blogi

  •  |  Written by Godziemba  |  0
    W połowie lat 30. doszło do gwałtownego przyspieszenia rozwoju Warszawy
     
             W Warszawie historyczne pałace i kościoły dawnej Rzeczypospolitej sąsiadowały z brzydką, pozbawioną wdzięku zabudową rosyjskiego gubernialnego miasta:  „Kiedy się  przyjeżdża do Warszawy od zachodu pociąg musi najpierw przedefilować uroczyście  szpalerem szarych, zadymionych, garbatych kamienic śródmiejskich, odwróconych tyłem do torów, zanim stanie przed drewnianą budą głównego dworca. Kiedy się przybywa ze wschodu  – najpierw przesuwa się przed oczami pyszna panorama wielkiego miasta, potem wbiega się  na most nad wielką rzeką, by pogrążyć się w tunelu na długo, aż poczuje się cały rozmiar  miasta dudniącego nad głową, aż wyląduje się wreszcie wśród skrzyżowań żelaznych krat i  dźwigarów nowoczesnego gmachu. Wschód i zachód, drewniak i żelbeton, wielkość i małość  zawarte są w jednym miejscu i zależne od strony podejścia. Tak kontrastowo, a nieraz i  dysonansowo jest wszędzie i pod każdym względem w tej nadwiślańskiej metropolii. 40- konna limuzyna wlecze się powoli za kulawą jednokonką na przemian po asfalcie i po kocich  łbach. Rozłożyste pałace stoją w cieniu wysokopiennych marmurowych banków, obok  kamienic przeplatających beztrosko staroświeckie gruchoty z secesją i fałszywym gotykiem”  – opisywał warszawskie dzielnice Tadeusz Makowiecki.
     
          W 1935 roku rozpoczęto zakrojony na dużą skalę ambitny plan modernizacji  Warszawy,  realizowany z inicjatywy prezydenta Stefana Starzyńskiego, który w 1934  roku stanął na  czele komisarycznego zarządu miasta. „W tych latach (…) Warszawa i Gdynia  – jak  dziewczyny, które dorastają i zmieniają się z niezdarnych i bez wdzięku w śliczne –  stawały  się coraz piękniejsze, ozdabiały się nowymi tynkami, kwiatami, wystawami  bogatych  sklepów, kolorowymi i estetycznymi neonami. Po przyjeździe widziałyśmy to  wszystko jakby  nowymi oczami i naprawdę można się było tymi miastami zachwycać” – opisywała swoje  wrażenia po powrocie z Włoch Monika Żeromska.
     
            W połowie lat trzydziestych rozbudowa miasta przybrała zawrotne tempo – wprowadzone w 1933 roku nowe przepisy podatkowe, korzystne dla inwestorów, spowodowały prawdziwy boom budowlany. Wolne place Żoliborza, Ochoty, Mokotowa, Koła, Grochowa, Saskiej Kępy zapełniała nowa zabudowa o zróżnicowanym standardzie – od robotniczych bloków po luksusowe wille.
     
           Kontynuowano program budowy eksperymentalnych, zielonych osiedli  mieszkaniowych, zapoczątkowany jeszcze w połowie lat dwudziestych przez polskich twórców architektury funkcjonalnej: Barbarę i Stanisława Brukalskich, Halinę i Szymona Syrkusów, Józefa Szanajcę, Bohdana Lacherta. Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa budowała „małe, lecz zdrowe mieszkania robotnikom i nisko uposażonej  inteligencji” na Żoliborzu i Rakowcu, Towarzystwo Osiedli Robotniczych  (…) swoje  wzorcowe stołeczne osiedla wznosiło na Kole i Grochowie”.
     
             Do większości warszawskich domów doprowadzono wodę, kanalizację, gaz i elektryczność, a mieszkania o przeciętnym standardzie miały już zwykle centralne ogrzewanie i łazienki. „Z nowoczesnych mieszkań poznikały, ciężkie gdańskie kredensy i  pluszowe portiery. Sypiano na tapczanach, porcelanę i srebro wydobyto z czeluści  bufetowych, lepsze sztuki umieszczono na półkach i niskich dressoirach, gorsze ukryto w  szafach kuchennych” – wspominała Maria Kuncewiczowa.
     
           „Bardzo się zmienił  - wspominała dalej - wygląd kuchen i łazienek. Gaz wyparł  węgiel, elektryczność wypierała  gaz, ściany dosłownie rozstąpiły się wchłaniając naczynia i  prowianty, na czym schludność zyskała. (…) Przeciętne inteligenckie mieszkanie robiło się  coraz wygodniejsze, coraz pustsze i mniejsze. Przestawało być siedliskiem klanu. Babcie,  wujowie, guwernantki odpadali po drodze lat miejskich…”.
     
            Z kolei Jan Emil Skiwski w „ Przewodniku literackim  po stolicy podkreślał:: „Jak się  pójdzie na Żolibórz, czy na Filtrową, znajdzie się w dużych domach niskie białe pokoje, do  których przez szerokie okna wpadają wesołe snopy światła słonecznego, zobaczy się  „dentystyczne” metalowe meble (zupełnie jak za granicą), wpuszczone w ściany szafy oraz  drzwi wyłożone szkłem od góry do dołu”.
     
              Coraz bardziej popularny był rodzimy styl, wypromowany przez Spółdzielnię Pracy Architektury Wnętrz Ład, dla której projektowali  wybitni polscy artyści, profesorowie warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych: Józef Czajkowski,  Wojciech Jastrzębowski, Lucjan Kintopf, Karol Tichy, Julia Kotarbińska, Mieczysław  Kotarbiński, Jan Kurzątkowski i inni. Ład stworzył i wylansował oryginalną sztukę wnętrza – nowoczesną, a zarazem osadzoną w polskiej tradycji.
     
                W imponującym tempie zmieniał się wygląd starych kamienic w centrum Warszawy. „Domy (…) śródmieścia bardzo wyporządniały – pisała w końcu lat trzydziestych Kuncewiczowa – odmalowano je, podreperowano, dozorcy awansowali na portierów, po  bramach zawisły nowoczesne skrzynki do listów „Hermes”, stare windy, holowane po   sznurze, wyzwoliły się spod władzy stróżowskich chłopaków, uzyskały elektryczne instalacje,  tabliczki ostrzegawcze, nazwę: dźwigi „Flohr” i w jakimś mniej więcej racjonalnym tempie  samodzielnie huczą i skrzypią wzdłuż pięter. (…) Spluwaczki wróciły na honorowe miejsca,  żarówkom przydano mocy, lokatorzy – ogarnięci twórczym zapałem administracji –  pozamieniali bilety wizytowe na mosiężne tabliczki, warkocze słomiane, uszczelniające  drzwi,  na wojłokowe listwy, w klatkach schodowych – potężniejszy od kuchennych  wyziewów  zapanował ambitny duch europejskości. (…) Panowie dozorcy wręczyli lokatorom  klucze od
    głównych drzwi, przy których – dla gości – ufundowano dzwonek „do portiera”.  Domy, które  dotąd miały charakter przechodnich, otwartych na cztery wiatry labiryntów,  nabrały pozoru  ściślej prywatności, przemieniły się w obronne zamki”.
     
                W Śródmieściu ostatecznej likwidacji uległy pozostałości nędznej parterowej zabudowy, pochodzącej jeszcze z dziewiętnastego wieku, a jej miejsce szybko zajmowały nowoczesne kilkupiętrowe „plomby”; luksusowa kamienica czynszowa stała się doskonałą  lokatą kapitału i intratnym źródłem dochodów. Właściciel starannie dobierał lokatorów, eliminując z góry osoby o nieodpowiedniej pozycji towarzyskiej i finansowej – komorne dochodziło nawet do kilkuset złotych miesięcznie!
     
    CDN.
    5
    5 (3)
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    Amazon chciał chyba podbudować swoją markę w sferze kultury, dlatego zapragnął stworzyć serial będący adaptacją dzieł Tolkiena. Zamysł tej jednak się nie udał gdyż promocję swojej platformy strimingowej prime połączył z rewolucją październikową, czyli z promowaniem wokizmu. Tutaj błędy strategiczne popełnili takie, że wybrali sobie fundamentalną „franczyzę” mającą setki milionów fanów na całej Ziemi. Wraz z kolejnymi materiałami promocyjnymi zaczął się robić dym. Kolejne trailery dostawały negatów w proporcji 1 pozytyw na 9 negatów a nawet gorzej. Liczne filmy na Youtube miażdżące ten wytwór chorej idei. Itp. poruszenie ogólnoświatowe. Amazon zaczął to przepierać wydając kasę i kupując opinie. Tzw. „superfani” zaproszeni na imprezę nie dali rady bo film z nimi został zdjęty. Potem jeszcze jacyś fani. Oczywiście takie myki jeszcze bardziej zirytowały fanów. Dzisiaj mieliśmy premierę dwóch pierwszych odcinków i mamy jednak pewną klapę wizerunkową. Jest ona skutkiem łapania dwóch srok za ogon: albo robicie rewolucję październikową albo budujecie markę. Przecież Amazon konsekwentnie twierdził że idee Tolkiena są przestarzałe i on zastępuje je swoimi: lepszymi i nowoczesnymi. A tera będzie spoiler:

    SPOILER

    II

    Marksizm kulturowy, który w oczywisty sposób nie istnieje, wywarł największy wpływ na kreację Pierścieni Władzy. Nieistnienie jego w żaden sposób nie przeszkadza w kreacji rewolucjonistycznych postaci silnych kobiet walczących z patriarchalizmem: Rey w Gwiezdnych Wojnach, Michasia Burnham z Star Treka Discovery, Reva z serialu Obi Wan Kenobi. W Ostatnim Jedi mamy Holdo, która ostrzega o swej toksyczności fioletową grzywą. Atomic Blondie jeszcze jest i Prey – najnowsza odsłona Predatora. Tu zaś mamy Galadrielę. Sposób, w jaki wypaczyli tą postać woła o pomstę do nieba.

    Bohaterki takie jak Ripley, komandor Greyson itp. funkcjonują w ramach patriarchalizmu. Nowoczesne rewolucjonistki fikają zaś. Popatrzcie na Revę i jej stosunek do reszty inkwizytorium. Faceci nic nie robią, gadają gupoty i hamują słuszne poczynania. Podobnie tutaj Elrond i Gil-Galad są męskimi szowinistycznymi świniami i nie słuchają światłych poleceń Galadrieli. A w Star Treku kto nie posłucha się Burnham ten ginie. W każdym razie kobieta musi kwestionować samcze przywództwo.

    Drugą fundamentalną cechą rewolucji jest marysuizm. Ma on uzasadnienie teoretyczne które zgłębiłem w czasach Ostatniego Jedi: kobieta musi się sama kreować i jakoś tak nie może być niczego uczona tyko Zosia Samosia. Rey była taką Mary Sue i przyjęła się średnio. Dlatego następne pokolenie już poznajemy w momencie, kiedy jest wyszkolone i ma doświadczenie. Taka Reva i Galadriel. Ale wciąż najmądrzejsze są. Podsumowując: może teorii tu nie ma za dużo ale jest praktyka do tego.

     

     

    III Galadriel

    Przecież Galadriel jest porąbana. Rzuca się w Ocean śmiało powiem że Atlantycki aby go przepłynąć wpław. To jest idiotyzm czego nie zauważają recenzje klaki. Przecież to jest absurd. Gupota. Poznajemy Galadrielę w momencie kiedy doświadcza samczej przemocy ze strony swych kolegów rzucających kamienie w jej stateczek. Potem jest porąbana bo pcha się przez jakieś urwisko, którego pokonanie wymaga sprzętu taternickiego. Ona ze swoim oddziałem nie ma takiego sprzętu i nie ma możliwości przetrwania takiej pogody. W sensie mrozu i wichury. W lecie się powinna tam pchać. Przecież tam były orki kiedyś i one musiały się jakoś tam dostawać w prosty sposób. Żyłuje ona jednak swoich podkomendnych nie wiadomo dlaczego w sumie. Drugim elementem patriarchalistycznym jest moment kiedy drugi elf podstawia Galadrieli miecz aby ta mogła wykonać fikołki. Tylko ona jako silna, mocna kobieta może bowiem rzezać trolla w czasie dokonywania fikołka. Trzecim momentem jest jej fikanie gdy ją odsyłają do Valinoru.image

    Wszystkie sceny które miały pokazać Galadrielę w roli SJW nie działają bo są spaszczone. Czemu ona lezie do fortecy mroźnej zimą a nie latem? Było to miejsce raczej już za kołem polarnym. Sceny nie działają, Galadriel nie działa, mamy tu różne opowieści że może elfy potrafią pokonywać oceany wpław i inne głupoty.

    https://youtu.be/iCO_HilBPXU

    IV

    Elfy są tu generalnie brzydkie. Podobnie jak w Wiedźminie nie są to tajemnicze, magiczne istoty tylko ludzie z szpiczastymi uszami. Grzywki mają krótko przycięte. Nie mają majestatu. Reszta wizualiów jest zaskakująco nierówna. Przepalali chyba jednak budżet bo co chwilę jest jakaś wpadka. Albo zbroja Arondira słaba, albo to, albo tamto. Nie dajcie się zwieść opowieściom o jakości obrazu. Bo nawet jak się pojawia ciekawa scena to trwa 3 sekundy abo 5. Słabe to jest. Wargi koszmarne.

    V Czarnoskóre elfy i krasnoludy

    Jest na razie 1 elf i i krasnoluda. Krasnoluda bez brody. Nie jest tak jak myśleli niektórzy że będą czarnoskóre ludy elfie i krasnoludzkie. Jest Nowy Jork i reprezentacja. Jak w Nowym Jorku jest wszystko przemieszane tak i tu. Mamy 1 elfa który akurat jest ciemny i nie ma żadnego podbudowania wewnątrz świata. I jest inkluzywność i reprezentacja. A czy my tu w Europie Środkowej jesteśmy dostatecznie reprezentowani? No nie.

    Fabuła składa się z niezależnych części które się nie zazębiają: te niby hobbity zwane Harfutami raz, Galadriela dwa. Galadriela łączy się z elfami które się łączą z krasnoludami. Galadriela ściga Saurona bo szuka zemsty na bracie, który umarł płaczliwie. A nie mężnie jak Boromir. Elfy jej nie wierzą, reszta nudna.

     

     

    Ocena tego serialu to jest 3 na 10 z tym że Amazon zdjął trzygodzinne wynurzenia światotwórcze Krzysztofa K. Maja z Jutupki dlatego obniżam do 1/10. Trzy godziny analizy – pojmujecie?

    Na razie tyle, o fabule, muzyce będzie przy okazji następnych odcinków.

    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Względy praktyczne sprawiły, iż Hitler nie odważył się wprowadzić zakazu jedzenie mięsa w Niemczech.
     
     
           Większość Niemców nie wyobrażała sobie przejścia na dietę bezmięsną. Przygotowania wojenne III Rzeszy sprawiły, iż na gwałt poszukiwano sposobów zapewnienia żołnierzom i ludności wystarczających ilości mięsa.
     
     
             W 1937 roku Richard Walther Darré, minister do spraw Żywności i Rolnictwa oraz przywódca Rolników Rzeszy,  w swojej książce „Mord na świniach”  uznał, iż niepowodzenia niemieckiego rolnictwa spowodowane są przez  „brytyjsko-żydowski spisek” przeciwko Niemcom. Dla Darrégo świnie były symbolem narodu niemieckiego, na którego życie nastają Żydzi.
     

           Jego zamiarem było odnowienie rasy aryjskiej w oparciu o gospodarstwo rolne. W jego planach świnie odgrywały szczególną rolę.
     
     
            „Żadne zwierzę ofiarne – napisał w swojej publikacji – nie jest tak kontrowersyjne w interpretacji, żadne zwierzę domowe nie waha się tak między całkowitym odrzuceniem a najwyższym poważaniem” Na podstawie udomowienia świni Darré uzasadniał różnicę rasową między „Aryjczykami” z jednej strony a Żydami i muzułmanami z drugiej. Świnia była dla niego „rasą przewodnią” ludów nordyckich, która już germańskich przodków doprowadziła do osiadłego trybu życia.
     
     
           „Podczas gdy świnia domowa – pisał - daje nam o ludach nordyckich czytelną informację, że musiały one być osadnikami, Semici, z ich odrzucaniem wszystkiego, co związane ze świnią, dowodzą równie jasno swego nomadyzmu”. Świnia jako zwierzę leśne zdana była na lasy liściaste i wodę, a zatem jest „faunistycznym przeciwieństwem każdego klimatu pustynnego”.
     
     
            W przeciwieństwie do nordyckich rolników uprawiających rolę owi mityczni nomadowie mieli podporządkowywać się swoim stadom bydła i wyruszać wraz z nimi, gdy na pastwiskach nie było już trawy. W jego oczach ich życie było więc „pasożytnicze”.
     
     
           Świnia służyła Darrému jako dowód rasowej i kulturowej wyższości „ludów nordyckich” nad Żydami i muzułmanami, Inaczej mówiąc stosunek do świni był „dowodem aryjskości”.
     
     
            Świnie, a przede wszystkim tłuszcz wieprzowy, odgrywały ważną rolę w niemieckich przygotowaniach wojennych.  Podczas gdy w USA i Wielkiej Brytanii hodowano coraz więcej ras świń o chudym mięsie, gdyż konsumenci woleli używać tłuszczów roślinnych, Niemcy stawiali na świnie tłuste, a tym samym na tłuszcz zwierzęcy własnej produkcji.
     
     
            Dla Darrégo świnie były decydującym kapitałem, który miał zapobiec problemom żywieniowym, analogicznym jak w czasie I wojny światowej.  „Wojna totalna – dowodził - to nie tylko kwestia decyzji dotyczących broni, ale przede wszystkim sprawa zabezpieczenia zaopatrzenia ludności w żywność.
     

           W całej Rzeszy powstały tuczarnie świń, w których zwierzęta mają być karmione wyłącznie zebranymi odpadkami kuchennymi. Aby zapewnić gromadzenie wystarczającej ilości odpadów, gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa zostają zobowiązane na mocy nakazu policji do „oddawania instytucji organizującej pomoc żywnościową wytwarzanych przez siebie odpadów kuchennych i spożywczych oraz wrzucania ich do przeznaczonych do tego celu pojemników na odpady z gospodarstw domowych”.
     

           Eksperyment zakończył się klęską, gdyż szybko okazało się, że samymi odpadkami można świnie utrzymać przy życiu, ale utuczyć się ich nie da.
     

           Adolf Hitler od wczesnych lat trzydziestych stosował dietę wegetariańską. Nie jadł mięsa, ani nawet rosołu, który według relacji Alberta Speera nazywał „trupią herbatą”. Jego posiłki nie mogły być przygotowywane z dodatkiem tłuszczu zwierzęcego. Żywił prawdziwą „awersję do mięsa” i był  przekonany „że jedzenie mięsa oddala ludzi od naturalnego życia”.
     
     
            Mimo własnych przekonań Hitler był świadom, że nie może zakazać jedzenia mięsa, ponieważ nie znalazłoby to zrozumienia u Niemców. Ich stosunek do mięsa mógłby się – jego zdaniem - zmienić tylko wtedy, gdyby dostępnych było więcej warzyw po przystępnych cenach dla każdego.
     
     
            Pomimo swojej diety wegetariańskiej Hitler nie lubił, gdy ktoś zrezygnował z mięsa ze względu na niego; uważał to za podlizywanie się, jak później wspominać będzie Emmy Göring.  Jednak nie przepuszczał okazji, by powiedzieć innym, co myśli o jedzeniu mięsa. Przy wieczornych posiłkach wielokrotnie opowiadał o rzymskich żołnierzach, którzy stosowali dietę czysto roślinną, a mięso jedli tylko w trudnych czasach.
     
     
           Również Himmler chciał w  dłuższej perspektywie wprowadzić w swoich brygadach SS „ograniczenie spożycia mięsa na rzecz przyszłych pokoleń” i zastąpić „mięso i kiełbasę czymś równie smacznym i zadowalającym podniebienie oraz potrzeby organizmu”. Podawał też konkretne wskazówki dietetyczne: „Przynajmniej trzy razy, a zimą pięć razy w tygodniu ciepłe kolacje w postaci zupy, ziemniaków w mundurkach, a następnie zimnych dodatków, chleb należy, według niego, opiekać, aby był lżej strawny dla chorych na jelita, słone ziemniaki z wody powinny być „najsurowiej zabronione”.
     

          Fakt, iż w III Rzeszy pozycja zwierzęcia jako podmiotu prawa była niekiedy silniejsza od pozycji człowieka, kilka lat temu zainspirował włoski związek zawodowy Feder Fauna zrzeszający osoby pracujące ze zwierzętami do ustanowienia kontrowersyjnej nagrody im. Adolfa Hitlera. Miała ona zostać nadawana osobom aktywnie walczącym o prawa zwierząt,  które jednocześnie pomijały lub wręcz naruszały prawa ludzi. Do otrzymania tej nagrody został wytypowany m.in. australijski filozof Peter Singer, aktywista walczący o ochronę zwierząt, zadeklarowany wegetarianin, a równocześnie zwolennik aborcji i eutanazji. Nagrodą miało być zmontowane zdjęcie, przedstawiające Führera karmiącego sarny przed bramą obozu Auschwitz.
     

            Chociaż oczywistą intencją pomysłodawców nagrody było wyszydzenie ludzi prezentujących taką postawę, środowiska antyfaszystowskie i żydowskie potępiły tę formę gratyfikacji jako stawiającą Hitlera w pozytywnym świetle i godzącą w pamięć ofiar nazizmu. Obawy te okazały się jednak nieuzasadnione, gdyż twórcy nagrody przyznali, że chodziło im wyłącznie o „potępienie tych, którzy depczą prawa człowieka w imię ideologii praw zwierząt”.
     
     
    Wybrana literatura:
     
    J. Mohnhaupt  - Zwierzęta w Trzeciej Rzeszy
    A. Goetz – Państwo Hitlera
    I. Kershaw  - Hitler
    5
    5 (3)
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0
     

    Poniosłem koszt 9.99 zł aby zapoznać się z debatą Łukasz Warzecha @lkwarzecha - Rafał Ziemkiewicz @R_A_Ziemkiewicz w tygodniku Do Rzeczy. Napiszę w tej sprawie list otwarty, który będzie zamknięty dopóki go opublikują . Albo nieopublikują. Bez bluzgów musiałem się wyrazić i bez sarkazmu, Co za poświęcenie

    Jest to pierwsza debata na temat wojny i jej znaczenia. W sensie że są 2 strony i dyskutują. A tak to same wyzwiska i urągania. Ja tego nie kasuje u mnie żeby zostały ślady tych wybryków. Jak wykasuję to skąd będzie wiadomo?

    Warzecha przywołuje tam Heńka Kissingera i jakiegoś drugiego odklejeńca. Intelektem pasuje o nich tamtejszy naczelny Paweł Lisicki. Konkretnie napisałem co jest grane i kto się bije i o co. Przedstawiłem alternatywę: albo Ukraina puknie Rosję albo się będziemy musieli bronić na własnym terenie. Geopolitykę przedstawiłem. Wszystko co tu na blogu, ale zwięźle. 

    Poza tym odnotowuję wysyp wypowiedzi byłych wysokich oficerów, którzy opowiadają różne androny. Wstyd. 

    A tak to chciałem o tzw HIMARSach 2 zdania popełnić:

    To są wyrzutnie i USA mają 2000 ciężkich 12-storakietowych na gąsienicach a my chcemy kupić 500 lżejszych na 6 sztuk rakiet kołowe. Na szczeblu brygady można strzelać rakietami o zasięgu 40 kilometrów a na szczeblu odwodu na 300 kilometrów. Rakiety mogą być samosterujące czyli programujesz im trasę i lecą. Asymetryczna broń która w naszych warunkach może zastapić śmigłowce uderzeniowe np. I to jest cała tajemnica. 

    A tu nasz marszałkissimus Grodzki bredzi na Campusie:

    https://twitter.com/MalaSycylia/status/1563935245535264769?ref_src=twsrc...

    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    W III Rzeszy otoczono zwierzęta szczególną ochroną.
     

           Wkrótce po przejęciu władzy, w 1933 roku Hitler doprowadził do przyjęcia nowej niezwykle postępowej ustawy o ochronie zwierząt.  Na jej mocy zwierzęta zostały objęte ochroną „dla ich własnego dobra”.  Była ona pierwszym z szeregu aktów prawnych regulujących sprawy z zakresu tej materii oraz realizujących zapowiedzianą przez Adolfa Hitlera zmianę: „W nowej Rzeszy nie będzie więcej dopuszczalne okrucieństwo wobec zwierząt”. Amerykańskie organizacje ochrony zwierząt przyznały za to Hitlerowi specjalny order za humanitarne postępowanie ze zwierzętami.
     
     
            Równocześnie została uchwalona „Ustawa o uboju zwierząt”, przewidująca, iż  „Zwierzęta ciepłokrwiste należy ogłuszać, zanim rozpocznie się wykrwawianie”. Objęła ona wszystkie zwierzęta ciepłokrwiste, również kury i inne ptaki domowe.
     

            Ustawa ta zakazywała  Żydom w Niemczech uboju rytualnego. Nazistowska propaganda chętnie posługiwała się obrazem Żyda „dręczącego zwierzęta”. W 1938 roku w wiedeńskim „Kleines Volksblatt” pisano na przykład, że ubój rytualny pokazuje „jawne, brutalne i niezmierne okrucieństwo Żydów”.
     

          Niejako w kontrze narodowi socjaliści przedstawiali się jako wyjątkowi miłośnicy zwierząt i propagowali wizerunek kulturowo wyższego narodu niemieckiego, którego pragnieniem jest zapewnienie humanitarnego uboju”.
     

          W czerwcu 1934 roku uchwalono ustawę ograniczającą polowania, a zwłaszcza zakazującą okrutnych polowań z udziałem psów. Nie udało się wprowadzić całkowitego zakazu polowań, ponieważ sprzeciwili się temu niektórzy wysoko postawieni funkcjonariusze Rzeszy, tacy jak Hermann Göring, który chełpił się tytułem „Wielkiego Łowczego Rzeszy”.
     

          Z kolei Himmler przekonywał, iż „strzelanie do ptaków i zwierząt nie jest sportem. To czysta zbrodnia. My, Niemcy, musimy szanować zwierzęta”.
     

         III Rzesza ograniczyła także przeprowadzanie eksperymentów na zwierzętach, a Hermann Göring grzmiał przeciwko wszelkim formom doświadczeń na zwierzętach, a „wiwisekcjonistom” groził obozem koncentracyjnym. W tychże obozach koncentracyjnych przeprowadzano natomiast na masową skalę eksperymenty na ludziach.
     
     
           Na mocy specjalnego dekretu Hitler zabronił przyrządzania homarów poprzez gotowanie ich żywcem oraz nakazał bardziej humanitarne metody uśmiercania skorupiaków.
     
     
          Wprowadzono także niezwykle szczegółowe przepisy dotyczące przewozu świń i bydła rzeźnego niemieckimi kolejami. Zgodnie z nimi duże zwierzęta gospodarskie i świnie miały być transportowane oddzielnie w zależności od płci. Jeśli transport trwał dłużej niż trzydzieści sześć godzin, trzeba je było wcześniej nakarmić i napoić. Wagony, w których przewożono zwierzęta musiały być dobrze wentylowane, aby zwierzęta się nie udusiły. W zależności od ich wielkości i wagi dokładnie określono, ile świń wolno załadować do wagonu, tak aby miały możliwość położenia się w czasie transportu.
     
     
           Jednocześnie apelowano do poczucia obowiązku hodowców, handlowców i kolejarzy: „Każdy, kto uczestniczy w wysyłce zwierząt, ma obowiązek przyczynić się do tego, aby dotarły one do stacji docelowej w jak najlepszym stanie”. Wskazywano, aby podczas gorących miesięcy letnich nie  ładować do wagonów świń przekarmionych, ponieważ mogą dostać zawału serca – co pokazano w wydaniu magazynu dla hodowców trzody chlewnej „Zeitschrift fur Schweinezucht” z 1940 roku. Jedno z dołączonych do artykułu zdjęć przedstawia około dziesięciu świń, które padły podczas transportu. Zapewne niedługo później do tych samych wagonów upychano ludzi i przewożono ich do obozów koncentracyjnych, nie dbając o ich komfort w czasie podróży.
     
     
             Ochrona zwierząt była  „integralną częścią reorganizacji społeczeństwa na volkistowskorasistowskiej podstawie”. Inaczej mówiąc, ideologia wyznaczająca wartość życia na podstawie kryterium „korzyści”, których to życie dostarcza swojej społeczności, nie czyniła różnicy między „człowiekiem” a „zwierzęciem”, lecz między życiem „pożytecznym” a istnieniem „niegodnym życia”.
     
     
            Z tego samego ducha ideologicznego wynikało zatem objęcie niektórych zwierząt szczególną ochroną, a uznanie niektórych ludzi za „szkodniki” i systematyczne ich niszczenie.
     
     
            Narodowi socjaliści, uznający Żydów za „podludzi”, a ludzi z niepełnosprawnościami za „niegodnych życia”, jednocześnie wynosili niektóre zwierzęta do rangi „zwierząt wzorcowych” – w tym psów, ze szczególnym podkreśleniem roli owczarków niemieckich. Obok owczarków niemieckich szczególnie pożądanymi rasami były: airedale terrier, doberman, rottweiler, sznaucer olbrzym i bokser.
     
     
           Dzikie zwierzęta, a szczególnie drapieżniki takie jak wilk, cieszyły się w ideologii nazistowskiej wyższym statusem niż zwierzęta domowe, ponieważ te, w porównaniu ze swoimi dzikimi przodkami, uległy osłabieniu w wyniku tysięcy lat udomowienia.
     
     
           Naukowcy tacy jak austriacki etolog Konrad Lorenz wspierali tę tezę. Lorenz, który niedługo po Anschlusie  wstąpił do NSDAP, był przekonany, że „wszelkie fizyczne i moralne oznaki degeneracji” u cywilizowanych ludzi „w swej naturze podobne są do oznak udomowienia zwierząt domowych”.
     

          W swoim przemówieniu poznańskim z 1943 roku Heinrich Himmler chełpił się: „Czy przy budowie rowu przeciwczołgowego umrze z wycieńczenia dziesięć tysięcy rosyjskich kobiet, czy nie, interesuje mnie to do chwili ukończenia budowy tego rowu dla Niemiec. Nigdy nie będziemy surowi i bezduszni, tam gdzie nie musimy: to jasne. My, Niemcy, jako jedyni na świecie, którzy mają przyzwoity stosunek do zwierząt, będziemy oczywiście przyzwoicie ntraktować również te ludzkie zwierzęta”
     

           Leopold Reitter, ocalały z Buchenwaldu, po wyzwoleniu obozu koncentracyjnego zeznał, że  „ w roku 1944, gdy w obozie panował wielki głód, ptaki drapieżne, niedźwiedzie i małpy codziennie dostawały mięso; pobierano je oczywiście z kuchni więźniów, których w ten sposób pozbawiano posiłków”
     

          Stojący na czele Głównego Urzędu Gospodarki i Administracji SS, któremu podlegały również obozy koncentracyjne, polecił w 1942 roku komendantom obozów  szerokie  „wykorzystanie psów stróżujących”. W rezultacie stworzono specjalną formację szkolenia psów dla służby w obozach koncentracyjnych.
     
     
               „Psy stacjonujące po zewnętrznej stronie obozów muszą być tresowane na wściekłe bestie, takie, jakimi są psy gończe w Afryce” - napisał Himmler w marcu 1943 roku. „Muszą być wyszkolone, że z wyjątkiem swojego strażnika rozszarpią każdego. Należy trzymać je tak, aby nie dochodziło do nieszczęść. Wypuszczać tylko po zmroku, kiedy obóz jest zamknięty, a rano ponownie zamykać”
     

           Pomimo szeregu instrukcji psy wartownicze nie były dobrze wykorzystywane. Stąd  też Główny Urząd Gospodarki i Administracji SS w piśmie do komendantów obozów z marca 1944 roku wskazywał, iż „wielu opiekunów psów jest albo źle wyszkolonych, albo brakuje im wystarczającej inteligencji, autentycznego zainteresowania, jak również prawdziwej miłości do zwierzęcia”.
     
     
    CDN.
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0
     

    Dobra umowy podpisane. Przypominam zasadnicze podstawy ostatnich zakupów:

    1. Wykorzystujemy okazję związaną z wysłaniem rzęchów/nierzęchów na Ukrainę i konieczność uzupełnienia braków.
    2. Kupujemy w kraju w którym ruska agentura wpływu jest słaba.
    3. Kupujemy w kraju który nie jest w nieoficjalnym/tajnym sojuszu z Rosją.
    4. Zamówienia są tak skonstruowane żeby totalni nie mogli odkręcić.
    5. Przechodzimy na amerykańskie standardy zamawiania. Krótki czas realizacji.
    6. Do tej pory nie dało się u nas wprowadzać uzbrojenia antyrosyjskiego z wyjątkiem. Ruska agentura wpływu tu działała i MON (biurokracja MON).
    7. K2 miały być zamówione po realizacji Abramsów ale ich realizacja została przyśpieszona.

    Nawet finansowanie jest jakoś opracowane obligacjami. Banku jakiegoś. Mało kto o nim mówi a jest coś na rzeczy.

    II

    W każdym bądź razie nie jest dobrze. Jest średnio. Sprawa może się rozbić o konkrety. Np. pisowce mogą rozgrzebać brygady i nie mieć siły dokończyć. Ta co są stracą zdolności bojowe bo część sprzętu poszła na Ukrainę a część ludzi i sprzętu pójdzie do nowych. I te już stracą zdolności a nowe nie uzyskają. Pisałem już o tym problemie już. Każdy musi coś dostać więc jak jedni dostaną czołgi to drudzy muszą dostać amunicję. Jest też spore ryzyko że plan się sypnie na mniej spektakularnych elementach: umundurowaniu, oponach, wozach logistycznych i tym podobnych. Na napojach chłodzących się rozłożymy. Przy czym żaden krytykans nie określa progu sensowności. Wg mnie 4 dywizje (te co już są) to minimum ale jestem otwarty tu na różne uwagi. Czy będzie 6? Nie wiem. W każdym bądź razie 6 dywizji oznacza stworzenie korpusu expedycyjnego który wyczyści nasze wschodnie pogranicze przynajmniej do Smoleńska/Kurska/Doniecka.

    Dalej: jak już pisałem totalni będą się starali anulować to wszystko. Mogą zerwać kontrakty nawet jeśli kary umowne wyjdą drożej niż sprzęt. Za wszelką cenę będą chcieli utrzymać Polskę w stanie bezbronności (XVIII wiek itp.).

    Pojawiają się też głosy że nasza armia przypomina jednak bardziej rosyjską niż ukraińską i potrzebuje podobnej reformy. O czym też pisałem: wywalenie różnych tam takich tych szpeców: 

    https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1246728,biurokracja-mon-podsumowanie

    PiS się nie zdobył na taką reformę i stosuje półśrodki: obchodzenie MON co na dłuższą metę nie może się udać. Niemcy zaś wyczekają na realizację tych planów i przejmą nasze uzbrojenie tworząc np. armię europejską. Przypominam że zmiany władzy w wyniku wyborów są nieuchronne a totalni mają potężnych - acz złowrogich – popleczników.

    III Przemysł

    Doszły mnie słuchy że przemysł jest niewydajny i różne poślizgi np. z Narwią czy Wisłą wynikają z niezdolności do opracowania np. radarów na czas. I dlatego mamy 2 typy czołgów bo szanse na polonizację Abramsa były nikłe. K2 zaś ma walczyć na Mazurach aby było trudno je zajść z boku.

    Mamy tutaj też wynurzenia:

    https://defence24.pl/przemysl/gen-wierzcholski-zakup-koreanskich-haubic-to-blad-bez-odpowiednio-przygotowanych-kadr-nie-wzmocnimy-artylerii-wywiad

    https://tvn24.pl/premium/czolgi-k2-armatohaubice-k9-oraz-samoloty-fa-50-bron-z-korei-poludniowej-dla-polski-zakupy-mon-oceniaja-generalowie-5940200

    https://wyborcza.pl/7,75398,28752091,gigantyczne-zakupy-mon-gen-nowak-czesc-tych-dzialan-sprawia.html

    Własnie zastanawiam się z jakiej choinki się autorzy urwali i na jakim świecie żyją: Wyobraźmy sobie ze jedzie sobie Goździk i widzi stojącą K9. No to podjeżdża, załoga wysiada z Goździka i wsiada do K9. W wyniku tego zabiegu mamy obsadzoną K9tkę i nieobsadzonego Goździka na Ukrainie:

    Ten Rafał Lesiecki też się kompromituje publicznie w TVN. Wiadomo dokładnie jakie są plany czołgowe: Wchodzą Abramsy i K2 -→K2PL. Leopardy zdążą się zużyć do czasu ich zastąpienia przez K2

    Jeszcze ktoś tam zaleca kupowanie amunicji a nie czołgów: cała amunicja dostępna idzie na Ukrainę i ni ma wolnej amunicji. Też odklejony. Czy ci generałowie nie wstydzą się wciskać tej ciemnoty? Jak mogło to funkcjonować z takimi szpecami u steru? Niemcy i Francja mogą mieć mało czołgów bo mają sztamę z Putinem i agenturę wpływu mają. Popaczcie se na mapę kufnia. Normalnie rozpacz. 

    image

    Będzie trzeba zrobić wpis zbierający te wynurzenia. Chociaż słuchałem ostatnio gen Drewniaka u Zychowicza i zmodyfikował chyba się nieco. 

    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Zdradzony przez Czechów admirał Kołczak został rozstrzelany przez bolszewików w lutym 1920 roku w Irkucku.
     
     
            Po rewolucji lutowej  i abdykacji Mikołaja II  utrzymał swoje stanowisko. Po rozmowie z ministrem wojny Aleksandrem Guczkowem zapisał w dzienniku: „Z Piotrogrodu wywiozłem dwie wątpliwe konstatacje: po pierwsze, jestem mocno przekonany o nieuchronności katastrofy państwa i trudno mi wierzyć w cud, który mógłby temu zapobiec. Po drugie, w stolicy panuje pustka moralna”.
     
     
           W Sewastopolu, mimo szacunku, jakim cieszył się Kołczak wśród swoich podwładnych, rozpoczął się ferment wśród marynarzy – powstały rady żołnierskie, zwoływano mitingi, a na początku lipca marynarze podjęli uchwałę o rozbrojeniu oficerów. Na wieść o tym admirał wezwał swoich współpracowników oraz  przedstawicieli rad na pokład pancernika „Gieorgij Pobiedonosiec” i oświadczył: „Nasi wrogowie Japończycy nie dostali mojej broni. Wy jej też nie dostaniecie!— oświadczył i cisnął swoją złotą szablę do morza.
     
     
           Wkrótce potem otrzymał zadanie  udania się w misji dyplomatycznej do Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Nie miał złudzeń co do znaczenia tej eskapady, skoro w liście do kochanki Anny Timiriewy pisał: „[…] moja bytność w Ameryce to rodzaj zsyłki politycznej i wątpię, czy moje pojawienie się w Rosji będzie ciepło przyjęte przez niektóre osoby ze składu obecnego gabinetu”.
     
     
           Gdy po ponad roku, 20 września 1918 roku schodził na ląd we Władywostoku, w kraju szalała wojna domowa. We Władywostoku spotkał się z rosyjskimi oficerami oraz przedstawicielami francuskich i brytyjskich wojsk stacjonujących w mieście.
     
     
          W cywilnym ubraniu wsiadł do pociągu i ruszył na zachód, docierając do Omska, gdzie zamierzał się spotkać z przedstawicielami Ogólnorosyjskiego Rządu Tymczasowego. 18 listopada 1918 roku rząd ten przejęli wojskowi, którzy następnie ustanowili Kołczaka dyktatorem i przyznali mu stopień pełnego admirała. Miał być wielkorządcą państwa rosyjskiego i poprowadzić białych do zwycięstwa. Zwracając się do Dyrektoriatu, Kołczak powiedział: „Przyjmując krzyż tej władzy w wyjątkowo trudnych warunkach wojny domowej i pełnego rozstroju życia publicznego, oświadczam, że nie pójdę ani śladami reakcji, ani katastrofalną ścieżką partyjniactwa.  Głównym celem czynię stworzenie skutecznej armii, zwycięstwo nad bolszewikami i ustanowienie prawa i porządku”.
     
     
          Richard Pipes napisał, iż „Kołczak miał wiele zalet, był człowiekiem bezwzględnej uczciwości, odwagi i bezinteresownego patriotyzmu. Należy go uznać, obok [Piotra] Wrangla, za najszlachetniejszego dowódcę białych w wojnie domowej. […]  Niezdolny do zrozumienia ludzi ani do porozumienia się z nimi, okazał się bardzo złym administratorem, w którego imieniu rabowano i mordowano, choć w nim samym budziło to odrazę. Z wyjątkiem uczciwości, odwagi i patriotyzmu nic nie kwalifikowało Kołczaka na stanowisko, jakie powierzyli mu omscy politycy.
     
     
           Pomimo, iż ogłosił dekret dotyczący praw do samostanowienia narodów byłego imperium Romanowów, uważał, że jedynie Polska może się stać krajem niezależnym od Rosji. Kiedy Carl Gustaf Mannerheim, były rosyjski generał, a teraz twórca niepodległości  Finlandii, zaoferował Kołczakowi, że przegoni bolszewików z Piotrogrodu w zamian za uznanie niezawisłości jego kraju, admirał odpisał: „Za żadne korzyści nie wyrzeknę się idei wielkiej, niepodzielnej Rosji”.
     
     
          Początkowo odnosił sukcesy - zajął Perm i rozpoczął ofensywę w kierunku Moskwy. W obliczu jednak przewagi wojsk bolszewickich jego oddziały zostały zmuszone do odwrotu, który późną jesienią 1919 roku przerodził się w chaotyczną ucieczkę. Próba reorganizacji wojsk została uniemożliwiona przez dowódców Korpusu Czechosłowackiego, którzy uniemożliwili mu skorzystanie z kolei transsyberyjskiej.
     
     
          Dzięki pośrednictwu gen. Maurice’a Janina, Czesi zgodzili się na przewiezienie jego żołnierzy koleją. Pociąg admirała non stop zatrzymywał się  - w tym czasie Janin oraz Czesi prowadzili rozmowy z bolszewikami.
     
     
           „To, co stało się później - pisze Pipes -  do dziś nie doczekało się zadowalającego wyjaśnienia. Janin i Syrový najprawdopodobniej zdradzili Kołczaka, wydając go bolszewikom. Od chwili przybycia na Syberię Janin traktował Kołczaka jak brytyjskiego sługusa i czekał tylko na okazję, aby się go pozbyć. Czesi chcieli jak najszybciej wrócić do kraju. Francuski generał, formalnie ich dowódca, dogadał się w ich imieniu z Ośrodkiem Politycznym, że w zamian za Kołczaka i jego złoto Czesi będą mogli bezpiecznie dotrzeć ze swymi łupami do Władywostoku”.
     
     
           W styczniu 1920 roku pod Irkuckiem pociąg zatrzymał się przed semaforem, gdzie Czesi wydali admirała bolszewikom. Kołczak został przetransportowany do miejscowego więzienia. Po zakończeniu dochodzenia skazano go na śmierć przez rozstrzelanie.
     
     
          Tuż przed śmiercią, 7 lutego 1920 r., admirał spytał dowódcę plutonu egzekucyjnego, niejakiego Czudnowskiego, o rangę. Komisarz. Kołczak żachnął się: „W wojsku nie ma takiej rangi, a komenderować egzekucją oficera może tylko ktoś wyższy stopniem”. Zapadło milczenie, a po chwili admirał sam kazał strzelać.
     
     
     
    Wybrana literatura:
     
     
    M. Panas-Goworska, A. Goworski – Naznaczeni przez bolszewików
     
     
    R. Pipes -  Rewolucja rosyjska
     
     
    D. Radziwiłłowicz -  Rola Korpusu Czechosłowackiego w wojnie domowej w Rosji
    5
    5 (3)
  •  |  Written by sprzeciw21  |  0
    image

    Jak informuje na facebooku, Związek Zawodowy Rolnictwa KORONA wyraża sprzeciw i domaga się zaprzestania prac legislacyjnych nad projektem ustawy o zmianie ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych, oraz ustawy o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw.

    Nowelizacja ustawy przyjęta 02 sierpnia 2022 roku, ma prowadzić do zmniejszenia popytu na nasiona rzepaku nawet o 1 mln ton. Ustawa może uderzyć w 100 tys. polskich gospodarstw. Skutkiem może być załamanie produkcji rzepaku w Polsce i pogorszenie i tak już niebezpiecznej sytuacji w rolnictwie. Dodatkowo tak niekorzystna w obecnym czasie ustawa wpłynie także na bezpieczeństwo paliwowe w kraju.

    5
    5 (1)
  •  |  Written by sprzeciw21  |  0
    Rozmowa z byłym prezesem Elewarru drem Danielem Alain Koroną.


    14 lipca „zniknąłeś” ze strony elewarr.pl. Jak to oceniasz?
    Zostałem odwołany z funkcji prezesa dzień wcześniej. Właściciel podjął decyzję o moim odwołaniu, miał do tego prawo i nie musiał to formalnie uzasadnić. Tak wynika z Kodeksu Spółek Handlowych. A sama funkcja prezesa Elewarru ma zgodnie z kryteriami bankowymi charakter PEP, czyli polityczna. A zatem powoływania i odwołania mają taki charakter, o ile nie ma innych oczywiście przesłanek np. finansowych.

    A jak wyglądało twoje odwołanie?
    W normalnym kraju najpierw by ze mną porozmawiano, byłyby podziękowania za współpracę, zwłaszcza po sukcesach jakie będąc na czele spółki uzyskałem. Co ja mówię, w normalnym kraju bym nie został odwołany, tylko otrzymałbym podwyżkę. Ale krajem normalnym nie jesteśmy.

    Zastałeś spółkę w złej kondycji?
    Rok obrotowy 2017/18 zakończył się stratą 17,2 mln złotych. Jak wynika z różnych informacji i relacji, sytuacja finansowa była jedną z przyczyn mojego powołania na stanowisko prezesa.

    Jaki jest twój bilans na zamknięciu?
    Pierwszy rok zakończyłem zyskiem 0,93 mln zł, drugi 1,676 mln zł, trzeci -15,76 mln zł, a czwarty – wynik będzie co już zapowiadałem w trakcie mojej prezesury rekordowy. Jako że nie jest oficjalnie ani ujawniony ani zatwierdzony, nie będę zatem przytaczał liczb. Środki finansowe na skup 2022/23 zostały zabezpieczone, a zatem uważam że bilans mojej prezesury jest pozytywny.

    Żałujesz funkcji?
    I tak, i nie. Człowiek się przyzwyczaja do miejsca, do ludzi, do pewnego określonego schematu działania. Z drugiej strony, funkcja powoduje że jesteś postrzegany tylko i wyłącznie przez pryzmat funkcji, władzy, możliwości którą ona ci daje, czy wynagradzania. Utrata funkcji pozwala weryfikować ludzi i znajomych, głównie negatywnie. A zatem utrata prezesury ma też swoje dobre strony, gdyż oczyszcza atmosferę od fałszu.

    To gorzkie i smutne
    Nie, prawdziwe. Takie jest życie.

    Co teraz robisz?
    Nie miałem praktycznie urlopu przez te 3 lata i niecałe 9 miesięcy. Najwyższy czas był na odpoczynek i działam już w świecie prywatnego biznesu, na swój rachunek.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Późniejszy admirał Kołczak był przed I wojną światową jednym z najbardziej znanych rosyjskich polarników.
     
     
           Aleksandr Wasiljewicz Kołczak urodził się 4 listopada 1874 roku w Petersburgu. Jego ojciec . Wasilij pracował na stanowisku kierowniczym w ważnym ośrodku rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego – w Zakładach Obuchowskich.
     
     
          Jego praprapradziadek  Ilias Kołczak, urodzony w końcu lat 80.XVII wieku na Bałkanach, przeszedł na islam i zaciągnął się do armii tureckiej.  Po wojnie turecko-rosyjskiej (1710-711) sułtan Ahmed III nadał mu tytuł  paszy i mianował komendantem Chocimia. Podczas kolejnej wojny z Rosją (1735-1739) poddał twierdzę, bronioną przez niespełna tysiąc żołnierzy. Po uwolnieniu z rosyjskiej niewoli, w obawia o swoje życie, porzucił służbę u sułtana i zaoferował swoje usługi Józefowi Potockiemu, który - wbrew królowi Augustowi III Sasowi - planował sojusz z sułtanem.
     
     
         Jego syn, Mehmed-bej, pozostał w Petersburgu. Przeszedł na prawosławie, otrzymał tytuł szlachecki i zaciągnął się do armii rosyjskiej. Od niego wywodzą się rosyjscy Kołczakowie. Męscy członkowie rodu służyli w wojsku rosyjskim. Jednym z nich był ojciec Aleksandra Wasilij, który służył w marynarce wojennej w czasie wojny krymskiej. Za wykazane męstwo otrzymał Krzyż Zasługi Wojskowego Orderu Świętego Jerzego.
     
     
          Po zakończeniu wojny ukończył Petersburskie Państwowy Instytut Górniczy, by po pewnym czasie zostać kontrolerem armat i torped, wytwarzanych w Zakładach Obuchowskich.
     
     
         Aleksander został uczniem VI Petersburskiego Gimnazjum Klasycznego. Jego kolegą z klasy był Polak z pochodzenia Wiaczesław Mienżynski, który po latach został zastępcą szefa Czeka Feliksa Dzierżyńskiego, a po jego śmierci w 1926 roku objął szefostwo tajnej policji, które piastował do swojej śmierci w 1934 roku.
     
     
          Humanistyczny charakter szkoły nie odpowiadał Aleksandrowi, który po uzyskaniu zgody ojca przeniósł się w 1888 roku do Morskiego Korpusu Kadetów, gdzie natychmiast został prymusem, wyróżniając się zwłaszcza w matematyce i historii.
     
     
          Szkołę ukończył z drugą lokatą oraz nagroda w wysokości 300 rubli, co stanowiło wówczas równowartość rocznych zarobków wiejskiego nauczyciela.
     
     
          Po zakończeniu nauki,  został w 1895 roku  odkomenderowany na statek szkolny pływający po Bałtyku, a następnie trafił na Morze Japońskie, gdzie służył na patrolowcu, awansując do stopnia lejtnanta.
     
     
          Zafascynowany wyprawami polarnymi, załatwił  sobie przydział na Półwysep Kamczacki i w czasie wolnym od służby zajmował się badaniem lodu. Wyniki prac opisał w zamieszczonym w fachowym piśmie artykule „Obserwacje temperatury na powierzchni i ciężaru właściwego wody morskiej, przeprowadzone na krążownikach „Ruryk” i „Krejser” od maja 1897 roku do marca 1899 roku”.
     
     
          Kołczak zaobserwował, że wielkie kry krążą zgodnie z ruchem wskazówek zegara po gigantycznej elipsie rozpościerającej się między Ziemią Franciszka Józefa a brzegami Alaski. Jego odkrycie znalazło zastosowanie w nawigacji polarnej — dzięki jego wyliczeniom nawigatorzy mogli ustalić gdzie,  po wmarznięciu w lód,  ich statki znajdą się po kilku miesiącach dryfu.
     
     
         W 1900 roku wziął udział w wyprawie polarnej zorganizowanej przez barona Eduarda Tolla. Kierownik wyprawy oprócz Kołczaka, który miał pracować jako hydrolog oraz oficer, zaprosił dwóch lejtnantów: Fiodora Matisena oraz pełniącego funkcję kapitana statku Nikołaja Kołomiejcewa, a także czterech naukowców, w tym zoologa Aleksieja Białynickiego-Birulę.
     
     
         We wrześniu 1900 roku gdy statek Zaria utknął w lodzie przy brzegach Tajmyru — najbardziej na północ wysuniętego półwyspu w Azji — Toll z Kołczakiem przeprowadzili dwa rekonesanse półwyspu, by przygotować bazy niezbędne podczas letnich poszukiwań Ziemi Sannikowa. Podczas drugiej z nich psy odmówiły posłuszeństwa i polarnicy zaprzęgali się razem z nimi.
     
     
          W czerwcu 1901 roku Kołczak po raz trzeci udał się na wyprawę, w trakcie której  obfotografował ponad 200 km wybrzeża, przyczyniając się do stworzenia dokładnej mapy półwyspu. Jeden z przylądków nazwał imieniem swojej narzeczonej, Sofii Fiodorówny Omirowej. W tym czasie Toll na skutych lodem wodach Zatoki Tajmyrskiej, natknął się na nieodkryty skrawek lądu i jego cypel nazwał imieniem Kołczaka. Kilka lat później Cesarskie Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne rozszerzyło tę nazwę na całą wyspę, a bolszewicy dopiero po wielu latach zorientowali się, i Wyspę Kołczaka przemianowali na Wyspę Rastorgujewa. Natomiast przeoczyli nazwę przylądka Sofii. W 2005 r. władze Federacji Rosyjskiej przywróciły wyspie imię Kołczaka, a cztery lata później postawiły tam monument z jego podobizną.
     
     
          Lody na Zatoce Tajmyrskiej puściły dopiero w połowie sierpnia i u schyłku polarnego lata „Zaria” znów mogła wyruszyć na poszukiwania Ziemi Sannikowa.  Po 20 dniach niezwykle trudnej nawigacji szkuner zatrzymał się u brzegów Kotielnego i tam pozostał na drugie  zimowanie. Kołczak oddawał się pracy hydrologa i wyruszał na krótkie wyprawy badawcze.
     
     
          W sierpniu 1902 roku szkuner ponownie opuścił lody, jednak z powodu braku węgla, przepłynął  morze Łaptiewów i dopłynął do ujścia Leny. Wobec nadejścia mrozów zadecydowano o jego porzuceniu, a polarników uratował parowiec, na którym dopłynęli do Jakucka.
     
     
          W następnym roku Kołczak wraz z kilkoma polarnikami dotarł do porzuconej „Zarii”. Na zabranej z niej łodzi wielorybniczej dotarli do Wyspy Benetta, skąd wrócili na kontynent.
     
     
         W marcu 1904 roku został odkomenderowany do Port Arthur, bazy rosyjskiej Floty Pacyfiku zaatakowanej przez Japończyków.
     
     
         W przeddzień walk z nadciągającymi z Korei w kierunku Port Arthur japońskimi siłami lądowymi trafił do szpitala, gdzie został wzięty do niewoli. Latem 1905 roku Japończycy pozwoli mu wrócić do Petersburga.
     
     
          Po powrocie najpierw zajął  pracą nad przywiezionymi z wypraw polarnych materiałami, które badał pod kątem glacjologii, by po awansie na kapitana zostać członkiem zespołu opracowującego plany odbudowy potęgi marynarki rosyjskiej. Jak napisał rosyjski historyk Władimir Chandorin: „Wszystkie pancerniki, połowa krążowników i trzecia część niszczycieli Marynarki Wojennej ZSRR, z którymi ZSRR przystępował do II wojny światowej, zostały zbudowane właśnie w ramach tego programu”.
     
     
          W pierwszych miesiącach I wojny światowej dowodził torpedowcem na Bałtyku.  Głównodowodzący Floty Bałtyckiej, admirał Nikołaj von Essen, szybko docenił jego umiejętności powierzając  mu eskadrę torpedowców. Okręty te przeprowadziły akcje minowania rejonu zatok Gdańskiej i Ryskiej, poważnie ograniczając ruch niemieckich jednostek na Morzu Bałtyckim.
     
     
           W kwietniu 1916 roku Kołczak otrzymał rangę kontradmirała, a w czerwcu wiceadmirała i, z pomięciem zwyczajowych praw starszeństwa, został mianowany dowódcą Floty Czarnomorskiej. Przed wyjazdem na Krym car przyjął admirała w Mohylewie i powiedział mu, że oczekuje od niego zaminowania wejść do portów tureckich i bułgarskich, co admirał szybko zrealizował.
     
     
    CDN.
    5
    5 (3)
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    Paweł Lisicki, pełniący funkcję redaktora naczelnego Do Rzeczy był łaskaw palnąć coś takiego dziwnego o kompromisie. Że niby trzeba zawierać. Ja jestem za takim kompromisem że ruskie zabierają się z Ukrainy i jeszcze niech zapłacą kontrybucje. Z kim ma być ten kompromis skoro soviet niczego nie dotrzyma? Oni nigdy niczego nie dotrzymują od kilkuset lat. Jakich gwarancji mogą udzielić? Nawet gdybyśmy mieli zakładników z ideą, że jak złamią układ to ich zarąbiemy to nic nie da. Poświęcą ich. Np. córka Putina jakby była. Wspomniany redaktor nie podaje tu żadnego pomysłu bo go nie ma. Nie ma przeto innej możliwości zakończenia konfliktu niż zdecydowany tryumf Ukrainy, co może potrwać. Dlatego ważne są nasze zbrojenia – jakby wojna się miała przedłużyć to zdążymy na następny etap. Co sobie w ogóle red. Lisicki wyobraża? Że się da podpisać jakiś świstek który ruscy podepcą w dogodnej chwili? Przecież taka jest ich stała praktyka? Co do Orbana zaś to Węgry leżą tam gdzie leżą i dlatego ich polityka jest taka jaka jest. O czym ja tu dyskutuję w ogóle?

    II

    Przypomnę zatem, że dla Niemiec i Francji współpraca z Rosją była okazją na wybicie się. Tanie surowce z Rosji, możliwość stawiania budowli przemysłowych (fabryk) gdzieś na Syberii itp. Przeniesienie emisji CO2 z UE do Rosji w końcu. Wypchnięcie USA z Europy i wyzwolenie się spod amerykańskiej kurateli. Przecież do tej pory Bundeswehra podlega ograniczeniom powojennym jeszcze. Nord Strimami ma przecież docelowo iść wodór który Niemcy będą rozdzielać po Europie a obowiązek przejścia na wodór wprowadzi Unia Europejska. W tym dilu Ukraina trafia w macki Moskwy i jest jej wydana. A my?

     

    Wszelakie opowieści że Niemcy cośtam. Że zauroczone, że straciły rozumienie, że nie rozumieją. Wszelakie takie opowieści to bujda i Niemcy prowadzą swoją grę geostrategiczną wykorzystując UE jako instrument.

    Niemcy próbują mieć ciastko i zjeść ciastko. Z jednej strony wykorzystują USA jako gwarancję bezpieczeństwa. Z drugiej strony dilują z Rosją a z trzeciej z Chinami, jako konieczny partner itp. Chcą się wybić na mapie świata jako punkt gieopolityczny podobny do USA, Chin, Rosji, Indii. Obecny ład mocarstwa te postrzegają jako nie uwzględniający ich interesów a co za tym idzie niestabilny. Nie są w stanie nic wynegocjować i stąd konflikt jest nieunikniony. Każdy jest bowiem za pokojem ale za takim pokojem który preferuje jego interesy. Utworzenie jednolitego obszaru politycznego od Lizbony po Władywostok np. zadowoli Rosję na jakiś czas i przestanie ona chwilowo wojować. Kto ostatnio mówił o takim obszarze? Miedwiediew i ktoś jeszcze? Z Hiszpanii?

    W każdym bądź razie federalizacja Unii Europejskiej uniemożliwi wszelaki opór wobec Rosji. Obowiązującą linia takiej federacji będzie linia Niemiec, które narzucą swój promoskiewski kurs. Hub pomocowy w Jasionce i pomoc zbrojna to naprawdę są posunięcia antyunijne i przygotowanie polexitu.

     

    Że po przejściu na ten wodór Ruscy wycyckaliby Niemców – to jest raczej pewne. Oświadczyliby: teraz albo uznacie naszą władzę zwierzchnią nad Unią Europejską albo zakręcamy wodór i co zrobicie? Zginiecie bo wodoru to już znikąd nie sprowadzicie. Elektrownie atomowe pozamykane, węgiel zakazany i se możemy wiatrakami pokręcić.

    II

    Grozi wojna o Tajwan na Dalekim Wschodzie, gdzie Chiny mogą eskalować w sposób taki, aby reszta świata nie chciała ginąć za Tajwan. 

     

    Tych kalkulacji red. Lisicki nie uwzględnia, gdyż błąka się we mgle nie ogarniając. Nie formułuje nawet zagrożeń które płyną dla nas z przeciągania wojny i tych które wynikają ze zwycięstwa Moskwy, które postuluje. 

    https://dorzeczy.pl/opinie/335224/przeciaganie-wojny-jest-radykalnie-niebezpieczne-dla-polski.html

    Tu znalazłem jego starsze wynurzenia, które też są durne:

     

    https://polskieradio24.pl/130/6257/artykul/2948348,ponad-200-polskich-cz...

     

    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
     
    Generał Józef Haller fatalnie spisał się w 1920 roku jako dowódca Frontu Północnego.
     
     
            W 1895 roku – po ukończeniu Wydziału Artylerii wiedeńskiej Akademii Technicznej – został austriackim oficerem zawodowym. Kariera wojskowa nie układała mu się najlepiej - przeszedł na emeryturę w 1910 roku w niejasnych okolicznościach, w wieku niespełna 40 lat, zaledwie w stopniu kapitana.
     

           Tak więc w chwili wybuchu wojny był jedynie kapitanem rezerwy. W 1914 roku objął dowództwo  3. Pułku Legionów Polskich, który szybko został rozbudowany do rozmiarów II Brygady, co uczyniło Józefa Hallera brygadierem.
     
     
          W trakcie kryzysu przysięgowego latem 1917 roku był najwyższym stopniem oficerem legionowym, który zgodził się złożyć przysięgę na wierność cesarzowi niemieckiemu Wilhelmowi II. Dzięki temu zachował dowodzenie nad II Brygadą.
     
     
           Po podpisaniu układu brzeskiego, oddającego Chełmszczyznę Ukrainie, II Brygada wypowiedziała posłuszeństwo i w lutym 1918 roku przebiła się przez front austriacko-rosyjski i połączyła ze stacjonującym na Ukrainie II Korpusem Polskim – formacją grupującą żołnierzy-Polaków z dawnej armii carskiej.Dowbor-Muśnicki odnotował w swych wspomnieniach: „był to dla mnie fakt zgoła niezrozumiały. Wiedziałem, że istnieją po stronie austriacko-niemieckiej oddziały ochotnicze z Polaków złożone, drugo, a może i trzeciorzędnego znaczenia, które walczyły przeciw Rosji; lecz nie mogłem dojść, jaka przyczyna zmusiła je do przejścia na stronę rosyjską. Czyżby sympatia do rewolucji?”
     
     
           II Korpus został jednak otoczony przez Niemców i 11 maja 1918 roku – po krótkiej walce znanej jako bitwa pod Kaniowem – rozproszony. Józef Haller zdołał uniknąć niewoli i przez Moskwę oraz Murmańsk udał się do Francji, gdzie objął 4 października 1918 roku dowództwo nad tworzącą się polską armią złożoną z ochotników emigrantów, i polskich jeńców wojennych z armii państw centralnych.
     

          Jednocześnie Polski Komitet Narodowy we Francji awansował go na generała dywizji. „Nie zazdroszczę Hallerowi – pisał Dowbor-Muśnicki – przyznaję mu dużo cech dodatnich, których nie posiadam. Chcę tylko wyjaśnić, że Haller osiągnął wyższą rangę wojskową drogą niestosowaną w armiach regularnych”. 
     

          Został nawet „Naczelnym Dowódcą wszystkich Wojsk Polskich”, choć te „wszystkie Wojska Polskie” składały się z jednej faktycznie zorganizowanej „Błękitnej” Dywizji.
     
     
            Błękitna Armia, licząca prawie 70 tysięcy żołnierzy wróciła do Polski wiosną 1919 roku,  biorąc udział w walkach polsko-ukraińskich. 
     
     
           Sam Haller został mianowanym generałem broni, z pierwszą lokatą wśród generałów.  W kręgach wojskowych znano jednak jego zdolności militarne – a raczej ich brak – powierzano mu zatem stanowiska o nazwach ładnie brzmiących, ale bez większego znaczenia. W 1919 roku dowodził Frontem Południowo-Zachodnim, stojącym nad granicą ze Śląskiem obsadzonym przez wojska Ententy i czekającym na plebiscyt. W 1920 roku dowodził Frontem Pomorskim – wojskami, których zadaniem było obsadzenie opuszczonego przez Niemców Pomorza. Tutaj zdobył jeszcze większą sławę, dokonując 10 lutego 1920 roku symbolicznych zaślubin Polski z morzem.
     
     
           Józef Haller powszechnie uchodził za bohatera legionów, korpusów wschodnich, Błękitnej Armii i wyzwoliciela Pomorza. Stronnicy Romana Dmowskiego – ale nie sam „Pan Roman” – widzieli w nim osobę, która może konkurować z Józefem Piłsudskim o stanowisko Naczelnego Wodza.
     
     
           Rozpoczętą przez Piłsudskiego w końcu kwietnia 1920 roku wojnę na Ukrainie określił mianem „awanturniczej wyprawy, która może grozić Polsce utratą niepodległości”. 
     
     
            8 lipca 1920 został mianowany na stanowisko Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej, armii, która nigdy nie była samodzielnym związkiem operacyjnym, choć tak traktowała ją opinia publiczna.
     
     
           Przeprowadzenie zaciągu ochotników było akcją propagandową, mającą zjednoczyć Polaków wokół wspólnej sprawy obrony kraju i zapewnić ich sympatię dla Wojska Polskiego.
     
     
            Postawienie na jej czele powszechnie szanowanego generała dało doskonałe rezultaty. Masowo zgłaszali się ochotnicy, napływały datki – najczęściej kierowane do „wodza Armii Ochotniczej, jenerała Hallera”. Przez trzy miesiące – do końca września 1920 – do Wojska Polskiego wstąpiło 105 714 ochotników, większość do piechoty i formacji wartowniczych.
     
     
           Z ochotników nie tworzono zazwyczaj samodzielnych formacji liniowych, większość trafiła do istniejących – ale poturbowanych w czasie walk i odwrotów – jednostek.
     
     
           Spośród pięćdziesięciu pięciu ochotniczych pułków piechoty tylko ośmiu użyto w samodzielnych walkach. Ochotnicy walczyli samodzielnie z reguły wówczas, gdy nadchodzący wróg nie pozwalał na wycofanie formowanego pułku na tyły.
     
     
            Natomiast nowo formowane pułki ochotnicze  w większości zachowały swą samodzielność, a już po zawieszeniu broni stały się pułkami regularnymi. Podobny charakter miała Konna Bateria Krakusów, jedyna zwarta ochotnicza formacja artylerii.
     
     
             1 sierpnia 1920 roku Hallerowi powierzono dowództwo Frontu Północnego, składającego się wówczas właściwie tylko z 1. Armii Wojska Polskiego. Haller nie uczynił wiele, aby usprawnić odwrót podporządkowanych mu jednostek, a poszczególne oddziały  zdołały jednak dotrzeć do Warszawy, przede wszystkim dzięki inicjatywie dowódców niższego szczebla.
     
     
            Obrona Warszawy nie była trudnym zadaniem, w mieście skoncentrowano bowiem znaczne ilości ciężkiej artylerii, która była w stanie roznieść na strzępy rosyjską piechotę, gdy tylko ta znajdzie się w jej zasięgu. Niestety, generał Haller uparł się toczyć zmagania o miasteczka znajdujące się poza zasięgiem artylerii stojącej w stolicy, nie przyszło mu też do głowy, aby swoje działa przesunąć bardziej do przodu. A przecież w armii austriackiej służył w artylerii!
     
     
            Po utracie Radzymina – generał Latinik przez cały wieczór pozostawał bierny, dopiero po północy Haller nakazał kontratakować odwodowej 1. Dywizji Litewsko-Białoruskiej. Akcja ta była mocno opóźniona i zamiast o brzasku rozpoczęła się późnym rankiem 14 sierpnia około 10.15. Natarcie zakończyło się porażką, przede wszystkim dlatego, że nie wykorzystano artylerii. Polacy zostali szybko wyparci z miasta. Dopiero podczas odwrotu polska artyleria okazała się skuteczna i zatrzymała Rosjan.
     
     
            „Sposób rozegrania bitwy o przyczółek i towarzysząca temu panika wydają się dość dziwne” – ocenił po latach obserwator z zewnątrz. „Haller się przeraził. Nie uważał utraty Radzymina za lokalne niepowodzenie. Nie czekając na potwierdzenie, uznał, że cały ciężar sowieckiego uderzenia zagraża Warszawie. Razem z Rozwadowskim zaczął słać we wszystkie strony telegramy o pomoc”.
     
     
           Panika była co najmniej niezrozumiała, gdyż Polacy dysponowali na przedpolach Warszawy przewagę nad bolszewikami. Polacy mogli korzystać z rozbudowanych umocnień, mieli wielokrotną przewagę w lotnictwie, kilkakrotną w artylerii oraz absolutną w czołgach, których blisko 50  było w jednostkach pierwszorzutowych i drugie tyle na zapleczu.
     
     
             Haller – zamiast wycofać się na kolejną rubież i użyć artylerii – postanowił ponownie odzyskać Radzymin. Do walki o miasteczko postanowił rzucić swój jedyny odwód – 10. Dywizję Piechoty, która na linię frontu została przerzucona przy wykorzystaniu warszawskich autobusów.  Zużywając swój jedyny odwód, generał Haller pozbawił się możliwości wpływu na toczoną przez jego Front bitwę.
     
     
           W wyniku dwudniowych walk (15-16 sierpnia) bolszewicy zostali ostatecznie wyparci z Radzymina.
     
     
            Po zwycięstwie polskiej kontrofensywy znad Wieprza, najważniejszym zadaniem Hallera był  pościg za uchodzącymi spod Warszawy wojskami bolszewickimi.   Wymagało to szybkiej oceny sytuacji, umiejętności improwizacji, a przynajmniej – wykonywania rozkazów swoich przełożonych i pilnowania, aby rozkazy te wykonywali także podwładni.
     
     
             Tymczasem Haller  pozwolił dowodzącemu 1. Armią Franciszkowi Latinikowi działać wbrew rozkazom Wodza Naczelnego, dzięki czemu bolszewicy zdołali uniknąć okrążenia. W rezultacie Latinik został odwołany, a w przypadku Haller po prostu zlikwidowano stanowisko dowódcy Frontu Północnego.
     
     
             Nic więc, że Piłsudski oceniał go bardzo krytycznie: „Gadatliwy bez miary i końca. Żadna tajemnica nie jest pewna w jego ręku. Wobec wewnętrznej, daleko sięgającej niewiary w swoje siły, szukać będzie wiednie i bezwiednie potwierdzenia wartości swojego dowodzenia w nieledwie każdym napotkanym człowieku. Koteryjny, nadczuły na pochlebstwa. Stąd faworytyzm nie utrzymywany nigdy w ręku. Łatwe zwalania odpowiedzialności na wszystkich na prawo i lewo. Obok niepewności siebie, często spotykana w tych wypadkach niezdrowa ambicja i nieumiejętność oceny tego, co sam, lub kto inny może lub nie może. Przy takim charakterze ratować może jeszcze wrodzony sentymentalizm i czułość na wysoki styl i wielkiego znaczenia słowa”.
     
     
            Co ciekawe także Sikorski niezbyt wysoko oceniał umiejętności wojskowe Hallera: „Haller musi sobie wytłumaczyć, że go do czynnej służby użyć nie możemy. Zrobić go możemy dla formy jakimś inspektorem artylerii czy coś podobnego i niech cicho siedzi”.
     
     
     
    Wybrana literatura:
     
     
     
    S. Aksamitek - Generał Józef Haller. Zarys biografii politycznej

     P. Bauer - Generał Józef Dowbor-Muśnicki 1867–1937

     S. Koper, T. Pawłowski –Mity wojny 1920
     
    J. Dowbor-Muśnicki - Wspomnienia

     J. Haller - Pamiętniki z wyborem dokumentów i zdjęć
     
    N. Davies -  Orzeł biały, gwiazda czerwona, Wojna polsko-bolszewicka 1919–1920
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0

    Zastanówmy się jak by mogły wyglądać przetargi? Na czołgi, samoloty, haubice, bewupy. W grę wchodzą tylko czołgi koreańskie i Abramsy. Zacznijmy od tzw offsetu: w zamian za zamówienie dostawca zobowiązuje się zainwestować określone środki u nas. Np. zbuduje fabryki kaczek wegańskich czy cuś. Offset podraża ofertę i jest problematyczny. W każdym razie musimy określić warunki. Ile czołgów chcemy? Za ile i kiedy? Powiedzmy do 24 lutego 2022 roku można było marzyc tylko o zastąpieniu T 72 i PT 91 twardy. 600 czołgów powiedzmy w dziesięć lat. Dalej mamy wymagania. Wymagania te spełnia tylko Gwiazda Śmierci, żaden istniejący czołg nie spełnia. Mamy parametry taktyczno-techniczne jak pancerz, zdolność pokonywania rzek po dnie, armata, mobilność, SKO (kierowanie ogniem), elektronika. Można tu nawpisywać różności. Ordynarnie przepisać parametry poszczególnego produktu.

    Dalej mamy oczekiwania dotyczące tzw: polonizacji: czy chcemy przenieść produkcję do nas, czy chcemy mieć prawo do modyfikacji, czy chcemy mieć prawo eksportu? Ile chcemy płacić za to wszystko? Mamy opcje dodatkowe, jak wsparcie logistyczne itp. Wszystko to powoduje, że poszczególne oferty są ze sobą nieporównywalne. Jeszcze opcja na kolejne 500 sztuk powinna się pojawić. Czas realizacji niech będzie to 10 lat o którym mówiłem. I cena. Podstawowym kryterium jest cena.

    II Jaki przetarg by trzeba zrobić aby go zakończyć zakupem Abramsów i K2?

    I teraz robimy przetarg, czekamy na oferty i je otwieramy. Jeśli ktoś się zgłosi. Niemcy i Francja nie mają zdolności produkcyjnych na tą chwilę. Zostają Amerykanie i Koreańczycy. I jeszcze ruski T 80 jest najlepszy.

    Możemy mieć 2 oferty: K2 i Abrams. Obydwa nie spełniają kryteriów. K2 ma słabą blachę na burtach, Abrams nie nurkuje, co z produkcją itp. Przechodzimy zatem do etapu dialogu technicznego. Do etapu wyłączności. I tu pora wspomnieć o najważniejszym: wymaganie-killer. Wyobraźcie sobie że wybieracie sobie auto i macie wymogi poduszki powietrzne, moc silnika, miejsce, wyposażenie itp. I nagle dochodzi jakiś wymóg z Księżyca np. zdolność do przewozu 5 ton żwiru jako wywrotka. I ten wymóg wywala wszystko do góry nogami.

    Jesteśmy już na etapie takim, że postępowanie może się toczyć przez 10 lat spokojnie. No przez 9 nic się nie będzie działo konkretnego i dopiero w 10 roku coś tam uzgodnią.

    III Na czym polega niegodziwość Kaczora?

    Kaczor w osobie Błaszczaka zrobił to co robią normalni ludzie. Najpierw się rozejrzał po okolicy i sprawdził jakie są alternatywy. I sam określił czego chce i nawiązał porozumienia. Czołgi amerykańskie w liczbie 250 ale bez produkcji u nas i dodatkowo koreańskie K2 z modernizacją i produkcją. Innej rady nie ma. Problemem jest tu też wprowadzanie standardów amerykańskich: pierwsze dostawy nie muszą spełniać wszystkich wymagań, służą do szkolenia i wprowadzania nowych typów. Dodatkowo zostaną one doprowadzone do standardów za jakiś czas przy okazji modernizacji. Nie tak trzeba to robić: trzeba postawić nierealne wymagania i czekać dekadami na ich realizację. 

    Co tu mamy jeszcze? Nacisk na szybką realizację. Nie ma możliwości rozstrzygnięcia przetargu w takim tempie. Widać to przy okazji samolotu FA 50: szans na używki F 16 na razie nie ma. M-346 też ma kłopoty z dostępnością i jest poddźwiękowy i ma mniejsze możliwości bojowe (w wersji szkolno-bojowej). Jak coś mamy brać to tylko to. I bez zbędnych dyskusji wybrali to co jest a nie to czego nie ma. Ten temat uważam za zamknięty.

    Na koniec kilka zdań o Tytanie:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Projekt_Tytan

    Początek projektu to 2007 rok i do tej pory ni ma nic. Ktoś się pożywia przy tym natomiast czy to wejdzie? Wiki donosi że francuski system https://pl.wikipedia.org/wiki/FÉLIN Felin przez 7 lat

    PS: Mamy jeszcze takie cuda jak Anders pseudoczołg. 

    PS2: Mamy też kwestię granatnika i jego zakupu oraz omówienie braku modernizacji wojska przez 30 lat. 

    5
    5 (3)
  •  |  Written by Smok Eustachy  |  0
    Orville to statek porównywany niekiedy do cumla (smoczka) albo do nocniczka. Wraz z załogą jest bohaterem serialu który podoba się widzom. Marudzą jedynie ci od Family Guya. Że ni ma Family Guja w kosmosie a miał być. A tak to grupa docelowa jest zadowolona. Może być pod tym względem niedoścignionym wzorem dla innych. Niestety 3 sezon będzie chyba ostatnim. Jakby mieli ogłosić 4 to by ogłosili już dawno. Chociaż formalnie nie jest zakończony czy tam skancelowany. Lepiej jednak otrzymać serial zamknięty przez twórców i skończony niż urwany w jakimś losowym miejscu z jakiś tam przyczyn. Pora zatem na krótkie podsumowanie: zastanówmy się dlaczego Orville jest najlepszym serialem na platformie Disney+?


    Ojcem sukcesu jest tu niewątpliwie Seth MacFarlane, autor pomysłu i scenariusza. Ale mamy tu udział takich osobistości jak Jon Favreau, Jonathan Frakes, Brannon Braga etc. Zwrócę wam tu uwagę na reżyserię Jona Cassara, który wyreżyserował najwięcej odcinków.
    Podstawą sukcesu jest znakomity scenariusz. MacFarlene chciał żeby to był Star Trek ale się mu nie zgodzili. W końcu wcisnął Foxowi ciemnotę ze to będzie Family Guy w kosmosie i Fox się zgodził. Faktycznie trochę takiego humoru było w pierwszych dwóch sezonach ale serial zasadniczo utrzymany jest w stylistyce Star Treka The Next Generations. Trzeci sezon został przeniesiony na platformę Hulu i wyszedł na tym bardzo dobrze. Odcinki mają charakter w zasadzie filmów telewizyjnych i potrafią trwać nawet półtorej godziny. Taki czas trwania znakomicie przysłużył się budowaniu fabuły, która może sobie spokojnie wybrzmieć.

    image
    Sukces serialu ma charakter systemowy: odpowiedni podział pracy. Seth jest szefem wspieranym przez reżyserów i resztę ekipy. Aktorzy zatem są odpowiednio prowadzeni i nawet średni potrafią wycisnąć wiele ze swoich ról. Potrafią tam prowadzić w odcinku dwa a nawet trzy wątki, czego nie potrafi taki Kenobi np. Dalej mamy estetykę stosowną: serial jest tak kręcony żeby się go przyjemnie oglądało: kolorystyka, filtry, kadrowanie, przestrzenne pomieszczenia ładnie oświetlone... Porównajcie sobie ze Star Trekiem Discovery, który jest koszmarnie nakręcony i zmontowany.

    Mamy tu też szacunek dla fanów: obejrzyjcie materiały dodatkowe do Mandalorianina, tam Favreau opowiada o szacunku do fanów. Tymczasem w innych serialach/filmachfani dostają kopa w ryj na samym początku (Discovery, Kenobi, Ostatni Jedi, Picarditp.). Gwiezdne Wojny też są. W każdym odcinku praktycznie jest jakieś starcie. Widać co prawda ograniczenia budżetowe, ale widać też że im się chce. Wyciągają maksimum z posiadanych możliwości (w przeciwieństwie do takiego Kenobiego, który jest ordynarnym przepaleniem budżetu). W Gwiezdnych Wojnach nie ma gwiezdnych wojen praktycznie od czasów Odrodzenia Skywalkera.

    Aby nie przedłużać zwrócę waszą uwagę na obyczajówkę i analizowane problemy egzystencjalne. Na klimat Star Warsów obecny tu i ówdzie. Na ładne widoczki kosmiczne. Na docenienie robotów jako istot myślących i mających swoje prawa. W Hanie Solo były ordynarne podrywy robocie a tu nie ma. Jest za to konsekwentna budowa bohaterów i trzymanie się ich charakterystyk.

    II Spoilery



    W 3 sezonie, który jest na platformie Hulu a u nas na Disnej Plasie mamy kontynuację wątków z sezonów poprzednich: wojna z Keylonami, cywilizacyjne wygibasy Moklan, pojawia się nawet planeta Fejsbuka. Konflikty cywilizacyjne są kontynuowane i rozwijane. Roboty od razu bez zbędnych kontrowersji są uznawane za istoty rozumne. Ciekawy zabieg fabularny: co chwilę opowiadają o Isaacu że nie  ma uczuć a widać że ma. I albo idziesz za tym co mówią, albo za tym co widzisz. Interesujący moment poznawczy. Izaak odczuwa emocje i ma uczucia, ale po swojemu. Po robociemu. Dlatego serial kończy się jego ślubem. Coś jak w Panu Tadeuszu: wrogość zakończona ślubem, który kończy konflikt Unia-Keyloni. Sztuczna Inteligencja nie ma bagaży miliardów lat ewolucji, odruchów warunkowych nie ma i bezwarunkowych. Dlatego postrzega rzeczywistość w sposób odmienny niż istoty biologiczne.

    Dalej mamy cywilizacyjne uwarunkowania Moklan, którzy pogardzają dziewczynkami. Jest tu paradoks bo od niedawna mogą je przekształcać w chłopczyków. Najpierw musieli technologię opracować wszak. W każdym bądź razie kobitki się buntują a Moklanie nawiązują współpracę z Krilami, rządzonymi demokratycznie przez kancerzycę z którą dziecko ma ktp. Mercer. Jest to wszystko zawikłane ale sezon większość wątków zamyka. Tak powinno być wszędzie. Dostajemy sygnał, że Mercer wraca do Kelly, której zdrada rozpoczęła serial. Bortus i Klayden wracają do siebie, dr Claire do Isaaca.


    Można mieć tu sporo zastrzeżeń do tego i owego ale mi się nie chce. Trochę mi już przeszło i jest nadzieja na 4 sezon. Ale jak się skończy na 3 to też OK. Jakoś tam zamknięta opowieść jest lepsza niż ten cyrk który się teraz dzieje. Albo pourywane albo przeciągane. 

    Seth i Ekipo: Dziękujemy za wszystko.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Zdradzony przez Lenina, Parvus umarł w samotności w Berlinie w 1924 roku.
     
     
           Po uzyskaniu zgody Lenina Parvus zaczął realizować plan zdobycia władzy w Rosji.  Jego główną siedzibą, zarówno w zakresie biznesu, jak i werbowania agentów, zostaje Kopenhaga – stolica neutralnej Danii. Tam też napływały z Berlina płyną kolejne miliony „na potrzeby nadzwyczajnego budżetu”, w tym na propagandę w Rosji, prasę, karabiny, szable, naboje i materiały wybuchowe. Rząd Rzeszy udzielał też poręczenia dla frachtowców, którymi ludzie Parvusa przewozili tony miedzi, cynku, aluminium, ołowiu, niklu i kauczuku ze Wschodu na Zachód.  W ten sposób Parvus zdobywał kolejne fundusze dla partii Lenina.
     
     
          24 lutego 1917 roku  niemiecki poseł depeszował ze Sztokholmu do Berlina: „Ruch rewolucyjny robi zadowalające postępy. Planuje się uznać wiosną [w Rosji] rząd za nieudolny oraz stworzenie rządu tymczasowego złożonego z oddziałów rewolucyjnych”.
     
     
          7  marca w Piotrogrodzie wybuchła rewolucja.  Tydzień później Mikołaj II podpisał akt abdykacyjny.  Rząd Tymczasowy z ks. Lwowem na czele wprowadził w Rosji demokrację. Dla Lenina nowy ustrój to „kisiel i papka”, on chce wprowadzić „dyktaturę proletariatu”, gwarantującą mu absolutną władzę.
     
     
         W Kopenhadze Parvus przekonał niemieckiego ambasadora, że rosyjscy liberałowie (Guczkow i Milukow) będą kontynuować wojnę z Niemcami. Na pytanie o nastroje w armii rosyjskiej Parvus odpowiadał, że co prawda oficerowie są za kontynuacją działań na froncie, lecz zwykli żołnierze chcą jak najszybciej wrócić do domu. Jednocześnie sugerował, aby w celu pogłębienia anarchii w Rosji, zorganizować Leninowi transport do Rosji,  który po zdobyciu władzy podpisze pokój z Niemcami.
     
     
         Dotychczasowe układy między Berlinem a bolszewikami załatwiano drogą ściśle tajną. Przerzucenie Lenina do Rosji wiązało się z ryzykiem dekonspiracji. Dlatego też niemieckie MSZ postanowiło przewieźć razem z bolszewikami przedstawicieli mieńszewików i eserów.
     
     
         Jednocześnie Lenin głośno demonstrujący niechęć wobec oferty Rzeszy, w zaufaniu tłumaczył swoim współpracownikom, że swoim  „W sytuacji, gdy rewolucja jest zagrożona, nie można myśleć o burżuazyjnych uprzedzeniach. Jeśli niemieccy kapitaliści są tak głupi, że zawiozą nas do Rosji, to sami sobie kopią grób”.
     
     
         9 kwietnia 1917 roku z dworca w Zurychu wyruszył pociąg ze statusem dyplomatycznego, żegnany krzykami emigracji rosyjskiej: „Zdrajcy! Wilhelm zapłacił za waszą podróż!”. Na niemieckiej stacji granicznej Gottmadingen rewolucjoniści przenieśli się do zaplombowanego wagonu. 12 kwietnia pociąg przybył na wybrzeże Morza Bałtyckiego. Tam pasażerowie przesiedli się na szwedzki parostatek i docierają do Trelleborga, a stamtąd pociągiem do Sztokholmu.
     
     
         15 kwietnia Lenin wraz ze swoimi towarzyszami podróży przekroczył granicę rosyjską – saniami, po lodzie Zatoki Botnickiej. Z granicznej stacji wysłał do sióstr przebywających w Piotrogrodzie telegram, że przyjeżdża i żeby powiadomiły o tym redakcję „Prawdy”.
     
     
          Tymczasem Brytyjczycy, którzy pozyskali informację o niemieckiej operacji, wysłali do księcia Lwowa ostrzegawczą depeszę. Minister spraw zagranicznych Paweł Milukow spróbował w ostatniej chwili wydać zakaz wjazdu pociągu do Rosji. Lecz przedstawiciele  Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, w których zasiadali również bolszewicy,  nie dopuścili do wydania zakazu.
     
     
         W tej sytuacji Milukow odpowiedział ze spokojem Brytyjczykom: „Kiedy będzie wiadomo, dzięki czyjej pomocy przybywają, zostaną tak zdyskredytowani, że nie będą stanowili żadnego zagrożenia!
     
     
          Po przybyciu do Piotrogrodu  Lenin wygłasza tzw. Tezy kwietniowe, po czym bolszewicy – dzięki niemieckim pieniądzom -  zaczynają agresywną agitację. Niemiecka kwatera główna informuję Berlin, iż „Powrót Lenina do Rosji udany, działa ściśle według życzeń”.
     
     
         Po fiasku ofensywy Brusiłowa, w czym udział miały informacje przekazane Niemcom przez Lenina za pośrednictwem Parvisa, bolszewicy podejmują próbę zamachu stanu.  Oficjalnie w imię pokoju, jednak prawdziwe hasło Lenina brzmi: „przekujemy wojnę imperialistyczną w domową”.
     
     
          W odpowiedzi minister sprawiedliwości Paweł Pieriewierziew nakazał rozwiesić afisze z informacją, iż Lenin i spółka to niemieccy agenci, po czym zostaje wniesiony do sądu akt oskarżenia o zdradę stanu. Gazety publikują nagłówki typu „Lenin zdrajcą!”. Część bolszewików została aresztowana, lecz sam wódz wraz z towarzyszącym mu Zinowjewem ucieka do posiadającej autonomię Finlandii.
     
     
          Wobec oskarżeń o zdradę Lenin butnie odpowiadał: „Pluję na oskarżenia Burcewa, pluję na pieniądze. Nigdy nie miałem zwyczaju pytać, skąd są pieniądze na rewolucję, na moje proklamacje, na prasę i broń palną”.
     
     
          Tymczasem Rosja,  rządzona przez nieudolny rząd Kiereńskiego, pogrążała się w coraz większym chaosie. W nocy z 6 na 7 listopada bolszewicy przeprowadzili udany zamach stanu.  Zaskoczony łatwością przejęcia władzy Lenin powiedział do Trockiego:  „Zbyt szybkie przejście od konspiracji do władzy. W głowie się kręci”
     
     
          Dwa dni później niemiecki sekretarz stanu przesłał do Urzędu Skarbu Rzeszy depeszę z prośbą o kolejne piętnaście milionów marek dla bolszewików.
     
     
          Tymczasem Parvus wręczył podsekretarzowi stanu w niemieckim MSZ memorandum, w  którym zaproponował, aby Rzesza jak najszybciej poparła pokojowe hasła Lenina, jednocześnie zachowując w czasie pertraktacji pokojowych formułę „bez aneksji i kontrybucji”. Sam czuje się królem życia, najpotężniejszym człowiekiem Europy. Ma teraz wszystko: pieniądze, prestiż i władzę!
     
     
          W grudniu przychodzi niespodziewany cios. Po rozpoczęciu rokowań pokojowych w Brześciu Litewskim Lenin – za pośrednictwem Radka – informuje go, że  „Rewolucja nie toleruje ludzi o brudnych rękach”.
     
     
         Widząc się w roli zbawcy Rosji, Parvus zapomniał, iż stanowił dla Lenina  niebezpieczną konkurencję. Na dodatek – był żywym dowodem układów z Niemcami.
     
     
          Gdy Parvus znał przestrogę Piłsudskiego, który powtarzał swoim współpracownikom, że Lenin  „jest skrajnym oportunistą, każdy kompromis, każda szacherka są [dla niego] dopuszczalne i wskazane. Zawrze każdą umowę, każdy sojusz i złamie z chwilą, gdy mu to będzie na rękę, i do tego oskarży partnera, że to on go perfidnie oszukał”.
     
     
          Parvus był skończony. W Rosji zapewne zostałby natychmiast aresztowany przez byłych swoich towarzyszy.  Dla Berlina i Wiednia również stał się bezużyteczny. W ich oczach był tylko agentem grającym na dwie, a nawet trzy strony, więc niegodnym zaufania. Austriacki doradca ds. rosyjskich, Emil von Fürstenberg, tak go opisał w depeszy: „Pracuje w jednej trzeciej dla mocarstw centralnych, w dalszej części dla socjaldemokracji, a w trzeciej dla Rosji, której proletariat chce sobie pozyskać”.
     
     
         Dla bolszewików nadal napływały miliony niemieckich marek, tym razem bez pośrednictwa Parvusa. Po zamordowaniu przez lewych eserów ambasadora niemieckiego w Moskwie, sojusz bolszewicko-niemiecki został wystawiony na próbę. Do tego czasu Lenin  wykorzystał około miliarda marek. Część z nich zabrał do Berlina sowiecki ambasador Adolf Joffe, aby werbować agentów, uprawiać agresywną propagandę, jednym słowem przygotowywać rewolucję w Niemczech.
     
     
          W tym czasie zdradzony Parvus zakłada gazetę „Izwnie”, na której łamach oskarżał Lenina o czerwony terror, zniszczenie gospodarki, oparcie systemu politycznego na kulturze azjatyckiej. niźli europejskiej (ciemnota i dzicz). Planował także stworzenie sieci agenturalnej, której celem miałoby wsparcie działań na rzecz obalenia władzy Lenina.
     
     
          Był świadkiem rewolucji w Niemczech. Zaprzyjaźniony z Różą Luksemburg został uznany za winowajcę upadku Niemiec. Zmuszony do ucieczki osiadł w szwajcarskim miasteczku  Wädenswil.
     
     
          W lutym 1920 roku powrócił jednak do Berlina, gdzie kupił piękną rezydencję na wyspie  Schwanenwerder . Opuszczony przez przyjaciół popadł w depresję.
     
     
          Izraił Helphand alias Aleksander Parvus umarł 12 grudnia 1924 roku w Berlinie na skutek udaru mózgu. Pochowany został na cmentarzu Tolkewitz w Dreźnie.
     
     
     
     
     
    Wybrana literatura:
     
     
    S. Frołow  - Bolszewicy i apostołowie
     
    E. Heresch – Sprzedana rewolucja. Jak Niemcy finansowały Lenina
     
    R. Pipes  - Rosja bolszewików
     
    O. Figes -  Tragedia narodu. Rewolucja rosyjska 1891-1924
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Danz  |  0
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Danz  |  0
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Danz  |  0

    We wpisie przedstawiono odrodzenie "wielkiego Związku Sowieckiego". "I dla tego [celu] nie będziemy żałować ani sił, ani środków" - dodano.

    "Po oswodzeniu Kijowa i wszystkich terytoriów Małorosji od band nacjonalistów, głoszących wymyśloną przez nich ukraińskość, Ruś znowu będzie jedna, potężna i niezwyciężona, jak tysiąc lat temu, w czasach Rusi Kijowskiej"

    - czytamy we wpisie. Małorosja to termin historyczny, obecnie wykorzystywany przez propagandę, do nazwania ziem obecnej zachodniej i centralnej Ukrainy.

    Nastepnie padają słowa o "pochodzie dla przywrócenia granic ojczyzny, które, jak wiadomo, nigdzie się nie kończą".

    We wpisie na profilu Miedwiediewa podana w wątpliwość zostaje państwowość Gruzji, a także Kazachstanu, który nazwany zostaje "sztucznym państwem" i któremu zarzuca się działania, "które można kwalifikować jako ludobójstwo Rosjan".

    "I my nie zamierzamy na to przymykać oczu. Dopóki tu nie przyjdą Rosjanie, porządku nie będzie"

    - czytamy na końcu wpisu.


    https://niezalezna.pl/452325-na-profilu-miedwiediewa-mocarstwowe-plany-k...
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Danz  |  0
    0
    Brak głosów
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Aleksander Parvus był faktycznym autorem planu zdobycia – za niemieckie pieniądze władzy przez bolszewików w Rosji.
     
     
            Izraił Łazariewicz Helphand urodził się w 1867 roku żydowskiej rodzinie rzemieślników osiadłych w białoruskim miasteczku Berezyna. Wkrótce potem rodzina przeniosła się do Odessy, gdzie Izraił podjął naukę w gimnazjum.
     
     
           Po maturze – jako bardzo zdolny uczeń – otrzymał stypendium Funduszu Palestyńskiego i wyjechał na studia w do Szwajcarii. Kolejno w Zurychu, Bazylei i Bernie uczęszczał na wykłady z ekonomii, filozofii, fizyki, historii, a nawet mineralogii. Ostatecznie w 1891 roku uzyskał doktorat z filozofii.
     
     
           W czasie studiów związał się z grupą Gieorgija Plechanowa, a ich zakończeniu z Karlem Kautskym ,  wydawcą i redaktorem najważniejszej gazety SPD „Neue Zeit”. Wtedy też przyjął pseudonim Parvus, co po łacinie oznaczało „mały, „mało znaczący”, co kontrastowało z jego posturą syberyjskiego niedźwiedzia oraz nowym imieniem – Aleksander, które kojarzyło się z Aleksandrem Wielkim.
     
     
           „Pod szeroką, byczą twarzą z wysokim czołem, - opisał go Siefeldt - małym nosem i staranie wypielęgnowaną brodą widać było gąbczasty podwójny podbródek niemal całkowicie zakrywający szyję. Małe, bystro spoglądające oczy osadzone były głęboko. Krótkie nogi dźwigały korpus niczym worek mąki. Bez przerwy wiosłował rękami, jak gdyby musiał utrzymywać równowagę”.
     
     
          Okazał się zdolnym dziennikarzem, dlatego chętnie publikował go i Kautsky w „Neue Zeit”, i Clara Zetkin w „Gleichheit”.  Ze względu na temperament, zamiłowanie do ostrego słowa i konflikty z właścicielami pism szybko nazwany zostaje „literackim awanturnikiem”.
     
     
          Podczas podróży reporterskiej do Rosji wpadał na pomysł wydawania w Niemczech socjalistycznego pisma po rosyjsku, które będzie potem kolportowane w Rosji. Jego pomysł zyskał wsparcie zarówno Plechanowa jak i Lenina.
     
     
          W ten sposób powstała „Iskra”. Początkowo blisko współpracował z Leninem, ale po rozłamie w partii, zbliżył się do Trockiego, który nie chciał się po żadnej ze stron.  
     
     
         „Parvus był bez wątpienia wybitną marksowską postacią końca ubiegłego i początku bieżącego wieku   –  wspominał Trocki w autobiografii. – Swobodnie władał metodą Marksa, patrzał daleko, śledził wszystkie istotne przejawy życia na światowej arenie, co przy wybitnej śmiałości myśli i męskim, jędrnym stylu czyniło go naprawdę wyjątkowym pisarzem. Dawne jego prace przybliżyły mnie do problematów rewolucji społecznej, przestałem uważać zdobycie władzy przez proletariat za astronomiczny „ostateczny” cel i uznałem je za praktyczne zadanie naszych czasów. Tym niemniej w Parvusie było zawsze coś szalonego i nieobliczalnego”.
     
     
           Po wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej wyjechał z Trockim do Rosji, licząc na obalenie władzy cara. Gdy Trocki stał na czele petersburskiej Rady Delegatów Robotniczych, Parvus  kierował nią  z tylnego siedzenia, bo jak sugeruje Aleksander Sołżenicyn: „gdy tylko jego postulaty przekształcały się w praktykę, w konkretne działania, zdobywały poparcie – ich organizacją już się nie interesował, odpadał, znikał: na swej drodze potrafił być tylko pierwszy i jedyny”.  Napisał „Manifest finansowy”, w którym ogłosił nieuniknione bankructwo finansowe caratu.
     
     
          Aresztowany z Trockim, uciekał z więzienia i wyjechał na Zachód, gdzie zaczął kłaść nacisk na sprawy finansowe, uważając, że „idea bez pieniędzy zemrze śmiercią głodową”.
     
     
          Szybko udowadnia, iż ma wybitny talent do mnożenia majątku. I „tak w tej ciężkiej, mięsistej głowie buldoga myśli o rewolucji splatały się z myślami o bogactwie– wspominał po latach Trocki.
     
     
            Wcześniej jednak  jako właściciel wydawnictwa sprzeniewierzył pieniądze należne Gorkiemu. Pisarz zaskarżył go o  sto osiemdziesiąt tysięcy marek w złocie, które ostatecznie wypłacili  towarzysze z SPD, by skandal nie ujrzał światła dziennego. Jednocześnie wykluczyli Parvusa z szeregów partyjnych.
     
     
           W tej sytuacji postanowił wyjechać i rozpoczął karierę kapitalisty. Przyjeżdża do Turcji, w której w 1908 roku doszło do rewolucji młodoturków.   Pisze wnikliwe teksty ekonomiczne do tamtejszej gazety „Türk Yurdu”, udowadniając w nich, że Turcja może się uniezależnić finansowo od Europy. Zostaje następnie doradcą tureckiego Ministerstwa Finansów oraz  przedstawicielem potężnego handlarza bronią, Basila Sacharowa.
     
     
           Z Odessy i Bułgarii  importował do Turcji zboże, z Rosji – broń i amunicję, by sprzedawać ją zwaśnionym stronom na Bałkanach, z Niemiec przywoził maszyny firmy Kruppa, drewno i żelazo sprowadzał z Austrii. W końcu jako właściciel handlowego imperium osiadł w pięknej rezydencji na Wyspach Książęcych.
     
     
            Z rewolucjonisty przeobraził się w prawdziwego kapitalistę – w cylindrze i fraku. „Do tego cygaro, podwójny podbródek i stado biuściastych blondynek… Jest w tym czasie już ojcem dwóch synów z dwóch związków”.
     
     
             Wybuch I wojny światowej powitał jako okazję do dalszego pomnożenia majątku. Dzięki koneksjom w placówkach dyplomatycznych prowadził handel w strefach zakazanych, czyli pomiędzy toczącymi wojnę państwami. Z nadspodziewaną łatwością przewoził deficytowe towary z Niemiec via Szwecja i Finlandia do Rosji – raz ołówki, termometry czy szelki, drugi raz towary cięższego kalibru jak metale, węgiel i broń. Najważniejsze punkty kontaktowe otworzył w Kopenhadze i Sztokholmie, obsadzając tam w roli dyrektorów handlowych partyjnych towarzyszy, w tym Leonida Krasina i Jakuba Haneckiego. Miał swoich ludzi  w Zurychu, Budapeszcie, Konstantynopolu,  Tyflisie i Piotrogrodzie.
     
     
           Oprócz handlu na masową skalę pierze pieniądze. Pojawiają się też chętni do współpracy potentaci amerykańscy. Z nimi Parvus otwiera Amerykańsko-Skandynawsko- Rosyjskie Towarzystwo Akcyjne (ASRA).
     
     
            Nadal jednak najważniejszym celem jego życia było obalenie caratu. W styczniu 1915 roku spotykał się w Konstantynopolu z niemieckim ambasadorem Konradem von Wangenheimem, które przekonywał, że Rosję rozsadzić można tylko od środka, a on ma takich ludzi, tyle że operacja będzie kosztować. Na prośbę Niemców sporządza rozpisany na dwudziestu stronach plan, któremu nadał tytuł  „Przygotowanie politycznego masowego strajku w Rosji.”  Jest w nim mowa nie tylko o strajku, ale przede wszystkim o wykorzystaniu niepodległościowych tęsknot podbitych przez cara narodów, uznaniu Syberii za najlepszy ośrodek działania ze względu na przebywających tam więźniów politycznych, o akcjach destrukcyjnych jak wysadzanie mostów oraz potężnym wsparciu propagandy socjalistycznej.
     
     
          Niemcy byli zachwyceni, Sekretarz stanu Gottlieb von Jagow nakazał Ministerstwu Skarbu Rzeszy: „Dla poparcia rewolucyjnej propagandy w Rosji potrzebne będą dwa miliony marek”.
     
     
            Następnie Parvus wyjeżdża do Berna na spotkanie z Leninem. Aleksander Sołżenicyn w noweli „Lenin w Zurychu” spróbował je odtworzyć: […] w spartańsko ubogim pokoiku Uljanowów gruby Parvus, z brylantowymi zapinkami na wysuniętych spod marynarki oślepiająco białych mankietach, siedział tuż obok, na łóżku, i nie mieścił się, i napierał, spychał Lenina na poduszkę i metalowe oparcie. Trrrach!! – puścił wreszcie kufer – uwalniając łokcie i prostując plecy, podniósł się, stanął, ukazując całą swą wysokość i potężne cielsko, w granatowym garniturze z kamizelką, z brylantowymi spinkami – i rozprostowawszy nogi, stąpnął, przysunął się tu bliżej. Stał – w swej naturalnej postaci – z wysuniętym mocno do przodu brzuchem, wielką jak bania głową, nalaną twarzą buldoga z hiszpańską bródką – i wyblakłym, uważnym spojrzeniem przyglądał się Leninowi. Przyjaźnie. Parvus zaczyna przemawiać i perswadować. Na co wódz bolszewików asekuracyjnie odpowiada: Mówiąc między nami, jeśli chodzi o nasze wzajemne stosunki – to oczywiście sojusz. Oczywiście będziemy sobie jeszcze nawzajem potrzebni i będziemy sobie pomagać. Ale jesteśmy teraz politycznie spaleni… Wystarczy byle Burcew – i wszystko stracone. Trzeba więc będzie zdecydować się na publiczne ujawnienie naszych rozbieżności, na polemikę w prasie. Niezbyt ostrą… i tylko sporadycznie, od czasu do czasu… Tak więc, powiedzmy – Lenin nigdy nie owijał w bawełnę, nawet w cztery oczy, im ostrzej się powie, tym większe wrażenie – pozbawiony wszelkich zasad moralnych sługus Hindenburga… renegat, brudny lokaj… Zrozumcie sami, nie zostawiliście innego wyjścia… Po czym znowu zaczyna się opierać, by nie stracić na wizerunku cnotliwego bojownika o ideały. A więc Parvus ciągnie dalej, nie mrugnąwszy nawet okiem na impertynencje. Włodzimierzu Iljiczu. Nie zostawajcie z tyłu. Komu jak komu, ale wam nikt tego nie wybaczy. Czyż nie widzicie, nie zrozumieliście jeszcze, że epoka rewolucjonistów z paczką bibuły czy bombą własnej roboty – minęła bezpowrotnie? Tacy – nie są już w stanie nic zrobić. Współczesny rewolucjonista – to gigant, jak my dwaj. Operuje milionami – ludzi, rubli, i musi mieć w swym ręku te dźwignie, za pomocą których można państwo zniszczyć albo postawić na nogi. A uzyskać dostęp do tych dźwigni nie jest łatwo, zdarza się i tak, że trzeba iść ręka w rękę z szowinistami”.
     
     
    CDN.
    5
    5 (3)

Strony