we wszelakiej debacie z neosanacją, tj z pisowcami. Z klubem rekonstrukcyjnym sanacji. Zauważcie też, że nie tłumaczę kto to ów Rayski, kto to Rydz? Ma to wyeliminować z grona odbiorców czytelników nie mających o niczym pojęcia.
    Mental sanacyjny opisuje jeden podstawowy parametr – totalne odklejenie. Wspomniany prof. Mazur popełnił rzecz niedopuszczalną. Sięgnął do archiwów francuskich i zrobił wypis tamtejszych dokumentów z rozmów polsko-francuskich, a tak się nie robi co do zasady. Bo w jakim świetle stawia ten zabieg? Kto miał o tym wiedzieć to wiedział już dawno, ale strona francuska mówiła stronie sanacyjnej prawdę o swoich zamiarach i możliwościach, tylko nie docierało. Sanatorzy byli tak odklejeni że ludzkiej mowy nie pojmowali. Francuzi w pierwszym etapie otwarcie przedstawili swoje możliwości, ale widząc że nie rozumieją nasi zaczęli ezopować. Posłuchajcie tego podcastu, ten odcinek wart jest uwagi czytelnika mojego bloga.
    Z drugiej strony Red. Ziemkiewicz przedstawia Sanacyjną Doktrynę Mocarstwową (dalej SDM): nie ważna jest produkcja stali, czołgów, ilość samolotów. Ważna jest siła ducha, marszałek i drugi marszałek. Polska jest równoważnym mocarstwem w porównaniu z Niemcami. ZSRS nie istnieje w zasadzie, a na pewno nie ma żadnego znaczenia. Państwa środkowej Europy to jakieś leszcze. Rozumiecie teraz dlaczego uważam twórczość Romualda Szeremietiewa za szkodliwą? Konserwuje ona te urojenia niestety. Zrozumienie sanacji wymaga przemyślenia jeszcze jednego zagadnienia: łatwości z jaką mniemania imperialne przechodzą płynnie w drogę na Zaleszczyki.
    Dla zrozumienia pisowców to wystarczy. Nie dziwią takie wyskoki jak kapitulacje przed ambasador Mosbacher itp. Dlatego w następnej notce opiszę nadzieję, jakie wiążemy z Prezydentem Nawrockim. Że wytworzy wokół siebie środowisko społeczne choć trochę ogarnięte.
    Na koniec dodam wynurzenia Red. Ziemkiewicza, który zapodaje informacje, że jak ktoś napisał że Soviet może wjechać na nas od tyłu podczas niemieckiego ataku to sanatorzy wysyłali go do Berezy. Była jeszcze Doktryna Odstraszania, że się weźmie i odstraszy firera np. Wielką Brytanią. Po tej doktrynie były Zaleszczyki, a po Zaleszczykach przekonanie, że na wiosnę Anglia z Francją zwyciężą ofensywą i sanacja wróci do władzy opromieniona. Czekajcie do Ziemkiewicza też poszukam linka.
    O jest:
    https://youtu.be/AUSx9HxXmSA?si=P-8vfwutPxae94pW&t=1952



    Wcześniej się gen Komornicki rozpruwa więc początku nie trzeba oglądać. Tylko Ziemkiewicza szokującego prowadzącego warto. 
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    Wypowiadam się teraz na temat felietonu. Już pisałem na ten temat kierując wywód do psychofanów (siema psychofany!!!) na blogu. Lekka forma powoduje, że odbiorca nauczony metody „co autor chciał powiedzieć” nie poradzi sobie. Nie wiadomo bowiem co chciał, może miał dygresję i dopisał resztę tekstu żeby móc się od niego oderwać? A jak zmienił szyk zdania to w ogóle porażka. Percepcja nie nadąży.

    Tymczasem doktor Rayna cytuje doktor Urbańczyk:

    https://www.youtube.com/live/fHU4CSpcAqs?si=y34VTl6vVUboVhsw&t=22959

    Oczywiście mamy przypis, który nie wnosi żadnej istotnej informacji, ale musi być. Bez przypisu tracą kompletnie orientacją. Ale nawias jest, strony są i to przydaje naukowości. Sięgnięcie do oryginału zamiast do przyciętego cytata przyniosłoby szereg istotnych i ciekawych informacji[1] odwołując się do felietonu Stanisława Lema „O moim lizusostwie” z roku 1993. Tysiąc Dziewięćset Dziewięćdziesiąt Trzy a nie lata siedemdziesiąte. Ta prosta konstatacja czyni znaczną część wywodu dr Rayny wątpliwą. Bo mógł Lem chwalić Star Treka do woli bo oglądał go na niemieckim satelicie. Na SAT1. Kto wie co to było SAT1? W każdym bądź razie rozpoczyna się od roku 1953, w którym Lem napisał artykuł, w którym zjechał amerykańską SF a pochwalił perspektywy socjalizmu, cytuję „pojawiają się obrazy walczących ze sobą planet, martwych, zrytych kraterami bombowymi globów, zboczeń seksualnych na wszystkich możliwych światach”. Zostawiam temat socjalizmu samodzielnej lekturze czytelniczej gdyż mamy tu nawiązanie do potwornej krytyki stanu zachodniej SF w wykonaniu Lema. Rozwinęła się ona w Fantastyce i Futurologii i w innych miejscach. Dodatkowo mamy obszerną krytykę krytyki Lema. Np. Dukaj coś tam tworzył, Sapkowski (Lem pojechał bowiem po fantasy). Cała ogromna literatura.

    Powiedzmy o ile filmy czy seriale muszą mieć pewne uproszczenia to twórczość prozatorska (albo poezja fantastyczna) już nie. Uzyskanie nieważkości jest kosztowne i skomplikowane, podobnie przedstawienie wiarygodnych ufoków. I tu wjeżdża Star Trek jako przykład durnoty na wielu płaszczynach. Twórca zauważa podobieństwo fabuły i stylu do realizmu socjalistycznego. Fundamentalną cechą tego socrealu było totalne oderwanie świata przedstawionego od rzeczywistości codziennej i namacalnej. Refleksji na ten temat nie znajdziemy jednak we wspomnianej prezentacji. Tutaj będą bronił jednak wystroju staków kosmicznych: teraz jest taki, ale za 300 lat technika się może się rozwinąć i gwiezdne korabie będą składać się głównie z korytarzy wypełnionych załogą plączącą się bez sensu. Nie bronię mordobicia, do którego dochodzi często w trakcie konfliktu. Mamy też przedłużenie „American way of life”. Nie bronię Romulan, którzy są obrazą dla każdego widza o inteligencji większej niż rozwielitki. Mieszkają oni na planecie Romulus, obok niej jest Remus, mają pretorów i jest to ordynarna zrzynka z Rzymu. Klingoni zaś w przeciwieństwie są wzorowani na Czyngis-Chanie i niekoniecznie będą komuną. Jakoś w miarę dyskretnie Mongołowie są odwzorowani. Nie chodzi tu o politykę, to coś jak amerykańska restauracja w prekłelach. Wszędzie jest Ameryka. Coś jak Jetsonowie. Nie wiem czy jest to dla was jasne. Jak coś to sobie poczytajcie ów felieton. Mnie te zjawiska też rażą, szczególnie ziemskie kryteria atrakcyjności wśród gwiazd. Ufokówy w miniówach. Lem jest nieekranizowalny przez Holyłod i widać tu przyczyny. Jak próbują to wychodzi Solaris Sondenberga, przerobienie arcydzieła w romansidło. Tymczasem Solaris, Eden, Niezwyciężony są o czymś innym. Nawet to ostatnie z Pirxem, o którym nie wiadomo, czy jest Pirxem.

    Kolejny felieton ze zbioru Sex Wars, w którym mowa jest o Star Treku zatytułowany jest „Rozkosze postmodernizmu”. Od razu widać połączenie rozkoszy z sex warsami, czyli wiadomo, o czym może to być. Będzie grubo:

    O czym jest ten tekst? Daję cytat „Stare nocniki, nawleczone na dłuuugi słup telegraficzny, z postumentem jako szafą grającą, której korba wetknięta być musi w zadek sowy. Bardzo nowoczesne.”. Podmiot liryczny krytykuje nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Wątpi w możliwość pełnej oryginalności wytworu ludzkiego sztukowego. Tj dzieła w rozumieniu normalnym, a nie ustawy. Wszystkie sensowne tematy zostały wyczerpane i zajęte, co prowadzi do niekorzystnych zjawisk:

    W ogóle jest tak, że wszystko ciekawe, ładne, zabawne, spójne, logicznie sensowne, kolorystycznie smaczne, narracyjnie fascynujące, fabularnie oryginalne zostało napisane i wydane bardzo dawno temu gdziesik, więc teraz nie ma innej rady, gdy parcie weny twórczej rozszalałe się nasili, jak tylko bredzić nieciekawie, nudzić, obrzydzać, dekonstruować, antylogicznie mamrotać, błotnisto malować, mendzić, defabularyzować i potworne praramoty na piedestały wznosić.”

    Star Trek pojawia się tu jako przykład przesytu, nadmiaru treści, której się nie da ogarnąć i dodatkowo jest słaba:

     

    Star Trek człekokształtny i rysowany: wszyscy w bluzkach kolorowych, których nigdy prać nie trza (jakoż i nie piorą), nikt do wychodka nie musi (jakoż i nie chodzą), guziki naciskają i straśne różne potwory ogniorzygne ich atakują, ale nic nie będzie, reżyser nie pozwoli, żyć musi i stałych dochodów potrzebuje i to mnie uspokaja, gdyż Knight Rider cały w ondulacjach przepiękniś, bez broni gangsterów załatwia, auto, z którym on rozmowy wiedzie, pędy w tę i we w tę.

    Star Trek człekokształtny i rysowany: wszyscy w bluzkach kolorowych, których nigdy prać nie trza (jakoż i nie piorą), nikt do wychodka nie musi (jakoż i nie chodzą), guziki naciskają i straśne różne potwory ogniorzygne ich atakują, ale nic nie będzie, reżyser nie pozwoli, żyć musi i stałych dochodów potrzebuje i to mnie uspokaja, gdyż Knight Rider cały w ondulacjach przepiękniś, bez broni gangsterów załatwia, auto, z którym on rozmowy wiedzie, pędy w tę i we w tę.

    Podsumowując: nie chodzi w owych textach o politykę, o jakieś Wietnamy. Absolutnie nie i nie. I długo nie. Lemowi przeszkadza prymitywizm kreacji kosmicznej i brak polotu. Mnie też przeszkadza ale nic lepszego nie ma. Jeśli jednak potrzebujecie listę kreacyjnych aberracji to służę, zamieszczę. Teraz to by było za długo.Czytacie to na własną odpowiedzialność bo jest w owych Sex Warsach zawarta krytyka nowoczesności takiej, jak zaimki, TV SAT, etc etc. To jest jedna wielka beka po prostu. Felietony te są typowe w sensie formalnym, Lem pisze o tym, czego doświadczył ostatnio. I na ogół mu się nie podoba. Ale wszystko to jest przerysowane więc nie ma pewności:

     

    A tu nagle widzę, żem zapomniał pszenicznego ziarna wróblom na tarasie moim nasypać, więc zaraz to odrobię czym prędzej i znów do tych rozmaitości zasiadam. Derrida. Kupiłem jego Grammatologię po niemiecku i ni w ząb, a grube to. Wprowadzenie w Derridę. Nie dałem rady. Destrukcjonizm destrukcyjny i postmodernizm poststrukturalistyczny. Prędzej zęby wyłamię sobie. Za cholerę nic nie pojmę, a wszyscy w „Encounter” i „NYT Book Review” mamrocą! „Destruk, Le Man, Paul”. I pramodernizm. I super. I Susan Sonntag. Więc znów, ale nic, choć i z rozbiegu, i pędem nawet. Łatwiej mi byłoby na szklaną górę wleźć, aż mi członek Akademii, bardzo mądry starszy pan, wyjaśnił na ucho: D. wariat! 

     Przypisy:

    1. Obszerne fragmenty tego felietonu cytowałem na blogu już przy okazji:

    https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/943057,gwiezdna-wedrowka-w-xx-wieku-star-trek [2]

    2, Zauważcie że nie daję ani nawiasów, ani średników, ani niczego. 

    0
    Brak głosów
  •  |  Written by sprzeciw21  |  0
    Gdzie jest wzmianka w księdze wieczystej (KW) dot. nieruchomości przy ul. Wolskiej 31, w związku z wnioskiem o wpis z 24 czerwca 2025? - pyta portal https://info24.idsl.pl, który zwraca uwagę że casus Wolskiej 31 każe wątpić w przepisy prawne, zapisy w Księdze wieczystej i tym co rzekomo odzwierciedlają.

    A zaczęło się od

    GH development zakupił ale nie zapłacił W roku 2020 Wojciech Jaworski właściciel nieruchomości przy ul. Wolskiej 31 zawarł umowę sprzedaży ze spółką Gadbrook, należącą do belgijskiego dewelopera GH Development. Zgodnie z umową nabywca zobowiązał się do zapłacenia w ratach za ww. nieruchomość. Z pierwszej raty owszem się wywiązał (ok.10% wartości), ale już następnych pieniędzy sprzedający nie zobaczył na oczy i nabrał przekonania, że druga strona nie chce wywiązać się z zobowiązań pieniężnych. W 2022 roku Sprzedający zatem uchylił się od oświadczenia woli i wystąpił do Sądu Rejonowego Warszawa Wola o stwierdzenie niezgodności księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym.  11.08 Sąd nakazał wpisanie ostrzeżenia o roszczenie o usunięciu niezgodności treści KW z rzeczywistym stanem prawnym. W pozostałym zakresie wniosku o zabezpieczenie Sąd oddalił (co zostało podtrzymane 12.01.2024 przez Sąd Okręgowy wydział cywilno-odwoławczy). W latach następnych pojawiały się w KW wpisy o ostrzeżeniu niezgodności treści ze stanem prawnym i wykreślenia przy dokonywania wpisu na skutek różnych odwołań.

    Ostatni wniosek ws wpisu dot ostrzeżenia o roszczenie o usunięciu niezgodności treści KW z rzeczywistym stanem prawnym został złożony przez pełnomocnika Wojtka Jaworskiego w dniu 24 czerwca (doręczono 26 czerwca).

    Jak wynika z artykułu portalu https://info24.idsl.pl, w sprawie doszło do dziwnego zbiegu przypadków, o ile to rzeczywiście były przypadki.

    Wpis ten nie został jednak ujawniony w KW co wzbudziło zainteresowanie dziennikarskie i organizacji społecznej. Co się z tym wpisem stało?
    Początkowo sąd stwierdził, iż w dniu 24 czerwca 2025 r. do księgi wieczystej ... nie wpłynął żaden wniosek, wobec czego nie było podstawy do umieszczenia w tym dniu jakiejkolwiek wzmianki w przedmiotowej księdze wieczystej.

    Na kolejne zapytanie w sprawie, do którego załączono wydruk opcji śledzenia przesyłki ze strony Poczty Polskiej S.A. Sąd odpowiedział, że wniosek nadany w dniu 24 czerwca 2025 r. został doręczony w dniu 26 czerwca 2025 r., a zatem aktualna pozostaje poprzednia odpowiedź, iż w dniu 24 czerwca 2025 r. do księgi wieczystej ... nie wpłynął żaden wniosek, wobec czego nie było podstawy do umieszczenia w tym dniu jakiejkolwiek wzmianki w przedmiotowej księdze wieczystej. W KW znaleziono informację o skardze z 27 grudnia 2024, wpisu ostrzeżenia o toczącym się postępowaniu sądowym z 8.04/2025, apelacji 20.05.2025 i wykreślenia ostrzeżenia o niezgodności treści KW z rzeczywistym stanem prawnym z 26 czerwca 2025 r.

    Jak wyjaśnia prawnik: Skoro brak jest postanowienia o wpisie, wpis ten musi zostać wykreślony i czyni się o tym wzmiankę. Wykreślenie wpisu jest wyłącznie czynnością techniczną i wynika z zaskarżonego apelacją postanowienia o jego uchyleniu i oddaleniu wniosku. W przypadku powodzenia apelacji, wpis zostanie przywrócony.

    Tylko czy wykreślenie z 26 czerwca nie dotyczy wpisu z 8.04.2024 roku? Dlaczego do tej pory nie ma wzmianki o wniosku ws. ostrzeżenia z dnia 24 czerwca (data wpływu 26 czerwca)? Podobno bo nastąpiło zaskarżenie, ale nawet jeżeli tak było, to taka wzmianka o złożonym wniosku i uchyleniu powinna widnieć w KW.  I jak to się stało, że strona przeciwna (Gadbrook) dowiedziała się o wniosku przed jakąkolwiek wzmianką w KW, przez co od razu mogła ją zaskarżyć?

    Sąd Rejonowy nie chce jednak przyznać się do błędu (o ile to był tylko błąd) lub nawet wyjaśnić sprawy: cyt. brak jest możliwości szczegółowego ustosunkowania się do zapytania z dnia 29 sierpnia 2025 r., z uwagi na brak faktycznego przedstawienia wniosku z dnia 26 czerwca 2025 r., który wpłynął do tutejszego Sądu. Jednocześnie informuję, iż osoba mająca interes prawny może dokonać wglądu do akt księgi wieczystej i bezpośrednio zweryfikować, czy wniosek, który złożyła został odpowiednio zarejestrowany. Jednocześnie informuję, iż wzmianka i żądanie opisane przy wzmiance nie przesądza o ostatecznej treści wpisu w księdze wieczystej, który faktycznie będzie analizowany na etapie rozpoznania wniosku w myśl art. 6268 k.p.c. i wówczas w przypadku pozytywnej oceny wniosku zostanie dokonany stosowny wpis zgodnie z treścią żądania. Wzmianka o wniosku nie jest wpisem w znaczeniu art. 6268 § 6 k.p.c.

    Także organizacja społeczna, która wystąpiła o udzielenie informacji z jakich przyczyn nie została dokonana wzmianka w księdze wieczystej i kiedy zostanie ono dokonane, i czy to pojedynczy incydent czy też podobne opóźnienia w dokonywania wpisów występują także w innych przypadkach i z jakich przyczyn. nie mogła uzyskać bliższych informacji, cyt. W związku z otrzymaniem w dniu 27 sierpnia 2025 r. drogą elektroniczną wniosku o udostępnienie informacji publicznej, Prezes Sądu po analizie jego treści uprzejmie informuję, że zakres wnioskowanych informacji nie stanowi informacji publicznej, o której mowa w art. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej z dnia 6.9.2001 r. (t.j. z 18 listopada 2020 r., Dz.U. z 2020 r. poz. 2176). Wniosek dotyczy bowiem sprawy prywatnej (wniosek stanowi zapytanie o udzielenie informacji w konkretnej sprawie, gdzie znane są zarówno strony jaki przedmiot sprawy). W takiej sytuacji nie istnieje możliwość zastosowania przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej, a podmiot obowiązany kieruje do Wnioskodawcy niniejsze pismo informacyjne w tym zakresie

    Zatem nie można wyjaśnić braku wzmianki, bo dotyczy to sprawy prywatnej.

    A co do samego sporu pomiędzy stronami, sądy karne już orzekły, że Wojciech Jaworski nie utracił praw do nieruchomości. Wynika to wprost z wyroku Sądu Rejonowego dla Warszawy Woli IV wydział Karny sygn. IV W 1087/21 z dnia 28.10.2022 i z wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie X wydziału Karno-odwoławczego sygn. X Ka 1131/22 z 25.91.2023.  Teraz rozpoczął się proces cywilny?

    Pozostaje jednak pytanie skoro w KW nie ujawnia się wzmianek o wpisach, to jaka jest wiarygodność ksiąg wieczystych? 
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    Wakacje minęły, lato się skończyło i trzeci sezon Dziwnych Nowych Światów (Strange New Worlds) dobiega końca. W USA wyszło już 8 odcinków z 10 planowanych. Można spojrzeć na nie z perspektywy fanowskiej albo normikowskiej. Różnią się one nieco. Znajdziemy tu typowe motywy startrekowe: gwiezdne wojny, eksploracja, Q, konflikty międzygwiezdne, holodeck, jakieś dywagacje egzystencjalne. SNW wyróżnia się romansowym charakterem, są to romanse trwałe między głównymi bohaterami. Aż za dużo jest tego o jeden romans Spocka. Struktura jest taka, że odcinki mają swój wątek przewodni. Nie było Borga jeszcze i podróży w czasie, W 3 sezonie rzecz jasna, są tylko wspomniane poprzednie peregrynacje tego typu.

    Mamy też tu patologie typowe dla Treka: eksploracja bez skafandrów, bez robota zwiadowczego itp. Zawiązanie akcji jest często typowo baśniowe, na zasadzie zmieniania królewicza w żabę. Przedstawienie kosmicznych starć nieco naiwne, odległości za małe. Dla normików te zawiązania akcji mogą być najtrudniejsze do przełknięcia.

    Dobra to tera będzie spoiler:

    SPOILER

    Widoczne jest podobieństwo do Orville, tam też nie przejmują się zawiązaniem fabuły. Mamy w SNW odcinek Four-and-a-Half Vulcans, gdzie bohaterowie się zmieniają w Wolkan. Wolkanie to taki gatunek gwiezdny ze spiczastymi uszami. Coś jak elfy. I cudowne serum przemienia ludzi w tych Wolkan, co jest nonsensowne. Sama zmiana DNA nie wystarczy, zmieniają się też struktury wewnętrzne, narządy, psychika itp. No nie da się. Światotwórczo też to jest średnie, skoro można tak głęboko zmieniać człowieka to czemu potem nie zmieniają? To jest poziom Orville, które sobie pozwala, bo definiuje się jako parodia. Drugim przykładem jest statek wielopokoleniowy, który ewoluuje w twór bardziej zaawansowany technicznie niż Federacja. No niby załoga składała się z 7000 naukowców niemniej jednak sensu to nie ma. (Zauważcie że w Orville statek wielopokoleniowy też jest).

    Niestety odcinki te ratują się ogólną sensownością przygody i eksperymentami formalnymi. Wydaje się, że będzie typowa eksploracja, a tu grupa exploracyjna wraca od razu i całą akcja się rozgrywa na statku. Poznajemy odmienośc Wolkanów, poznajemy odmienność La’An, której przemiana wydobywa na wierzch różne destruktywne pokłady psychiki. W odcinku What Is Starfleet? mamy pseudodokument, jakiś gościu nagrywa reportaż i jakież to jest irytujące. Ale szybko się zorientowałem, że to celowy zabieg i się wszystko wyjaśni. Podobnie w Ahsoce dzieją się różne dziwne akcje, aby na końcu się rozwiązać. Tu zaś mamy postawione zasadnicze pytania o naturę naszej cywilizacji, Federacji, Gwiezdnej Floty. Można też budować analogię do pomocy Ukrainie.

    W odcinku holodekowym mamy autoparodię, z dystansem pokazany proces kręcenia pierwszego Treka. Zwykle odcinki holodekowe (nie będę tłumaczył co to jest holodek) służą obniżeniu kosztów, można wykorzystać rekwizyty i scenerie będące w posiadaniu wytwórni. Czy tutaj jest podobnie? Mamy śledztwo z nieoczekiwanym zakończeniem i furię pewnej części fanów.

    Bohaterów możemy podzielić na ważnych i mniej ważnych. Ważni to ci, którzy wystąpili w Star Treku 60 lat temu.

    I tu tzw normik może się zdziwić, czemu jakiś Kirk pojawia się na Enterprajsie i scenarzyści nie szukają nawet pretekstu. Ale jego postać rozwija się do docelowej formy, którą znamy. Dokonuje autoparodii w odcinku holodekowym. Gra też aktora grającego Kirka, czyli samego siebie.

    Uhura i Kaplica (siostra Chapel, inspirowana Kaplicą Sykstyńską) ulec muszą pewnej degradacji. Doktor M’Benga to już w ogóle. Miłość kapitana Pike z kapitan Betel nie przetrwa, Betel idzie do dowództwa na stanowisko sądowo-zabiurkowe.

    Bohaterowie, którzy nie pojawili się w Oryginalnej Serii (TOS) też są ciekawi. Sternica Ortegas, będąca ikoną nowoczesności, dostała swój odcinek, gdzie zmaga się z Gornem, a raczej z ideą gornowatości. 

    Pod względem formalnym mamy proste środki zastosowane, typowe dla ST: dwa wątki w odcinku, czasami z przerywnikiem. I to działa, nawet z perspektywy normika. Jest ona odmienna od perspektywy fana, oczekującego fanfictiona. Normik może nie rozumieć sensu patologii różnych, takich jak liczebność załogi. Skoro mamy 10 bohaterów to po co reszta załogi, która nie robi nic. Zawsze działa to samo grono osób. W Expanse np. jest to dobrze zrobione.

    No nic, w czwartek ostatni odcinek sezonu, pora szykować się na podsumowanie serialu, oskarżanego o pozyskiwanie młodego, prawicowego widza. No i bardzo dobrze, niech pozyskuje. Mamy ponoć do czynienia z niezłą oglądalnością, przy pewnej ciszy medialno-recenzenckiej. Ignorują serial będący dobrym przykładem fajoskiej SF. 

    0
    Brak głosów

Strony